ksiegowy

Dzień z życia księgowego

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

W zeszłym tygodniu dopadła mnie rzeczywistość. Brutalnie. Tak to jest jak zbliża się koniec kwietnia – rozliczenia kwartalne plus konieczność rozliczeń rocznych z PIT. Nawarstwienie wzięło górę i nie było felietonu. Ale Facebook nie zniknie i wałki tam robione też nie. Dlatego dziś – dzień z życia księgowego. Wczorajszy dzień.

Centralne Biuro Śledcze Policji

Pracę zacząłem później niż zawsze, bo nie wszystkie dzieci są w szkole, a czasami i żona coś musi załatwić rano na mieście – na przykład fryzjera, skoro już otworzyli. Po przybyciu standardowo – kawka, gazetki i pogadanki. A nie wróć – tak było na etacie. U siebie na własnej działalności – maile i rozwiązywanie mniejszych i większych spraw klientów. I telefon – dzień dobry Centralne Biuro Śledcze Policji. Pod którym adresem (mam dwa) szukać biura, bo musimy porozmawiać. Przyjechali z miasta Łodzi. We trzech (zawsze jest 3 od jakiegoś czasu) z nakazem przeszukania w sprawie, w której wszystko co miałem do powiedzenia i przekazania (dokumentację) zeznawałem w 2019 r. przed skarbówką z Torunia. Zabrali dowody, zabrali wydruki i byłem przekonany, że jest po sprawie. Jednak to jest Polska. Teraz sprawę prowadzi CBŚP i wszystko od nowa, chociaż żadne nowe okoliczności w sprawie się nie pojawiły. Na pytanie, czemu nie przejęli materiałów ze skarbówki – oni mają swoje postępowanie, my swoje i się materiałami nie dzielimy. Ręce mi opadły, bo nic nowego do sprawy nie wniosłem. Zeznałem to samo, przedstawiłem ten sam materiał dowodowy. Okazali mi zdjęcia do rozpoznania – przedstawiciela firmy widziałem przez kwadrans ponad 3 lata temu. A nie mam pamięci do twarzy, więc ja po 3 miesiącach bym nie poznał faceta, co mówić o 3 latach. W ten sposób oni zmarnowali 7 godzin (dojazd, czynności, powrót), ja jedynie 3,5 godziny. Wnioski:

  • policja jest lepiej przygotowana i lepiej ogarnia tematy przestępstw gospodarczych, niż CBA (z nimi też miałem do czynienia);

  • policja powinna pracować w specjalnych grupach: analityk, prokurator, śledczy, bo inaczej to się lekko mija z celem (tak się jednak nie stanie, ponieważ dobry analityk to koszt 10-15 tys. zł miesięcznie, a to się nie mieści w głowach miłościwie nam panujących polityków każdej opcji politycznej);

  • policja się lekko irytuje, że skarbówka zbiera dane po łebkach i często oni muszą dublować potem ich czynności zamiast tylko łączyć wątki i przybijać areszty oraz konfiskatę majątku;

Wizyta generalnie pozytywna – trochę kuchni poznałem ja, trochę kuchni księgowej oni. Przynajmniej chcą się uczyć jak wgrywać i podłączać bazy danych z programów księgowych i nie dążą za wszelką cenę do zajęcia nośników danych, czy komputerów (co – nie wiem po co – znalazło się w postanowieniu prokuratora o przeszukaniu). Figurantów mają już namierzonych – ale sami doskonale zdają sobie sprawę, że pieniędzy to raczej nie odzyskają. Za późno dostali sprawę na tapetę. Ale państwu polskiemu najwyraźniej nie zależy na skutecznym i szybkim łataniu dziur w systemie – my, szaraczki możemy sobie podyskutować i ponarzekać, a góra ma to generalnie w nosie.

Urząd Skarbowy

W trakcie wizyty oczywiście czas się nie zatrzymał. My tu z panami oficerami prowadziliśmy kulturalną dysputę, a tymczasem warszawska skarbówka u jednego z klientów zażądała wyrzucenia z kosztów za lata 2019-2020 kosztów związanych z biurem w mieszkaniu. Jak wiadomo nie każdy chce i musi mieć oddzielne biuro – czasami wydziela się jeden pokój w mieszkaniu i tam organizuje biuro. Sam tak pracowałem przez kilka lat zanim dojrzałem do tego, aby jednak biuro wynająć, bo robi się ciasno i czas zwiększyć zatrudnienie. Otóż pan urzędnik stwierdził, że za dwa lata wstecz należy wyrzucić z kosztów firmy WSZYSTKIE koszty związane z biurem w domu, ponieważ „nie udokumentował Pan i nie udowodnił, że Pana działalność wymaga przeznaczenia takiej części mieszkania, jaką wskazuje w wyliczeniach”. No przyznam szczerze jak to przeczytałem to mnie trafiło. Po godzinie i telefonie (pouczonego przeze mnie klienta) do skarbówki okazało się, że 15m2 to można przeznaczać pod działalność, ale 22m2 już nie. Zamierzam dowiedzieć się skąd ta łaskawość urzędnika? Czemu nie 5m2 i praca zdalna z łazienki? Wszak internet tam dochodzi a przy okazji można załatwić potrzeby biologiczne. Po co komu komfortowe biurko, fotel i wolna przestrzeń? Po co komu kwiaty w biurze (ja na przykład mam)? Przecież na open office siedzą ludzie często jak małpy w klatce i komu to przeszkadza? Klient z jednej strony spanikowany i chce jak najszybciej robić cokolwiek urzędnik mu powie. Z drugiej ja – spokojnie, na żadne wezwania mailowe odpowiadać nie będziemy, żadnych uzgodnień telefonicznych respektować nie polecam. No ale skarbówka na koniec zastosowała pałkę w postaci „Niezastosowanie się do wezwania w wyznaczonym terminie może (…) pociągnąć za sobą karę porządkową do 2 900,00 zł.”. Oczywiście klient słowa MOŻE nie zauważył. Oczywiście przekalkulował sobie to razy 2 lata i wyszło 5.800 możliwej kary. Tylko za co? Póki co żadne postępowanie podatkowe nie zostało wszczęte, ustalenia telefoniczne nic nie wnoszą do sprawy, bo za rok kolejny urzędnik może stwierdzić, że nie 15m2 a 10m2 jest odpowiednią powierzchnią dla biura w domu. Tymczasem przepisy w tej kwestii są dość swobodne i tak naprawdę mając dom 220m2, a w nim pokój 40m2 mogę sobie mieć takie biuro bo i czemu nie? Postawię na środku biurko i obstawię się kwiatami i będę w takim pomieszczeniu wyłącznie pracował. Jeśli urzędnik chce mi udowodnić, że to nie jest biuro – powinien przyjść na kontrolę i stwierdzić: w biurze walają się ubrania, stoi w nim łóżko świadczące o tym, iż ktoś na nim spał, etc. Wtedy możemy dyskutować – jeśli jednak nic nie wskazuje, żeby pomieszczenie było przeznaczone na coś więcej niż biuro – szanowny urzędniku spotkamy się w sądzie. Ja bym nie odpuścił, ale wiem, jak to wygląda od strony moich klientów – potencjalna kontrola skarbowa jest gorsza od mieszkania u teściowej.

Znajomi

I po wszystkich przygodach, po godzinie 18 zaczęły spływać zapytania od znajomych, czy (dwa dni przed deadlinem) pomogę im rozliczyć się z podatku (de facto – czy ich rozliczę). W stosunku do poprzedniego roku jest progres – jednodniowy, ale zawsze. Dobrze, że 30 kwietnia nie wypada w sobotę, bo wtedy z rozliczeniami zgłaszają się 1 maja, bo wiesz przez 3 miesiące wcześniej nie było czasu.

Tak końcówka kwietnia zawsze jest intensywna, co roku. I tak wiem, że przecież US może sam rozliczyć podatnika albo można samemu się rozliczyć online. Z tym, że zaufanie do urzędników najwyraźniej spada, bo mi co roku rozliczeń przybywa a nie ubywa. Ludzie twierdzą, że wolą jak ktoś to sprawdzi, uzupełni odpowiednio i potwierdzi swoją wiedzą, że jest ok. Zwłaszcza, że w tym roku – w związku z odliczeniami COVID – pity spuchły objętościowo.

A Facebookiem zajmiemy się po majówce. Udanego wypoczynku.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

03 comments on “Dzień z życia księgowego

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.