Ogary poszły w las

Nie pisałem dłuższy czas, bo ogary poszły w las. Ogary – czytaj kontrolerzy z ZUS i PiP. Dwa tygodnie – 4 kontrole z wyżej wspomnianych instytucji, nie wspomnę o rutynowych, comiesięcznych wirtualnych „odwiedzinach” urzędów skarbowych.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Nie pisałem dłuższy czas, bo ogary poszły w las. Ogary – czytaj kontrolerzy z ZUS i PiP. Dwa tygodnie – 4 kontrole z wyżej wspomnianych instytucji, nie wspomnę o rutynowych, comiesięcznych wirtualnych „odwiedzinach” urzędów skarbowych. Skąd to wzmożenie? Udało się porozmawiać z kontrolującymi i są dwa główne powody:

  1. Skończyła się pandemia (przynajmniej według przełożonych w ZUS)
  2. Nadchodzi czas umarzania środków z Tarczy 1.0 PFR.

W związku z powyższym poszedł nakaz szczególnego przyjrzenia się tym przedsiębiorcom, którzy dostali środki z Tarczy 1.0 PFR. Wystarczy kilka drobnych nieścisłości (a te zawsze są – chociażby przy zatrudnianiu na umowy zlecenia osób, które gdzieś są już zatrudnione na cały etat) i już jest powód do sprawdzania akt pracowniczych oraz umów na przestrzeni lat 2017-2020. Niestety – nie dla mnie – kontrolujący przychodzą lekko nie przygotowani na przegląd około tysiąca umów rocznie i dochodzi do różnych zabawnych sytuacji.

kontrola

Podatniku skontroluj się sam.

Najpierw delikatne podniesienie ciśnienia (jak zawsze w poniedziałek), a potem śmiech. Kontroler po pierwszej wizycie i zarzuceniu go dokumentacją lekko zgłupiał. Chyba nie spodziewał się aż takiej ilości dokumentów – co niestety wiąże się z tym, że do kontroli nie był przygotowany. Wobec tego postanowił zlecić nam (biuro rachunkowe), żebyśmy sami mu wskazali błędne naliczenia, policzyli sobie odsetki i zrobili korekty. Jak pracuję w zawodzie ponad 20 lat tak jeszcze z czymś takim się nie spotkałem. Osoba obsługująca podatnika (a więc i kontrolę) aż wzięła przełączyła rozmowę na głośnomówiący, bo w sumie nie za bardzo wiedziała co odpowiedzieć. We mnie lekko się krew zagotowała, ale zadecydowałem – radź sobie sam, bo ja mogę być niemiły. Otóż dostaliśmy arkusz z systemu ZUS z problematycznymi umowami (300 szt.) z „prośbą o zaznaczenie niezgodności i policzenie brakujących składek”. Pracownik poradził sobie świetnie tłumacząc panu kontrolerowi, iż mamy do czynienia z pewnym konfliktem interesów – nie bardzo możemy „donosić” na błędy w dokumentacji klienta, ponieważ nieco podkopujemy własną pozycję. Oczywiście sporządzenia korekt i koszty odsetek obciążają nas (w przypadku 100% naszej winy) i nie o to chodzi, żeby się od tego wymigać – ale jednak rolą biura jest ochrona interesów klienta, a nie budżetu najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Kontroler po 5 minutowej dyskusji odpuścił i stwierdził, że jednak może faktycznie on sam to przeanalizuje. Wyszło poniżej 10 umów do korekty – na korzyść ZUS. Ale skoro już dostałem wewnętrzne materiały ZUS, to postanowiłem sprawdzić w drugą stronę – ile razy się pomyliliśmy na korzyść ZUS (bo tego oczywiście nikt nie sprawdza – tak samo jest ze skarbówką, że jak jest korekta na plus i trzeba dopłacić to jest cacy, ale nie będzie 10 zł do zwrotu, to trzeba pisać wyjaśnienia, załączać dokumentacje itd.). No i wyszły dwa przypadki działające na korzyść klienta – w sumie dla budżetu sprawa zamyka się w kwocie „zysku” poniżej 100 zł. Jak na 4 skontrolowane lata to całkiem przyzwoity wynik (w sumie około 3.000 umów zlecenia). Klient zadowolony (bo więcej nie będzie już kontroli za ten okres z tej instytucji), pan z ZUS też (bo jednak kontrola na plus, odzyskał pieniądze). Ale uważam, że samokontrole są przyszłością i powinniśmy iść w tym kierunku. Zwłaszcza, że poziom kadr w urzędach generalnie leci w dół (jeśli chodzi o przygotowanie merytoryczne i praktyczne).

mylić się może każdy, ale

Mylić się każdy może, ale …

… nie panie z urzędu skarbowego. Te są nieomylne. No chyba, że się im wykaże, że jednak racji nie mają i generalnie nie za bardzo ogarniają, jakie dokumenty do nich wpłynęły. Podatnik ma obowiązek udowodnić, że faktury są zapłacone jeśli chce zwrot VAT. No i podatnik wysyła – plik JPK_WB, bo tak najprościej. Dzwonią jednak panie i usilnie domagają się plików PDF. Generalnie to nie jest problem, ale chodzi o zasady – po co mam dublować i wysyłać drugi raz to samo? Gdyż pani żąda i nikt dotąd nie robił z tym problemów, a pan ma jakiś problem. Mam – proszę mi wskazać przepis nakazujący wysyłanie dokumentów w formacie w jakim panie sobie życzą (bo rozmowa skończyła się na głośnomówiącym po stronie zarówno skarbówki, jak i biura – pracownik poprosił o wsparcie). Co się okazało? Pracownik wcześniej kontrolujący spółkę już się tym nie zajmuje, a nowa osoba nie za bardzo ogarnia (tak wyszło z kontekstu) pliki JPK_WB. Więc dawaj podatniku – masz dosłać pdf, bo zwrotu nie będzie. A jednak będzie. Szkoda tylko, że wbrew obietnicy panie nie miały dość cywilnej odwagi zadzwonić i powiedzieć, że wszystko jest ok i to my mieliśmy rację.

Przez 20 lat kontaktów ze skarbówką tylko raz, jeden raz zdarzyło mi się, że faktycznie pani oddzwoniła i przyznała mi rację. W pozostałych przypadkach – cisza. Ja z tym nigdy nie mam problemu – jak mi się udowadnia, że nie mam racji biorę to na klatę – ten się nie myli, kto nic nie robi. A przepisy zmieniają się tak często i tak szybko, że człowiek nie nadąża za zmianami. Kontrolerzy najczęściej mają do „ogarnięcia” 2-3 ustawy. Ja i moi pracownicy bazujemy codziennie na około 30 ustawach i ich liczba rośnie, że o objętości nie wspomnę. Gdybym miał zgłębiać wszystkie zmiany w przepisach na bieżąco nie starczyło by mi po prostu czasu na normalną pracę – dlatego zmiany przyswajane są tylko w najbardziej niezbędnym zakresie, w kluczowych obszarach. Drobniejsze, ale też istotne zmiany zasysane są do głowy na zasadzie newsletterów, artykułów w prasie specjalistycznej, czy ciekawostek podrzucanych przez klientów. To dużo łatwiejsze i lepiej przyswajalne niż suchy tekst ustawy, gdzie nie raz w jednym przepisie jest odesłanie do 5-6 innych paragrafów (i to nie koniecznie w tej ustawie, którą czytamy).

Zaglądałem regularnie na skrzynkę porady@subiektywno-obiektywny.pl i cisza. Nic? Naprawdę? Wobec tego, żeby Was zachęcić zrobię w następnym felietonie analizę umowy na zakup lokalu mieszkalnego, jaką do analizy od klienta dostałem jakiś czas temu. Niby kupujący powinien być już super chroniony – rejestr klauzul zakazanych jest dość mocno obciążony zapisami umów od deweloperów – ale nadal trafiają się kwiatki uderzające w interesy nabywcy. I warto poświęcić czas i przesłać umowę czy do profesjonalisty czy do kogoś, kto ma doświadczenie w celu sprawdzenia, czy przypadkiem wraz z obiorem mieszkania nie potwierdzicie, że sprawdziliście stan techniczny WSZYSTKICH instalacji w mieszkaniu. Więcej – za tydzień.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.