Lewitacja (komentarz)

Zjednoczenie opozycji póki co nie jest jej potrzebne. Zdecydowanie za to bardzo przydałoby się ono Lewicy.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Miniony weekend był kolejnym przykrym aktem dramatu pod tytułem „Kryzys Lewicy”. Sztuki odgrywanej w naszym kraju już od kilku dobrych lat.

Same napięcia na Lewicy, wzajemne docinki, zawieszanie członków partii, aż wreszcie – powoływanie do życia hybrydowych tworów frakcyjnych (piszemy o tym dokładniej tutaj), pokazuje jedno – w obozie Lewicy nadal nie ma pomysłu, idei (mam nadzieję, że jest jeszcze nadzieja) na to, jak wewnętrzne sprawy Lewicy uporządkować. Jest to o tyle zaskakujące, że wydaje się to przypadać na czasy społecznie i światopoglądowo dla lewicowych myśli co najmniej niezłe.

Wobec silnych nastrojów antyklerykalnych, dużego wzburzenia społeczeństwa wokół tematu aborcji (oraz coraz wyraźniejszym trendom świadczącym o tym, że jako społeczeństwo idziemy bardziej w stronę liberalizacji aniżeli zaostrzania tych przepisów) a także nawet antykapitalistycznym (sprzeciw wobec powstawania dużych różnic społecznych, aprobata opodatkowania zarabiających najwięcej), wydaje się, że polska lewica ma najlepszy moment na zaistnienie od lat; i to od lat już nawet całkiem niepamiętnych. A czasy te wydają się być odwrotnością poprzedniej dekady, kiedy to obserwowaliśmy w społeczeństwie (nie tylko naszym, ale ogółem – europejskim, czy światowym) wzrost świadomości konserwatywnej i narodowej.

Ale nic takiego się nie dzieje – poobijana lewica nadal lewituje; tworzy listę priorytetów, czasem ogłasza nawet własne programy – ale póki co jakoś nie może przebić się do zbiorowej świadomości ani stać się przekonująca.

Bardzo dotkliwym był dla Lewicy rok 2015. Najpierw w wyborach prezydenckich blok lewicowy wystawił kandydatkę, która zapoczątkowała chorobowy ciąg lewicy trwający do dziś, mianowicie – niepoważność. A swoimi kolejnymi, już powyborczymi decyzjami i poczynaniami Magda Ogórek pokazała ile w niej powagi, zaproponowanej przez lewicę w 2015 roku jako ten typ powagi godnej powagi urzędu prezydenta. Kolejnym ciosem dla lewicy była ofensywa programowa Prawa i Sprawiedliwości w obszarze świadczeń socjalnych, która od 2015 roku skutecznie trzyma przy tej partii socjalny elektorat dając mu skutecznie zapomnieć o lewicy, a samej Lewicy od tamtej pory równie skutecznie odbierając wszelkie argumenty w tym obszarze. Próbę zaistnienia Lewicy (skądinąd odważną i wcale nie taką złą jak zwykło się o niej mówić) w tym temacie obserwowaliśmy niedawno, przy okazji wsparcia udzielonego przez Lewicę rządowi w sprawie Funduszu Odbudowy. Pomysł wydawał się rozsądny, przedkładający pracę nad krajowymi finansami ponad partyjne gierki, jednakże skończyło się jak pamiętamy dość… średnio. Lewicy sondażowo to nie pomogło, spowodowało wewnętrzne tarcia (z oskarżeniami o poddaństwo wobec PiS włącznie), PR-owo też wyszło przeciętnie, jako że Lewica musiała głównie odganiać się od zaczepek i ataków „libków” pod adresem… poddaństwa wobec PiS. Sami liderzy Lewicy też stanęli nieco w rozkroku dając się w gierki z powrotem wciągnąć i zajęli się ciągłym przekonywaniem opinii publicznej, że w istocie oni temu rządowi ręki nie podali i nadal będą dążyć do jego obalenia. Póki co, jest to jednak plan odłożony w czasie.

Jak i wszystko inne na Lewicy. Lewica musi się dziś poukładać na nowo, uspokoić. Dokonać priorytetyzacji postulatów. Najlepiej byłoby się skonsolidować. Lecz w środowisku nadal wydaje się, że Lewicę dotyczy ten sam problem jak wiele innych ugrupowań – starszyzna trzyma się jeszcze nieźle, a młodzi są albo niepokorni, albo nie umieją wykształcić rozsądnego przywództwa. Takim kimś przez moment był Adrian Zandberg (ze swoją energią i retoryczną celnością oceny rzeczywistości w 2015 roku), ale Zandbergowi i jego przebojowości z kampanii prezydenckiej 2015 praca parlamentarna posłużyła jakby mniej. Grzegorza Napieralskiego dziś już w Lewicy nie ma. A o Wojciechu Olejniczaku chyba już każdy zapomniał – zresztą pozwolił on szybko o sobie zapomnieć nie zbierając się chyba do końca po porażce w wyborach na szefa SLD w 2008 roku. Ale to było w 2008… A to w naszej polityce już bardzo odległe czasy.

Lewica zatem albo przeżywa ciąg nieszczęść albo problemów, które po części sama też sobie tworzy. O ile kryzys przywództwa jeszcze możemy zrozumieć, tak jednak ciężko jest już zrozumieć brak podźwignięcia społecznych emocji wokół czarnego protestu (2016), czy Strajku Kobiet (2020). Zamiast silnego przewodnictwa inicjatywę oddaje się tam młodzieżówkom, lub grupom aktywistów (albo pojedynczym aktywistom), których świeże lewicowe emocje i brak doświadczenia często prowadzą te dyskusje i kampanie na manowce. A młodzież, jak to młodzież – korzysta ze swojego świętego prawa do popełniania błędów i w ramach tego często popełnia karygodne wizerunkowe wpadki (jak porównanie Balcerowicza do Mengele), czy toczy dyskusje na zupełnie nieistotne z punktu widzenia wielkoformatowej polityki tematy (jak seksworking czy nagie zdjęcia w sieci), rozmieniając w ten sposób energię na drobne i wzmacniając swoją własną łatkę środowisk zajmujących się tematami niepoważnymi. A jeżeli już nawet poważnymi – to w sposób całkowicie niepoważny.

Lewica póki co lewituje, oddając do poprowadzenia kwestie światopoglądowe „libkom”, a kwestie bezpieczeństwa socjalnego Zjednoczonej Prawicy. Czy frakcyjność Lewicy jest zalążkiem owego uporządkowania o którym wspomniałem? Zobaczymy. W końcu to samo mówi się o całej „zjednoczonej” opozycji pod kątem odsunięcia od władzy PiS – żeby najpierw stworzyła różnorodne bloki światopoglądowo-tematyczne, tak szła do wyborów, a dopiero wtedy myślała o faktycznym zjednoczeniu i jakimś wspólnym politycznym froncie. 

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.