Hołownia to nie nowy Petru, Kukiz, czy Biedroń

Dzisiejszy wpis poświęcony będzie zagadnieniu, które towarzyszy Szymonowi Hołowni i Ruchowi Polska2050 praktycznie od samego początku, czyli porównywaniu do nieudanych projektów takich jak Nowoczesna, Wiosna, czy Kukiz’15 oraz do samych liderów. Praktycznie pod każdym wpisem dotyczącym Hołowni można przeczytać komentarze „Kolejny Petru”, „Skończy jak Petru, Kukiz, czy Biedroń” i tak dalej, ale czy jest w tym jakieś ziarnko prawdy? Czy tylko polityczna złośliwość? Jakie cechy wspólne ze wspomnianymi osobami ma Szymon Hołownia, a co go odróżnia? I jakie zagrożenia nadal czyhają nad wciąż raczkującym bytem politycznym? Wszystkie te zagadnienia postaram się rozwikłać.

Na początku zanim zajmę się zestawieniem Szymona Hołowni z Ryszardem Petru, Pawłem Kukizem, czy Robertem Biedroniem należy nakreślić kontekst jaki towarzyszył tworzeniu poszczególnych ugrupowań przez wyżej wspomnianych. Polska scena polityczna od lat jest zabetonowana, gdzie prym wiedzie spór na linii Prawo i Sprawiedliwość – Platforma Obywatelska, Lewica toczy swoją walkę o utrzymanie lewicowego elektoratu, z drugiej strony walkę o bycie bardziej prawicowym niż najstarsi prawicowcy prowadzi Konfederację i pomiędzy nimi przewija się od lat na granicy progu wyborczego PSL. W tak ukształtowanej rzeczywistości w przeszłości mniej lub bardziej z przypadku pojawiały się byty polityczne, chcące znaleźć dla siebie miejsce.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

źródło: Fotomag / newspix.pl

Ryszard Petru

Ryszard Petru tworząc Nowoczesną zauważył możliwość przejęcia elektoratu PO zmęczonego 8 latami rządów. Pierwszy sygnał przyszedł podczas wyborów prezydenckich w 2015 roku, gdzie na początku Andrzej Duda w starciu z urzędującym Bronisławem Komorowskim skazywany był nie tyle na przegraną, co porażkę z kretesem. 

Jednak dobra kampania połączona z grzechami drzemiącymi od dłuższego czasu w środowisku PO, czyli przekonaniu, że nie ma z kim przegrać doprowadziły do pierwszej z wielu kolejnych porażek tej partii. Na zgliszczach porażki swoją szansę ujrzał występujący w mediach dotychczas jedynie w roli eksperta R. Petru. Na prędce stworzył komitet wyborczy, brylował w mediach, w sondażach nawet uzyskując wyniki kilku dziesięcioprocentowe w ostateczności uzyskując 7,60%.

Paweł Kukiz

Przypadek Kukiz’15 jest zgoła odmienny, mianowicie można mówić tu o swoistym starcie z przypadku. Paweł Kukiz w 2015 roku postanowił wystartować w wyborach prezydenckich i jako kandydat całkowicie antysystemowy uzyskał zaskakujący (prawdopodobnie nawet dla niego) trzeci wynik – 20,80%. 

źródło: kukiz.org

Pomimo, że wynik bardzo dobry to ostatecznie nic nie dał poza dobrym trzecim miejscem, jednakże niejako ten wynik wymusił wejście na Kukiza na dłużej w politykę, co zaowocowało również stworzeniu na prędce komitetu wyborczego. W jesiennych wyborach parlamentarnych wynik już nie był tak okazały – 8,81%, aczkolwiek nadal dawał trzecie miejsce.

źródło: Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Robert Biedroń

Przypadek Roberta Biedronia na tle dwóch wyżej wspominanych również jest inny, mianowicie sam Biedroń w polityce funkcjonował od lat, gdzie zarówno Petru jak i Kukiz bazowali na efekcie tzw. „świeżości”. Najpierw przez kilka lat był parlamentarzystą, a następnie Prezydentem Słupska. 

Dobre zarządzanie i odnajdowanie się w polityce lokalnej w połączeniu z kryzysem jaki przechodziła w latach 2015-2019 lewica będąc poza Sejmem spowodowały, że w głowie Biedronia narodził się pomysł stworzenia ugrupowania wiodącego prym na Lewicy. Rozbudzone nadzieje i stworzony podobnie jak poprzednicy dość szybko komitet pozwolił wystartować w wyborach do Europarlamentu. Oczekiwania były rozbujane nawet zakładając wynik powyżej 20%, skończyło się na 6,06%. W kolejnych wyborach Wiosna wystartowała już w koalicji Lewicy, a blask Roberta Biedronia przygasł.

Szymon Hołownia, a pozostali.

Szymonowi Hołowni w kontekście trzech powyższych polityków można przypisać poszczególne aspekty ich historii. Od Pawła Kukiza można wyciągnąć efekt budowy dalszej działalności na bazie dobrego startu w wyborach prezydenckich. Hołownia podobnie jak lider Kukiz’15 uplasował się na trzecim miejscu zdobywając 13,87%. 

źródło: PAP / Paweł Supernak

Na tym podobieństwa się kończą, a polityczny pogląd na rzeczywistość jest zdecydowanie na dwóch różnych biegunach. Kukiz jako tzw. „antysystemowiec” dąży przede wszystkim do zmiany istniejącej ordynacji wyborczej i na haśle „JOW-y” oparł praktycznie całą działalność, w przeciwieństwie do Hołowni, który także chciałby zmiany w kraju, ale nie na zasadzie wywrotu wszystkiego, tylko znalezienia porozumienia i sukcesywnej naprawy wszystkiego co zostało przez lata, albo zepsute, albo zaniedbane. Podobieństwo do Roberta Biedronia jest przede wszystkim w propagowaniu „nowej jakości polityki”. Biedroń na tym haśle oparł budowę swojego stronnictwa, niestety dość szybko zostało zweryfikowane, że za słowami nie idą czyny, a ostateczne przystąpienie do koalicji Lewicy tylko utwierdziło, że o żadnej nowej polityce mówić nie można. Szymon Hołownia dotychczas poza słowami stara się je w mniejszym, bądź większym stopniu wprowadzać w życie poprzez prezentowanie kolejnych rozwiązań, unikaniu ciągłej konfrontacji z rządzącym PiSem oraz narzucaniu swojej narracji w debacie publicznej. Najwięcej punktów styku można zauważyć na linii Ryszard Petru – Szymon Hołownia, przede wszystkim biorąc pod uwagę działalności R. Petru do wyborów oraz w krótkim okresie po nich. Dalej założyciel Nowoczesniej w spektakularny sposób roztrwonił wszystko to co przez miesiące zbudował, łącznie z pozycją jednego z liderów opozycji. Jednakże patrząc na okres przedwyborczy kampania, proponowanie rozwiązania były stosunkowo sppójne i ten właśnie przykład powinien być dla Szymona Hołowni wzorcem, czego unikać, jeśli marzy o czymś więcej, aniżeli ewentualne wejście do Sejmu w kolejnych wyborach.

Poza elementami wspólnymi, których jak widać nie jest zbyt wiele, bardzo wiele różnic można zauważyć pomiędzy Hołownią, a pozostałymi byłymi politycznymi startupami.

  1. Struktury

Przypadki R. Petru, P. Kukiza i R. Biedronia mimo że różne od siebie mają jeden wspólny i bardzo istotny mianownik. Komitety tworzone były na krótko przed wyborami, bez stworzenia uprzednio stabilnych struktur, które pozwoliłyby w dłuższej perspektywie przetrwać. Szymon Hołownia podszedł do budowania swojego środowiska w odwrotny sposób niż dotychczasowi liderzy. W pierwszym kroku postawił na stworzenie Ruchu Obywatelskiego oraz think-tanku, a tworzenie partii politycznej zostawił na sam koniec. Ma to o tyle znaczenie, że pokazuje iż polityka sama w sobie jest realizacją założonej idei, planu, a nie jak dotychczas idee dostosowywano do polityki. Rozbudowane struktury lokalne, ponad 20tys. Wolontariuszy, oddziały wojewódzkie, oraz lokalne stanowią solidną podstawę, na której można budować projekt długofalowy. Paweł Kukiz po wyborach prezydenckich, co prawda zapowiedział również utworzenie ruchu obywatelskiego, a nawet twierdził, że nieformalnie istnieje, jednakże ze względu na krótki czas między wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi główny nacisk postawił na komitet wyborczy. Dodatkowo w sytuacji, kiedy utworzenie komitetu i skompletowanie list opierało się na kilku tygodniach, na listy trafiały przypadkowe osoby. Podobnie było w przypadku Nowoczesnej, gdzie wprawdzie Ryszard Petru zapowiedział, że na jego listach pojawiają się tylko nowe nazwiska, ale ze względu na krótki czas istnienia nazwiska te z przyczyn naturalnych nie były odpowiednio zweryfikowane, co po wyborach w trakcie kadencji doprowadziło do wielu starć ambicji poszczególnych członków, a w ostatecznej konsekwencji obalenie Petru ze stanowiska przewodniczącego.

  1. Czas na rozwój

Ponad trzy lata do kolejnych wyborów pierwotnie przyjmowane przez zarówno krytyków politycznych jak i samych polityków było jako największe zagrożenie dla Szymona Hołowni. Paradoksalnie tak długi czas w połączeniu z dołączeniem do ruchu kilku obecnych parlamentarzystów może być dla Hołowni zbawienne. Jest to fakt długi czas, ale pozwala na spokojne utworzenie struktur, planu, osadzenie się w polityce nauczenie się jej kuchni. Przykłady Petru, Kukiza i Biedronia pokazują, że budowanie w szybkim tempie partii lub ruchu, w celu wystartowania w wyborach bez dobrej znajomości samej polityki mogą skończyć się szybciej niż się zaczęły. Wspomniany już aspekt struktur w tym aspekcie jest niesamowicie ważny. Mając odpowiedni czas na budowę po pierwsze można znaleźć odpowiednie osoby, które chcą nie tylko zdobyć mandat, ale podzielają wspólną wizję. Dodatkowo dłuższy czas rozwoju pozwala ugruntować swoją pozycję. Brak finansowania z subwencji również gra tu niebagatelną rolę, ponieważ pozwala stworzyć ugrupowanie niezależne, a dzięki temu skupione na realizacji docelowo założonego planu, bez wiszącego nad głową strachu „a co będzie jeśli nie wejdziemy ponownie?”. Silne struktury plus system finansowania nieoparty na subwencji daje szansę utworzenia stabilnego ruchu, który w dalszej perspektywie będzie iść w górę, a nie pikować w dół.

  1. Program

Program gra niebagatelną rolę. Co prawda zarówno Nowoczesna jak i Wiosna Biedronia swoje programy przedstawiły startując w wyborach, Kukiz’15 natomiast postawił na buntowniczy styl w oparciu o wspomniane już „JOW-y”, ale poza tym nie potrafił stworzyć spójnego planu przez kolejne 4 lata w parlamencie. Hołownia natomiast sukcesywnie przedstawia kolejne założenia najpierw Ruchu Obywatelskiego, a teraz program polityczny. Cały program jest oparty na solidnych analizach think-tanku Strategie2050, dzięki czemu jest spójny i kompletny. W przypadku Roberta Biedronia problem programowy tkwił w tym, że był on ze względu na lewicowe poglądy podobny do pozostałych ugrupowań lewicowych. Bardzo ładnie brzmiały wszystkie założenia socjalne, jednakże niepodparte było to gruntownymi analizami, przez co program był łatwy do obalenia. Ryszard Petru również wystosował ciekawe założenia programowe, ale w tym wypadku od początku zauważalne było ogromne podobieństwo do założeń wczesnej Platformy, co pozwalało podejrzewać, że nie jest to nowy twór tylko partia satelicka PO. Wybory w 2019 roku i koalicja z PO tylko potwierdziły pierwotne podejrzenia.

  1. Zagrożenia czyhające na Hołownię

Patrząc na przykłady Ryszarda Petru, Roberta Biedronia i Pawła Kukiza należy zauważyć, że poza wieloma wyzwaniami przed Szymonem Hołownią jest wiele zagrożeń. Pierwszym z nich jest kwestia usilnego wpływu na życie parlamentarne. Z oczywistych przyczyn zakładając Ruch Hołownia nie miał, żadnego wpływu na to co dzieje się w Sejmie i jedyną drogą, aby to zmienić są transfery polityczne. Same w sobie transfery nie są niczym złym, dokonują się od zawsze i dokonywać będą się zawsze. Zrozumiałe są również utyskiwania przedstawicieli ugrupowań, które tracą parlamentarzystę na rzecz innych, stąd należy zaakceptować pojęcia typu „kłusownictwo”, choć jest to o tyle niezrozumiałe, że ostatecznie jest to decyzja suwerenna danego polityka. Jednakże należy być ostrożnym dokonując poszczególnych transferów, żeby nie wpaść w pułapkę „nowego szyldu” dla ‘starych’ polityków. W tym przypadku można zestawić 2 transfery Hołowni: Hanna Gill-Piątek i Joanna Mucha. Pierwszy przypadek nie budził, aż tak wiele kontrowersji ze względu przede wszystkim na działalność Hanny Gill-Piątek. Fakt była kojarzona z lewicowym środowiskiem, jednakże w ścisłej polityce najwyższego szczebla nie była od lat, można powiedzieć, że była dość „świeżym” politykiem. Przypadek Joanny Muchy jest zgoła odmienny. Była to wieloletnia posłanka PO, członkini rządu tej partii, a w ostatnich wyborach kandydat na przewodniczącego. Tak wyrazista twarz zmieniająca barwy, szczególnie w kontekście zarzutów, że Polska2050 to tak naprawdę Platforma bis (via Izabela Leszczyna) nie działa PR-owo dobrze. Transfery polityczne niosą za sobą jeszcze jedno istotne zagrożenie. W dużej ilości mogą spowodować obniżenie morale lokalnych struktur, gdzie na pewno jest szerokie grono osób chcących realnie działać politycznie, ale zdają sobie oni sprawę, że ostatecznie przegrają z „nabytkami”, a tak naprawdę oni wykonują mozolną oddolną pracę, za którą śmietankę spiją „zawodowi”. Nadmierne inwestowanie w rozwój parlamentarny w zestawieniu z obiecującymi sondażami niesie kolejne zagrożenie jakim jest pokusa wcześniejszych wyborów. Po co czekać do 2023 roku, jeśli już jesteśmy gotowi? Może to być złudne podejście, które w ostatecznym rozrachunku spowoduje prawdopodobnie, że do Sejmu uda się wejść, ale z niskim przedstawicielstwem, wybory te wygra i tak PiS, więc z automatu ponownie czeka rola opozycji i ostatecznie może się to zakończyć casusem Nowoczesnej, czyli zostając „koalicjantem”, a tak naprawdę elementem PO. Tu należy zwrócić uwagę, że niebezpieczeństwem czyhającym zarówno w przedwczesny wyborach, jak i terminowych koncepcja zjednoczonej opozycji. Polska2050 wchodząc w skład wspólnego bloku utraci swoją tożsamość stając się de facto przystawką Platformy Obywatelskiej i cała praca wielomiesięczna/wieloletnia może pójść na marne.

Reasumując porównywanie Szymona Hołowni do Ryszarda Petru, Roberta Biedronia czy Pawła Kukiza jest nieodpowiednie i nieuzasadnione. Hołownia ma czas na spokojny rozwój zarówno struktur jak i programu oraz rzetelne przygotowanie do startu w wyborach. Petru, Biedroń i Kukiz natomiast postawili na tworzenie swoich ugrupowań tylko i wyłącznie pod kątem wyborów, co w dalszej perspektywie spowodowało, że dobrze zapowiadające się startupy skończyły w politycznym niebycie. Najważniejsze to nie ulec naciskom, że PiS za wszelką cenę trzeba pokonać, nawet kosztem utraty swojej tożsamości. PiS pokona się tylko i wyłącznie przekonując Polki i Poaków do swojej wizji państwa. Zasada „AntyPiS” nieraz pokazała, że nie ma prawa bytu i działą tylko na korzyść duopolu PO-PiS.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.