(d)Efekt Tuska

Po boomie na początku związanym z powrotem Donalda Tuska nastała stagnacja, sondaże utknęły, Tuska jakby mniej, efekt wow widziany w pierwszych dniach przeminął. Dlaczego jednak tak się stało i czy aby na pewno Tusk od początku chce walczyć z PiS-em?

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Powrót Donalda Tuska do krajowej polityki w lipcu obwieszczany był niczym powrót zbawcy, który raz dwa rozprawi się z oprawcą i przywróci Polsce utracone dobre imię. Początek był co prawda imponujący, dobra konwencja, następnie seria konferencji prasowych, ciężka praca, słowem powrót na pełnych obrotach. Wyniki początkowo się również wydawały zgadzać, gdyż kolejne sondaże wskazywały coraz to większe zyski Platformy Obywatelskiej, czy szerzej Koalicji Obywatelskiej. No i… nastała stagnacja, sondaże utknęły, Tuska jakby mniej, efekt wow widziany w pierwszych dniach przeminął. Dlaczego jednak tak się stało i czy aby na pewno Tusk od początku chce walczyć z PiS-em?

Nowe porządki

Początkowa aktywność tuż po powrocie była liczona na odzyskanie utraconego tzw. „twardego elektoratu”, a gdy to się udało przyszła pora na porządki we własnych szeregach. Tusk wracając na pewno był świadom wielu kłopotów wewnątrz partii, ale prawdopodobnie nie spodziewał się, że jest ona aż tak rozedrgana. Słabe przywództwo Borysa Budki spowodowało, że wewnętrzne tarcia pomiędzy poszczególnymi frakcjami było tak silne, że Platforma de facto dryfując leciała w dół. Tusk świadom tego, że aby cokolwiek zdziałać musi mieć zwarte szeregi pierwsze na co stawia to ułożenie wszystkiego na własną modłę. Niejako na rękę były mu słynne już urodziny redaktora Roberta Mazurka, gdzie pojawili się dwaj wiceprzewodniczący:: Borys Budka i Tomasz Siemoniak. Stanowcza reakcja prowadząca do swoistego upokorzenia obu, którzy oddali się do dyspozycji przewodniczącemu pozwoliły mu umocnić jeszcze bardziej dominującą pozycję. Kulminacją nowych porządków mają być oficjalne wybory przewodniczącego zaplanowane na 23 października. Już widać, że sytuacja została ułożona po myśli Tuska, gdyż jest on jedynym kandydatem na to stanowisko. Poza wyborem przewodniczącego wybrani zostaną przewodniczący struktur regionalnych, co ostatecznie powinno ustabilizować pozycję Tuska, pozwalając mu na kolejne kroki w obranej przez siebie ścieżce.

Tylko jeden przeciwnik

Porządki wewnątrz Platformy to jedno, ale Donald Tusk jest świadom tego, że lepiej i łatwiej walczyć z jednym przeciwnikiem, a najlepiej jak tym przeciwnikiem będzie Prawo i Sprawiedliwość. Polaryzacja, ustawienie się dwóch narożnikach i rywalizacja z Jarosławem Kaczyńskim to dla niego teren znany i lubiany. Zanim jednak do tego dojdzie należy również podporządkować sobie całą opozycję, żeby móc dumnie stanąć jako lider nie tylko Platformy, ale i całej opozycji do walki z wrogiem. Oficjalnie oczywiście Tusk tego nie powie, ale dąży do tego i pokazują to chociażby ostatnie dni.

Jednym z ostatnich celi manifestacji na Placu Zamkowym w Warszawie była walka z PiS-em, czy obrona pozycji Polski w Unii Europejskiej. Przede wszystkim, co wskazuje wielu obserwatorów nie tylko mieszkających w Warszawie sam wybór miejsca nie był przypadkowy. Plac Zamkowy to miejsce, w którym nawet jeśli nic nie jest specjalnie organizowane zbiera wiele osób, więc było to idealne miejsce na manifestację, gdyż pewne było, że się zapełni, a przy tym ciężko będzie określi dokładną liczbę uczestników. Z wizualnego punktu widzenia bardzo dobra lokalizacja udowadniająca zdolności mobilizacyjne Tuska. Kolejnym elementem wspomnianej manifestacji była forma, gdzie niby cała opozycja ma stanąć rękę w rękę, ale wszystko na zaproszenie przewodniczącego PO. Idealna postawienie pozostałych liderów w szachu. Jeśli się pojawią będzie można uznać, że działają na wezwanie Tuska, więc wiadomo, kto jest liderem. Niepojawienie się skutkuje małostkowością, wszakże walczymy o Polskę, co również moralnie ustawia Tuska w dogodnej pozycji. W przeważającej większości wygrała opcja druga, pojawił się tylko Robert Biedroń i jak można było się spodziewać nastała narracja, że inni się poobrażali, tylko Tusk walczy o Polskę. Powolny krok z podporządkowywaniu sobie strony opozycyjnej zrobiony.

Drugim przykładem pokazującym jak równolegle otoczenie oraz sam Donald Tusk działają na rzecz ustanowienia się niekwestionowanym liderem opozycji jest sprawa debaty. W rozmowie w RMF FM Krzysztofa Ziemca z Jarosławem Kaczyńskim padło pytanie o ewentualną debatę z Donaldem Tuskiem, na co prezes PiS odpowiedział dość wymijająco oczekując najpierw przeprosin Tuska. Ten niespełna kilka godzin później w dość lakonicznej formie na Twitterze przeprosił, wzywając na debatę. Sytuacja klarownie pokazuje, że obu stronom pasuje wspólna rywalizacja, żaden z wyżej wymienionych nawet słowem nie wspomniał, że w takiej debacie powinni wziąć udział liderzy pozostałych ugrupowań. Polaryzacja zarówno dla PiS-u jak i PO jest wodą na młyn i obie strony będą do niej dążyć.

Zabawa zapałkami i kanistrem z benzyną

Pojęcie Polexit-u odmieniane jest w ostatnich tygodniach przez wszystkie przypadki. Nie trzeba być jednak wielkim politycznym znawcą, wystarczy w miarę uważnie śledzić kiedy tak naprawdę pojawiło się ono w naszej politycznej rzeczywistości. Zbiega się to czasowo z powrotem Donalda Tuska i od razu zaznaczam, nie, nie chcę tu powiedzieć, że Tusk dąży do polexitu, jak to próbują przekazać media rządowe oraz rządzący. Jedynie nakreślam, że jedno z drugim się zbiega, co oczywiście nie jest przypadkowe. Polska polityka od lat zmierza w kierunku maksymalnej radykalizacji, więc po mówieniu, że PiS walczy z UE, PiS rozbija praworządność, PiS jest zaściankowy, nadszedł czas na kolejny krok, czyli mówienie, że PiS dąży do polexitu, czyli wyprowadza nas z Unii Europejskiej.

Niezależnie, czy ktoś lubi, czy nienawidzi PiS-u, nie ma to znaczenia, musi być świadom tego, że PiS nie dąży do wyprowadzenia Polski z UE. Po pierwsze trzeba być kompletnym politycznym samobójcą, żeby przy poparciu mniej więcej 85-90% społeczeństwa dla obecności Polski w UE mówić o opcji wyjścia. Jarosławowi Kaczyńskiemu można wiele, bardzo wiele zarzucać, ale na pewno nie, że jest politycznym samobójcą. Po drugie PiS-owi Unia jest potrzebna. Unia to pieniądze i chociażby tylko z tego cynicznego punktu widzenia nie będą oni dążyć do wyjścia. Spór na linii Polska-Unia oczywiście jest widoczny i będzie dalej, gdyż są to głównie działania na użytek wewnętrzny. PiS walczy o elektorat Zbigniewa Ziobry, do tego ma jeszcze bardziej na prawo Konfederację, więc wszystkie takie buńczuczne zagrania są skierowane w stronę tych wyborców. Ostatecznie choćby sytuacja wydawała się na ostrzu noża Mateusz Morawiecki dogada się z UE, bo dla Unii obecność Polski jest równie istotna. Mówienie o praworządności, wartościach jest rzecz jasna piękne i górnolotne, ale na koniec dnia jeśli spojrzymy na nasz rynek, wielkość kraju, jesteśmy bardzo ważnym gospodarczym punktem dla UE, więc obie strony tak, czy inaczej dogadają się.

Gdy już mamy wyjaśnione, że zarzut polexitu jest obecnie abstrakcyjny, to dlaczego jest tak niebezpieczny? Dotychczas pojęcie to było nam obce, nikomu nawet przez myśl nie przechodziła możliwość nieobecności Polski w UE, ale jeśli zaczyna się kampania niejako oswajająca z tym określeniem, z tą myślą może skończyć się to bardzo źle. Dlatego zarówno Donald Tusk, jak i ogólnie cała opozycja, która szasta tym określeniem na prawo i lewo powinna zastanowić się co tak naprawdę robi. Głosujących zwolenników szeroko pojętej Zjednoczonej Prawicy jest plus minus 30-35%, przy frekwencji rzędu około 60%, co przekłada się na około 20% społeczeństwa. Niby niewiele, ale jeśli dołożymy do tego elektorat negatywny jaki posiada chociażby Tusk, następnie elektorat niegłosujący, może to spowodować, że zrobi się około połowy. Tak więc dalsza zabawa polexitem, jako formą walki z PiS-em może spowodować, że zamiast 85% popierających UE, doprowadzimy do +/- 50%, a to już prosta droga do tragedii. Dlatego apeluję o opamiętanie i nie szafowanie tym słowem na użytek chwili, bo jeden kraj już tak robił i od lutego 2020 roku Unia liczy 27, a nie 28 państw.

Walka o centrum

Nawiązując do poprzedniego wątku, każdy kto śledzi politykę wie, że swoimi żelaznymi elektoratami nie wygrywa się wyborów. Działania Donalda Tuska od samego początku jego aktywności zaprojektowane są na utwardzanie tego stałej grupy, ustabilizowaniu wyniku dochodzącego najlepiej do 30%, ale to nie powoduje, że wybory się wygra. Dopóki nie zmieni się podejście całej Platformy Obywatelskiej na bardziej zrównoważony język nie można mówić o jakiejkolwiek walce o zwycięstwo. Wszystkie działania jakie podejmuje zarówno nowy-stary przewodniczący jak i jego otoczenia prowadzą prostą drogą do wygrania, ale pozycji na opozycji, a nie o to chodzi.

Reasumując efekt Tuska od samego początku, kiedy wrócił nie jest obecnie nastawiony na zwycięstwo, a na układanie wszelakich spraw od wewnątrz do marginalizacji rywali na opozycyjnej stronie. Taktyka mu znana, stosował ją podczas swoich poprzednich rządów, gdzie kolejno odsuwał wszystkich potencjalnych liderów, którzy mogli mu przeszkodzić. Pamiętając jak to się skończyło, po odejściu do Brukseli w partii nie było następcy i oprócz oczywistego zmęczenia 8 latami rządów PO praktycznie bez walki oddała władzę PiS. Rzeczywistość polityczna jednak się zmieniła przez lata i Tusk musi mocno przeformatować również swoje podejście. Platforma Obywatelska podobnie jak PiS mają ogromne elektoraty negatywne, wiele osób jest zmęczonych duopolem do tego stopnia, że ponowne wpędzenie nas w niego może zniechęcić szeroką grupę. Niska frekwencja jakby nie patrzeć będzie działać na korzyść PiS-u i strategia walki na polaryzację ostatecznie może Tuskowi zamiat miana zbawcy narodu, nadać tytuł tego, który dał 3 kadencję PiS-owi.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “(d)Efekt Tuska

  • Jacek , Direct link to comment

    Od początku byłem sceptyczny wobec powrotu Tuska do polskiej polityki. Nic się nie zmieniło. A ten artykuł w zupełności potwierdza mój sceptycyzm.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.