Duda gracz

Przemówienie Andrzeja Dudy w Radzie Najwyższej Ukrainy zapewne przejdzie do historii, nie tylko kanałami interpretacyjnymi TVP, jako jedno z wielu tego typu wystąpień światowych przywódców od wybuchu tej wojny. Jednakże w przypadku naszego prezydenta to akurat rzadkość.

Niedzielne orędzie polskiego prezydenta zebrało dobre lub bardzo dobre recenzje (nawet w środowiskach mniej mu przychylnych – nachwalić się go nie mogła na przykład Joanna Scheuring-Wielgus na antenie Radia Zet). Pod względem treści było mocne, jakościowe i dobre, głównie jednak w sferze symbolicznych gestów i odniesień, aniżeli deklaracji. Ale inaczej przecież nie mogło być – skala pomocy jaką Polska organizuje Ukrainie i bez tej wzmianki jest niezwykła, nawet bez ujmowania jej w wielkie słowa. Zresztą – chwalić się nie wypada, a w tej sytuacji nawet i nie wolno – na przykład dokładnymi wskazaniami wolumenów pomocy militarnej płynącej od nas na wschód.

Nawet jeśli jednak orędzie było czysto symboliczne, to dobrze – przecież w tejże sferze jest przed naszymi narodami nadal dużo do zrobienia.

Oczywiście w sferze wzajemnej, polsko-ukraińskiej polityki historycznej. Nie można nie zrozumieć i nie docenić słów Wołodymira Zelenskiego o resecie naszych relacji i o tym, iż rosyjska agresja oczyściła je z historycznych zaszłości. Jeżeli czegoś nie wypada to zapewne wytykać tej nieco pobłażliwej i optymistycznej wersji owego resetu w ustach prezydenta-bohatera. Ale owe relacje, o których tu mowa na reset, oczyszczenie, refleksje czy choćby wznowienie bilateralnej współpracy w formacie IPN z pewnością zasługują. Sprawy tej nie załatwia jedno czy drugie orędzie czy, przy całej powadze i ciężarze gatunku, rosyjskie bestialstwo wobec Ukraińców. One jedynie mogą ten proces przyspieszyć i umocnić – jak przystało na proces w sferze symboli i pamięci, nie zaś administracji i spełniania warunków formalnych (jak w przypadku ukraińskiej drogi akcesyjnej do UE).

Ale co zaś z samym Dudą? Czy napisał kolejny rozdział historii? Własnej historii, jako duchowego i intelektualnego przywódcy RP? Mimo ciepłych (kto wie, czy nie najcieplejszych?) obecnie relacji polskiego prezydenta z jego ukraińskim odpowiednikiem spośród wszystkich przywódców europejskich nie jest jakąś tajemnicą, iż stan ten to bardziej los na wojennej loterii wygrany przez Dudę aniżeli owoce pracy jego kancelarii. Duda nadal żadnej historii nie kreuje – nadal jest tym samym graczem, wrzuconym w tryby historii i nadal jego największym sukcesem w tym rozdziale jest to, że jakoś ten fakt po prostu ogarnia. Nie wiadomo wszakże jak zachowałby się nasz prezydent gdyby to on znalazł się na miejscu Zelenskiego.

Duda bowiem wciąż kluczy i wciąż jest polityczną niewiadomą w kontekście przyszłości. Nadal nie idzie w pełni własną drogą, mimo wykonania kilku ekwilibrystycznych jak na jego prezydenturę gestów. Przy głębszym zapoznaniu się, na pewno nie jest nim jego projekt likwidacji (?) Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, rzekomo konsultowany z Brukselą (na ile to możliwe, jeszcze zobaczymy). Projekt, który wspomnianej Izby de facto nie likwiduje, a jedynie zmienia jej nazwę i zasady działania; inaczej być jednakże nie mogło skoro kilka lat temu to właśnie Duda był jednym z architektów powołania tego organu do życia. Teraz, kiedy projekt jego autorstwa zyskuje powszechną akceptację, już nie tylko samego obozu PiS, lecz także i Solidarnej Polski, Andrzej Duda znów w zasadzie staje się członkiem tej samej co siedem lat temu, biało-czerwonej drużyny: tej z Kaczyńskim i Ziobrą na czele. Niezmiennie. Choć przecież czas resetów nadchodzi nieuchronnie – także, a może i przede wszystkim w polskiej polityce.

Mowa tu o kolejnych rozdaniach – nie tylko parlamentarnym, lecz także i prezydenckim. I tu ciekawe czy przy tym resecie Nowogrodzka pójdzie jeszcze ścieżką prezydencką (szansę na „kandydata na kandydata” ma ponoć Marek Magierowski), dawną ścieżką „premierską” (może Beata Szydło?), a może jeszcze inną, na przykład aktualną premierską? Mateusz Morawiecki jest bowiem sondażowo aktualnie widziany jako najlepszy kandydat PiS na kolejnego prezydenta, lecz i to może być efektem chwili. Wojna wyniosła Dudę i Morawieckiego do, powiedzmy, pewnego europejskiego topu polityków. Jednakże wypowiedzi premiera takie jak ta weekendowa o Norwegii każą przypuszczać, że Morawiecki, mimo europejskiej ekspozycji, nadal jest mocno zamknięty w propagandowej bańce PiS. Wyściubienie nosa na zewnątrz po wybuchu wojny nie okazało się w jego przypadku trwałe i skuteczne. Jak będzie z Dudą? Zobaczymy, nadal jest on bowiem polityczną niewiadomą. Jak będzie z nimi wszystkimi? Zobaczymy – po ich reakcjach na nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym oraz na odpowiedź Komisji Europejskiej na tę nowelę ich poznacie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.