Ile zrobisz za lajka?

Wraz z rozwojem technologii wprost proporcjonalnie skrócił się dystans między tak zwanymi osobami znanymi, a zwykłymi szaraczkami. Chodzi tu zarówno o dosłowny dystans, mamy za pomocą social mediów kontakt praktycznie z każdym na wyciągnięcie ręki, ale również dystans polegający na możliwości zostania tym mniej lub bardziej znanym. Tu pojawia się druga strona medalu. Zawsze tam gdzie pojawia się szereg wartościowych treści, pojawia się też masa bezużytecznych, których autorzy zrobią wszystko byle tylko dostać lajka, komentarz, czy inną subskrypcje. Ja osobiście lubię określenie „atencjusze” i na nich chciałbym się skupić.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zanim przejdziemy do dzisiejszych atencjuszy mały rys historyczny, bo przecież nie wzięli się oni znikąd i nie można powiedzieć, że tylko obecne pokolenia charakteryzują się tzw. „parciem na szkoło”. Gdy cofniemy się powiedzmy o kilkadziesiąt lat, kiedy telewizje miały swój peak prawda jest taka, że bardzo dużo osób chciało być tym panem lub tą panią z TV. Nie było to jednak łatwe, kanałów była ograniczona ilość stąd zatrudniani w nich byli najlepsi (oczywiście z wyjątkami) i praca w mediach dla wielu była tylko marzeniem.

Z czasem jednak telewizje musiały zmienić swój profil, żeby przyciągać odbiorców, zaczęły pojawiać się programy typu reality-show, które kreowały nowe „gwiazdki”. Na popularności zaczęło zyskiwać określenie celebryty w tym pejoratywnym znaczeniu, czyli osoba znana z tego, że jest znana. Nadal jednak były ograniczenia. Po pierwsze ilość tego typu programów była ograniczona, w nich ilość uczestników również ograniczona, więc drzwi co prawda trochę się uchyliły, ale tylko dla niewielkiej liczby osób.

Po tym nadeszła złota era Internetu. Życie przeniosło się w stopniu znacznym do sieci, powstały portale społecznościowe, pojawiły się smartfony i każdy posiadać takiego urządzenia nagle może zostać twórcą, może wrzucać swoje materiały, których nie weryfikuje jakaś odgórna komisja tylko pozostali zwykli uczestnicy. Pojawiła się również moda oceniania, wszędzie lajki, a w natłoku bańki informacyjnej jaką jesteśmy atakowani na każdym kroku spowodowało to rozwinięcie kultu piękna oraz kultu kontrowersji.

Kult piękna

Kult piękna propagowany jest przede wszystkim na Instagramie i nie mówię tu tylko o super seksownych Instagirl wrzucających kilkadziesiąt zdjęć dziennie, czy o wyrzeźbionych męskich klatach podpisanych #Polishboy. Na Insta wszystko, dosłownie wszystko musi być ładne, a jak w rzeczywistości nie jest z pomocą przychodzą nam setki apek pomocniczych z tonami filtrów, które nakładamy i wrzucamy hashtagując oczywiście #supernatural. Dodatkowo szczególnie młode pokolenie dzisiaj jest już wielce światowe, więc wszystko musi być w sieci, ale nie może to być zwykłe to musi być na bogato. Idziesz na obiad, cyk zdjęcie i na Insta z hashtagiem #foodporn, ale oczywiście nie może to być zwykła pomidorowa, a nawet jeśli jest to nie można tego napisać, ale jak napiszemy „krem z pomidorów z ricottą i świeżą bazylią” brzmi już lepiej, prawda?

Podobnie wakacje. Naoglądamy się super wypasionych wakacji na bali, też tego chcemy, ale nas nie stać. To nieważne, bo nie stać nas w realu, nie w sieci, tam możemy siebie i innych bez krępacji okłamywać. Odpowiednio zrobione zdjęcie nad zwykłym zalewem pod miastem z dobrze dobranymi hashtagami wygląda jak wakacje marzeń i nieważne, że w trakcie robienia zdjęcia czujemy grillowaną kiełbasę Janusza z lewej i dym papierosa z prawej. W końcu tylko my to czujemy widz nie wie i ma nie wiedzieć. On ma zazdrościć i co najważniejsze lajkować. Zdjęcie z jednym lajkiem? Do usunięcia, ale jak jest ich 137 to już jest dobrze, cała reszta nie ma żadnego znaczenia. Insta jest idealnym przykładem, ale nie zapominajmy o Facebook’u, który mimo, że jest już trochę passe, to jednak ciągle dobrze mieć tam konto, najlepiej połączone z Insta i tam również dobrze piękne, w pełni „naturalne” zdjęcie wrzucić, w końcu w znajomych mamy pewnie kolegów i koleżanki z podstawówki, więc niech widzą jak się Szlachta bawi.

No i oczywiście kult pięknej sylwetki w markowych ciuchach. Tu ogromny wpływ ma zawód Instagramera/Instagramerki, czyli influencerów żyjących z prowadzenia kont w social mediach z Insta na czele, gdzie prezentują poszczególne produkty najczęściej z wyższej półki. Obserwujący ich zdjęcia idealnie wyrzeźbionych ciał w super drogich autach oczywiście w Gucci lub Dolce Gabana chłoną to jak gąbka i chcą żyć podobnie. Prowadzi to w ślepą uliczkę.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Przytoczę tu anegdotę o pewnej dziewczynie, którą obserwowałem jakiś czas i fascynowało mnie jak wiele można zrobić byle tylko łapać kolejne lajki. Owa dziewczyna, zwykła, naturalna miała takie parcie na piękno, że poszła w kolejne operacje plastyczne, wszystko byle tylko przejść na drugą stronę barykady – z obserwujących na obserwowanych. I tak kolejno najpierw zrobiła sobie kilka operacji twarzy, w międzyczasie biust, pośladki, coś z łydkami, oczywiście nie zapominając, że można robić kolejne poprawki na twarzy. Po ponad roku faktycznie była nie do poznania, aczkolwiek poziom sztuczności bił od niej na kilometr. Czy miało to sens? Moim skromnym zdaniem nie i uważam, że gdyby nie wszechobecne ataki wymuskanych pięknych ciał to nie poszłaby tak daleko.  

Kult kontrowersji

Druga metoda na szybkie przebicie się w mediach społecznościowych to kontrowersyjne, często również niesmaczne i chamskie teksty. Jak już pisałem bańka informacyjna jaką jesteśmy atakowani powoduje, że stawianie na merytorykę jest coraz mniej sexi. Liczy się uderzenie, wywołanie reakcji, lajka w swojej wewnętrznej bańce, a gdy lajki się pojawią to znaczy, że strategia działa to dlaczego jej nie podkręcić? I tak pojawiają się kolejne wpisy, oczywiście o dyskusji z takim osobnikiem nie ma mowy, bo on ostatnie o czym marzy to rozmowa. Często wie, że nie ma racji, tylko, że racja jest w tej sytuacji pojęciem względnym, liczy się to czego oczekuje odbiorca, a odbiorca chce więcej. Ważny tu również jest czas. Stawiając na merytorykę, pisząc wartościowe (przynajmniej w jakimś stopniu) teksty, bądź nagrywając wartościowe materiały nie będąc znanym budowanie grupy odbiorców trwa długo i nie zawsze się udaje. Pójście w kontrowersje, pójście nie bójmy się powiedzieć w chamstwo zakrawające o trolling jest niestety szybsze i skuteczniejsze.

Ważnym elementem w przypadku kultu kontrowersji jest tytuł danego materiału, on musi być tak samo mocny jak sam materiał, ma przyciągnąć uwagę, co doprowadziło do wszechobecnych clickbaitów. Klikalne tytuły, które często nie mają wiele wspólnego z treścią materiału, ale to się nie liczy, ważne, że klient kliknął, a jak kliknął to przeczyta. Drugim istotnym aspektem tytułów materiałów jest używanie coraz mocniejszych określeń. Teraz już nie można powiedzieć, że ktoś przekonał innych, że uargumentował swoją wizję na dany temat, to jest prosta droga do porażki i zdobycia 10-15 wyświetleń. Dzisiaj wszyscy wszystkich orają: „Korwin zaorał lewaka”, „Leszczyna zaorała pisowca”, „Śmiszek zaorał Mentzena” i tak dalej.

Oczywiście muszę podkreślić, że nie wszysc y uczestnicy internetowego życia postępują zgodnie z regułą „nie ważne jak mówią, byle mówili” i „jeb… biedę”, ale takich osób jest zaskakująco dużo i z każdym dniem napływa kolejna grupa marząca o zostaniu gwiazdą. Niestety chcą być gwiazdami na skróty.

Dajcie znać czy tekst się podobał to rozwinę temat na przykładach poszczególnych atencjuszy internetowych.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.