Granica emocji

Rozemocjonowani politycy. Rozemocjonowane media. Rozemocjonowane społeczeństwo. W dobie tak rozległej polaryzacji każdy drażliwy temat rysowany jest albo w czerni, albo bieli, nie ma szarości. A jak wiadomo świat nie jest czarno-biały i żadna sprawa nie jest zerojedynkowa. Podobnie jest z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Rozemocjonowani politycy. Rozemocjonowane media. Rozemocjonowane społeczeństwo. W dobie tak rozległej polaryzacji każdy drażliwy temat rysowany jest albo w czerni, albo bieli, nie ma szarości. A jak wiadomo świat nie jest czarno-biały i żadna sprawa nie jest zerojedynkowa. Podobnie jest z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej. Nie przeszkadza to jednak wszystkim uczestnikom sporu obierać wybranej strony barykady bez szerszego spojrzenia. Bez próby wyjaśnienia, bądź odniesienia się do logicznych argumentów.

Rządzący zamiast logicznie wytłumaczyć zagrożenie jakim są ruchy wykonywane przez białoruską stronę, gdzie uchodźcy/migranci/cudzoziemcy (zależy od kontekstu wypowiedzi) są tylko narzędziem wolą uderzać w tony obrony polskości przed „nachodźcami”. Oczywiście używając argumentu obrony polski trzeba z automatu uderzyć w opozycję, która to „chciałaby, żeby Polskę zalała fala cudzoziemców”.

Opozycja zamiast próbować pomóc tym uwięzionym na granicy w sposób legalny przekroczyć granicę i uzyskać pomoc zgodnie z ramami prawa uderza w tony emocjonalne: przyzwoitość, chrześcijaństwo, pomoc bliźniemu. Nie zważając na rosnące w tle zagrożenia, nie patrząc (lub nie chcąc patrzeć) szerzej na sytuację. Wszystko byle tylko uderzyć w „bezduszny PiS”, czyli ugrać swój kawałek tortu.

Obie strony działają dokładnie tak samo, przeciwnik nie ma ani pół procent racji tylko my wiemy i należy robić tak jak mówimy. Świat jest czarny lub świat jest biały. A nie jest.

Oczywistym jest, ze oglądając obrazki z granicy w Usnarzu Górnym z czysto ludzkiego punktu widzenia kierując się nawet odrobiną empatii szkoda tych ludzi. Należy im pomóc, ale ta pomoc powinna być przemyślana, żeby nie spowodowała więcej krzywdy de facto. Tak stać się może jeśli bezmyślnie podejmiemy decyzję, że należy nie zbaczać na reguły i należy przyjąć ich na teren Rzeczpospolitej.

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że jeśli uznamy, że to tylko 20, czy 30 osób to musimy zaakceptować, że za chwilę może w podobnej sytuacji pojawić się 200, 2000, czy 2 miliony. Liczba osób koczujących na granicy kompletnie nie ma znaczenia. Czy jest to jedna osoba czy tysiąc, jeśli są to ludzie czujący zagrożenie w jakimś stopniu, oczekujący pomocy to powinni zgodnie z regułami zgłosić się na oficjalne przejście graniczne i poprosić o azyl, status uchodźcy, czy inną pomoc i wtedy można rozważać zasadność tego wniosku. Jeśli jednak uznamy, że można zrobić wyjątek bo to tylko 20 osób, to akceptujemy tym samym każdą kolejną ilość jaka pojawi się w tej samej sytuacji.

Po drugie dlatego, że jeśli zgadzamy się na precedens przy granicy białoruskiej w Usnarzu Górnym akceptujemy tym samym, że nasza granica jest tylko wirtualnym tworem i każdy może ją sobie bez przeszkód przekroczyć, gdzie tylko mu się podoba. Bo czym się różni osoba przekraczająca w Usnarzu od osoby w innym miejscu? Niczym. Więc godząć się na bezmyślne wpuszczenie w tym miejscu świadomie podejmujemy decyzję, że nasza granica jest nieszczelna. To wiąże się oczywiście z szerszym kontekstem, gdyż nasza wschodnia granica to nie tylko granica Polski, ale również Unii Europejskiej i NATO. Od miesięcy, jak nie lat widzimy jak nasza pozycja na arenie międzynarodowej topnieje, z głosem Polski świat liczy się coraz mniej. Doprowadzenie do sytuacji w której świadomie pokażemy, że nasza granica jest nieszczelna dodamy tylko argumentów do zrzucenia nas w otchłań państw bez głosu.

Po trzecie i to chyba najważniejsze, czy możemy pozwolić sobie na to, że ktoś z innego państwa wedle własnej woli będzie podwozić n-cudzoziemców pod granicę stawiając nas w sytuacji bez wyjścia? Bardzo dobrze genezę przygranicznego kryzysu w swoim tekście „Operacja Śluza. Co naprawdę dzieje się na polsko-białoruskiej granicy” wyjaśnił Tadeusz Giczan. Strona białoruska niejako testując nas i naszą zdolność szczelności granicy podesłała tych ludzi. Jeśli uda się z mała grupą to czy to będzie wszystko? Tylko naiwni powiedzą, że tak. Oczywiście, że nie. Będą kolejne większe transporty (bardzo nieeleganckie określenie, ale dosadniejszego nie umiem znaleźć) i co wtedy? Zgadzając się raz państwo Polskie byłoby jednym wielkim hipokrytą nie godząc się ponownie.

Ten kryzys trzeba zażegnać to kolejny truizm, oczywista oczywistość, ale trzeba to zrobić zgodnie z procedurami, żebyśmy na tym nie stracili wszyscy. Przepraszam bardzo, ale jak widzę obrazki posła biegającego między przygranicznikami, to zakrawa to o jeden wielki absurd. Klasa polityczna powinna spróbować wypracować wspólne stanowisko i rozwiązanie, co wiem, że w dzisiejszej sytuacji jest niemal niemożliwe. Ale bieganie z przysłowiową reklamówką z Biedronki między strażnikami, na koniec przewracając się jest niepoważne. Nie służy to niczemu innemu jak podbijaniu emocji obudowując się w swojej bańce, po swojej stronie barykady.

Na koniec, żeby to wybrzmiało głośno powtórzę: każda osoba potrzebująca pomocy lub zgłaszająca się po taką pomoc powinna ją otrzymać, jej wniosek w zależności od sytuacji powinien być jak najszybciej rozpatrzony. Ale wszystko w granicach procedur, a procedury są jasne, przekroczenie granicy Polski następuje na wyznaczonych przejściach granicznych. Każdy kto podejmuje się złamania tego założenia i przekracza w niedozwolonym punkcie granicę sam odbiera sobie możliwość pomocy. Jeszcze raz zachęcam do prześledzenia artykułu Tadeusza Giczana, wtedy może uda się chłodniejszym okiem spojrzeć na cały ten kryzys.

Pomoc tak, ale na jasno określonych warunkach.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.