Narodowy whataboutism

Czym w ogóle jest whataboutism? Jak w praktyce jest stosowany na przykładzie mediów? Jak może być zastosowany w życiu codziennym? I jak zwracać na niego uwagę, żeby nie dać się zmanipulować? Wszystko w poniższym tekście.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Z whataboutismem mamy do czynienia codziennie nie tylko w polityce, czy mediach, ale tak naprawdę w życiu prywatnym. Możliwe, że niejednokrotnie sami nie zdając sobie sprawy zastosowaliśmy tą technikę w celu odrzucenia od siebie jakiegoś zarzutu, bądź nakłonieniu drugiej strony do własnego zdania. Ale czym w ogóle jest ten whataboutism? Jak w praktyce jest stosowany na przykładzie mediów? Jak może być zastosowany w życiu codziennym? I jak zwracać na niego uwagę, żeby nie dać się zmanipulować? Wszystko w poniższym tekście.

Czym jest whataboutism?

Samego określenia „whataboutism” nie da się konkretnie przetłumaczyć na nasz język jednak można wytłumaczyć jego znaczenie. Jest to technika manipulacji wymyślona przez sowietów polegająca na dyskredytowaniu argumentów poprzez zarzucenie im hipokryzji nie odnosząc się bezpośrednio do zarzutu.

W języku polskim funkcjonuje powiedzenie „odwracanie kota ogonem”, to whataboutism polega na takim obracaniu wspomnianym kotem, że na końcu nie wiadomo, gdzie zwierzę ma pyszczek, a gdzie ogon.

Gdy sowietom zarzucano np. opresję wobec obywateli w odpowiedzi można było usłyszeć, że na zachodzie to dopiero jest źle, rasizm, niewolnictwo, dyskryminacja kobiet etc. W praktyce nie odnosi się do pierwotnego zarzutu, ale pokazuje stronę przeciwną w jak najgorszym świetle tak, aby pierwotny zarzut wydawał się nic nieznaczącym drobnym występkiem, albo nawet tym nie był.

Whataboutism w praktyce na przykładzie medialnego materiału

Jednym z najgorętszych tematów w ostatnich dniach jest ustawa nowelizująca rynek mediów zwana potocznie „lex TVN” i na jej przykładzie postaram się zaprezentować jak stosuje się omawianą technikę.

Jako pierwotny zarzut, z którego twórca materiału w głównym programie informacyjnym rządowych mediów wyszedł jest – „lex TVN jest atakiem na wolność mediów”. Założenie dość proste i tak przedstawiane w innych, niż narodowe, mediach, że dzięki tej ustawie rządząca partia chce zlikwidować nieprzychylną im stację TVN. Pod płaszczykiem obrony interesu narodowego oraz górnolotnych słów o bezpieczeństwie oraz walce z ewentualnym przejęciem mediów w Polsce przez narkobiznes należy wprowadzić ustawę zakazująca kupna większościowego pakietu krajom spoza OECD.

Znając już pierwotny zarzut można przejść do materiału z głównego programu informacyjnego z dnia 10 sierpnia, który w dniu dzisiejszym (11 sierpnia) przy okazji obrad Sejmu został powtórzony.

Tylko dla przypomnienia – metoda whataboutismu polega na zdyskredytowaniu przeciwnika pokazując jego hipokryzję oraz zarzuty w jego stronę tak, że pierwotny zarzut wydaje się bez znaczenia.  

Materiał trwający 6 minut dobrze jest podzielić na poszczególne punkty, dzięki czemu łatwiej będzie zobaczyć tzw. obracanie kotem.

  1. Materiał zaczyna się od ataku na Donalda Tuska za czasów, którego ABW wkroczyła do siedziby Wprost, by odebrać taśmy nagrane w restauracji „Sowa i przyjaciele”. Między słowami autor materiału dołożył jeszcze zarzut, że za rządów Tuska służby wkroczyły do studenta prowadzącego słynną stronę „Antykomor.pl”.
  2. W kolejnej części twórca skupił się na utwierdzeniu tezy, że „za poprzedników to dopiero było” skupiając się na Pawle Grasiu, najbliższym współpracowniku D. Tuska, który w jednej z rozmów z Janem Kulczykiem prosił o pomoc przy zwolnieniu redaktora naczelnego Faktu. Kulczyk znając właścicielkę miał w tym pomóc. Dla potwierdzenia na końcu pojawia się informacja, że 6 miesięcy później naczelny stracił pracę. Oczywiście nie ma już mowy o przyczynach tego zwolnienia, ale to nie jest istotne.
  3. W kolejnej części materiału autor skupił się już na stacji TVN pokazując w myśl zasady „ich hipokryzję”. Na podzielonej na pół planszy z jednej strony pojawiają się słowa „WOLNOŚĆ”, „NIEZALEŻNOŚĆ”, „WIARYGODNOŚĆ”, „POMOC”, „PRAWDA”, „NIEPOWTARZALNOŚĆ”, z drugiej strony dobrze pocięte materiały będące w kontrze do słów. Tu autor już wspina się na wyżyny manipulacji cytując słowa Tomasz Lisa, którego w TVN nie ma już od przeszło 17 lat oraz słowa Kamila Durczoku „o stole”.
  4. Gdy już autor nakreślił, że TVN jest zły to należało podbić narrację, żeby widz był jeszcze bardziej przekonany do tego. Tu następuje powiązanie TVN-u z hucznie obchodzonymi kilka lat temu w lesie urodzinami A. Hitlera, z tezą, że praktycznie cała „uroczystość” to pomysł dziennikarzy TVN.
  5. W dalszej części nadal prowadząc narrację „zły TVN” trzeba było już skupić się na konkretach i tu następuje sekwencja zdarzeń pokazująca, że: TVN nawoływał obywateli w 2016 roku do obalenia Sejmu, kłamał w sprawie smoleńskiej oraz jego dziennikarze parodiują Jana Pawła II. Ostatni zarzut jest wyjątkowo komiczny, gdyż wycięty fragment pokazuje jedynie modulację głosu na wzór papieża, ale nie ma w tym niczego złego, obraźliwego. Aczkolwiek kierując do odpowiedniego odbiorcy cel zostanie osiągnięty – jak można ruszać świętość papieża. Ta część kończy się jeszcze fragmentem, że rzekomo w 2016 roku dziennikarze TVN podczas Światowych Dni Młodzieży podrzucali na śmietniku butelki po alkoholu. Komentarz zbędny
  6. Na zakończenie następuje istna wisienka na torcie. Autor pokusił się o stwierdzenie, że pracownicy TVN w sumie nie są (w opinii wielu) dziennikarzami, a funkcjonariuszami stwierdzenia klucz – TOTALNEJ OPOZYCJI. Tymi słowami materiał się kończy.

Jak widać na bazie powyższego skrótu materiału zastosowano tu w najczystszej postaci manipulacje whataboutistyczną, nie odnosząc się w żadnym wypadku do pierwotnego zarzutu – „lex TVN” to atak na wolność. Obrócono natomiast kota tak wiele razy, że na końcu nikt nie pamięta nawet pierwotnego zarzutu, natomiast ma wrażenie, że stacja TVN jest siedliskiem czystego zła.

To tylko jeden z całej serii materiałów, ukazujących się głównie na antenie narodowych kanałów informacyjnych, choć, żeby być w pełni uczciwym inne strony również stosują tą metodę. Nie robią tego jednak w sposób tak toporny i dosadny rodem wprost z podręcznika władzy czasów słusznie minionych.

Whataboutism w życiu codziennym

Technika ta nie jest stosowana tylko w polityce, czy mediach w celu osiągnięcia zamierzonego efektu nie odpowiadając na zarzuty, ale tak naprawdę wszyscy świadomie lub nie stosujemy ją codziennie w życiu. Czasami zdarza się jej używać w świecie realnym, niejednokrotnie w związkach, w celu oczyszczenia samego siebie, ale równie często stosowana jest w wirtualnym świecie w rozmaitych social mediach.

Możemy wyróżnić w tym miejscu inne rodzaje poza wspominanym powyżej „odwracaniem kota ogonem”.

TU QUOQUE, co z łaciny oznacza „ty też”. W tym miejscu stosuje się stosunkowo nieuczciwy chwyt polegający na zdyskredytowaniu oponenta pokazując, że on sam też nie jest bez winy.

ARGUMENTUM AD PERSONAM, z łaciny „argument wymierzony w osobę”. Ta technika polega na odrzuceniu faktycznego przedmiotu rozmowy i ataku poprzez opis faktycznych lub rzekomych cech strony przeciwnej, starając się udowodnić, że oponent ma fałszywe poglądy.

 

Jak widać whatoaboutism jest techniką stosowaną praktycznie codziennie, lecz o ile w zyciu codziennym ma zastosowanie bardziej defensywne, kiedy nie mamy zbyt wielu argumentów o tyle w polityce, czy mediach może prowadzić do skrajnej polaryzacji i nieodwracalnych podziałów. O samej technice można jeszcze wiele napisać, jednakże dzisiaj chciałem jedynie nakreślić na czym ona polega i jak być wyczulonym oglądając np. telewizję.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.