Informacja Zwrotna (recenzja)

Jakub Żulczyk o swojej ostatniej powieści powiedział, iż jest to „antykryminał”. Hasło, które może mówić nam o jej naturze dość sporo, a jednocześnie nie mówi nam nic. Jak więc napisać recenzję tej powieści nie czyniąc jej niepotrzebnym spojlerem tej historii?

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

By to zrobić, najlepiej rzucić okiem na historię samego Żulczyka. To pisarz po przejściach; nie na darmo odnosi się wrażenie, że Ślepnąc od Świateł czy Wzgórze Psów pióra tego autora to jakby relacje samego uczestnika zdarzeń przedstawionych w tych powieściach. Ich realizm, emocje i namacalność są jednymi z największych atutów wymienionych powieści i ogółem całej twórczości Żulczyka. A same powieści, podobnie jak twórczość ale też i życie pisarza, naznaczone są brudem życia, bólem istnienia, trudem walki z własnymi demonami i słabościami.

Jakub Żulczyk jest (trzeźwym dziś) alkoholikiem z wieloma epizodami i zakrętami (odwyk, terapie grupowe), z bagażem zarówno ciężkich doświadczeń jak i ważnych do opowiedzenia historii. Dziś ten popularny polski pisarz robi głównie własnie to (opowiada ciekawe historie), a wespół z innym warszawiakiem po przejściach Juliuszem Strachotą nagrał rewelacyjny podcast „Co ćpać po odwyku” – zapis ich rozmów o uzależnieniach (narkotyki, alkohol, leki), wspomnienia z terapii, ciekawe spostrzeżenia – niemalże gotowe lekcje dla tych, którzy w nałogu nadal tkwią, lub przekroczyli już bramy trzeźwości.

I taka jest też sama Informacja Zwrotna, o której autor, poza tym, iż jest to antykryminał, powiedział (jako jedną z ciekawszych rzeczy), iż jest z niej bardzo zadowolony i że jest to dla niego powieść bardzo ważna. Trudno nie mieć poczucia osobistych relacji autora i jego doświadczeń z fabułą powieści (o czym poniżej), albo wrażenia, iż taką, a nie inną książką nie dokonuje on swego rodzaju spowiedzi lub rozliczenia z nałogiem.

Bo Informacja Zwrotna to książka przede wszystkim o piciu. Ono jest zarówno przyczyną jak i skutkiem tego co pozornie jest osią powieści, ale tak naprawdę jest jej tłem (zbrodnia). Bohaterem głównym tej powieści jest alkoholik i jego choroba, a główną popełnioną tu zbrodnią jest grzech zaniechania, zapomnienia i autodestrukcji, prowadzący gwiazdę polskiej sceny rozrywkowej, w swoim szczycie kariery, wprost w objęcia nieuleczalnej dolegliwości. Zbrodnia jednego człowieka i grzech cywilizacji. Błąd genetyczny.

Zbrodnia będąca osią zdecydowanej większości powieści kryminalnych jest tu jednak jeszcze bardziej z tyłu (choć jest – i zbrodnia, jest ciało oraz jest kryminalna zagadka do rozwiązania). Stąd „antykryminalność” powieści.

Co przeraża?

Jak to u Żulczyka w jego powieściach; namacalność. Fizyczność alkoholu (nie fizjologia; z książki nie dowiadujemy się jak bardzo można upadlać alkoholem własny organizm – ona jest o upadlaniu godności. Oraz o wszelkich stanach świadomości i mentalności alkoholika – o tym jak myśli, jak kalkuluje. Na jakiej podstawie podejmuje decyzje oraz działania. Pod tym względem powieść jest mekką autentyczności). Poza tym oczywiście jest tu narracja pierwszoosobowa, jak to u Żulczyka, co jeszcze bardziej powoduje namacalność alkoholizmu i poczucie autentyczności. Czuć ten ścisk w gardle oraz suchość w ustach kiedy głównemu bohaterowi chce się pić…

Co bawi?

Sceny przesiąknięte „nieznośną lekkością bytu”; opisy imprez, dowcipkowania, pijackich przygód i wpadek. Ale to tak tylko na chwilę, ta książka nie o tym. To tylko swoisty przerywnik i rozładowanie emocji przed wniknięciem w przeszłość i wzajemne pretensje dobrze sytuowanej rodziny z Warszawy.

Co jest wielkim plusem?

Afera reprywatyzacyjna w tle. Z nią w tej książce jest jak z alkoholem; niby jest tłem, a jednak to także i, obok alkoholu oraz Marcina Kani (protagonista), poczet głównych bohaterów.

Powieść ta jest na pewno w kanonie jej podobnych, przełamujących alkoholowe tabu w kraju gdzie „pijesz gdy się cieszysz, pijesz gdy jesteś smutny // Ludzie zmienili miłość do życia w miłość do wódki”*. Wystarczy wspomnieć z tego miejsca słynne Pod Mocnym Aniołem Jerzego Pilcha, czy niedawnego Mireczka Aleksandry Zbroi (nota bene gościnnie występującej w II sezonie podcastu Żulczyka i Strachoty). Nie czytałem takich wiele, za to czytałem wiele Żulczyka, dlatego powiedzieć mogę jedno – można współczuć Żulczykowi, że zapewne przerabiał w życiu sceny, które opisał w tej książce, ale ja zwyczajnie chylę czoła. Za przekucie tego wszystkiego w namacalną, nieprzerysowaną, momentami prawdziwszą od życia powieść. Powieść, którą zapewne czyta się inaczej kiedy prozę Żulczyka się zna, a inaczej kiedy się nie zna. Kiedy coś się o alkoholu czytało a kiedy nie. No i wreszcie – inaczej gdy sporo się w życiu wypiło, a inaczej kiedy mniej.

Pełne spektrum odbioru – zupełnie jak z samym alkoholem.

*cytat jest fragmentem piosenki "Szósty zmysł" Jana Pawła Kaplińskiego, znanego bardziej jako Pezet.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.