Liniowy to zło! Czy aby na pewno?

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Na początek wyjaśnienie – podatek liniowy w wysokości 19% może płacić każdy przedsiębiorca prowadzący działalność jednoosobową niezależnie od wysokości dochodu (z tym, że po przekroczeniu 1 mln zł dodatkowo musi dopłacić 4% daniny solidarnościowej). Jest to bardzo korzystna forma opodatkowania dla specjalistów działających w tzw. wolnych zawodach – informatycy, lekarze, prawnicy, doradcy podatkowi.

Od momentu wprowadzenia go w Polsce dla przedsiębiorców (2004r) jest dyskusja, czy taki podatek nie jest zbyt dużą ulgą dla przedsiębiorców. Osoby zajadle go krytykujące zapominają, że przywilej łączy się też z pewnymi kosztami:

– nie można łączyć dochodów uzyskanych z różnych źródeł,

– nie można rozliczać się wspólnie z małżonkiem,

– podatnik w przypadku opodatkowania według skali liniowej nie może odliczyć ulg: za internet, za dzieci czy też rehabilitacyjnej,

– brak możliwości odliczenia kwoty zmniejszającej podatek.

Powyższe niedogodności powodują, że w pewnych przypadkach (niepracujący małżonek, 2-3 dzieci) liniówka nie opłaca się nawet przy dochodzie rzędu 160 tys. zł rocznie. W mojej ocenie ten podatek powodował, że w Polsce może spokojnie, powoli budować się tzw. klasa średnia. Bez tej grupy społecznej będzie jak na Ukrainie czy w Rosji – oligarchowie – długo długo nic – troszkę klasy średniej i dużo biedy (nie dotyczy Moskwy). Ponieważ ostatnimi czasy w kasie państwa polskiego hula halny (nawet drukarki z NBP już nie wystarczają wobec rosnących potrzeb rządu na rozdawnictwo), to pojawiają się nowe propozycje „nie podnoszenia” podatków. Zza rogu coraz śmielej wygląda podatek katastralny (Obajtek tego nie lubi – 38 nieruchomości – to może boleć), słyszy się o zostawieniu liniowego, ale drogi przedsiębiorco zapłacisz ZUS od realnego dochodu a nie od sztywno ustalonej podstawy na 60% średniej krajowej. Co to oznacza? Daruję sobie wyliczenia, bo większość Polaków nie przepada za matematyką. Przejdę do skutków:

– skokowy przyrost (krótkookresowy – max 2 lata) składek ZUS (mniej dopłacać do ZUS będzie skarb państwa, czyli my wszyscy), poprawa sytuacji w budżecie;

– wzrost liczby sp. z o.o. (9% CIT, ale 19% od dywidendy – ale przy zwiększonym obciążeniu ZUSem może się to opłacać);

– długookresowo zmniejszenie się bazy płacących podatki, ponieważ w dobie coraz większej dostępności usług online siedzenie w Polsce i płacenie podatków na nieefektywne działania rządu nikomu logicznie myślącemu nie będzie się opłacać;

– długookresowo mocne ograniczenie liczebności i tak nielicznej klasy średniej w Polsce (niestety także pozbawienie Polski wielu specjalistów z zakresu IT, których i tak już mocno brakuje);

– długookresowo spadną wpływy z podatku dla grupy przedsiębiorców płacących podatek liniowy, ponieważ część wyemigruje, część założy sp. z o.o., część będzie pobierać dochody z szarej strefy z pominięciem jakichkolwiek podatków.

I teraz hit tego roku – najwięcej korzystają z liniowego (spośród wolnych zawodów) informatycy. Dostali oni dwa lata temu już prezent w postaci 5% podatku przy IT Box (warunek – przekazanie praw autorskich). Reszta dostała możliwość od stycznia 2021 zapłaty 15% ryczałtu (zamiast podatku liniowego lub wg skali 17/32 %). Powiecie – ale czy to się opłaca? No oczywiście, że tak. Jeśli świadczysz usługi kosztów za wiele nie masz. Komputer, telefon – kupujesz raz na dwa/trzy lata. Koszt internetu – śmiesznie niski. Samochód? Biuro? Przecież pracujesz z domu. Więc znaleźć koszty jest ciężko. A przy ryczałcie – nic Cię nie interesuje z księgowością włącznie (o ile umiesz wysłać sobie plik JPK). Same korzyści. Hipokryzja ludzi zasiadających w Ministerstwie Finansów jest jak widać nieograniczona – z jednej strony będziemy walić w tych złych kapitalistów żerujących na ludziach pracujących poniżej średniej krajowej, a z drugiej strony – dajemy im zarobić jeszcze więcej. 4% to mało powiecie? Informatycy potrafią w miesiąc zarobić 30-40 tys. złotych. 4% podatku w skali roku to ponad 14 tys. złotych.  Mało to czy dużo – każdy niech sam oceni, bo każdy ma inną skalę wartości.

Czy zatem podatek liniowy to czyste zło? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Można oczywiście utyskiwać na duże zarobki pewnych grup społecznych korzystających z przywileju stosowania tej formy podatku, ale też należy spojrzeć na to szerzej – likwidacja spowoduje długookresowo skutki odwrotne od zamierzonych, czyli mniejsze wpływy podatkowe i odpływ podatników (przy czym według mnie obecny rząd działa na zasadzie – po nas mogą zostać zgliszcza). Nie bez znaczenia jest jeszcze jeden fakt – specjaliści z grupy „wolnych zawodów” to osoby często pracujące po 10-12 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu. Te wysokie miesięczne kwoty nie biorą się (w większości  przypadków) z pracy po 8 godzin dziennie. Masz firmę – jesteś w pracy non stop. Klientów naprawdę mało interesuje czy masz imprezę rodzinną i rano boli Cię głowa, że potrzebujesz wakacji, że wylądowałeś z COVID w szpitalu i pod tlenem robisz księgowość online, bo terminy są sztywne i raczej urzędnicy wyrozumiali nie będą (a całe biuro zachorowało w tym samym czasie).

Podatki dochodowe w Polsce stoją na głowie. Jako dla księgowego jest to dla mnie oczywiste. Natomiast skłonienie obywateli do płacenia więcej w sposób, jaki odbywa się to w Polsce,  nie ma sensu i nie zadziała. To też jest dla mnie oczywiste. Jak wobec tego powinno być to zorganizowane? A to już temat na inny felieton.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “Liniowy to zło! Czy aby na pewno?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.