Krótka opowieść o wolności (rozważania)

Wolność, liberty, libertad, свабода... Wolność cały czas brzmi dostojnie i dumnie, w każdym języku. Czy jednak także dostojnie i dumnie się w dalszym ciągu nosi? A może w wolności, którą dziś wyznajemy i o którą walczymy tej dumy (a przez co i uprzedzenia) jest już za dużo?

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Nie tak dawno miałem napisać krótki tekst na fali pewnego społecznego wzburzenia jakie wyniknęło po wycieku nieoficjalnej informacji, iż Kuba Wojewódzki szykuje się do wywiadu z Pawłem Kukizem w swoim programie. Było to świeżo po medialnej chłoście wymierzonej w Kukiza po tym jak ten sprzedał się PiS-owi w sierpniowych głosowaniach (między innymi nad lex TVN). Skala oburzenia była duża (oburzenia domniemaną propozycją dziennikarza, jak i samym zachowaniem w Sejmie byłego muzyka i aktualnego posła). No bo jak to? Jak można zapraszać do studia w „wolnych mediach” tego politycznego sprzedawczyka? Tego, który napluł własnie tym samym „wolnym mediom” w twarz (jak kiedyś sam kazał sobie napluć, co chętnie mu w internecie przypominano) i tego, który przyłożył palec do możliwego pogrzebania TVN… Czemu ktoś taki miałby właśnie gościć na kanapie „Króla TVN”? Oburzające! Koniec wolnych mediów; to już zresztą nie media, a już na pewno nie wolne, to już wyłącznie cyrk błaznów, których jedynym celem na pewno nie jest INFORMOWANIE, co najwyżej INFOTAINMENT i to w dodatku taki tani; nastawiony tylko i wyłącznie na zysk, na oglądalność, klikanie i zarabianie…

Sprawa jednak przycichła – Wojewódzki Kukiza nie zaprosił, po drodze ogłosił jeszcze zdjęcie swojego programu z anteny, perspektywa wdrożenia lex TVN też znacząco się oddaliła, we wschodniej części Polski nastał stan wyjątkowy, a w jej reszcie nastał z kolei nerwowy czas obserwowania wymiany ciosów między polskim rządem a Unią Europejską.

O błahej sprawie Kukiza u Wojewódzkiego wszyscy zapomnieli, ja też. Ale tematy do przemyśleń zostały – jak w świetle tej historyjki postrzegamy wolność? Wolność prasy? Mediów? Wolność słowa? Wolność ogółem?

Jeżeli ktoś mówi, że możliwe zaproszenie do rozmowy kogoś takiego jak Kukiz przez kogoś takiego jak Wojewódzki to „koniec wolnych mediów”, to ja mówię – jest dokładnie odwrotnie – to kwintesencja wolności mediów o jaką walczymy i o jaką walczyły (bardziej niż my dziś) pokolenia naszych matek, ojców, dziadków i babć. Jeżeli często czytam w internecie opinię: „wolne media nie powinny zapraszać do swoich studiów przedstawicieli tego reżimowego rządu bo to jest legitymizowanie jego bandyckiej władzy jako władzy legalnej”, to ja mówię, że jest dokładnie odwrotnie. Wolne media to takie, które w wolnym rynku działają według jego zasad – a nie według zasad informacyjnych baniek. Jeżeli „wolne media” w jakimś szaleńczym akcie (sam już nie wiem czego) przestałyby do swoich studiów zapraszać przedstawicieli rządu i członków PiS, cóż dobrego wynikałoby z tego dla wolności (naszej, naszych myśli i mediów)? Druga bańka informacyjna na miarę TVP? Dziękuję, nie skorzystam.

Dlaczego Wojewódzki (być może) chciał zaprosić Kukiza do swojego programu? Bo mógł – tylko tyle i aż tyle. Samego Wojewódzkiego można lubić lub nie, szanować lub nie, traktować poważnie lub nie, ale nie sposób odmówić mu jednego – konsekwentnego zarządzania swoją marką na wolnym rynku medialnym (a czyż nie o to walczyliśmy jako naród z komuną?) Jednym z dwudziestu jeden postulatów NSZZ Solidarność z 17 sierpnia 1980 roku było:

Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

Nie można zatem „brakiem wolności w mediach” nazwać wolnorynkowej realizacji tego postulatu gdyż jest ona dziś naturalnym spadkobiercą wolności, którą zabrano nam w 1944 i oddano w 1989 roku. Nie chcę specjalnie Wojewódzkiego bronić albo gloryfikować, lecz kiedy spojrzymy nań chłodno, obiektywnie i z boku, dostrzec wtedy można, iż cała jego figura w mediach i social mediach jest współczesną realizacją i kwintesencją tych wszystkich wartości (tożsamych z wolnością) o których, jako opozycja, tak głośno mówimy i o które „walczymy”: wolny rynek, wolność słowa, zasada zdrowej konkurencji, wolność przekonań, swoboda obywatelska. Owszem – Wojewódzki może i jest błaznem, jest jednak nade wszystko słupem reklamowym – a zatem tym, co samo w sobie jest cudownym dzieckiem kapitalizmu (marketing) i pod tym właśnie kątem on swoje życie zoptymalizował i uczynił kompletnym. Ma on pełną swobodę negocjowania, zawierania oraz zrywania umów na usługi, które świadczy i reklamuje, z pełną odpowiedzialnością siebie, jako marki, za nieudane inicjatywy, obarczone jakimś tam marketingowym ryzykiem. Takim jak na przykład zaproszenie do własnego autorskiego programu Pawła Kukiza.

Wniosek? Wolnoć Tomku w swoim domku – chcieliśmy wolności, mamy ją.

Idźmy dalej.

Tyle się teraz mówi o tym, że „wolnych i niezależnych mediów już nie ma” (zwłaszcza śledząc sprawy Krzysztofa Skórzyńskiego oraz Roberta Mazurka i jego urodzin – oraz ich uwikłania w bezpośrednie sprawy i otoczenie polityków). Nie ma wolnych mediów? Wolnych od politycznych korelacji? Jeżeli nie ma, to dlatego, iż w interesie wolnego rynku i swobodnego przepływu kapitału było to, aby te media zniewolić. I to kierownictwa stacji, ich rady nadzorcze czy redaktorzy naczelni podejmują decyzje co do tego jak dany temat przedstawić, o czym mówić a o czym nie. A że za pieniądze, wpływy, lub władzę? Cóż… takie relacje kształtuje wolny rynek, a więc, de facto… wolność o którą walczyliśmy. Jeżeli jest na taki przepływ medialnego kapitału popyt, taka jest także i podaż. Podobnie jest z medialnymi treściami – telewizje i gazety dadzą ludziom to co ci chcą zobaczyć i przeczytać – bo tak właśnie działa uwolniony rynek.

Dwie dekady temu całkiem uznany w tamtym czasie raper Pezet śpiewał:

Im większy interes, tym większa butelka,
I tak wielu z nas zniewala wolność, którą mamy w rękach.

Jeżeli oburza nas fakt, iż pieniądze, wpływy oraz znajomości są w stanie w stopniu znacznym korumpować rynki (także medialne) i wpływać na kształt oraz treść informacji przetwarzanych w mediach, spójrzmy na to z jeszcze innej perspektywy.

Za komuny w danej branży nie było na naszym rynku wielu firm spośród których obywatel mógł wybrać swoje preferowane produkty lub usługi. Byliśmy skazani na monopaństwo w tym zakresie – dlatego chcieliśmy i potrzebowaliśmy wolności – wolności gospodarczej, wolności prasy, czy myśli. Taki kierunek uznawaliśmy i po dziś dzień uznajemy za słuszny i za najlepszy (wolnorynkowy kapitalizm oraz liberalna demokracja jako systemy, które szkodzą ludzkości najmniej, a dają jej największe szanse rozwoju i bogacenia się) i co do tego mniej więcej wszyscy jesteśmy się dzisiaj w stanie zgodzić, bez względu na wyznanie, sympatie polityczne czy światopogląd.

Z biegiem czasu jednak, a w zasadzie wraz z uwolnieniem gospodarki oraz gwałtownym rozwojem branż na światowych rynkach, znów obserwujemy podobne jak niegdyś trendy i tendencje. Dziś coraz więcej usług w zakresie handlu, IT, elektroniki, transportu itp. skupia się w kapitale obrotowym wielkiej piątki: Amazona, Apple, Google, Facebooka oraz Microsoftu. Małe czy lokalne firmy w Stanach oraz Azji (mającej też przecież swoich własnych potentatów w hi-tech) są wchłaniane (wykupywane) przez gigantów biznesu po czym znikają z rynkowej mapy regionu jako indywidualne wyspy gospodarczej wolności. Z roku na rok coraz więcej usług skupia się w działalności pięciu wyżej wymienionych firm. Biznes znów się centralizuje – z tym, że w rękach potentatów prywatnych, zamiast państwowych, lecz co do zasady mechanizm jest przecież identyczny. Zwłaszcza z perspektywy kogoś, kto musiał zamknąć prowadzony od wielu lat (a może i pokoleń) osiedlowy sklep będący dorobkiem jego życia gdyż tuż za rogiem wyrósł mu właśnie wielobranżowy hipermarket. Jak w takim przypadku zważyć bilans zysków i strat z „poczucia wolności” z perspektywy takiej osoby? Właśnie dlatego Slavoj Żiżek pisze dziś o „kapitalistycznym komuniźmie” – sytuacji w której światowe marki są już tak duże i majętne, że są w stanie kontrolować nie tylko daną branżę, przejmować jej pomniejsze gałęzie czy biznesy i realnie wpływać nie tylko na nie, lecz także i wywierać naciski polityczne oraz kształtować przepisy prawa.

Wniosek? Wolnoć Tomku w swoim domku – chcieliśmy wolności, mamy ją. To wszystko zrodziło się przecież z poczucia i potrzeby wolności oraz jej (globalnej) interpretacji. A globalność przecież wpisana była w nasze poczucie nowoczesnej wolności.  

Inny przykład na to, jak ogólnie rozumiana wolność potyka się czasem o własne nogi interpretacji? Popatrzmy.

W sensie ogólnym – lewica nawiązuje do pełnej wolności. Sumienia, wyznania, podejścia do prokreacji, swobody seksualnej, stylu bycia. Ponieważ nikt nie jest gorszy i każdy zasłużył na taki sam wolnościowy pakiet. W sensie gospodarczym – lewica nawiązuje do zwalczania nierówności społecznych (spójrzmy choćby na przebieg słynnej już „pogadanki” profesora Leszka Balcerowicza na ten temat z młodymi na Campusie Polska). Dlaczego? Ponieważ nikt nie jest gorszy i każdy zasłużył na taki sam wolnościowy pakiet. Szlachetne? Owszem, niestety wobec postulatu wolności gospodarczej i swobodnego przepływu kapitału raczej niewykonalne. Jest niestety dokładnie tak, że wolność gospodarcza budowana jest, między innymi, na nierównościach społecznych. Tak już po prostu jest i nie jest to moja odosobniona opinia a raczej globalnie uznany fakt.

Obydwa wymienione lewicowe postulaty są zatem bardzo szlachetne, lecz niestety nie mieszczą się w ramach tego samego pakietu rozwiązań – i być może właśnie dlatego lewica ma tak duży problem z programowym ogarnięciem się w naszym kraju w tych akurat czasach.

Ale właśnie… Jak to było z tą wolnością przekonań? Podczas zeszłorocznego Strajku Kobiet lewicowi aktywiści (a także organizatorzy) mocno domagali się własnego prawa do myślenia, robienia oraz decydowania o tym co chce się zrobić na podstawie wyłącznie własnego sumienia i własnej woli – bez narzucania sobie (i komukolwiek) przekonań innych. Kiedy więc rok temu powiedziałem mojej koleżance, że w ramach mojego prawa do własnego zdania uważam, że “aborcja na życzenie nie jest OK”, zostałem przez nią zwyzywany od „konserwy, która sama chce narzucać innym swój światopogląd”. Do dziś nie mamy kontaktu, po tamtej właśnie rozmowie… Dlaczego? Widocznie moje poczucie wolności i wolna wola własnej opinii naruszyła jej własną… Widocznie miałem prawo do własnego zdania oraz prawo do bycia zaakceptowanym tylko do momentu wyznawania przekonania jej, lub środowiska, które reprezentuje. Czy zatem nasza wolność dziś (oraz jej poczucie i interpretacja) nie jest ograniczana przede wszystkim przez horyzont naszych politycznych przekonań, poglądów oraz sympatii? Jeżeli spojrzymy na tok i ton dyskusji toczonych z coraz to bardziej radykalnymi prawicowcami i lewicowcami (dla których przecież wolnościowe hasła są często fundamentem głoszonych przezeń poglądów), mam wrażenie, że tam wolność jest do momentu, kiedy jest, jak to się mówi, „po ichniemu”. Jeżeli nie myślisz podobnie do nich, cóż… może i wyznajesz jakąś wolność – ale albo jakąś lewacką, albo prawacką, ale na pewno nie wolność jako taką…

I tak to jest często dziś w naszych internetowych dyskusjach. Wolność? Poproszę – tylko niech w prywatnej stacji telewizyjnej nie leci zbyt długo beatyfikacja Wyszyńskiego albo niech nie będzie tam zbyt wielu polityków PiS… Bo to już narusza moje własne poczucie wolności oraz nie przystaje do mojej definicji „wolnych mediów”… A dlaczego w mediach leci Wyszyński lub jest w nim tylu i tylu polityków PiS? Chyba już wyjaśniałem – bo może. Po prostu. Bo w ramach wolności, na którą się umówilismy, tym mediom jest wolno to robić. A nam wolno jest to akceptować, lub nie.  

Wolnoć Tomku w swoim domku – chcieliśmy wolności, mamy ją.

Koniec części pierwszej. 

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

02 comments on “Krótka opowieść o wolności (rozważania)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.