Jak w Polsce nie ściga się mafii VAT

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Tak jak obiecałem tydzień temu będzie o tym, jak kolejni ministrowie finansów udają, że chcą dopaść gangi wyłudzające VAT na dużą skalę. A już najbardziej udają ci, co najwięcej o tym krzyczą lub krzyczeli: Morawiecki, Banaś i ten obecny, jak mu tam, Kościński – wybaczcie braki wiedzy, ale ten minister jest wyjątkowo nijaki.

Od 2015 roku miłościwie nam panujący twierdzili, że na wszystko są pieniądze w luce VAT i miliardach wyłudzanych przez mafie z podatku VAT. Po dojściu do władzy mieli szybko i sprawnie zająć się tą sprawą. No i zajęli się – wprowadzili rozwiązania zostawione w szufladach przez poprzedników (którym nie starczyło odwagi, aby wdrożyć JPK czy split payment). Częściowo to zadziałało, wprowadziło pewien ferment wśród kombinatorów, ale jak już widać (po ponownie rosnącej luce VAT) na dłuższą metę niewiele to dało. Jak w praktyce wygląd to ściganie przeczytacie poniżej.

Prolog

Proceder wyłudzania podatku VAT jest dość prosty – zakładasz sieć firm (najlepiej spółek) i w sieć wrzucasz znaczą (dla przeciętnego Polaka) ilość pieniędzy. Niech będzie to 5 mln €. Spółki nie płacą ZUS (chociaż powinny, bo to spółki jednoosobowe – ale w ZUS się tym za bardzo nie przejmują, bo przecież mają 10 lat na ściganie, więc czekają), CIT też nie (cykl wyłudzenia to z reguły 6-12 miesięcy). Pracowników też brak. Są za to inne koszty mające uwiarygodnić operację – wirtualne biura, najem magazynów (symboliczny – nie zmieści się na tej powierzchni 2-3 tirów z elektroniką – a takimi ilościami miesięcznie się „handluje”), księgowość, koszty bankowe. Firmy zaczynają między sobą handlować towarem, który zapewne jest sprowadzony do UE (bo to już nie jest tylko Polska, a całą Unię oplatają macki VAT), ale sprzedawany wielokrotnie i w coraz większych ilościach na całym kontynencie. Przez kilka pierwszych miesięcy może się zdarzyć nawet tak, że jakieś drobne kwoty na VAT trzeba zapłacić. Wszystko po to, aby uśpić czujność urzędników i zamaskować prawdziwe intencje. Zanim bowiem ociężały system urzędniczy zadziała – jest pozamiatane. Wprawdzie co jakiś czas są informacje o likwidacji jakiejś grupy wyłudzającej VAT, ale to raczej zamyka się słupy i płotki, a pieniądze dawno wyparowują z kont po tym, jak trafią tam ze skarbówki. Jak to się dzieje wiem, ponieważ miałem do czynienia osobiście z kilkoma spółkami działającymi w ramach takich przedsięwzięć.

Akt I - coś mi tu nie gra

Schemat jest zawsze podobny. Osoba z Azji lub Afryki kupuje gotową spółkę. Przez pełnomocnika. Siedziba – duże miasto, biuro wirtualne. Kiedyś brało się spółki nowe, teraz najlepiej roczne – takie mogą już rozliczać VAT kwartalnie. Taka spółka wyjątkowo szybko się rozkręca – przez konta zaczynają przepływać miliony już w 2-3 miesiącu działalności. Jakimś cudem udaje się kupować towar wartości kilku milionów złotych z odroczonym terminem płatności. Kiedyś brali wszystko jak leci – teraz ze względu na obostrzenia w rozliczaniu i split payment – żarówki LED i inną drobną elektronikę nie wymienioną w przepisach. Ponieważ z mocy przepisów prawa i ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy jestem zobligowany do raportowania podejrzanych transakcji – zgłaszam je do odpowiedniego urzędu. Ja swoje wykonałem – czekam na efekty. W międzyczasie robię sobie przegląd KRS kontrahentów współpracującym z moim ogniwem w łańcuszku – oczywiście 90% to spółki opisane na początku. Reszta to jakieś płotki krajowe nie mające za wiele pojęcia o tym, w co się pakują – a na nich potem skupia się „czynności kontrolne”. Skoro mi sprawdzenie i wyłapanie 6 spółek zajęło godzinę, to urzędnikom mającym dostęp do STIR czy innych narzędzi nie powinno zająć więcej, niż 2-3 dni, aby puzzle układanki zlokalizowane w Polsce wyłapać w 100%. Jednak tak się nie dzieje – najwyraźniej komuś na tym zależy, aby wszystko było tak, jak jest (vide utajniony proces urzędników uczestniczących w procederze pod nosem pana Banasia – urzędników z Ministerstwa Finansów).

Akt II - zgłaszam i czekam

Poza zgłoszeniem do Ministerstwa Finansów postanawiam także zawiadomić CBA – wszak walkę z przestępstwami gospodarczymi mają w swoich obowiązkach. Wcześniej dzwonię do kilku urzędów skarbowych. Czy jestem donosicielem? Dla wielu pewnie tak. Ja to postrzegam nieco inaczej – raz, że ustawa nakłada na mnie pewne obowiązki (i grozi wysokimi grzywnami idącymi w setki tysięcy złotych), a dwa – ci złodzieje okradają wszystkich podatników powodując, że płacę podatki na nich (a wolałbym, aby te kwoty szły na szkolnictwo, czy służbę zdrowia).

W skarbówce słyszę – tak, podejrzewamy te firmy, ale nic nie możemy zrobić. Póki nie chcą zwrotów, póki w teorii wszystko się na papierze zgadza – nie ma możliwości wszczęcia żadnego postępowania. Dodatkowo Pani żali mi się, że ona (Wrocław) sama obsługuje około 800 takich podejrzanych firm i sama sobie z tym nie daje rady, bo regularnie co pół roku musi szykować akta dla służb kolejnych 40-50 spółek, które wydoiły skarb państwa.

W CBA przez telefon oficer przyjmuje zgłoszenie. Spisuje wszystkie dane i wyniki mojego prywatnego „śledztwa”. Po ponad półgodzinnej rozmowie słyszę, że wkrótce zgłosi się do mnie oficer terenowy lub zostanę wezwany na przesłuchanie do nich i złożenie zeznań na papier.

Zrobiłem co musiałem – czekam. Może chociaż raz zamkną ich przed wyciągnięciem pieniędzy z systemu. Czekam i czekam.

Akt III - przychodzą rankiem służby

Doczekałem się. Po 3 (słownie: trzech) latach zawitali do mnie agenci (ale raczej specjalnej troski niż wyspecjalizowani oficerowie). Przyszli pod zły adres o 8 rano (biuro otwieram od 9 – można było sprawdzić w internecie). Czekali godzinę, aż przyjadę do biura. 3 osoby – żeby zebrać 100 kartek dokumentacji i jednego pendriva z PDF. Jeden pisał i gadał, pani była od rozkładania sprzętu i przeglądania komórki a trzeci agent stał w drzwiach i … w sumie nie wiem po co, bo zgodnie z prawem powinni wrócić się po nowy nakaz przeszukania (czynności poddałem się dobrowolnie, żeby nie przedłużać procedury). Skoro sam ich zaprosiłem i sam poddałem się procedurze, to raczej bym nie uciekał. Może to był kierowca? Jak się okazało – nie przyszli ponieważ 3 lata wcześniej złożyłem zawiadomienie. Oni przyszli, bo sprawa się toczy od roku i „moja” spółka została wytypowana do sprawdzenia. Przyszli ludzie z wiedzą niemal zerową – mieli listę dokumentów do wzięcia, ale nawet nie wiedzieliby, gdzie ich szukać, gdybym dał im komputer i powiedział – działajcie. Dołożyłem im drugie tyle dokumentacji, żeby jakiś analityk (bo chyba mają takich w CBA?) miał pełny obraz i żeby drugi raz już się nie fatygowali we trójkę. Spędzili u mnie 2 godziny. Zupełnie zrezygnowani – twierdzili, że to głupiego robota, bo pieniądze dawno wyciągnięte a właścicieli firm z Azji i Afryki i tak nikt nie będzie szukał. Na moje sugestie, że źle to robią i mają dużo narzędzi do tego, aby zapobiec wypływowi gotówki reagowali zdziwieniem – twierdzili, że takich narzędzi, przepisów w ogóle nie ma. Dramat.

Epilog

Kilka tygodni później z prasy dowiedziałem się, że moja spółka uczestniczyła w grupie, która wyłudziła co najmniej 100 mln zł i że bohatersko służby zlikwidowały te grupę. Problem w tym, że spółki nie były aktywne od 2-2,5 roku, nie złożyły żadnych sprawozdań finansowych i po tym czasie, to służby mogły co najwyżej podliczyć straty. Niczego nie zlikwidowali, bo ten krąg już został zamknięty, zyski podjęte, kasa państwowa wydojona. Taki to sukces ogłoszono – jak to ostatnio się popularnie mówi, kto żyje w Polsce ten w cyrku się nie śmieje.

Konkluzje są niewesołe.

Prewencja – nie istnieje. Najlepszym dowodem jest artykuł z 10.09.2020 zamieszczony w Business Insiderze pod pięknym tytułem „Resort chciał mieć innowacyjny system wykrywania wyłudzeń. Nagle z projektu zniknął VAT”. Wystarczy poczytać – specjaliści doszli do tych samych wniosków co ja, że komuś po prostu jest na rękę brak zapobiegania wyłudzeniom. Do likwidacji procederu potrzeba kilku informatyków, kilku analityków i 2-3 osoby znające system wyłudzania od strony „nie urzędniczej”. W sumie potrzeba na taką komórkę do walki 30-40 osobowego zespołu, biura i szybkiego internetu oraz podpięcia go do grupy szybkiego reagowania (policja) i sprawnych 3-4 prokuratorów czujących biznes. Problem w tym, że tacy specjaliści nie są tani i średnio na wynagrodzenie dla 1 osoby trzeba by wydać 200-250 tys. rocznie. Daje to w sumie astronomiczną kwotę 10-12 mln zł rocznie na taki zespół (wynagrodzenie + biura + sprzęt) . A że działanie takiego zespołu mogłoby finalnie ograniczyć lukę w VAT o kwoty kilkadziesiąt razy większe – to najwyraźniej nie ma znaczenia. Są przecież ważniejsze sprawy – na przykład nowe samochody rządowe, nowe fundusze państwowe, nowe miejsca pracy dla znajomych króliczka. A suweren raz na jakiś czas dostanie piękną bajkę pod tytułem – zlikwidowaliśmy kolejną mafię VAT.

Skuteczne zwalczanie – nie istnieje.

Przy tak zorganizowanych mafiach nie ma czasu na urzędnicze procedury i czekanie, aż mleko się rozleje. Taki krąg VAT działa maksymalnie rok – po tym czasie pieniądze się ulatniają. Jeśli jesteś w stanie znaleźć początek kłębka i uważnie śledzisz poczynania firm w kręgu, to trafisz i na koniec kłębka. Jakoś do kręgu pieniądze trzeba przecież „wpompować” i jakoś na końcu je z niego wyciągnąć. Co więcej – trzeba to zrobić tak, aby wyciągający osobiście się pofatygował w celu złożenia wyjaśnień w banku. Narzędzie są – trzeba tylko ja odpowiednio zaadoptować. Widocznie nie ma woli politycznej, żeby z tym skutecznie walczyć.

Jaka przyszłość? Wiele się nie zmieni.

Z takim podejściem do sprawy (nie tylko w Polsce) wiele się nie zmieni. Najprostszy sposób to likwidacja VAT i zastąpienie go podatkiem obrotowym. Taki podatek tylko się wpłaca – nie ma zwrotów, więc nie ma kombinacji. Proste, czytelne podejście. Pozostaje oczywiście problem – jak sprawiedliwie nim obciążać podmioty gospodarcze. Ale jeśli rocznie cała UE traci w okolicy 140 mld € na tym procederze, to chyba warto by zacząć poważną dyskusję w tym temacie, bo to nie są drobne na waciki.

A za tydzień o innej mafii i innych urzędniczych „nie da się” – Wólka Kosowska, CH Ptak, Marywilska 44.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “Jak w Polsce nie ściga się mafii VAT

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.