Mazurek urodzinowy

„Przyłapaliśmy ich! Zamiast pracować, politycy bawili się na urodzinach znanego dziennikarza” – zagrzmiał we wtorek FAKT. Po publikacji brukowca rozgorzała dyskusja jak to możliwe, że politycy zwaśnionych stron ze sobą rozmawiają oraz jak to możliwe, że dziennikarz zaprasza polityków? W internecie zagotowało się od komentarzy o kompromitacji, złamaniu zasad, rozgorzała istna burza, która zakrawa o absurd.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Przyłapaliśmy ich! Zamiast pracować, politycy bawili się na urodzinach znanego dziennikarza” – zagrzmiał we wtorek FAKT. Po publikacji brukowca rozgorzała dyskusja jak to możliwe, że politycy zwaśnionych stron ze sobą rozmawiają oraz jak to możliwe, że dziennikarz zaprasza polityków? W internecie zagotowało się od komentarzy o kompromitacji, złamaniu zasad, rozgorzała istna burza, która zakrawa o absurd.

Kompromitacja Mazurka?

Robert Mazurek, dziennikarz m.in. RMF FM, bo o nim mowa zorganizował z okazji swoich 50. urodzin dość huczną imprezę na której pojawiło się kilkudziesięciu gości. Wśród zaproszonych znaleźli się ludzie ze świata nauki, kultury, mediów oraz na czym najbardziej skupił się Fakt polityki. Na imprezie pojawili się politycy jak sam Mazurek mówi wszystkich klubów parlamentarnych od PO, przez PSL po PiS. – społeczeństwo szczególnie uderzyło zestawienie wspólnie biesiadujących przedstawicieli PO i PiS, ale o tym za chwilę.

No i w tym miejscu pojawił się zarzut do organizatora, jak to dziennikarz polityczny zaprasza polityków, którzy goszczą u niego w programie? Zarzucono kompromitację oraz pojawiły się pytania o jego rzetelność w pracy.

Zacznę od tego ostatniego zarzutu, Robertowi Mazurkowi można zarzucać wiele, sam mam obiekcje do sposobu przeprowadzania przez niego rozmów. Denerwuje mnie częste przerywanie gościom, czasami irytujący bywa lekceważący styl mówienia, czy zadawania pytań z tezą. Jednym z ostatnich jednak co można zarzucić Mazurkowi to stronniczość. Słuchając jego rozmów, niezależnie czy się podobają czy nie, od razu widać, że równomiernie okłada zarówno jedną jak i drugą stronę. Czy w takim razie spotkanie z potencjalnymi gośćmi jego programu po godzinach będzie mieć wpływ na jego pracę? Idealnym przykładem przeczącym tej tezie jest wicepremier Piotr Gliński, który jeszcze nie tak dawno temu nie wytrzymał presji i wyszedł ze studia w trakcie rozmowy. Mimo tego, prywatnie normalnie mogą ze sobą rozmawiać i nie przeszkodziło to Glińskiemu pojawić się na urodzinach Mazurka. Nie przeszkodzi to również moim zdaniem w trakcie kolejnej rozmowy dziennikarzowi zadać niewygodnych pytań, bo obaj panowie rozróżniają granicę między pracą, a prywatą.

Będąc przy prywacie można od razu przejść do drugiego zarzutu, czyli czy zapraszanie polityków kompromituje Mazurka? Czy dziennikarzowi wypada ich zapraszać? Odpowiem pytaniem na pytanie: a dlaczego nie? W tym środowisku ludzie po prostu się znają, jedni z drugimi się lubią, inni nie, całkowicie naturalna kwestia. W związku z tym jeśli kogoś się mniej lub bardziej lubi i ma ochotę zaprosić na swoje urodziny, to dlaczego mamy robić z tego problem. Mazurem we wspólnym programie z Krzysztofem Stanowskim na Kanale Sportowym wytłumaczył to na prostym przykładzie:

Wyobraźmy sobie taką sytuację: znam np. przez lata znam Szymona Hołownię, jest dziennikarzem i się znamy. Nagle Hołownia postanowił zostać prezydentem, przypuśćmy, że by mu się udało. Więc co? Mam udawać, że nie znam tego człowieka?”

Podobną analogię dał do Pawła Kukiza, którego znał wcześniej nim ten wszedł do polityki. Zaproszeni więc politycy, czego nie ukrywa sam piątkowy jubilat, to dla niego po prostu koledzy z pracy, z którymi jak już wspomniałem rozgranicza stosunki służbowe od prywatnych, ale zna się, więc może zaprosić na własną imprezę.

Zwaśnieni politycy ze sobą rozmawiają?

Tajemnicą poliszynela było od lat, że politycy przeciwnych stron barykady są w stanie ze sobą normalnie rozmawiać. Szczególnie trudne do zrozumienia jest to w dzisiejszych czasach przy tak rozległej polaryzacji i towarzyszącemu jej spektaklowi wzajemnych zarzutów obu stron. Obserwując tylko od medialnej strony politykę, a następnie widząc tych samych ludzi stojących na prywatnej imprezie, rozmawiających ze sobą człowiek może faktycznie poczuć dysonans poznawczy.

Dysonans ten jest tak wielki, ponieważ obserwatorzy zapominają starą prawdę, że polityka to jeden wielki spektakl. Już Napoleon powiedział: „Polityka to gra pozorów”, tak więc politycy medialnie sprawiają pozory wielkich wrogów obrzucających się nawzajem oskarżeniami, gdyż nie od dziś wiadomo, że ludzie potrzebują „chleba i igrzysk”. Debaty, programy publicystyczne, rozmowy sprowadzane są na skraj emocji, dlatego, że to się lepiej sprzedaje, ludzie bardziej się angażują. Gdyby wszyscy mówili łagodnie i dość podobnie, spektakl byłby nudny, co groziłoby tym, że obserwatorzy, którzy co 4 lata mają w rękach „kontrakt” aktora mogliby się znudzić. Trzeba ich trzymać ciągle „pod prądem”, bo jak mawiał Winston Churchill: „Polityka to nie zabawa, to całkiem dochodowy interes”.

Interes musi się kręcić, show must go on, ale gdy gasną światła kamer ci sami aktorzy, tak zaciekle walczący ze sobą są też zwykłymi ludźmi pracującymi wspólnie. Mimo, że dzielą ich poglądy, bo tego nie podważam, nie jestem aż tak cyniczny, potrafią ze sobą rozmawiać. Obserwatorzy widząc to się oburzają, ale pytanie czy chcielibyśmy, żeby faktycznie ten medialny spektakl przeniósł się również na grunt codzienny? Naprawdę chcielibyśmy, żeby politycy przeciwnych stron wyzywali się na ulicy, a może krok dalej? Może niech zaczną się bić? Gdzie to prowadzi?

Fakt we wspomnianej publikacji grzmi również: „Kiedy im się nie chce, po prostu nie pracują. A my musimy ich utrzymywać! Fakt przyłapał posłów zarówno władzy, jak i opozycji na imprezowym bumelanctwie! Ręka w rękę politycy PiS, PO czy PSL balowali w ostatni piątek w centrum Warszawy! I to na urodzinach znanego dziennikarza Roberta Mazurka. A w tym samym czasie w Sejmie do niemal pustej sali przemawiał m.in. szef NIK Marian Banaś (66 l.)”. Można by nawet uznać to za dobry zarzut, gdyby nie fakt, że na większości wystąpień w Sejmie nieobecnych jest wielu posłów. Trafnie skomentował to w rozmowie z Onet Opinie poseł Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński: “Nie ma obowiązku być na każdej debacie, nie każdy zna się na wszystkim. Ta debata była ważna, ale są osoby wyznaczone do każdej debaty. (…) Każdy musi odpowiadać za siebie, każdy ma jedno nazwisko, jedną twarz, jedną wiarygodność i bardzo łatwo ją stracić w polityce“.

Ostatnim aspektem w tej kwestii jest jeszcze to o czym wiele osób zapomina. Zarzuca się politykom różnych stron, że spotkali się ze sobą w jednym miejscu, ale przecież oni byli osobnymi gośćmi redaktora Mazurka. Polecam zastanowić się każdemu, kto to czyta, czy jak jest zapraszany na urodziny to analizuje listę gości i na tej bazie ocenia swoje przyjście? Czy jeśli dowiaduje się, że w imprezie uczestniczyć będzie ktoś kogo nie lubi, bądź powinien nie lubić to powinien nie pojawiać się?

O co więc chodzi?

Najbardziej cynicznie mówiąc można stwierdzić, że nie sam fakt wspólnego biesiadowania jest problemem, ale to, że politycy dali się przyłapać i sfotografować.

Moim zdaniem wiele osób uświadomiło sobie, że dali się złapać w tą grę polaryzacyjną, że sami prywatnie na co dzień „walczą”, kłócą się z drugą stroną. Niejednokrotnie dochodzi do sporów w najbliższym gronie, w rodzinach ludzie się spierają na tle politycznym, po czym można zaobserwować, że ci za których walczą wzajemnie się spotykają i rozmawiają. W tym momencie może wypadałoby się zastanowić szerzej jak wpłynęła na nas wszechobecna polaryzacja? Czy naprawdę musimy traktować świat zero-jedynkowo? Spierać się oczywiście można i jest to rzecz ludzka, ale to nie znaczy, że spierające się strony nie mogą normalnie ze sobą rozmawiać. To pytanie pozostawię do indywidualnego rozważenia…

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.