Ludzie chcą tu żyć

30 IV 2022

Bucza jeszcze oddycha. Bardzo charczy i pluje krwią. Jej nazwa jest jak wbijany w skroń scyzoryk. Dreszcz od razu wdrapuje się pazurkami w plecy na widok pierwszych mijanych drogowskazów. Zwiastunów złotej cerkwi wylegującej się w słońcu na zbiorowej mogile, gruzów knajp i epicentrów, wspomnienia wraków pojazdów uprzątniętych już tam, gdzie diabli zimują.

Dni później, kiedy wszystko zostanie daleko za horyzontem, leżę jak mędrzec, broda łaskocze w pięty. Rozkładam święte kości ze zwyrodnieniem i dumaju, czy Katowicom przeszła przez głowę myśl, że i je może to spotkać. Pocisk wgryzajacy się w spożywczak na rogu czy budynek przedszkola własnego dziecka. Nic nie poprzestaje na jednym huku, śpiący na ławce bezdomny zrywa się jak rażony prądem i zasłania twarz rękami, Rawą płynie martwy gołąb. 

Jeden huk więcej i zamiast klombu tulipanów na Rynku zieje krater, idealnie okrągły jak ten na resztkach mostu w Borodziance. Strumyk ludzi sączy się z rozerwanych bloków brynowskich jak krew. Dalsze nietknięte jeszcze dzielnice drżą na wieść o tym, co je czeka. Widzą już czarne kłęby dymu zza firanek i wyschniętego prania, do którego ściągania chyba nikt nie ma teraz głowy.

Szklane biurowce przy Chorzowskiej tłuką się jeden po drugim jak zastawa z Ikea. Szlag trafił nawet zakład fryzjerski przy pętli, który słyszał już chyba o wszystkim, poza tym, że sam zginie z rosyjskiej ręki. Potem przychodzi cisza, ale przeglądane w kryjówce wieści internetowe nie dają spokoju. Na przedmieściach stolicy mordują. Jedna komórka milczy, z drugiej wiadomo, że już zawsze będzie milczeć, ciotka leży na chodniku z przeszytą głową. Wojna pożarła też jej syna, mówią, że pochowano go w osiedlowej piaskownicy.

Na wschód od Kijowa droga znów się rozchodzi. Na front lub do kuchni babuszki i jej kota, oblizującego się na wieść o wydobyciu ze skrytki domowego wina. Obiecał, że nas nie wyda. 

I V 2022

Kijów śpi nieruchomo, przeciagając się tylko, gdy mrowi sunące pod nim metro, pełne małomównych ludzi. Od Polszy dzieli centralna Ukraina pokryta trupami drzew ściętych na przedpole i podejrzliwe blockposty. Wojenni weryfikują podróżujących, przed samym kordonem wydaje się, że zamieszkamy na blokadzie na zawsze, wisząc wśród przesłuchiwań i kominiarek proszących o pokazanie paszportu. Polsza wita uczuciem ‘bycia po drugiej stronie kanapki’ wręczanej w środku nocy przez wolontariusza.

W nieroztrzaskanym domu zostaję po kolei smokiem, potem panterą i mamą kotka, który piszczy po ukraińsku, kiedy nie starcza sił do zabawy z nim. Po czym wymyśla sobie kolejne wcielenia i prosi o wydrukowanie kolorowanki.

15 V 2022

Jest ich dwóch na granicy strefy wykluczenia. Starszy z uśmiechem pakuje sobie dwie czekolady za kamizelkę kuloodporną i tarmosi sierść psa stróżującego przy posterunku. 

Dalej nie przejedziecie – zaciąga się papierosem.

Młody wskakuje do busa, wskazując drogę do sztabu, w którym możemy zostawić zaopatrzenie dla wojennych i pozostających wewnątrz czarnobylskiej strefy samosiołów, którzy nigdzie się nie ruszą. 

Ale resztę zabierzcie dalej, my sobie już jakoś radzimy – mówi, gdy po rozładunku wysiada znów na swoim miejscu – Kierujcie się na Charków.

Droga jest daleka, zostawiamy za sobą ślad słodyczy w dziecięcych rękach i papierosów w żołnierskich. Z każdą kolejną setką kilometrów zachód staje się wschodem.

16 V 2022

Rozszarpią wam tego Sprintera – na miejscu szczerzy się pracownik charkowskiej Ukrpoczty – O nie, nie. Nie możecie tego nam zostawić, musicie to sami rozdać ludziom.

Niebo okropnieje z minuty na minutę, szare jak tłum przy głównej arterii rejonu moskiewskiego. Pierwsze osoby zaczynają podchodzić do zaparkowanego przed pocztą busa. 

U was dopomoga? – kobieta wodzi głodnym wzrokiem po zamkniętych drzwiach samochodu. 

Rosjanie w ciągu ostatnich dni wynieśli się za oddaloną o czterdzieści kilometrów granicę, ale Charków jeszcze długo będzie dochodził do siebie po oblężeniu, liżąc rany. Pietychatki, niemal całkowicie wyludniona północna dzielnica, wyniszczona chorobliwymi ostrzałami, goić się będzie najdłużej. Owinęła się niecałkiem żywą ciszą i nasłuchuje. 

Gdzieś słychać huk. Idzie przecież burza, niebo jest szare jak tłum przy Akademika Pavlova. Ale huków, jeden po drugim, przychodzi więcej. Jeśli to burza, to wystrzelona zza rosyjskiej granicy. 

Szybko, szybko, w stronę żywych dzielnic. Mają otwarte oczy, za to o bardzo głodnym spojrzeniu. Kiedy tylko skrzyżowało się ze spojrzeniem konserw i kilogramów mąki, dziesiątki rąk skierowały się w jedną stronę. 

Ostrożnie, zmiażdżycie babuszkę! Pozwólcie jej już odejść, pojedynczo, 

pojedynczo…

Wizja utraty oddechu w rosnącym ścisku i tak okazała się po stokroć lepsza od perspektywy stracenia posiłku.  Sine ręce chwytają powietrze jak usta wyrzuconych na brzeg ryb. 

Obiecałem policjantowi jedną paczkę, pomoże nam – słyszę. Tłum łagodnieje, gdy pojawia się facet z niedbale przerzuconym przez ramię kałasznikowem.

Przywiezione zaopatrzenie zaspokaja ułamek potrzeb setek stojących na ulicy ludzi. Powoli wracają do opuszczonej wcześniej kolejki po merowską dopomogę, niosąc za sobą akcentowany wschodnią granicą szept. 

Spasiiiiiba balszoj – odbija się od złotoustych zębów. 

A ja ani razu nie myślałem o uciekaniu stąd! Bo jestem stąd, z rejonu moskiewskiego. I od siedemnastu lat nie opuszczałem Charkowa – widzę pierwszy tego dnia uśmiech, który po chwili jednak maleje na ustach starszego człowieka – Żalka, że nic już nie zostało…

Ostatni raz krzyżuje się głodny wzrok ze spojrzeniem pustych kartonów. Wyrzucamy je dopiero na pierwszym śmietnisku, o którym wiadomo bez wątpienia, gdzie jest, tuż obok złomowiska wraków. Po drodze do niego słychać szczekające dla wielkiego księżyca psy, świecą się żywe latarenki. Bucza chce oddychać pełną piersią, nawet w nocy.

17 V 2022

Napisz o tym. Pewnie, że możesz, przecież też na szukaniu w lesie ciał polega ta wojna. Wiem o jednym z nich, ale pewnie znajdę cały oddział. Ktoś musi ich znaleźć, ktoś inny musi powiedzieć rodzinom.

Na tym też polega ta wojna, żeby wrócić szybko do życia. Mniej niż miesiąc temu na gruzach przy głównej ulicy kręcono telewizyjny materiał, teraz ostatnie wraki zniknęły z widoku, zwiezione na peryferyjne złomowisko. Porządkuje je grupa miejscowych kobiet, zgodnie zamiatają teren, gadając przy tym na całego.

Zdemolowany niegdyś market otwarto, a w nim też budkę z kawą. Z głośników sączy się ukochany już przez Ukraińców eurowizyjny hit, do którego klip Kałuszska Orkiestra kręciła w dymiącej Borodziance, pół godziny drogi stąd. Albo troszkę mniej, wysadzony most może być już przejezdny.

Od dawna sklep jest otwarty?

Od dwóch dni – uśmiecha się pani za barem.

A skąd Pani jest?

Stąd, stąd. Z Buczy – uśmiecha się jeszcze szerzej. 

Ekspres do kawy głośno pracuje. Chmurą spienionego latte chciałoby się szczelnie przykryć osmalone ściany i stos rosyjskich skrzyń po amunicji usypany za strzeżonym osiedlem. 

Bramy domostw mieszkańcy ozdabiają malowanymi kwiatkami, mniejszymi i większymi. Zależy od kalibru pocisku, jaki przeszył furtkę.

Tu stał samochód z zastrzelonym policjantem. Na torach leżało zwęglone ciało, a tu drugie. Patrz, założyli nowe druty. Ludzie nic nie mówili, podchodzili i chcieli się tylko przytulić.

Mama z dzieckiem przecinają drogę na pasach, niedawno namalowanych na starannie zamiecionej ulicy. Uśmiech innego z mieszkańców widać z daleka. Wyprowadza psa, a potem może skoczy jeszcze do kwiaciarni. Kwiaciarniami Rosjanie jakoś nie byli zainteresowani, wszystkie stoją jak im Bóg przykazał. 

Jedziemy dalej, mosty są przejezdne. W drodze Wołyń zsyła towarzyszki podróży. Wsiadają spod foksalu do busa zaparkowanego między bazarowymi parasolkami, dwie panie i ich historie. 

Była u nas taka kobieta z Kijowa, chciała wracać, bo jej powiedzieli że jest spokojnie, a nie było – rzecze babuszka – Spadła rakieta i ta pani zginęła, a na Wołyniu zostało jej dziecko. Tak to jest z tymi powrotami. 

Jej uwagę przykuwa parę pokazanych zdjęć ze wschodu. 

Ajajaj, jak parszywie! Swietla, patrz. Boże, skończ już to wszystko…

Znam ten uniwersytet – mówi Swietlana – handlowałam kiedyś bielizną w Charkowie, spałam na dworcu w takiej sali, za 130 hrywien.

To dobra cena?

Dobra.

Dużo ludzi stamtąd mieszka u nas na Wołyniu. Pytam się ich, czemu chcą wracać, przecież tu jest tak ładnie i nie ma nalotów – wzdycha Olga – Bóg nas przeznacza jednemu danemu miastu.

I opowiada dalej, o swoim ulubionym chórze z Hajnówki, jak razem w procesjach szli Polacy i Ukraińcy. I o tym, że carstwo niebieskie będzie dla nas.

Przed granicą samochód zatrzymuje grupa ukraińskich wolontariuszy, chwilę później z karetki do pustego bagażnika przenoszą starszego człowieka.

Tylko przez granicę, gładko pójdzie – uspokaja jeden z nich – Po polskiej stronie już czeka na niego ambulans, pojedzie na operację. 

Słońce zachodzi nad kolejnymi godzinami spędzonymi na granicy i pełnym cewnikiem. Brakuje pozwolenia na wyjazd z Ukrainy. Czekający na operację człowiek leżący w busie jest w samej końcówce wieku poborowego. Słońce jest pomarańczowe, gdy z Kijowa przychodzi wiadomość zwrotna, jesteśmy wolni. Zmęczona oczekiwaniem Olga milknie, ale ożywia się, gdy wsiada do pociągu. 

Wiesz, byłam konduktorką przez dziesięć lat! Z mojego Kowla jeździłam aż do Moskwy, na Krym, Zakarpacie i do Czarnobyla.

Panie Ukrainki? Nie Białorusinki, nie żadne inne, co?- pojawia się konduktor – Ach, a myśmy do Kowla jeździli kupę lat, pani Olgo!

Wskazuje drogę do sennego punktu recepcyjnego na dworcu, ożywianego dochodzącym z ulicy krzykiem tłuczonych butelek.

18 V 2022

Ja też miałam taki elegancki uniform i białą koszulę! – wykrzykuje rano Olga na widok konduktorki Kiev-Expressu – ja dziękowałam pasażerom, a oni dziękowali mnie.

Z zawiniątka wyjmuje obrazki i zaczyna opowieść. O świętym z Ławry Peczerskiej i odeskim batiuszce, o dobrych ludziach. 

A to święty chleb z chramu przy foksalu, widziałaś go. Weź! – jej oczy tylko na chwilę zachodzą strachem, gdy niemal duszę się czerstwym chlebem – To wchodzi Duch Święty i usuwa teraz wszystkie nieczystości. Ha, sama widzisz, jakiego kataru nagle dostałaś. Nasze ciało to święty chram!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.