Justyna Klimasara: Boże Ciało było dobrą inicjatywą [WYWIAD]

"W akcji „Boże Ciało” chodziło o to by, używając artystycznego elementu, zwrócić uwagę na kwestię świeckiego państwa. Niektórzy rzecz jasna widzieli i odbierali to inaczej, ale to już kwestia IQ" - mówi działaczka Federacji Młodych Socjaldemokratów, młodzieżówki Lewicy, Justyna Klimasara

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Kasjan Karpiński/Adrian Stacherczak: Sprawia Pani wrażenie osoby bardzo świadomie poruszającej się w social mediach. Czy wyznacza sobie Pani granicę między konwencją, kontrowersją, a użyciem social mediów jako narzędzia do pracy lub promocji?

Justyna Klimasara: Oczywiście wyznaczam i na pewno taką granica są poglądy lewicowe oraz to, na co mogę sobie pozwolić jako osoba lewicowa. Pozwalam sobie na ostrzejsze komentarze, które mogą wydawać się kontrowersyjne, ale to zależy od punktu widzenia. Stąd granica czy coś jest kontrowersyjne czy nie jest stosunkowo płynna.

Dodatkowo prawdą jest, że kontrowersja lepiej się sprzedaje; różnego rodzaju konflikty w social mediach są klikalne i bardziej interesujące. Nie ukrywam, że lubię używać kontrowersji, szczególnie w kontekście wizerunku, nazwijmy to, rozebranego. Natomiast chciałabym zaznaczyć, że pokazywanie się w bikini to jest ta granica, na którą mogę sobie pozwolić. Wywodzę się z partii lewicowej, należę do lewicowej młodzieżówki i tu nie ma fałszywej pruderii, nie ma udawania kogoś kim się nie jest.

KK/AS: Bazując na kontrowersjach, ale i nie tylko, udało się Pani zebrać odpowiednio duże grono obserwujących. W którym momencie nastąpił zwrot i wzrost popularności? Czy jest Pani w stanie określić taki moment i przyczynę?

JK: Działalność zaczynałam w 2012 roku, jednak dopiero w 2013 roku mój wpis o żołnierzach wyklętych był swoistym boomem, wszystkie media w kraju o mnie napisały. W tamtym momencie byłam jeszcze w liceum i trochę mnie to przestraszyło, nawet się popłakałam bo różnie było to oceniane, także na lewicy. Z czasem jednak do tego przywykłam, a nawet zauważyłam, że daje to pewnego rodzaju power.

Nie potrafię wskazać jednego konkretnego momentu kiedy nastąpił przełom. Na pewno było kilka momentów zwrotnych takich jak akcja „Boże Ciało” sprzed 3 lat i sprzed roku, wywiad dla Rzeczpospolitej, wypowiedź z roku 2017 o żołnierzach wyklętych… Ta ostatnia wypowiedź wywołała szum, odniosła się do niej nawet Fundacja Łączka zajmująca się pamięcią o wyklętych.

Reasumując nie potrafię wskazać jednego momentu, co jakiś czas od 2013 roku pojawiam się w mediach i zwykle jest to duży odzew.

KK/AS: Nawiązując do sytuacji z 2013 roku, ale również patrząc na Pani działalność ogólnie: jak radzi sobie Paniz hejtem w Internecie, który jest nieodzownym elementem przy stosunkowo dużych zasięgach wypowiedzi?

JK: Kiedy byłam młodsza, o wiele gorzej radziłam sobie z hejtem. Dzisiaj mam 26 lat, jestem osobą świadomą i podchodzę do tego zupełnie inaczej. Najważniejsze to nie czytać komentarzy, choć oczywiście czasami się nie da. Ważne jest również, żeby nie uzależniać swojego postrzegania od pryzmatu opinii innych ludzi. Wiem, że brzmi to jak tani frazes, ale tak naprawdę o naszej wartości nei świadczy komentarz zupełnie obcej osoby.

Istotne dla mnie również jest to, żeby dodawać wpisy, których ja jako Justyna, nie tylko działaczka lewicowa ale również osoba, jestem pewna w 100 procentach. Żeby nie kłóciły się one z moim światopoglądem. Jeśli takie wpisy, nawet kontrowersyjne, będą dla konserwatywnej części odbiorów obiektem hejtu czy kpin, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Muszę być po prostu pewna tego co mówię, piszę, a wtedy hejt mnie nie rusza.

Nie da się uniknąć hejtu będąc działaczem politycznym, bo to nie jest branża neutralna. Polityka wzbudza wielkie emocje i jeśli ktoś ma słabą psychikę, nie powinien w tym brać udziału.

KK/AS: Będąc przy wpisach, chcemy odnieść się szczególnie do jednego. Napisała Pani kiedyś coś takiego: ”Jak ma się biust zwisający nieestetycznie do pasa, to się go ukrywa, a nie nieudolnie eksponuje. Powinno się ubierać stosownie do okazji, aby nie robić wstydu sobie i otoczeniu (..)”. Czy ten wpis nie koliduje w jakimś sensie z ogólnym lewicowym podejściem zakładającym, że każdy może prezentować się jak chce i nie powinno oceniać się czyjegoś wyglądu?

JK: Cieszę się z tego pytania, bo mogę to wreszcie wyjaśnić. Ja za ten wpis przeprosiłam. Było to bardzo niefortunne i nie tylko dlatego, że jako działaczka lewicowa nie powinnam tak się wypowiadać, lecz również jako osoba. Było to bardzo niemiłe.

Mam taki charakter, że nie interesuje mnie wygląd innych osób. Wygląd nie ma dla mnie znaczenia, zarówno przy doborze znajomych, jak i przy działalności politycznej. Ten niefortunny post był napisany w zupełnie innym kontekście, pod wpływem emocji. Przeprosiłam później za to, było mi głupio, zostałam za to, kolokwialnie mówiąc, zgrillowana.

Inna kwestią jest to, że post został wyciągnięty z mojego prywatnego konta na Facebook’u, które prowadzone jest dla znajomych, a nie publicznie. Jednakże prawda jest taka, że nie powinnam tak pisać prywatnie, czy publicznie.

Jedyne co może delikatnie bronić tego wpisu, to zasada mówiąca o doborze ubioru do okazji i w tym kontekście napisałam ten post. Choć oczywiście nie powinnam dotykać czyjegoś wyglądu, na który nie mamy przecież wpływu. Przeprosiłam, odpokutowałam i muszę przyznać, że to jest jedna z tych wypowiedzi, na których bardzo dużo się uczę. Było mi głupio i wstyd, ale wyciągnęłam z tego odpowiednią lekcję.

KK/AS: Zostańmy jeszcze na moment przy wspominanym poście, lecz również przy Pani wypowiedzi odnośnie używania własnego „rozbieranego wizerunku”. W tym poście wspomina Pani, że powinno się ubierać stosownie do okazji. Jak zatem w tym kontekście odniesie się Pani do publikowania własnych zdjęć we wspomnianej już też akcji „Boże Ciało”.? Czy pokazywanie się w ten sposób mieści się w kanonie pokazywania się stosownie do sytuacji?

JK: Uważam, że tak, mieści się. Gdybym poszła w bikini na konwencję Lewicy, czy radę krajową, to faktycznie byłby to ubiór niestosowny do okazji. Lecz jeśli ja promuję jakąś akcję, która niesie za sobą element artystyczny, to wtedy granica ubioru jest bardzo szeroka.

W akcji „Boże Ciało” chodziło o to by, używając oczywiście artystycznego elementu, zwrócić uwagę na kwestię świeckiego państwa. Niektórzy rzecz jasna widzieli i odbierali to inaczej, ale to już kwestia IQ.

Wszystko zależy od kontekstu. Kiedy mówimy o akcjach, happeningach wtedy pojęcie ubioru jest szersze, a kiedy mówimy np. o konwencji, to przyjście w dresie, również byłoby niezgodne z przyjętymi zasadami odnośnie dobrego wychowania, choć z mojej strony nie usłyszałby krytyki, bo mnie takie sprawy nie interesują.

"Uważam, że w kolejnym Sejmie znajdziemy się bez problemu. Mam nadzieję, że ponownie razem i wspólnie będziemy budować naszą pozycję. W końcu będzie też i taki czas, że Lewica wróci do władzy."

KK/AS: Przechodząc do polityki i Lewicy: działa Pani w Federacji Młodych Socjaldemokratów – młodzieżówce Lewicy, która w ostatnim czasie miała swój zjazd, w którym Pani brała również udział. Czy może Pani o tym wydarzeniu powiedzieć coś więcej? Mamy wrażenie, że na tle Campusu Polska Przyszłości nie było to zbyt medialnie wydarzenie…

JK: Campus Polska Przyszłości został zorganizowany z taką pompą, bo wiadomo, że KO ma po swojej stronie TVN, Gazetę Wyborczą, czyli mocne media chętnie promujące ich akcje. Lewica ma swoje nieco skromniejsze media, np. Trybunę. Są one bardzo wartościowe, lecz nie mają one tej mainstreamowej siły jaką ma chociażby TVN. Choć muszę zaznaczyć, że w TVN24 mówiono o nas ze względu na obecność różnych polityków.

Przechodząc do Szkoły Letniej Lewicy [właściwy tytuł wydarzenia – przyp.red.], jest to dobrze zorganizowana impreza w formie obozu. Odbywają się na niej panele dotyczące m.in. gospodarki, praw ludzi LGBT, praw kobiet i wiele innych.

W panelu gospodarczym gościem był Andrzej Szejna, szef Nowej Lewicy, kiedyś wiceminister gospodarki. W panelu o prawach ludzi LGBT gościem był Krzysztof Śmiszek, który zajmuje się tymi kwestiami – jest prawnikiem, więc opowiadał nam również o tych kwestiach w ujęciu prawniczym. W panelu o prawach kobiet gościem były posłanki Katarzyna Kotula i Monika Falej. Był także panel o pracy policji gdzie gościem był były szef SLD Krzysztof Janik.

Jak widać grono polityków, którzy nas odwiedzili jest bardzo szerokie. Dużo wartościowych treści zostaje przekazanych podczas spotkań. Naprawdę dużo się dzieje.

Dodam jeszcze, że kiedy ja blisko 10 lat temu zaczynałam przygodę z polityką, młodzieżówki Lewicy się wykruszały. Teraz mamy aż cztery: jedna Partii Razem, jedna PPS-u i dwie Nowej Lewicy: Młoda Lewica i FMS. Młodzieży jest tak więc dużo, na samym obozie było 160 osób, a to tylko przedstawiciele swoich środowisk.

KK/AS: Jak zatem określi Pani kondycję Lewicy na dzień dzisiejszy?

JK: Kiedy 2 lata temu zdecydowaliśmy się połączyć i wspólnie wystartować, wspólna lista dała nam świetny wynik i ogromny power do działania. Po czterech latach parlamentarnego niebytu i powrocie do Sejmu, po pierwszej euforii oczywiście pojawiły się zgrzyty. Co nie zmienia faktu, że Lewica cały czas pracuje, cały czas udoskonala program, cały czas się spotyka. Nasi posłowie wykonują tytaniczną pracę, przygotowują bardzo dużo projektów ustaw, grupy polityków wykonują swoje zadania.

Osobiście uważam, że kondycja Lewicy jest bardzo dobra. Jedyne na co bym zwróciła uwagę, to to, że nasi politycy nie mają szczęścia do mediów, brakuje tam ich. Jak już wspominałam, Koalicja Obywatelska ma TVN, PiS ma TVP, a naszych polityków za dużo tam nie ma, choć kiedy się pojawiają, to radzą sobie świetnie. Poza tym uważam, że kondycja jest świetna, nie brakuje zapału do pracy, chęci i motywacji.

KK/AS: Pytając o kondycję Lewicy, interesuje nas coś szczególnego. Wydaje się, że mamy obecnie dobre czasy dla lewicy ogółem. Można powiedzieć, że panuje swego rodzaju „koniunktura dla lewicy”: społeczeństwo się laicyzuje, jest otwarte na tematy, które dotychczas były tematami tabu… Dlaczego wobec tego na tym tle Lewica nie zyskuje proporcjonalnie, tylko stale operuje w granicach max 10% poparcia w sondażach?

JK: Czy czasy są dobre dla Lewicy? Polemizowałabym. Z jednej strony są to czasy, kiedy Lewica ma młodych wyborców, w grupie 18-24 lat, a bardzo duża grupa deklaruje poglądy lewicowe, więc tu mamy oczywiście pole do manewru.

Jednakże nieobecność przez 4 lata w parlamencie odcisnęła swoje piętno i musimy odbudowywać wiele rzeczy na nowo. Część starszych wyborców ma niezbyt długą pamięć, przez co inne partie uzurpują sobie prawo do stricte lewicowych tematów, jak LGBT, prawa kobiet. O równości dużo mówi obecnie KO, chociaż za ich rządów nie zrobiono nic dla par LGBT i było mnóstwo komentarzy pełnych uprzedzeń. Z kolei młodzi wyborcy nie mogą tego pamiętać. Tym samym taka Platforma wydaje się dla nich fajną, postępową partią.

Oczywiście nie uważam, że tylko Lewica ma prawo do mówienia o tych sprawach. Przeciwnie – bardzo dobrze, że inni o tym mówią, dobrze jednak by było, gdyby pamiętano, że Lewica mówi o tym od n-lat.

Problemem może być również przebicie medialne o czym wspominałam. Z drugiej jedna strony, coraz więcej naszych polityków przebija się w Internecie, budują swoje społeczności, rozszerzają swój zasięg. Jeżeli chodzi o media tradycyjne to również wspominałam, że jest to nasz pech, ale Lewica nad tym popracuje.

Uważam, że w kolejnym Sejmie znajdziemy się bez problemu. Mam nadzieję, że ponownie razem i wspólnie będziemy budować naszą pozycję. W końcu będzie też i taki czas, że Lewica wróci do władzy.

KK/AS: Z Lewicą na przełomie poprzedniego i obecnego roku nieodzownie kojarzony był Strajk Kobiet, bądź odwrotnie – z SK kojarzona była Lewica. Pani również brała udział w marszach na rzecz praw kobiet. Jak z perspektywy czasu ocenia Pani tą inicjatywę?

JK: Bardzo dobrze, że w strajku kobiet brała udział Lewica. Dobrze, że brały udział również inne ugrupowania. Pokazaliśmy siłę w tej jednej sprawie, która jest również ważna dla mnie.

Kobiety pokazały, że drzemie w nich ogromna siła i nie dadzą się zamknąć pod kloszem starszych, konserwatywnych panów, którzy chcą za nie decydować. To było dobre. Mam tu na myśli stricte postawę ludzi, którzy się zaangażowali w całą akcję.

Czy można na tej władzy wywierać jakąś presję? Oczywiście, że można, presja bylą bardzo duża. PiS jest bardzo świadomy, że niezadowolenie społeczne rośnie z ich każdym nowym pomysłem, na który Polki i Polacy reagują ostro. Strajk pokazał taką siłę i cieszy mnie, że Lewica w tej kwestii zawsze miała zdanie niezmienne.

KK/AS: Mówi Pani, że Strajk Kobiet jako sama inicjatywa była słuszna i że było w niej bardzo dużo energii. Myśląc o samej tej energii – czy jest ona dzisiaj? Strajki miały miejsce blisko rok temu, później wszystko ucichło, temat jakby się skończył i o samych protestach, czy konsekwencjach wyroku Trybunału, już się praktycznie nie mówi, bądź mówi lecz z małą intensywnością.

JK: Moim zdaniem temat ten będzie stale wracać. Jeśli chodzi o wszelkie zrywy czy protesty, zawsze tak jest, że na początku jest wielkie boom, a później ludzie są zmęczeni sytuacją. Ale to nie znaczy, że ludzie zmieniają poglądy. Po prostu to jest naturalne, że przy protestach zawsze pojawia się zmęczenie.

KK/AS: Strajk kobiet to temat związany bezpośredio z aborcją. I tu pytanie do Pani wprost: jakie ma Pani zdanie na ten temat i jak ewentualnie mogłaby Pani przekonać do niego osoby nieprzekonane?

JK: Od dawna już nie przekonuje ludzi o innych poglądach, bo wiem, że skoro mnie ktoś nie przekona, to i ja nie przekonam. Jeśli już spotykam osobę, która ma inne podejście, to staram się postawić tę osobę w sytuacji, kiedy aborcja w jej otoczeniu będzie konieczna; co by wtedy zrobiła. Staram się nie przekonywać na siłę a dać do myślenia. Chcę pokazać, że sytuacje w życiu nie są zero-jedynkowe.

Ja bym nie potrafiła, w przeciwieństwie do niektórych kobiet, powiedzieć „Ja na pewno bym tego nie zrobiła”. Ona też nie wie. W życiu może nas spotkać n-nieprzewidzianych sytuacji, tak więc nie oceniajmy nigdy decyzji innej osoby, bo nie wiemy jak sami byśmy się w tej sytuacji zachowali.

Jest to bardzo delikatna sprawa i wybór w tej kwestii zawsze powinien należeć do kobiety. Zawsze powinien należeć do osoby, której problem dotyczy i nigdy nie powinien być oceniany. Ludzie często nie mają wyobraźni i nie potrafią zwizualizować sobie, co by było gdyby oni byli w ciąży i doszłoby do różnego rodzaju komplikacji. Brakuje im empatii.

Lewica ma tą empatię. Rozumie, że ludzie mogą znaleźć się w różnych sytuacjach życiowych, stara się za bardzo nie ingerować w tak delikatne sprawy. Chcemy zostawiać wolny wybór i zadbać o to, aby kobiety miały ten wolny wybór. Żeby miały prawo o decydowaniu o sobie. Skupiamy się na tym, aby w dobrych warunkach mogły mieć aborcję, a nie żeby im czegoś zabronić. Po prostu dbamy o ich zdrowie.

"Z akcji „Boże Ciało” jestem zadowolona. Dałam pstryczka w nos konserwatystom, coś im pokazałam, a założeniem było to, żeby ludzi choć trochę zdystansować do instytucji Kościoła."

KK/AS: Wracając do działalności w SM… Swego czasu głośno było o Pani przychylnym podejściu do PRL. Dlaczego Pani zdaniem tamten system mógł być lepszy niż, ogółem mówiąc, ten obecny i gdyby to od Pani zależało, jakie elementy gospodarki przeniosłaby Pani na dzisiejszy grunt?

JK: Często nawiązuję do gospodarki PRL i używam argumentu, że było coś wtedy budowane, że były pewne inwestycje, bezpieczeństwo pracowników, na co Lewica również zwraca dużą uwagę. Nie chodzi mi wcale o bezmyślne gloryfikowanie tamtych czasów.

Mówię o budowanych wtedy mieszkaniach, bo dzisiaj często spotykamy się z patodeweloperką. Niejednokrotnie spotykam się w takim momencie z argumentem, że kiedyś trzeba było czekać, a dzisiaj mamy wszystko na już. Ale co dokładnie mamy? Kredyt na 30 lat oraz niepewność bytu.

To nie są zero-jedynkowe sprawy dlatego powtórzę: nie chodziło mi o bezmyślne gloryfikowanie tamtego okresu, a o pamięć o tamtym czasie i wspominanie tych rzeczy, które są ważne oraz istotne.

Stąd moja obserwacja, że można by się nieco wzorować na tamtych realiach. Zdecydowanie nie jestem zwolenniczką czystej gospodarki sterowanej centralnie, a rozwiązania pół na pół, tak zwana trzecia droga, czyli połączenie elementów gospodarki socjalistycznej z kapitalistyczną. Chodzi tu o znalezienie złotego środka, bo przecież uczciwie trzeba przyznać, że tamta gospodarka się nie sprawdziła. Są w niej jednak rzeczy, które można wykorzystać.

KK/AS: Na koniec, żeby domknąć klamrą tę naszą rozmowę: zaczęła się ona od social mediów i na nich chcielibyśmy ją też zakończyć. Wspomniane zostały już słynne akcje „Boże Ciało” i „Nie szczepisz się, nie idę z Tobą do łóżka”. Czy uważa Pani, że akcje te spełniły swoją role, czy jednak z perspektywy czasu coś by Pani w nich zmieniła? Postąpiła inaczej?

JK: Z akcji „Boże Ciało” jestem zadowolona. Dałam pstryczka w nos konserwatystom, coś im pokazałam, a założeniem było to, żeby ludzi choć trochę zdystansować do instytucji Kościoła. Nie mam nic do religii, nie chcę walczyć z religią, nie chcę walczyć z ludźmi wierzącymi, chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że nie ma dystansu do tej instytucji – instytucji Kościoła. Z braku dystansu tworzy się fanatyzm, a z fanatyzmu krzywda ludzka. Później na bazie tego fanatyzmu ludzie chcą innym narzucać swój konserwatywny styl życia, chcą zabronić np. aborcji, o której już rozmawialiśmy. Dlatego jedynym celem akcji było wykazanie braku dystansu, a ja przy okazji się tam pokazałam. A, że ja lubię się pokazywać, wszystko wyszło moim zdaniem dobrze…

Akcja „Nie szczepisz się, nie idę z Tobą do łóżka” również bardzo mi się podobała i nie tylko mi; moi znajomi również ją prywatnie chwalili. Jeśli tą akcją zachęciłam choć jedną osobę do zaszczepienia się to uważam, że została zakończona sukcesem.

Nie mam takiej akcji, której się wstydzę. Jestem młoda i mogę sobie jeszcze na to pozwolić. Dopiero później zapewne będę się zastanawiać czy aby na pewno tak wypada…

KK/AS: Sama wobec tego jest Pani już zaszczepiona w pełni i czy przyjęłaby Pani ewentualną trzecią dawkę?

JK: Przyjęłam dwie dawki AstryZenecki, tej najbardziej kontrowersyjnej, ale nie miałam żadnych obaw. Jeśli się okaże, że przyjdzie taka mutacja wirusa i szczepionka, którą już mam będzie niewystarczająca, to przyjmę trzecią dawkę. Osobiście bazuję na wiedzy lekarzy, sama też prywatnie pytam ich co myślą i zawsze jest ta sama odpowiedź: że nie ma innej drogi wyjścia z pandemii niż szczepienia. Stąd jeśli zajdzie potrzeba to tak – przyjmę kolejną dawkę.

KK/AS: Szczepienia powinny być obowiązkowe?

JK: Oczywiście, że obowiązkowe. Jak najbardziej, dla wszystkich.

KK/AS: Dziękujemy za rozmowę

JK: Dziękuję.

Rozmawiali: Kasjan Karpiński i Adrian Stacherczak

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *