Jak nie zgłupieć?

Polityka zwykle jest nafaszerowana różnego rodzaju emocjami. W czasie wojny, do ich podwójnej dawki, dochodzi jeszcze dezinformacja. Jak zatem politykę czytać, rozumieć oraz wyciągać z niej teraz właściwe wnioski?

Wszyscy jesteśmy na tej wojnie. Jako zwykli obywatele, jesteśmy na froncie humanitarnym i informacyjnym. I tam też, oprócz dużych sukcesów jakie osiągnęliśmy w pierwszych tygodniach wojny, jesteśmy w stanie także ponosić dotkliwe porażki. Nie zawsze musi chodzić o farmy trolli i rosyjską dezinformację. Czasami na tych frontach szkodzimy sobie już sami.

Wybuch wojny przyniósł dla naszej sfery medialnej (a także mentalnej!) kolejne wyzwania. W miejsce starych, które na moment przestały być ważne. Pozornie, bo tak naprawdę tych wyzwań tylko przybyło; te stare wcale nie zniknęły.

W Polityce 12(3355) Mariusz Janicki podsumowuje: „w takich momentach następuje uproszczenie życia publicznego, znikają niuanse, a dominuje troska o podstawowe wartości: bezpieczeństwo, zdowie i życie, zachowanie majątku i środków na utrzymanie”. To oczywiście prawda – jest to skutkiem miażdzącego szoku jakim w pierwszych dniach od wybuchu była dla nas wojna oraz zepchnięcia przez to wielu innych kwestii na dalszy plan. W życiu politycznym tymi kwestiami stały się na przykład:

  • wspólne listy opozycji
  • naprawa Polskiego Ładu
  • reforma szkolnictwa (dużo pomógł w tym swym wetem sam prezydent)
  • afera Pegasus
  • konflikt w obozie Zjednoczonej Prawicy

Zatem ośrodki, wokół których mocno kręciło się polityczne życie w Polsce do połowy lutego. Była to jednak pierwsza faza reakcji na wojnę, która powoli przechodzi w fazę drugą.  

W tej fazie znów wraca emocjonalna oraz mentalna fragmentaryczność. Początkowy „efekt flagi” oraz potrzeba zjednoczenia słabną; wraz ze wzrostem poczucia, że sami także musimy zadbać teraz o swoje bezpieczeństwo, rośnie poczucie, że bardziej powinniśmy wspierać te polityczne stronnictwa, z którymi identyfikowaliśmy się w tzw. „normalnych czasach”. Tak jakby trochę wbrew „efektowi flagi”, który też wieczny nie będzie.

Jak bowiem inaczej wytłumaczyć sobie narastającą polaryzację oraz powiększający się zbiór naszych narodowych sprzeczności? Politycy licytują się teraz na to kto bardziej pomógł Zachodowi „hodować” Putina na Wschodzie: czy była to ekipa Tuska, która kontakty dyplomatyczne z Kremlem starała się utrzymać i znormalizować, czy może bardziej robiła to ekipa Kaczyńskiego, która z kolei trzymała z putinowską ekipą w Europie? Czy PiS-owi dać teraz spokojnie pracować i nie patrzeć przez moment na ręcę, ponieważ to właśnie w tych rękach spoczywają teraz losy naszego bezpieczeństwa? Ale co jeśli władza, pod osłoną już nie tylko nocy, ale i… wojny, znów przesadzi? Czy grozi nam narodowa amnezja i amnestia przewin PiS z lat 2015-2021? Jak właściwie ocenić politykę rządu względem uchodźców, gdy co innego słyszymy ze szczebla centralnego, co innego z samorządowego, a jeszcze co innego – oddolnie, z ust obywateli-wolontariuszy? Poniżej kilka rad, popartych przykładami, które mogą pomóc nam ogarnąć medialno-informacyjny zgiełk w niełatwych czasach natłoku informacji i dezinformacji.

Po pierwsze: oddzielać opinie od faktów

Sortowanie oraz selekcja źródeł informacji już może nie wystarczać. Wszyscy wiemy już, że to jaką informację otrzymamy i przetworzymy zależy od źrodła z którego ją pozyskamy. Czasem jednak warto wejść o jedno piętro wyżej w interpetacji danej informacji; szczególnie pod kątem tego czy jest ona opinią, czy faktem.

Ze swego rodzaju miszmaszem informacyjno-intepretacyjnym mieliśmy okazję zetknąć się ostatnio przy okazji dwóch wizyt, jakie polscy politycy odbyli w Europie: Mateusza Morawieckiego oraz Jarosława Kaczyńskiego w Ukrainie, oraz Donalda Tuska na Węgrzech.

Obie wizyty oczywiście ukierunkowane były na osiągnięcie politycznych celów własnych ugrupowań (w przypadku polityków PiS: pokazanie własnemu elektoratowi, że Zjednoczona Prawica jest silna, odważna, decyzyjna, wyznacza trendy polityki regionalnej, jest wzorem postaw dla innych państw, a w przypadku Tuska: sprawcza reakcja na wyprawę PiS do Kijowa, dalsze hołdowanie opcji „zjednoczonej opozycji”, gdzie Tusk jest nawet w stanie uścisnąć dłoń Peterowi Jakabowi – liderowi silnie prawicowego Jobbiku). Swoim życiem żyły zaś w mediach interpretacje oraz opinie o dwóch zaistniałych wizytach. W pierwszym przypadku była to skrajna krytyka oraz posądzanie o narażanie na szwank narodowego bezpieczeństwa z jednej strony, z drugiej zaś: laudacje wygłaszane pod adresem Jarosława Kaczyńskiego w TV publicznej. W drugim przypadku można było się pogubić jeszcze bardziej: liberalny(?) Tusk ściskający dłoń populiście, którego ugrupowanie poparło w zeszłym roku skrajnie homofobiczną ustawę proponowaną przez rządzący Węgrami Fidesz… Żeby było jeszcze śmieszniej, taką postawę najbardziej obśmiewały w Polsce media… prawicowe, sprzyjające co do zasady PiS. I jak nie zgłupieć od takiego natłoku oraz sposobu przedstawiania informacji?

Przede wszystkim – oddzielając informacje od opinii prezentowanych na ten temat. Jest to istotny problem jaki dotknął platformy do swobodnej wymiany informacji i wyrażania poglądów jak Facebook czy Twitter – stały się one swego rodzaju informacyjnymi bańkami, w których często dyskusje dotyczą już nie samych faktów, lecz opinii o nich. Albo, o zgrozo – opinii o opiniach innych ludzi…

Po drugie: dokonać małej rewizji własnych poglądów

Sytuacje nadzwyczajne wymagają czasem nadzwyczajnych kroków: ograniczenia wydatków, zaciśnięcia pasa, przeglądu zgromadzonych dóbr, wyboru tylko najpotrzebniejszych przedmiotów/narzędzi. To samo moglibyśmy dokonać z arsenałem naszych poglądów.

Wszyscy je mamy – bardziej w lewo, bardziej w prawo, konserwatywne, liberalne, umiarkowane, centrowe, świeckie itp. W sytuacji dużego napięcia a nawet podwyższonego ryzyka, warto dokonać ich rewizji. Czy warto uprawiać retorykę antyunijną i utrzymywać postawy niezbyt przyjazne wobec mniejszości seksualnych czy narodowych w sytuacji gdy tego typu zachowania pojawiają się nawet w sformułowaniach jakie w Rosji używane są do uzasadnienia inwazji na Ukrainę? Zastanówmy się czy sformułowania w stylu „jak zwykle za wszystko odpowiadaja Stany, którym kolejna wojna jest na korzyść bo na niej zarobią” wyczerpują temat oraz są odpowiedzią oraz diagnozą wobec aktualnej wojny. Oraz czy faktyczna rola Stanów Zjednoczonych w obecnej geopolitycznej sytuacji jest taka, jak choćby przy okazji innych wojen, za których wybuch mniej lub bardziej bezpośrednio obarczano Wuja Sama zza oceanu.

Wojna szybko obnażyła grzeszki zarówno europejskiego liberalizmu jak i konserwatyzmu, a one z kolei przekładają się na nasze sposoby widzenia świata i analizy faktów. Na ten czas dobrze jest dokonać rewizji naszych poglądów i spróbować wyciszyć te najbardziej zapalne oraz kontrowersyjne. Pójsć za głosem Ewy Wanat, która w swojej „Biało Czarnej” pisze: „Jeśli przestajemy patrzeć na siebie jak na wroga, którego należy zaorać, płaski obraz staje się trójwymiarowy i jest o wiele ciekawszy […] Różnice między nami nigdy nie znikną. […] Nie sądzę, żeby ktoś kogoś przekonał, ale możemy nieco ucywilizować tę awanturę. Możemy zacząć od założenia, że nasz przeciwnik może mieć dobre intencje. Dopuśćmy po prostu taką możliwość”.

Po trzecie: nie popadać w amnezję i nie dokonywać amnestii

Status quo posiadania oraz wpływu danych partii politycznych na życie publiczne i społeczne pozostaje niezmienny. Tu odpowiedź jest jak zwykle uniwersalna – zachować umiar i proporcje.

Polaryzacja była i będzie i mimo, że dla partii staje się już narzędziem niezbędnym do politycznej egzystencji, nadal nie jest, tak jak nigdy nie była, środkiem docierania do prawdy obiektywnej. Warto jednakże uważać, by w tym umiarkowanym tonie nie ulec podszytej strachem pokusie zapomnienia PiS-owi dawnych przewin w świetle tego z czym mamy do czynienia dziś. Oraz pokusie myślenia, że to co obserwujemy dziś to wyłącznie „normalizacja” tej partii wymuszona okolicznościami zewnętrznymi i standardowe wykonywanie przez państwo jego obowiązków. PiS tak rozregulował nam poczucie dobrego politycznego smaku, iż przez 6 lat standardowe posunięcia tej partii, które nie są „typowo pisowskie” uznajemy za akt łaski, lub świadectwo przemiany. Nie, Zjednoczona Prawica to nadal to samo ugrupowanie, którego członkowie wciąż powtarzają, iż to Unia prowadzi niebezpieczną grę (lub wojnę) z Polską oraz nadal pozostaje tą samą hermetyczną grupą, niezdolną na większą i bardziej długofalową skalę do dokonania rewizji własnych postaw i poglądów (punkt 2).

Kiedyś, „po wojnie”, wróci stary, dobry PiS.

Po czwarte: nie opierać oceny całości na jednej przesłance

Sytuacja typowa dla rozmów w stylu: „Ukraińcy przyjeżdzają do Polski drogimi samochodami, czemu miałoby się im cokolwiek należeć za darmo? 500 plus? Darmowy przejazd autostradami?”

Przenoszenie jednej z wielu cech całości na daną całość. Sytuacje, do których dochodzi z braku chęci lub potrzeby większego intelektualnego wysiłku w przypadku sytuacji, którą chętnie wykorzystuje się w konwersacji.

Wyciąganie z kontekstu i jednostronna ocena sytuacji nie jest niczym nowym i nie jest wyłącznie cechą komunikacji w ostatnich tygodniach. Wspominam o tym jedynie dlatego, że w chwilach emocjonalnego uniesienia (bez względu na to w którą ze stron), może ona znacznie przyczyniać się do ogólnej dezinformacji i zachęcać do pobieżnego wyciągania wniosków. Szczególne, gdy przenosimy tego typu myślenie i konstrukcje na inne osoby.

Pamiętajmy też, że w wielu przypadkach odpowiedzialność za zaistniałe sytuacje spada na rozwiązania systemowe, lub ich brak. Jeżeli ktoś z Ukrainy wskakuje przed nas w kolejce do lekarza lub żłobka, to nie dlatego że „wszystko mu się z marszu należy za darmo”, tylko dlatego, że źle w takiej sytuacji funkcjonuje system, który nie bierze pod uwagę interesu długo czekającego na to miejsce jeszcze przed wojną interesanta.

Po piąte: nie ulegać polaryzacji; myśleć kluczem lokalnym i rodzinnym

Zwróćmy uwagę, iż w obecnej sytuacji jesteśmy pozycjonowani w komunikacji nieco inaczej, niż może to mieć miejsce w „normalnej rzeczywistości” (bez wojny za granicą). Wielu z nas ma znajomych, który w miejszym lub większym stopniu są tą wojną doświadczeni (zarówno Polaków, jak i Ukraińców). Sytuacja ta wymaga od nas elastycznego myślenia w wielu kwestiach, jak na przykład polityki imigracyjnej, czy socjalnej naszego państwa, lub na przykład reformowania edukacji. Warto w takiej sytuacji wziąć pod uwagę realia oraz ludzkie potrzeby czy sytuacje nas otaczające, z którymi mamy do czynienia, nie zaś ulegać emocjom proponowanym przez polityczne przekazy dnia oraz informacyjne „bańki”.

A te często każą nam zamykać się na głosy drugiej strony – pochodzące na przykład z kręgów kościelnych, lub poglądowo bliższych kręgom władzy. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku kryzysu na granicy z Białorusią – zamiast podsycać nieufność do służb mundurowych, czy instytucji państwa w ogóle, lepiej, w miarę możliwośći, ćwiczyć elastyczność naszego horyzontu poglądów.

Lepiej dla nas będzie  bowiem jeżeli testy, jakim jesteśmy obecnie poddawani zdamy jako obywatele i ludzie, nie zaś jako elektorat, czy wyborcy tego, czy innego ugrupowania lub opcji politycznej, tudzież światopoglądowej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.