Czas Oczekiwania

Adwent to szczególny czas. Czas sentymentów lecz także i resentymentów, z powodu coraz bardziej złożonej i niezrozumiałej dla nas rzeczywistości. Nie tylko krajowej – przede wszystkim globalnej. Do tej krajowej jednak nam najbliżej. Bo jest też trochę tak, że im myślami bliżej nam do kraju, tym te resentymenty są silniejsze.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

W naszym judeochrześcijanśkim kulturowym tyglu z dziada pradziada wpisany jest w nasz los czas oczekiwania. Na nadejście mesjasza. Na zimę, na wiosnę. Na plony, na żniwa. Na narodziny, na śmierć. Na lepsze czasy i kres gorszych. Na lepszą rzeczywistość i lepszą władzę. Na koniec pandemii, drożyzny, inflacji. To przecież adwent w czystej postaci – czekanie na zbawienie lub zbawiciela w dowolnej figuratywnej formie, zależnie od miejsca i czasu. W tym momencie tego roku jak nigdy wydaje nam się, że czekamy bardziej i bardziej niecierpliwie – właśnie na nadejście czegoś, co zmieni aktualny porządek w wymienionych wyżej obszarach: gospodarki, płacy, poziomu życia. W tym sensie czas oczekiwania nabiera podwójnie mistycznego charakteru.

Rok 2021 to była w ogole kumulacja wypadkowych naszych „czekań na” na przestrzeni ostatnich lat w sposób szczególny. Wyjątkowo także i w polityce i mediach (społecznościowych), do których to osobiście nabliżej było mi przez cały mijający właśnie rok, pod względem skupienia mojej uwagi.

Gołym okiem widać, że obecna władza „czekanie” ma już chyba wpisane w DNA – czekanie na to, aż przycichną afery (maile Dworczyka, ostatnio Mejza), aż ustapi pandemia (bardzo widać to na przykładzie IV fali), na kolejny dobry sondaż (pokazujący, że dalej „jest dobrze”), w dalszej perspektywie – na wybory. Byle doczekać. I byle dotrwać. Z ostatnią indolencją większości sejmowej to już nawet “byle doczłapać się na czworakach, na oparach, choćby i z jednym płucem” (nawiązanie do pandemii przypadkowe).

Jednym słowem – PiS i jego wyborcy (choć tu już można się głębiej zastanowić) czekają na bilet do trzeciej kadencji z rzędu.

Ale czeka też opozycja. Platforma Obywatelska długo czekała na samego zbawiciela i był on przez nią jasno zdefiniowany, to chyba oczywiste dla wszystkich. Kiedy jednak zbawiciel nadszedł (lipcowy powrót Tuska), okazało się, że w tym wyścigu rzeczywistość to zając, a oczekiwaniom przypadła jednak dalej rola żółwia w tej sztafecie, toteż wraz z nadejściem zbawiciela czas oczekiwania wydłużono po jakimś czasie o czas oczekiwania na zbawienie. A z tym zbawieniem to już różnie, może nim być co bądź – dla twardego anty-PiS-u i tych, dla których odsunięcie od władzy PiS to jedyny program polityczny, nie jest już zbyt ważne co tym zbawieniem będzie. Może to być na przykład symboliczna sondażowa mijanka PiS i PO. Może to być utrata sejmowej większości i rząd mniejszościowy. Cokolwiek, po czym Polska PO powie: “to już”, koalicja się rozpadła, idziemy do wyborów, w których to nie ma już miejsca ani cienia szans na powtórkę z lat 2015 – 2019.

PO zatem czeka (pisalismy o tym TUTAJ, jak i pisalismy o samym powrocie Tuska TUTAJ oraz TUTAJ; trudno przyznać po szesćiu miesiącach, że jakoś mocno pomyliliśmy się wtedy z oceną rzeczywistości). I czekanie to stało się w 2021 roku także i w tej formacji lekiem na całe zło – na programowe ubytki oraz słabości kadrowe.

W sylwestrowym anturażu możemy czasem być świadkami lub usłyszeć anegdotę, w której to na pewnej imprezie gra DJ (może być sylwestrowej, żeby pasowało nam do okoliczności), w pewnym momencie podchodzi do niego nieźle wstawiony już jeden z gości i pyta: „Panie didżej, wszystko rozumiemy, muzyka nowoczesna i te sprawy, ale czy może zhańbimy tę imprezę odrobiną disco polo?” Chciałoby się, za wstawionym imprezowiczem, który jednak czuje realne potrzeby i rzeczywistość przybytku w którym się bawi, powtórzyć: panie Tusk, wszystko rozumiemy, konferencje i bon moty są bardzo medialne i klikalne, ale czy i (kiedy) Platforma może się shańbić odrobiną choć programu, którym ma zwyciężyć z PiS?” Ostatnie doniesienia z rady krajowej PO (zapowiedź prezentacji programowej ofensywy w 6 punktach) pokazują, że rok 2022 może być wreszcie końcem czasu oczekiwania na kluczowy dla sprawy „program”, o czym też zresztą trąbilismy tutaj cały mijający rok, jeśli tylko pisaliśmy o polityce.

Przez cały mijający rok, jako opozycja, czekaliśmy (i dalej czekamy) na mitycznego Godota, który przyjdzie i tę ekipę zdzieli minimum z liścia, a na najgorętsze polskie prawicowo-konserwatywne głowy wyleje kubeł zimnej wody. Nie jest czymś takim do końca pandemia i nie był tym kryzys na granicy, choć ostatnie sondażowe spadki mogą sugerować, że owy mityczny Godot jest już w drodze i może w przyszłym roku do nas wreszcie dojedzie. Nadejście zmiany zwiastować może galopująca drożyzna (bardziej społeczne reakcje na nią oraz topniejące dla władzy sondaże), oraz narastająca bezradność władzy w sporach, w które sama się uwikłała. Czy rok 2022 przyniesie koniec czasu oczekiwania w tej materii? Tradycyjnie – „poczekajmy na efekty”.

Czeka też Polska 2050. Tak, tak naprawdę też czeka. Może bardziej cierpliwie niż inni. Może umie się w tym czasie bardziej niż inni zająć organiczną pracą by jakoś odsunąć myśli od samego czekania oraz tego na co czeka, ale przecież też czeka. Na owoce po których ją poznacie. Na jakiś sondażowy przełom.

Formacja Hołowni wytrzymała powrót Tuska; ustała na nogach choć był to mocny wizerunkowy cios, zwłaszcza ze strony nieprzychylnych jej komentatorów jak i samego Tuska. Jest to jedyna formacja, wobec której czas wydaje się być naturalnym sprzymierzeńcem. Bez względu na to czy wybory będą w przyszłym roku czy byłyby za lat dziesięć. Bo dla nich będą to wybory pierwsze. Wynik Platformy czy kogokolwiek innego zawsze będzie przyrównywany do wyników wcześniejszych.

Czeka PSL. Na to co ma być i jakie ma być. Czy bardziej pod batutą chadeka Kosiniaka czy pragmatyka Pawlaka? Lewica też czeka – na to jaką ma sama być i jaka będzie dla innych – poważnym partnerem do rozmów czy dalej raczej sparingpartnerem na złośliwości dla PO, przed meczem o wyższa stawkę z PiS. Czekają oni, czekamy i my. Być może czekać przyjdzie jeszcze długo – konstytucyjny czas wyboru to bowiem 2023 a nie 22. Wiele wskazuje jednak na to, że mityczny Godot na którego czekamy sypnie w nowym roku chociaż garścią odpowiedzi na najbardziej nurtujące nas pytania.

Czekaliśmy cały rok. Coś się niby zmieniło, ale z drugiej strony zmieniło się jednak nie aż tak wiele. Społeczeństwo podzielone jeszcze bardziej. Dobre obyczaje (medialne i parlamentarne) znów poszły w las, weszły w jego gęstwinę jeszcze głębiej. Mejza, maile Dworczyka, konflikt z UE, tąpnięcia w koalicji, nepotyzm czy pandemiczna bierność tej ekipy nie zmiotły.

Z drugiej jednak strony nie jest już w niej przecież tak spokojnie jak było jeszcze rok temu. 2021 był dla władzy trochę jak ten program: Ninja Warrior Polska, gdzie uczestnicy przechodzą żmudny, siłowy tor przeszkód, po drodze skacząc na przykład po ruchomych obiektach (z racji inicjowania kolejnych konfliktów i generowania sobie problemów). Owszem – tor da się przejść suchą stopą ale przy maksimum cierpliwości i przygotowania, przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyka w jak największym stopniu. Nie mówiąc już o mądrości i dobrych, szczerych intencjach oraz motywacjach. A PiS jedzie przecież ostro po bandzie i nikt tam już tego nawet nie ukrywa, nawet rzecznicy. Tam się już od dawna (a może nie było tak nigdy?) niczego nie minimalizuje a jedynie podkręca tempo.

A przy takim nastawieniu i inercji trzeba kiedyś wylądować w basenie z wodą.

Życzymy Wam dobrych i spokojnych świąt oraz byśmy wspólnie sobie doczekali tego, na co tak cierpliwie lub mniej pracujemy i czekamy.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.