Bezruch (recenzja)

“Bezruch” przegapiłem… W tym sensie, iż zupełnie nie zauważyłem kiedy w księgarniach pojawiła się ta książka. Sam byłem tym zaskoczony gdyż poprzednie 3 książki Kapli z serii o Suszczyńskiej kupowałem zaraz po premierach i pochłaniałem jak najszybciej się dało. Toteż i kiedy zorientowałem się co do swojego przeoczenia… natychmiast pognałem do księgarni (internetowej) po zamówienie.

Nie zawiodłem się i tym razem – w książce było wszystko to co uwielbiam w trzech poprzednich tomach: czasowa przeplatanka (akcja osadzona w mrokach PRL-u oraz we wcale nienajczystszej moralnie współczesności), wartkie tempo (zabrakło mi tego w “Bezwładzie” – książka nieco się wlokła, ale już “Bezmiar” zaskoczył tempem, mnogością wątków i stopniem ich powiązania), dobrze zbudowane napięcie, ciekawie jak dla mnie narysowane postacie, interesująco nakreślone wątki, a to wszystko oblane celnymi refleksjami filozoficznymi (tak – nie jakimiś nad wyraz głębokimi, ale zawsze) oraz mieszanką fikcji z realizmem – na przykład występowaniem postaci zmyślonych tuż obok autentycznych i historycznych.

Dostajemy świetny kryminał – z napięciem, z przeszłością, z miłością, dynamiczną teraźniejszością, z bandytami, policjantami – czyli teoretycznie dla każdego (sympatyka kryminałów) coś miłego, lecz nadal wydaje mi się, że książki Kapli nie cieszą się aż taką popularnością wśród sympatyków gatunku. Sam nie wiem dlaczego – być może właśnie dlatego, że te powieści to taki trochę kryminał hybrydowy – z dużą dawką historii, komentarzy podróżniczych (czyli na temat tego co autor lubi bo to robił), z akcją, która naprawdę potrafi być nieszablonowa. Tak jak i dialogi – nieszablonowe właśnie, a do tego celne, w punkt, zabawne, albo po prostu do bólu prawdziwe i autentyczne.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.