Nienawistna ósemka – osiem mitów dotyczących Polski 2050

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Wróciłem z urlopu. Zerknąłem w internet by sprawdzić co tam słychać w polityce i co się na ten temat pisze. I o ile w polityce jest zdaje się dość ciekawie (kwestie praworządności w Polsce, spór z Czechami wokół Turowa, afera mailowa), tak w sferze komentarzy – można by powiedzieć – to samo. Wojenki, połajanki, “dogryzanki”. Już nawet nie między prawą i lewą stroną, co zdaje się u nas być już passé – lecz przede wszystkim w dalszym ciągu w szeroko pojętej opozycji. Czy jak ja to lubię nazywać – w obozie demokratycznym. 
 
Nuda.
 
W internecie nauczyłem się już znosić wszystko – trollerkę, obrażanie, szukanie poklasku, sensacji, atencyjne posty i nudesy, nie mogę jednak w dalszym ciągu zdzierżyć jednego – powielania nieprawdziwych informacji. A w dalszej części – kreowania opowieści i mitów na podstawie tychże właśnie nieprawdziwych informacji. 
 
I dlatego też powstał ten wpis – po to aby obalić kilka tyleż popularnych, co nieprawdziwych “mitów” dotyczących Polski 2050. Tworu w polityce wciąż nowego i wciąż mającego swe własne trudności i ograniczenia w politycznym marketingu oraz na politycznej scenie. A trudności te z pewnością są okolicznością sprzyjającą do powstawania tego typu mitów. 

Mit#1: Polska 2050 przybudówką PO

Mit to szczególnie popularny na tak zwanej “prawej stronie”, choć precyzyjniej będzie powiedzieć – wśród wyborców PiS. A to dlatego, że wyborcy PiS właśnie, w odróżnieniu od ogółu prawej strony, są sowicie karmieni propagandą i wychowywani na nienawiści do Platformy Obywatelskiej. Niechęć, choć nienawiść wcale nie jest za mocnym słowem, do PO, jej korzeni w III RP, jak i tak zwanych “elit”, to jeden z mitów założycielskich “dobrej zmiany”. Dlatego jeżeli trzeba kogoś lub coś zdyskredytować w oczach potencjalnego wyborcy w przemyśle Kurskiego, najłatwiej zestawić i zrównać tego kogoś lub to coś z Platformą Obywatelską. 
 
Jest to oczywiście nie tyle błąd, co jawne przekłamanie – Polska 2050 ma swoją opowieść, swój ideowy rdzeń i swój pomysł na Polskę, zarówno obywatelską, jak i polityczną. Jeżeli mielibyśmy już szukać podobieństw ideowych, czy programowych do PO (poza tymi, które są oczywiste, jak kurs proeuropejski, odpolitycznienie wymiaru sprawiedliwości i mediów oraz wolność światopoglądową), należałoby raczej skierować uwagę na formaty i wartości, które przyświecały PO u jej początków (kiedy partia skupiała ludzi głównie o poglądach chrześcijańsko-demokratycznych i liberalno-konserwatywnych, z przewagą elektoratu prawicowego i centrowego, aniżeli np. lewicowego) i zestawić je z tymi wyrażanymi przez wszelkie ideowe deklaracje Polski 2050, tudzież ze swoistym tyglem poglądów, jaki jej członkowie lub liderzy reprezentują. Swoją drogą – taka jest bowiem natura partii centrowej, którą Polska 2050 od początku chciała być i taka jest też natura partii do jakiej aspirowała niegdyś Platforma; a zatem partia dla obywateli (przekrojowo, dla wszystkich), z wyraźnym nastawieniem proeuropejskim, lecz mimo to także i wyraźnie nawiązująca do tradycji. Pomijając już dyskusje na temat tego, czy nasze społeczeństwo stać obecnie na myślenie centrowe – Polska 2050 jest bytem, który tę przestrzeń dość skutecznie sobie organizuje. Zatem jeżeli pod jej adresem pada jakikolwiek zarzut “platformerskości”, jakikolwiek również sens ma on jedynie w odniesieniu do spadku ideałów i wartości do jakich nawiązywała kiedyś PO, istotnie będąc partią “obywatelską”, który to Polska 2050 niejako odziedziczyła. Jeżeli obywatele w którymś momencie poczuli, że PO taka być przestawała – w tym obszarze musiał pojawić się byt, który by tę obywatelskość im przywrócił (w sensie sprawczości, realnego udziału w życiu społecznym, poczucia posiadania inicjatywy i wpływu na rzeczywistość – a zatem tych wszystkich obszarów w których Polska 2050 działa prężnie jako stowarzyszenie). 
 
Celowo pomijam tu kwestie personalne – główny zarzut już bardziej całej prawej strony (włącznie z Konfederatami), iż Polska 2050 to PO 2.0 z racji kilku parlamentarnych transferów z tej drugiej partii do pierwszej. O tym piszę przy okazji rozprawienia się z innym mitem – mitem braku nowej jakości
 

Mit#2: Polska 2050 przybudówką PiS

Jest to najpopularniejszy argument nastawionych negatywnie do projektu Hołowni zagorzałych sympatyków Platformy (Koalicji) Obywatelskiej. Jak to w sporze między PiS i PO w Polsce bywa – wiele elementów w tym sporze wygląda symetrycznie – mamy ten sam modus operandi (czyli wzór), tylko że podkładamy sobie tam inne składniki – tak, by pasowały nam do narracji. Z drugiej strony politycznego sporu Polska 2050 jest więc drugim PiS-em. 
 
Potwierdzeniem tejże narracji miało być w ostatnim czasie poparcie udzielone przez Polskę 2050 Funduszowi Odbudowy lansowanego przez rząd Mateusza Morawieckiego. I tu kolejny mit – liderzy Polski 2050 od zawsze mieli na uwadze fakt, iż w legislacyjnych i parlamentarnych targach (w których od niedawna biorą już udział jako koło) będą popierać inicjatywy dobre, wartościowe, tudzież takie, których nie warto odrzucać wyłącznie z powodu dogmatycznego nastawienia w stylu “anty-PiS”. Istotnie – Polska 2050 w takich sprawach nawiązuje do rozwiązań polubownych i do dialogu, co w normalnym społeczeństwie wydawałoby się drogą sensowną i merytoryczną. Oczywiście w polskich medialnych bańkach nie jest – jest za to oznaką słabości, bo przecież w Polsce anty-PiS wyhodował i rozrósł się równie bujnie co nienawiść do PO o której wspomniałem wcześniej. A do hasła “śmierć symetrystom!” za chwilę można będzie dorzucić hasło “śmierć kompromisom!” (o ile już nie można tego zrobić). 
 
Polska 2050 nigdy z zasady nie była opcją ani trochę prorządową! Konia z rzędem temu, kto wskaże mi właściwy cytat, wypowiedź, odniesienie, element programowy, który w jakikolwiek sposób legitymizuje politykę rządu Zjednoczonej Prawicy jako taką, lub usprawiedliwia jej jawnie łamiące prawo i praworządność działania. Przeciwnie – Polska 2050 wyraźnie opowiada się za wolnością mediów, niezawisłością sądów (w rozumieniu sprzeciwu wobec pisowskich reform sądownictwa), przestrzegania traktatów UE, oraz szeroko rozumianej praworządności. W sporach na arenie międzynarodowej często przyznaje rację UE, co w szeregach szeroko rozumianej prawicy nosi przecież znamiona zdrady narodowej. Polska 2050 nie jest i z założenia nie była nigdy żadnym pomysłem na rozwój w kierunku “dobrozmianowym” – jej stosunek do ekologii, kościoła katolickiego czy oświaty jest na tyle jasny, że ani nie trzeba go tu przytaczać, ani specjalnie wykazywać, że hasło “Polska 2050 przybudówką PiS” to jedynie zagrywka piarowa, polegająca głównie na wyciąganiu wybranych i wygodnych dla siebie cytatów oraz strzępów informacji z kontekstu. 

Mit#3: Polska 2050 jest antypisowska lub antypeowska w swej narracji i nastawieniu

Kolejny mit postanowiłem rozliczyć już “wspólnie” – zarówno pod kątem zagorzałego sympatyka PO lub PiS. Także i po to aby uzmysłowić czytelnikowi, że ogółem – w narracji i postawie Polski 2050 przedrostek i nastawienie “anty” nie jest tam czymś naturalnym i mile widzianym. On stamtąd nie pochodzi  – on został i często zostaje tam dodany przez nieprzychylnych Polsce 2050 sympatyków PiS lub KO. 
 
Co to w ogóle znaczy być anty-PiS i anty-PO? W naszym wydaniu narodowym (a więc naszego narodowego piekiełka, zdefiniowanego głównie nienawistnymi wypowiedziami Kaczyńskiego, Pawłowicz, lecz przecież także i momentami wcale nie wyważonymi komentarzami Sikorskiego, Giertycha, czy redaktora Lisa) anty-pisowskość i anty-peowskość ma sens tylko wtedy, kiedy jest totalna. Jeżeli zatem podważamy wiarygodność czy praworządność w działaniach PiS i PO – automatycznie ci, który środowiska te popierają – popierają to samo, a zatem to co złe – brak wiarygodności i praworządności. Posługiwanie się czarno-białym kluczem prowadzi do szeroko zakrojonych i głęboko zakorzenionych wykluczeń w wielu dyskusjach – antypolakiem może być w nich każdy, zależnie tylko od opcji, którą sami popieramy: katolik, gej, beneficjent 500+, przedsiębiorca. Tego typu narracja jest oparta o wykluczenie i o tym pisałem tutaj wielokrotnie – że duopol PO-PiS to w głównej mierze sposób myślenia i kategoryzowania społeczeństwa, a nie faktyczne podobieństwa i konfabulacje pomiędzy jednym ugrupowaniem a drugim. 
 
Polska 2050 nigdy do wykluczenia nie nawiązywała i nie nawiąże (hasło: “zmieścimy się wszyscy”) i jest tej postawie wierna (lecz, niestety, za to także obrywa – że nie chce się zadeklarować jako jawny anty-PiS, albo że w swe szeregi chętnie przyjmie kogoś zasłużonego dla PO – tymczasem to jest créme de la créme idei, która była tam obecna od zawsze – ugrupowanie dla wszystkich, za to przed nikim nie zamykające drzwi). Jeżeli w którymś momencie w jej opowieści o Polsce pojawia się sprzeciw wobec tego co pisowskie, czy peowskie – jest to sprzeciw wobec tego co niewłaściwe – albo w szeregach obu ugrupowań, albo w ich narracjach. Nie w ludziach. W postawach i działaniach – które są złe bo są sprzeczne z Polską racją stanu. Nie zaś złe tylko dlatego, że wywodzą się spod chorągwi PiS czy PO. Anty-PiS wyklucza wszystko co pisowskie – wybory, motywacje, postawy, poglądy. Anty-PiS wyklucza ludzi jako istoty rozumne (ileż razy czytamy i słyszymy, że wyborca PiS-u to nieuk, głąb, czy człowiek ograniczony?). Anty-PiS nie jest w stanie zaproponować niczego koncyliacyjnego wobec 35% społeczeństwa, które dało (i wciąż daje) mandat władzy tej partii w Polsce. Próbuje za to robić to Polska 2050. I za to też dostaje bęcki. Za to, że próbuje. 
 
Oczywiście – Polska 2050 stanowi i ma stanowić alternatywę dla PiS, czy dla PO. Lecz ma być to alternatywa łączna, a nie rozłączna – alternatywa powstała z rozczarowania samym duopolem i przekonaniem, że inaczej w polskiej polityce się nie da, nie można, lub się nie chce. Dlaczego ma się nie chcieć i dlaczego karać kogoś retorycznie za to, że mu się właśnie chce?

Mit#4: Polska 2050 miała być nową jakością, a nie jest

Kolejnym głównym mitem/zarzutem/oskarżeniem rzucanym w stronę nowopowstałej partii Szymona Hołowni jest kontrargument wobec tego, co Polska 2050 założyła sobie od początku, czyli bycie nową jakością. 
 
O tym, że z Polski 2050 żadna tam nowa jakość dowiemy się od przedstawicieli wielu środowisk – od wyborcy PiS, sympatyka PO, Konfederaty, zdezorientowanego wyborcy czy nawet posła PSL lub Lewicy. Jako główny argument pada wtedy z reguły to samo hasło – nowa jakość, lecz stare twarze. Gdzie zatem ta nowa jakość?
 
Argument ten budowany jest rzecz jasna na fakcie, iż parlamentarzyści Polski 2050 dołączyli do Hołowni i stworzyli w Sejmie koło w trakcie trwania kadencji Sejmu, do którego trafili z list innych ugrupowań. Pomijając już zaczepki w kierunku “zdrady klubowych barw” oraz zdrady wyborców w okręgach – dominującą tu narracją jest stawianie ich w roli “fałszywych” reprezentantów nowej jakości, a reprezentantów jakości starej – wyniesionej przecież jeszcze z ich poprzedniego środowiska. Dodatkowo często mówi się też, że obecny parlamentarny skład Polski 2050 to ekipa z partyjnego demobilu. Że ci posłowie to politycy już wypaleni, nic nie znaczący w poprzednich klubach, żyjący na marginesie zarówno życia parlamentarnego, jak i partii. Gdzie tu nowa jakość?
 
Podstawowy błąd w tej sytuacji to błąd atrybucji – jeden z podstawowych błędów w psychologii. Wskutek błędnego założenia przypisuje się nową jakość ugrupowania wyłącznie nazwiskom, które w danym momencie to ugrupowanie reprezentują, zapominając (lub ignorując) całkowicie o istotnych faktach – iż z jakiegoś powodu posłowie ci zdecydowali się na wsparcie tego ugrupowania, że mieli swoje własne ambicje, motywacje i chęci. Że mieli swój własny bilans zysków i strat. Że podstawowe wartości Polski 2050 (a przy tym – świeże przecież wartości) pozostają niezmienne: Polska zielona, Polska europejska, Polska obywatelska, Polska aktywna społecznie, Polska (polityka) ekspercka, Polska z alternatywą dla duopolu PO-PiS. W tej sytuacji poszerza się jedynie grono wykonawców tej jakości, dla których założenia ideowe i programowe są słuszne. 
 
A jeśli już faktycznie czepić się tych personaliów, to przecież parlamentarzyści którzy Polskę 2050 zasilili, już samym dołączeniem do Hołowni zaryzykowali dużo, a ich same kariery często nie były w momencie w którym na luksus ryzyka powodowanego zmianą można sobie z łatwością pozwolić (prędzej zainwestujemy w Bitcoin mając na koncie więcej oszczędności aniżeli żyjąc od dziesiątego do dziesiątego). Sami zaś faktycznie są grupą parlamentarzystów różnie doświadczonych i przede wszystkim – mających jeszcze coś do udowodnienia samym sobie. Gdyby, jak głosi kolejna z powszechnych wśród antyfanów Hołowni opinii, byli to posłowie wypaleni, mało pracowici, albo osłabiający lub obciążający swoje polityczne obozy, dołączenie przez nich do prężnie rozwijającego się projektu byłoby dla tego projektu ogromnym ryzykiem i koszmarnym strzałem w stopę, już na samym początku jego istnienia. Nawet jeżeli uważa się, że nie byli wzmocnieniem tego czy tamtego ugrupowania, nie znaczy przecież że z automatu ma być tak z innym. Albo że nie są wzmocnieniem polskiego parlamentaryzmu w ogóle. Zresztą – aktywność poselska, czy liczba interpelacji te wątpliwości rozwiewa. 
 

Mit#5: Zawartość Hołowni w Hołowni

Jeden z moich ulubionych mitów, polegający na stawianiu znaku równości między samą osobą i postacią Hołowni, a całą Polską 2050 (jako przecież konglomeratem partii, stowarzyszenia oraz instytutu). Wskutek tego retorycznego zabiegu przenosi się cechy lub charakterystyki Hołowni na cały ruch (jak na przykład jego osobiste przekonania religijne) oraz odwrotnie – często wybiórczo; po to, by po raz kolejny wyciągnąć z kontekstu dane smaczki w celu niejasnego, lub fałszywego skonstruowania obrazu Hołowni, jak i całego ruchu (więcej o tym w podrozdziale Puszka konserwy). 
 
Na skutek tego zabiegu często mówi się, że Hołownia powiedział to, nie powiedział tego, nie poparł czegoś tam, gdzieś nie poszedł (nie pokazał się na marszu równości, podczas gdy było tam wielu przedstawicieli partii jak i stowarzyszenia), po raz kolejny ignorując fakt, iż “Hołownia” to w gruncie rzeczy osobne byty z osobnymi władzami i reprezentacjami – to stowarzyszenie, partia oraz instytut Strategie 2050, działające w różnych obszarach i często też będące niejako “autorami” poglądów głoszonych przez Hołownię w jego porannych live’ach. Przedstawiane tam postulaty, przemyślenia czy komentarze są w większości pochodnymi aktywności eksperckiej i obywatelskiej instytutu i stowarzyszenia, nie zaś zabawnymi komentarzami autora, do których często sprowadza się jego wypowiedzi, po raz kolejny milcząc na temat zabierania przez niego głosu w ważnych kwestiach (i tak na przykład złośliwie liczy mu się czas spędzony na omawianiu jednych kwestii, przy rzekomym nie odnoszeniu się do innych spraw). 
 
Jak widać zawartość Hołowni w “Hołowni” jest w tych sytuacjach dalece przeceniana – często to, co mówi sam Hołownia pochodzi od ludzi, wolontariuszy, doradców, ekspertów instytutu. Jest to głos pochodzący ze społeczeństwa, nie zaś z głowy autora, który nie ma rano nic lepszego do roboty. 

Mit#6: Poparcie dla Hołowni wzięło się z nikąd

Argument, który wprowadza mnie w szczere zdumienie, a nawet osłupienie. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć powody, dla których tego typu brednie (nie zaś niesprawdzone informacje – po prostu brednie) powtarza się w TVP (w ramach obrzydzania widzom wszystkiego co niepisowskie), o tyle dziwi mnie, iż tego typu myśli pojawiają się na przykład na łamach Polityki – skądinąd pisma rzetelnego, po którym spodziewalibyśmy się może nie maksimum obiektywizmu, lecz chociaż jego przyzwoitej dawki w sytuacji, gdy coś łatwo sprawdzić. A w sytuacji ogromnej społecznej aktywności ruchu Hołowni, jego widoczności na poziomie gminnym i powiatowym, zaangażowania w inicjatywy pomocowe, wsparciowe oraz charytatywne – społeczny mandat oraz zaufanie pokładane w całym projekcie nie dziwi. A przynajmniej nie tak, jak wspomniane redakcje, które w ostatnim czasie (dużego sondażowego poparcia dla Polski 2050) za przyczynę jego popularności uznawały przede wszystkim rozpoznawalność Hołowni i krótkotrwały efekt świeżości oraz nowości na politycznej scenie. O ile Wiadomości TVP milczą na temat społecznej aktywności wolontariatu Hołowni, o tyle po Polityce spodziewałbym się dostrzeżenia i nie ukrywania zależności między tą aktywnością, a poparciem dla ruchu. Widocznie jednak nie uznano tego w redakcji za czynnik istotny. Lub uznano – za wręcz zbyt istotny.
 
Zatem, według wielu redakcji w Polsce (także i np. Do Rzeczy), poparcie dla (projektu) Hołowni wzięło się nie wiadomo w sumie skąd. Nadal nie docenia się istotnej roli politycznego umiarkowanego centrum, które to z kolei nie pasuje redakcjom do podsycania płomienia narodowej bitwy o Polskę (między dwoma wrogimi obozami – wszak mniej walki, to mniejsze zasięgi, mniejsza klikalność, oglądalność – to już przecież wiemy). Centrum nieco leniwego a trochę też wygodnego, które chciałoby wreszcie móc oddać władzę i sprawczość komuś innemu, by samo mogło wreszcie od sporów trochę odpocząć, zająć się sobą oraz by w końcu nie musiało się cały czas angażować mentalnie i emocjonalnie w politykę (a już tym bardziej właśnie w społeczne i ideologiczne spory). Centrum, które dla wielu redakcji wciąż zdaje się być kłopotliwą przeciwwagą dla dużej części społeczeństwa popierającej wciąż tezę, że politykę w Polsce można i trzeba wciąż robić wyłącznie na wzajemnych antagonizmach, wyniszczających emocjach oraz plemiennych derbach o Polskę. 

Mit#7: To już było, czyli Petru, Biedroń, Kukiz i Palikot

Argument jak dla mnie kompletnie niepoważny. A dlaczego? Z dwóch prostych powodów (a w zasadzie z jednego, lecz trudnego do obalenia). Ani Petru, ani Kukiz, ani Palikot nie mieli wielowątkowej opowieści o Polsce. O Polsce przyszłości oraz o drogach dochodzenia do niej. Żaden z nich nie podszedł do swojego projektu kompleksowo i wieloaspektowo (nie mówiąc już o tym, że żaden z nich nie powołał do życia instytutu czy stowarzyszenia wolontariuszy, co przecież skutecznie odróżnia autorski projekt Hołowni od wymienionych wyżej projektów wybitnie partyjnych i politycznych). 
 
Chętnie i złośliwie wypominani Hołowni “poprzednicy” swoje projekty opierali przede wszystkim na jednej i wybiórczej idei budowania formacji, żyjącej trochę w odosobnieniu od innych kwestii polityczno-społecznych. Kukiz skupiał się na ustrojowych niuansach (grając przy tym przez moment na emocjach jako rockman-antysystemowiec), Biedroń na kwestiach obyczajowych i ideologicznych, Petru i Palikot na liberalnym wymiarze państwa, czy to w sferze gospodarki, czy uczuć. Ich projekty i opowieści były ograniczone i skupione na jednym, głównym zagadnieniu. Nie dotykali oni szerzej spraw dotyczących różnych dziedzin życia, nie przedstawiali planów i nie roztaczali wizji przyszłości. Ale o tym w mitologii o której piszę się nie mówi. Liczy się tylko personalne zestawienie oraz przytoczenie faktu, że kiedyś ktoś taki był, próbował, ale mu się nie udało. I dlatego Hołowni też na pewno się nie uda. 
 

Mit#8: Puszka konserwy

Argument wygodny dla światopoglądowych liberałów i lewicowców (choć czasem też w pokrętny sposób sięga po niego dla doraźnych celów komunikacyjno-manipulacyjnych redakcja Wiadomości TVP). Teza zbudowana na publicystycznej przeszłości oraz praktykach religijnych Hołowni – głosząca, że skoro jest gorliwym katolikiem, jest także i ukrytym fundamentalistą, który czeka jedynie na odpowiedni moment (zdobycie władzy), by swą wizję świata zrealizować (najlepiej jeszcze w kolaboracji w PiS, gdzie obecnie, według ww. grup, fundamentalizm religijny ma się dobrze). 
 
Hołownia i ruch na te przytyki odpowiedzieli dawno, przedstawiając sensowny i wyczerpujący projekt rozdziału państwa od kościoła. Jak się okazało – projekt po raz kolejny za bardzo merytoryczny, lecz za mało dla obu plemion emocjonalny i kontrowersyjny (bo nie przewiduje np. wypowiedzenia konkordatu), toteż szybko się owym środowiskom znudził i do niczego ich nie przekonał. Hołownia rozdział KK od państwa nie tylko zapowiedział, lecz także zaplanował i dokładnie zaprezentował jak go przeprowadzić, a mimo to nadal za swoje osobiste przekonania i poglądy obrywa najdotkliwiej od tych, których wymarzeni przywódcy ani nigdy tego samego nie zaproponowali (PO), lub od tych, którzy o wolności sumienia krzyczą najgłośniej (czyli od zwolenników Lewicy i, także, PO). W ramach wolności o którą walczymy (także i przekonań) wypadałoby więc dać spokój samemu panu Hołowni – wszak tym samym środowiskom i grupom wolnościowców nie przeszkadza gorliwy katolicyzm Joe Bidena, dla których to amerykański prezydent stał się niedawno prawdziwym patronem w walce w populistyczną prawicą. 
 
Niezadowoleni powiedzą jednak: “no dobrze, ale co jeśli Hołownia będzie narzucał innym doktrynalne myślenie o kwestiach takich jak aborcja czy in vitro jako potencjalny rządzący?” Jako przykład podaje się tu propozycję i stosunek samego Hołowni (jak i jego ugrupowania) do inicjatyw Strajku Kobiet. Po tym jak w Polsce rozgorzały dyskusje na pograniczu niemalże walk w kwestii aborcji – Polska 2050 zaproponowała rozwiązanie polubowne, koncyliacyjne, mające szansę zażegnać zaciekły spór, który z pewnością jeszcze u nas wybuchnie ponownie (a i być może sama propozycja wtedy wróci), a zatem referendum. Za sam fakt propozycji mającej szansę być korzystną dla obu stron, Polska 2050 została ostrzelana i skrytykowana za opcję bycia “kościółkową” oraz “konserwatywną”. Zupełnie nie znaleziono tutaj logicznego związku przyczynowo-skutkowego między wynikiem referendum (mogącym być na korzyść liberalizacji, na co, według sondaży, jest ogromna szansa), a faktyczną liberalizacją. Hołownia doskonale zdaje sobie sprawę, iż stosunek obywateli do aborcji będzie zmierzał w czasie w stronę liberalizacji i że tego trendu nie da się już zatrzymać – jak zatem miałby próbować budować polityczną siłę, samemu narzucając sobie ograniczenie w postaci wdrażania własnego osobistego konserwatywnego stosunku do aborcji w polityczne życie? Pytanie, na które logiczna odpowiedź wykracza poza emocjonalne połajanki w mediach społecznościowych. Hołownia zrobił najlepszą z możliwych dla siebie rzeczy w zaistniałej sytuacji – zdecydował by oddać głos społeczeństwu. A skoro ono (jak twierdzi jego liberalna część) jest zdecydowanie za liberalizacją – de facto referendum byłoby do niej drogą, a nie odsunięciem jej w czasie, czy owej drogi skomplikowaniem. Skomplikowane za to było chyba logiczne połączenie ze sobą tych dwóch punktów, bo to by oznaczało przyznanie Hołowni w jakimś sensie racji. A na to w mitologii stworzonej przeciwko Hołowni i jego projektowi w naszym kraju zgody przecież nie ma. 

Jak sąsiad sąsiadowi

Polska 2050 jest formacją nową i nie miała jeszcze tak naprawdę okazji do politycznego zaistnienia (w sensie wyborczym – nie została zweryfikowana przez obywateli przy urnach). I choćby dlatego, jako zresztą opcji należącej do szerokiego obozu demokratycznego, coś by jej się należało. Nie wymagam tu od razu kredytu zaufania czy sympatii, lecz choćby minimum obiektywizmu oraz nadziei na to, że dobrze zorganizowane polityczne centrum będzie nam wszystkim w Polsce potrzebne do odsunięcia populistów od władzy i zbudowania sobie tutaj nowocześniejszego państwa. Tymczasem Hołownię spotykają za te próby głównie ataki. I to za same próby – już nawet nie za skuteczne, czy nieskuteczne wyniki działań, bo przecież o tych jeszcze za wiele powiedzieć nie możemy. 
 
Cała ta “mitologizacja” przypomina mi trochę przykładową sytuację z sąsiadem, któremu wszyscy na ulicy życzą źle już w samym momencie założenia przez niego nowej firmy. Czy życzymy komuś źle już na samym początku działalności? Czy jednak chcemy, potrafimy i powinniśmy zdobyć się na minimum przyzwoitości, a pracę sąsiada ocenić dopiero po owocach tejże pracy? No chyba, że sami mamy taką samą firmę – i w zaistniałej sytuacji boimy się, że sąsiadowi pójdzie lepiej, zabierze nam klientów, marketingową przestrzeń, a przez to i zarobek. Wtedy mamy trzy opcje – dalej krytykować sąsiada, życzyć mu źle i być może nawet podkładać mu świnie, by wiodło mu się jak najgorzej. Możemy też zacisnąć zęby, robić lepiej to co robimy, a w konsekwencji – robić to lepiej od sąsiada i dalej wychodzić na swoje. Albo też opcja trzecia – możemy z sąsiadem próbować współpracować, na przykład uzupełniając swoje oferty o nieco inne produkty i usługi. 
 
Którą opcję wybieramy w życiu, a którą krytykujemy jako najgorszą i niegodną zdrowej konkurencji? 
 
patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

02 comments on “Nienawistna ósemka – osiem mitów dotyczących Polski 2050

  • Beata , Direct link to comment

    Świetne podsumowanie, aż żal, że za długie na internetowy komentarz, bo wytrącało by argumenty wszystkim krytykom Hołowni z odrobiną inteligencji i otwartości na dyskusję.

    • Adrian , Direct link to comment

      Kryrtykom Hołowni (a zwłaszcza przeciwnikom) ten artykuł i tak nic nie wyjaśnia – spotkałem się z opiniami, że albo nie czują się do niczego przekonani albo po prostu … uważają, że tak nie jest 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.