Piątka dla opozycji

Demokratyczna opozycja wciąż nie może wyjść z klinczu własnych ułomności. Mimo słabnącego obozu władzy opozycja zdaje się nie rosnąć w siłę tak, jak wielu jej wyborców by tego oczekiwało. Od 2015 roku nie może ona przebić się przez przekazy PiS. Na domiar złego – zaczęła ona sama wytwarzać wiele błędnych, które dziś znacząco przysłaniają obraz.

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Poniżej przedstawiam pięć przekazów, ukutych w obrębie szerokiego obozu opozycyjnego – przez polityków, publicystów, komentatorów i wszystkich tych, którzy są zaangażowani w polityczne życie po tej stronie. Tak mocno i z takim zapałem, że aż czasem skutkiem tych działań są błędne założenia i przekonania co do tego jak to tak naprawdę jest i jak to powinno być. W moim odczuciu przekazy te, bez względu na to czy tworzone celowo i świadomie, czy już siłą inercji wyniesione są obecnie poza przekazy ogólniejsze oraz czy żyją już swoim własnym życiem, są szkodliwe dla obozu opozycji, generują niepotrzebne emocje i rozpraszają uwagę elektoratu wokół skutecznej walki z PiS. Zwłaszcza, że od 7 lat opozycja ma, w wyniku wielu innych procesów, o wiele mniejszy margines błędu niż władza.

Przekaz #1: PiS się kończy

W zeszłotygodniowym odcinku podcastu Status Quo ocenialiśmy prawdopodobieństwo upadku obozu władzy w najbliższych miesiącach oraz możliwe jego przyczyny i główne ośrodki kryzysu. Mimo, iż sytuacja w obozie Zjednoczonej Prawicy jest daleka od tej z początku obecnej, lub jeszcze poprzedniej, kadencji, to jednak obecna rządząca ekipa ma zbyt wiele do stracenia, zarówno z punktu widzenia partii, które tworzą koalicję, jej indywidualnych członków, oraz całej prawicy w Polsce. Układy wzajemnych powiązań oraz korzyści, które cementują aktualną klasę rządzącą wydają się być argumentem przewyższającym osobiste ambicje polityków takich jak Zbigniew Ziobro, Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, czy Mateusz Morawiecki. Mimo ostrych tonów, jakie ci, a także inni politycy przybierają przy okazji sporów Zjednoczoną Prawicę dzielących (kwestia ustawy regulującej Izbę Dyscyplninarną SN, czy spór wokół stanowiska TSUE/KE odnoście KPO oraz wiązania wypłat z praworządnością w Polsce), za moment pojawiają się tony łagodzące, nawet z ust samego Kaczyńskiego czy Ziobry. W obliczu bilansu zysków i strat, a także ewidentnej odpowiedzialności, do której wymienieni politycy zapewne zostaną pociągnięci po zmianie układu sił w Polsce, ciężko przypuszczać, iż obóz Zjednoczonej Prawicy na trwałe pęknie od środka, choć na chwilę obecną wewnętrzne tarcia i tak zdają się być najbardziej prawdopodobną przyczyną ewentualnego rozłamu (patrz: Status Quo  odcinek 3 – czy rząd Zjednoczonej Prawicy się sypie?). A już na pewno nie wydaje się możliwe, aby do takiego rozpadu bezpośrednio przykładali ręce politycy najbardziej doświadczeni, jak Kaczyński, czy Ziobro. Jeżeli taki rozłam nastapi, raczej będzie on skutkiem wezbrania jakiejś nowej fali (być może młodszych polityków Solidarnej Polski lub Republikanów – jak Adam Bielan, czy Patryk Jaki), która to wytworzy na tyle mocną siłę odśrodkową do rozsadzenia Zjednoczonej Prawicy od wewnątrz.

Obecnie daleko jest natomiast od sytuacji, w której to opozycja i sympatyzujące z nią media odliczają ostatnie miesiące, lub nawet tygodnie do trwałego pęknięcia. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż sama opozycja, z różnych względów, nadal organizacyjnie nie wydaje się być gotowa do operacji przejęcia władzy. Prawdziwym miernikiem potencjałów będzie kampania i ostatnie sondaże przed wyborami (bez względu na to kiedy by były), kiedy PiS rzuci do ataku wszelkie rezerwy, metody oraz okaże się jak bardzo (i czy) jest jeszcze w stanie mobilizować swój najtwardszy, lecz także i „lajtowy” elektorat. Jeśli już nie jest w stanie  – faktycznie (lecz dopiero wtedy) może nas czekać sondażowa oraz wyborcza mijanka.

Przekaz #2: PO jest siłą tak na opozycji dominująca, iż trzeba jej się bezwarunkowo podporządkować

Nie jest żadną tajemnica, iż od powrotu Donalda Tuska do polskiej poliyki był on zaineresowany wyłącznie odgrywaniem na niej wiodącej roli, nie zaś dzieleniem się przywilejami i wpływami z kimkolwiek (na przykład z Rafałem Trzaskowskim). Format Tuska, jego legenda, polityczne CV, dorobek, portfolio i doświadczenie nie uprawnialy w zasadzie do rozwiązania innego niż przejęcie sterów z pakietem większościowym. Najpierw w Platformie, co dokonało się statutowo i formalnie, a nastepnie na opozycji, co dokonuje się już w szarej strefie.

Tusk nie powie i nie musi tego powiedzieć wprost. Wystarczy, że ma od tego mniej lub bardziej odgórnie ogarnięte grono różnego rodzaju twórców przekazu, zgodnie z którym (cytując jeden z tychże przekazów: „Tylko bezwarunkowa konsolidacja opozycji wokół Donalda Tuska zapewni zwycięstwo z Kaczyńskim i PiS”).

Dlaczego nie powie? To oczywiste – postawy polaryzacyjne zawsze odstraszają umiarkowanych wyborców opozycji lub umiarkowanych sceptyków działań rządu, a przecież o tę pulę toczy się cały czas walka; nie tylko na linii rząd – opozycja, lecz także na kilku innych frontach w obrębie samej opozycji. Tego typu przekazy są wyłącznie do funkcjonowania w bańkach, w których trwa wyłącznie umacnianie scementowanego już od dawna elektoratu.

Ugrupowania marginalizowane i lekceważone (Lewica, PSL oraz Polska 2050), zarówno przez samego Tuska, jak i jego podpowiadaczy, wyborców, komentatorów, czy owe internetowe bańki informacyjne reprezentują na tyle istotne społeczne emocje, odczucia, wrażliwości, potrzeby oraz poglądy, iż błędem jest (świadoma lub nie, bardziej otwarta i publiczna lub nie) marginalizacja tych ugrupowań, wzmocniona wyrażaniem w internecie radości z tego, iż poparcie tych formacji spada. Pozycjonując się w roli hegemona na opozycji na tyle mocno, na ile czasami to wygląda, Platforma kreuje niepotrzebne ryzyko bycia postrzeganą jako partia de facto autorytarna, która na polu rywalizacji politycznej wcale nie troszczy się o potrzeby mniejszości (wyborców) oraz wcale nie wsłuchuje się w potrzeby ludu.

Przekaz #3: Do wyborów trzeba iść osobno

Omawiany już przez nas wielokrotnie format projektowania wyborczych list. W mojej ocenie błędne jest zarówno przedwczesne odrzucanie tego wariantu, jak i parcie do niego za wszelką cenę.

Głównym kontrargumentem do mojej tezy jest tu przeświadczenie, iż określić trzeba się jak najszybciej, gdyż klecenie wyborczych list na krótko przed wyborami nie pozwoli na odpowiednie oswojenie się wyborców z nową (wspólną?) koncepcją listy. Nieprawda – jeżeli kwestie programowe oraz pola porozumień zostaną jasno wyznaczone już teraz, nie będzie niepotrzebnych niespodzianek w momencie układania list. Chyba, że pod kątem personalnym – tutaj z kolei bardziej sensowna wydaje się być koncepcja list osobnych. Jako iż upychanie zbyt wielu zainteresowanych na jednej liście może prowadzić do ryzyka wykluczenia kogoś, któ mógłby w danym okręgu wykręcić dobry wynik w wyborach.

Dwa tygodnie temu sugerowaliśmy, iż określenie się w materii kształtu list wyborczych mogłoby nastąpić już wiosną. Przy założeniu, iż spory na opozycji zostają wyciszone, a social media oraz PR-owcy partii opozycyjnych nie będą dalej wzmacniać tych negatywnych przekazów, o których tutaj mowa, można wtedy dalej skupiać się na własnej pracy u podstaw, rzeźbieniu programów, a dyskusje o listach odsunąć na później (lato/jesień 2022).

Przekaz #4: Totalność opozycji ma sens

Jeżeli opozycja ma być „totalna” wobec totalnego rządu, to znaczy, że sama akceptuje i przyjmuje rządowe (totalne) metody jak własne.

Kusząca zdaje się być myśl, że do pokonania PiS (i to z nawiązką – takiego, które popamiętają) potrzeba będzie metod wykreowanych i wypracowanych przez samo PiS (bo te nasze, szlachetne, praworządne i demokratyczne już nie wystarczają). I mimo, że (podobnie jak z pokusą totalnej dominacji na opozycji) nikt nie wyrazi tego sądu wprost, stosowanie pisowskich metod na opozycji już ma miejsce i już dzieje się na naszych oczach. Eksponowanie półprawd, brak weryfikacji faktów lub źródeł informacji przed podaniem ich jako sąd a priori to największe bolączki „wymiany informacji” w bańkach opozycyjnych, mających znamiona wojny informacyjnej, a może nawet i dezinformacyjnej. Tracenie czasu na kreowanie absurdalnych i dezinformujacych pytań czy ankiet w stylu „czy Hołownia jest członkiem Opus Dei?” jest tak samo szorującą o dno figurą jak pokazywanie w prawicowych bańkach oraz mediach zdjęcia Putina z Tuskiem, lub Ławrowa z Sikorskim, jako niezbite dowody na głęboką prorosyjskość rządu PO-PSL.

Nie tędy droga. Ziarno dezinformacji, oczerniania konkurentów, wybielania własnego stronnictwa oraz polaryzowanie (dzielenie opozycji na dobrą i złą), wykiełkowało u nas mocno i jest niestety pielęgnowane przez róznych uczestników debaty publicznej.

Przekaz #5: Okulary z liberalnym filtrem

Niemałą sensację wzbudziła okładka najnowszego Newsweeka – sytuująca klasę średnią w przedziale zarabiających średnio kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Redakcji oraz najprawdopodobniej adresatom zarówno okładki jak i całego pisma zarzuca się teraz coraz większe oderwanie od rzeczywistości.

Nie pierwszy zresztą raz. Jak dla mnie ta sytuacja jest metaforą szerszego spektrum. Często przyjmuje się w tzw. mediach liberalnych (światopoglądowo oraz estetycznie zbliżonych do kręgu KO i jej wyborców), że nasze społeczeństwo jest lub mogłoby, lub nawet wręcz powinno, wyznawać pewne wartości lub przejawiać pewne określone gusta (jakby nie wystarczało już samo: “wystarczy być przyzwoitym”). W skutek tego zabiegu zakłada się, iż wyborcy PiS to jakaś trudna do wytłumaczenia ciemnota, lub ludzie bestialsko przez Kaczyńskiego zmanipulowani lub oszukani (i że na pewno, jeżeli tę manipulację im się objawi, natychmiast przebudzą się z niej jak z letargu). Że wartości takie jak praworządność, niezawisłe sądy, wolne media, prawa człowieka, wolność wyboru, stosunek do aborcji, czy do kultury niskiej i wysokiej (czym jest kultura niska w tym sensie?) jest, a jeśli nie jest, powinien być dla każdego oczywisty: tu są ludzie myślący, a tu ciemnogród. Tu są wartości światłe, europejskie, tu zaściankowe i wstydliwie polskie. Polska globalna, nowoczesna i mieszczańska w jakimś sensie góruje intelektualnie i stylowo nad polską prowincjonalną i uboższą – a jeśli uboższą, to na własne życzenie i z własnej woli.

Oczywiście – linia podziału na dobro i zło powinna być jasna, lecz linię tę powinno wyznaczać sumienie każdego z nas. Nie w tym przecież rzecz. Dobrze i właściwie byłoby, aby każdy widział w wojennym uchodźcy człowieka, nie każdy jednak z automatu przyjmie liberalne stanowisko wobec polityki imigracyjnej. 

Są to pochodne procesu omówionego już w poprzednim punkcie – o totalności opozycji. Co gorsza, są to procesy i figury, które zostały już obnażone w poprzedniej dekadzie – nie ma Polski gorszej i lepszej. Męskie Granie nie będzie lepsze od disco polo w każdym miejscu czasoprzestrzeni, na każdej imprezie czy na każdej playliście. Nie w każdym miejscu i czasie Polska świecka i laicka przyniesie odpowiedzi na wszystkie dręczące naród pytania oraz zaspokoi duchowe potrzeby. Co więcej – wzmacnianie tego typu przekazów jest pozwoleniem na wciągnięcie się w tożsamościowy konflikt bardzo mocno rozgrywany aktualnie przez prawicę – konflikt ze złym, zepsutym, zdemoralizowanym i lewackim Zachodem, w którym to unijni eurokraci chcą narzucać nam, Polakom, co wolno a co nie i chcą przerabiać nasze tradycyjne modele wychowania i kształtowania młodych ludzi na tęczowe rodziny.

Liberalna część narodu wpadła w polaryzacyjną pułapkę zastawioną na nią przez konserwatywną prawicę. Pułapkę, z której nie da się wyjść zwycięsko, stosując lustrzaną metodologię względem autorów pierwzoru.

Opozycja od siedmiu lat ma zatem nadal do przepracowania swoje grzechy. Najsmutniejsze jest to, że na miejsce tych starych, pozornie przepracowanych, pojawiają się nowe, których spodziewalibyśmy się już nie oglądać – nauczeni doświadczeniem tych poprzednich. Niestety, w momencie kiedy przyjrzymy się im bliżej, widzimy jednak ogromne podobieństwa do tych, które już przerabialiśmy. Czasem też przeglądamy się w nich ogółem jako my – naród, Polacy. Błędne koło, z którego jeszcze długo możemy się nie wykręcić.

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.