Komentarz do bieżącej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej

Sprawa uchodźców na polskiej granicy to sprawa ważna i niewdzięczna. Ważna, bo chodzi w niej przecież o życie ludzkie i bezpieczeństwo narodowe. Niewdzięczna - bo mówi się o tym w mediach bardzo dużo, a w tym medialnym „bardzo dużo” jeszcze więcej zależy od tego jaką opcję polityczną czy światopoglądową się wspiera.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Poza tym temat jest w istocie trudny i złożony, a w dodatku, na zwyczajny dylemat brzmiący: „pomóc tym potrzebującym ludziom?” czy „nie pomagać im wcale, bo jest to element hybrydowej wojny Łukaszenki, który może zagrażać naszemu bezpieczeństwu w pasie nadgranicznym?” nakłada sie jeszcze filtr naszych tradycyjnych narodowych emocji, fobii, strachów, histerii i propagandy.

Sytuacja jest taka: na polsko-białoruskiej granicy, na obszarze między pasami granicznymi obu państw, koczuje kilkudziesięciu imigrantów ze wschodu (kraje pochodzenia: Irak, Afganistan). Piszę kilkadziesiąt, ponieważ według różnych źródeł ta liczba wygląda trochę inaczej. Jeżeli jeszcze dodamy do tego medialne doniesienia o możliwych przerzutach grup osób autokarami w obu kierunkach po stronie białoruskiej, tym trudniej będzie oszacować właściwą liczbę. Być może z tego powodu takiej w ogóle nie ma.
 
OCZYWIŚCIE – prawdą jest (przykład ten w ogóle jest dobitnym dowodem na to, że prawda leży pośrodku a przysłowiowy kij ma dwa końce), że nagła „dziura” na pograniczu PL i BLR nie jest niespodzianką i jest to w pełni świadoma polityka migracyjna Białorusi, o której otwarcie mówił jej dyktator (przyznając, że on imigrantom drogi na ich wyczekany i oświecony Zachód nie będzie im blokował).
 
OCZYWIŚCIE – są to ludzie, który świadomie kupili bilety na samolot na Białoruś, zapłacili pośrednikom tudzież przewodnikom po to, żeby ich pod granicę bezpiecznie dostarczyć. Zawarli w ten sposób transakcję wiązaną – sami coś zyskali, ale i zyskał też coś reżim Łukaszenki z którym transakcję ubili – stając się niejako niewolnikami tej umowy. W państwie, którego władzy można ufać tak jak władzy Talibów w Kabulu.
 
OCZYWIŚCIE zatem – ci ludzie stali się orężem w hybrydowych rozgrywkach Łukaszenki z sąsiadami (tak samo pogrywał sobie choćby z Litwą).
Stąd też oczywiście prawdą jest, iż państwo polskie ma obowiązek granicy strzec. Oczywiście strzec z zachowaniem istniejących procedur (nielegalna imigracja nie zaczęła się w Polsce w sierpniu tego roku). Czy wobec tego w ramach tej ochrony granic ma prawo stawiać dwuipółmetrowy płot oraz kłaść w tym miejscu drut kolczasty? Nie wiem, nie jestem ekspertem od bezpieczeństwa narodowego. Wydaje mi się jednak, że wszystko zależy.
 
Zależy to przede wszystkim od tego ile w najbliższym czasie naszą granicę takich osób może chcieć przekroczyć (lub precyzyjniej – ile może być prób przerzucenia przez nią imigrantów do Polski). Polskie służby przede wszystkim powinny skupiać się na rozeznaniu sytuacji (nie wierzę, iż w czasach dość łatwej i powszechnej inwigilacji, prężnego rozwoju dronów oraz nawigacji satelitarnej nie da się rozpoznawać sytuacji i śledzić np. ruchu pojazdów wzdłuż pasów granicznych państw takich jak UA czy BLR, kiedy zwykle są to rejony słabo zaludnione i zabudowane). Polskie władze mają w tej sytuacji, w ramach strategii obronności, OBOWIĄZEK oszacowania liczb, przygotowania infrastruktury pobytowej i relokacyjnej. Uchodźców na granicy należy do naszego kraju przyjąć, przeprowadzić procedurę azylową oraz ich weryfikację (także pod kątem infiltracji i możliwego przerzucania do Polski jednostek niebezpiecznych, o czym chętnie trąbi prawica), spełniającym warunki pomóc, niespełniających warunków relokować. Zamiast profesjonalnego działania służb mamy tam jednak szereg niezrozumiałych dla szerokiej opinii publicznej czynności, które sprawy nie rozwiązują, a wręcz ją eskalują.
 
Według informacji „Gazety Prawnej”, Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati domaga się wyjaśnień od szefa Straży Granicznej w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Według adwokata funkcjonariusze uniemożliwili pełnomocnikom cudzoziemców złożenie wniosków o ochronę międzynarodową. W takim układzie – dlaczego uniemożliwia się przedstawicielom prawa wykonywanie ich obowiązków? Dlaczego aktywistom oraz politykom utrudnia, czy wręcz uniemożliwia się kontakt z koczującymi trzeci tydzień w lesie ludźmi? Dlaczego Wojska Obrony Terytorialnej twierdzą, iż nie biorą udziału w akcji ochrony pogranicza, po czym kilka godzin później premier Morawiecki dziękuje na swoim briefingu oficerom WOT za ich wkład w ochronę granicy z BLR? Zbyt wiele dezinformacji, zbyt wiele wątpliwości, zbyt wiele niedopowiedzeń jak na poważne, europejskie państwo. Wystarczająco za to, jak na niezbyt poważne europejskie państwo z dykty.
 
Zamiast tego, jak to u nas, jest medialny cyrk: polskie MSZ, władze oraz służby zachowują się tak jakby przez Białoruś już szła na Polskę uzbrojona po zęby dziesięciotysięczna armia Talibów. Prawicowcy (głównie internauci) piszą w sieci o ochronie państwa przed falą migracji. Wypisują przy tym jakieś totalnie oderwane od rzeczywistości okropności o “dzikusach”, sami wyjąc głośniej niż stado małp w zoo (użyłem przykładu akurat małp do porównania jedynie ze względu na ich głośne stadne zachowanie, nie zaś przez zapędy do rasistowskich analogii). Polska prawica i konserwatyści czują ewidentne podniecenie zaistniałą sytuacją, które jest idealnym poligonem do przedstawiania ich własnych przekonań, prawd, ale też i często półprawd. Z krzyżami w profilach oraz rękoma złożonymi do modlitwy odmawiają publicznie prawa do humanitarnego traktowania koczującej w lesie ludności.
 
Nie mamy tu do czynienia z oficjalnym i otwartym konfliktem, lecz nawet w przypadku takowego – prawo międzynarodowe (Konwencja Genewska) wyraźnie traktują o humanitarnym traktowaniu poszkodowanych – a w tym wypadku można tak chyba mówić o rzuconej na zielony pasek ludności.
 
Nikt oczywiście nie chce żyć w niebezpiecznym państwie, w którym istnieje jakaś rozbudowana siatka terrorystów czy fala imigrantów socjalnych, ale, moi drodzy, trzeba o tym mówić od początku i załatwiać sprawy z głową i z konkretami. Trzeba mieć sensowną politykę informacyjną oraz edukację obywatelską. Po obecnej ekipie rządzącej oczywiście się tego nie spodziewamy bo ona już taka po prostu jest i nie będę się teraz rozwodził dlaczego. Pomyślmy jednak o tym, że możliwe jest życie w państwie, które w takiej sytuacji jest w stanie zapewnić nam i poszkodowanym coś więcej, aniżeli zaledwie emocjonalną medialną telenowelę.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.