Ciszej nad tą Lewicą (komentarz)

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Po wtorkowym ogłoszeniu poparcia Lewicy dla Funduszu Odbudowy, przez kraj przetoczyła się gwałtowna fala krytyki wobec takiego stanowiska części opozycji. Gdzie tam krytyki – Lewicę zaczęto momentalnie chłostać ze wszystkich opozycyjnych stron, a już najbardziej z tych, którym ideologicznie i poglądowo do Lewicy było najbliżej: z Koalicji Obywatelskiej, czy NAWET ze strony Strajku Kobiet (nie licząc oczywiście rzesz anty-PiSowskich komentatorów i publicystów). Słowem – wszystkie ręce na pokład, cel, pal! Przez Internet przetoczyło się chóralne “z terrorystami/reżimem się nie dyskutuje i nie negocjuje (a co dopiero zawiera jakieś sojusze!)”. Co zatem się w takiej sytuacji robi? Idzie się na przebój pod prąd? Pamiętajmy, że jeśli przyjmiemy takie założenie (że z terrorystami się nie negocjuje), w tym samym paradygmacie może za moment zmieścić się haniebne hasło towarzysza Zenona Kliszki (posła na sejm PRL, bliskiego współpracownika tow. Gomułki) rzucone w przededniu masakry na Pomorzu w 1970 roku, że “z kontrrewolucją [też] się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela”.

O relacji i różnicy między unijnym FO a krajowym KPO (Krajowy Plan Odbudowy) pisaliśmy niedawno tutaj, nie będę zatem analizował, komentował ani porównywał tych mechanizmów raz jeszcze. Chcę jedynie powiedzieć, że kwestia poparcia przez Lewicę rządowego pomysłu na FO (z uwzględnieniem lewicowych postulatów) to rzecz dość zwyczajna i nie ma co w naszym powstańczo-martyrologicznym kociołku dopisywać nią kolejnego rozdziału do naszej narodowej epopei o walce dobra ze złem.  

Koalicja Obywatelska wymagała od rządu gwarancji co do sposobu wydatkowania środków pozyskanych z FO w ramach KPO. Rząd do opinii i wniosków KO oczywiście się nie przychylił. Co być może mogło być zaskakujące – przychylił się za to we wtorek do “wszystkich” warunków wydatkowania środków postawionych przez Lewicę. No i się zaczęło – poszło o to, że to Lewica ułożyła się z PiSem na boku, doprawiając rogi całej opozycji, a przecież fundamentalną dziś zasadą opozycji jest kwestionowanie i elementarny brak zaufania do wszelkich deklaracji i działań obozu rządzącego. Skąd zatem cały ten zgiełk, skoro przecież, idąc tym tropem, PiS mógłby tak samo wykołować PO (jak wykołował aktualnie Lewicę na chociażby 75 tysięcy mieszkań)? Skoro PiS może tak samo wykołować Komisję Europejską, która to nadzoruje projekty KPO w poszczególnych krajach członkowskich i ma prawo veta w tej sprawie? Przecież PiS pogrywa sobie z UE i KE bardziej, niż z jakąkolwiek stroną opozycyjną w kraju… O co więc chodzi w tej politycznej awanturce? O zdradę opozycji? Zdradę racji stanu? 

Oczywiście, że nie. Cała sytuacja to kolejna chmura z rzuconego przez kogoś (już nie chcę palcem wskazywać przez kogo) granatu dymnego. To cały czas ta sama gra – o to by uszczknąć coś dla siebie. Bo i tak to, czy środki z FO a następnie z KPO trafią tam gdzie faktycznie powinny, lub tam gdzie chciałyby poszczególne siły polityczne, nie okazuje się teraz. To się okaże za jakiś czas.

Dogadanie się opozycji (Lewicy) z rządem to kwestia pragmatyzmu i parlamentarnej demokracji (tak, oczywiście każdy z nas odzwyczaił się od tego, że w tym kraju opozycja może mieć czelność współpracować z rządem). Czyli czegoś, o czym u nas się nagminnie zapomina. A zapomina się najbardziej wtedy, kiedy zaciekle walczy się o obronę demokracji z mocnymi hasłami na ustach. A kto na początku tygodnia nadal jeszcze wierzył, że brak parlamentarnego poparcia dla FO za moment obali rządy Zjednoczonej Prawicy, miał czas żeby ochłonąć po niedzielnej deklaracji koalicjantów o nowym programie Zjednoczonej Prawicy.

Kto by bowiem w PiSie wysłuchał żądań KO? W podobnym tonie zignorowano przecież wniosek Polski 2050 z uwagami dotyczącymi KPO. Inicjatywa wyszła od parlamentarnego koła Polska 2050, a zbyta została przez premiera wymówką, że wniosków w tej sprawie oczekiwał od… klubów parlamentarnych. PiS cię zatem opozycjo zawsze skręci, jeżeli będzie chciał i jeżeli sama nie będziesz dość cwana. Bez względu na to czy na imię ci Lewica, czy Koalicja Obywatelska. 

Wniosek? Cała ta sytuacja to wzajemna operacja piarowa. Niestety, bo stety chyba raczej nie, ten szybki seks Lewicy z PiSem opłaca się obu stronom. Dlaczego opłaci się PiS? Bo PiS zakłada, że za moment nastąpi jego nowe otwarcie – koniec pandemii, sukces akcji szczepień, wdrażanie Nowego Ładu, który znów (jak za starych dobrych czasów i jak na ciągle te same potrzeby narracyjne PiS), oparty będzie o socjal i znów może w jakiejś częsci polegać na bezpośrednich transferach gotówki do kieszeni wyborcy. A ten klimat jest doskonałą melodią socjalnego zaplecza nikogo innego jak Lewicy właśnie, która być może powoli orientuje się, że pod względem politycznego kapitału aż tak dużo nie zbije na dysputach ideologicznych. Do gry musi wejść kasa! 

I to jest raczej pole, na którym Lewica ewentualnie zdradza blok demokratyczny – okręcanie się wraz z PiS-em na tematyce socjalu. A nie w związku z tym, że tu i teraz podała rękę PiSowi w temacie, który i tak rozstrzygnie się gdzie indziej, niż na rozmowie Morawieckiego z Zandbergiem, Czarzastym i z Biedroniem. 

Więcej w tym cynizmu czy politycznej pragmatyki? Polityka nie jest taka od wczoraj, od 2015 roku, czy od dogadania się Lewicy z PiS – polityka taka jest od bardzo dawna. Jest od załatwiania własnych spraw bardziej niż od załatwiania spraw innych. A żeby nie było tak jak jest, potrzeba zmiany mentalu całej klasy rządzącej. Nie wierzycie? To pośmiejcie się jeszcze bardziej z Szymona Hołowni, który przecież trąbi o tym na okrągło. 

Pamiętam te pomruki zachwytu nad Lewicą (w okolicach nasilenia się antyrządowych i pro-choice'owych nastrojów w społeczeństwie); że Lewica to jest ta siła, z którą KO powinna stworzyć wspólny blok do kolejnych wyborów. Gdzie są dziś te głosy w tym hałasie okładania się wzajemnie KO i Lewicy po wtorkowych konferencjach?

Hałas  ten dziś to też głównie hałas medialny wokół Lewicy – a kto wie, czy taki aspekt sprawy nie był także brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o poparciu rządu Morawieckiego? Kto wie, może za chwile będzie nawet sondażowy bodziec – i to dla obu stron umowy. 

PiS w oczach umiarkowanych lub obojętnych wyborców mógł pokazać się jako formacja na opozycję niezamknięta, nadstawiająca ucho i otwarta na pomysły z zewnątrz. Lewica – jako postępowa, odważna, elastyczna, a przy tym walcząca o byt i prawa swojego elektoratu. Oczywiście – to tylko i aż kwestia politycznego piaru, który nie wiadomo, czy w takiej formule się opłaci. 

Taka ocena zaś to z kolei nie kwestia toksycznego i sprzyjającego PiS symetryzmu – to po prostu kwestia pragmatyzmu i chłodnej oceny sytuacji. Czy z reżimami się nie dyskutuje? Jeżeli nie, to po co nam był Okrągły Stół? To też była piarowa akcja? Komuniści mogli się przecież także ułożyć na boku z nową elitą… A my mogliśmy jeszcze poczekać te parę lat, popalić opony pod Komitetem, postrajkować, aż komuna sama by się zawaliła pod swoim ciężarem.

A jeżeli już bronimy demokracji, to brońmy jej mądrze. Pamiętając, że to samo państwo PiS, przed którym dziś jej bronimy, jest jej cudownym dzieckiem i kwintesencją, by nie powiedzieć, że jest ono również kwintesencją słów Stanisława Lema: “Demokracja to władztwo intrygantów, wybieranych przez głupców”.

Obóz demokratyczny nie odrobił bowiem nadal pracy domowej z sześcioletniej doktryny totalności oraz anty-PiS. I nie jest to dla niego dobry prognostyk. Na szczęście dla niego jednak - PiS odroczył w czasie wybory, które to mogłyby być fatalną konsekwencją tego braku pracy domowej.

A wobec powstałego hałasu oraz publicznej chłosty Lewicy przez KO, koncept #koalicja276 jawi się już jako nie tylko pomysł, który rzucony swego czasu w przestrzeń napotkał tam jakąś przeszkodę w rodzaju ściany. To już jest zwyczajna smuga i rozbryzg na owej ścianie czegoś, czym ten szumnie zwiastowany pomysł miał być. Dziś od jedności opozycji znów wydajemy się być dalej niż kiedykolwiek, a kłótnie i wzajemne pranie brudów jakie wybuchły w obozie opozycyjnym po wtorkowych rozmowach pokazują jedno. Już nawet nie to czy i jak bardzo opozycja jest teraz podzielona – ale jak frajersko było się kłócić o rzeczy tak naprawdę nieistotne (o logo, o wspólne listy, o dyscyplinę w głosowaniach w nowej kadencji Sejmu, o głosowanie zgodne z sumieniem, o to kto i jak wypada w sondażach, co kto powiedział, czego nie powiedział, o płacz nad Konstytucją) i tracić na to wszystko rezerwuar sił i zaufania. Bo kiedy przychodzi debatować nad rzeczami naprawdę ważnymi, nie ma już na to sił i chęci. Dlatego, że kiedyś tamten powiedział to, tamci zaczęli pierwsi, oni wtedy nie chcieli, tamten z tym są tacy a tacy. 

No to mamy demokrację, o którą tak zaciekle walczymy od sześciu lat. Szkoda tylko, że na rozgrzewce przed tą walką zostawiamy w szatni razem z odzieżą resztki rozumu i zdrowego rozsądku. 

Dlatego też ciszej teraz już nad tą Lewicą – ale nie ciszej dlatego, że ona aż tak mocno się skompromitowała. Ciszej dlatego, abyśmy już bardziej nie kompromitowali się sami. 

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

02 comments on “Ciszej nad tą Lewicą (komentarz)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.