Pod wielką wodą (recenzja)

Rojst '97 to kontynuacja serii zapoczątkowanej w 2018 na platformie Showmax. Osadzony w PRL okresu lat '80 serial opowiadał w pierwszym sezonie historię mieszkańców małego miasteczka w którym nikt nie może spać spokojnie gdyż lokalna sieć powiązań, skażenie epoką oraz własną przeszłością nie pozwalają bohaterom wieść spokojnego żywota. Trup ścielił się gęsto, lecz nie kłuło to zbytnio w oczy; była niezła obsada, dobre zdjęcia, ciekawy scenariusz, gra światłem. Serial zebrał dobre recenzje.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Trzy lata od tamtej premiery serial przeskoczył produkcyjnie na platformę Netflix a fabularnie – do roku 1997, czyli do pamiętnego lata naznaczonego powodzią tysiąclecia. Do tego też nawiązuje drugi sezon produkcji – w dolnośląskim miasteczku (no name, które ma być jakoby archetypem lokalnych społeczności niedużych miast) opadająca po powodzi woda odsłania ludzkie szczątki z dawnego cmentarza oraz jeszcze jedne zwłoki – całkiem świeże, niepasujące do wojennej przeszłości tego miejsca. Rozpoczyna się śledztwo w którym dwójka nowych bohaterów (granych przez Madgalenę Różdżkę i Łukasza Simlata) dotrze do zaskakujących odkryć.

Z tego miejsca należy podkreślić, że serial rusza z wysokiego C – mamy gorące wilgotne lato, popowodziowe zniszczenia, bardzo dobre scenografie i plenery. Kto pamięta powódź ’97 (choćby przebitki z telewizji), momentalnie odczuje klimat tych dni w Polsce. Zwłaszcza, że to Dolny Śląsk, i zwłaszcza, że aktualnie znów mamy lipiec – z anturażem gwałtownych burz, pochmurnych dni oraz niepokojących prognoz pogody. Sam przeskok z lat osiemdziesiątych do dziewięćdziesiątych jest też sam w sobie oryginalny i w polskich serialach raczej niespotykany – inna dekada, niby diametralnie inne czasy, transformacja, weryfikacja, lecz oblicze i rodowody zła w mieście tak naprawdę pozostają te same. A same lata ’90, póki co jeszcze trochę w kinematografii niedoceniane, zapewne doczekają się w niej jeszcze wielu ciekawych portretów.

W ogóle zresztą twórcy serialu sięgają po rozwiązania nieszablonowe, ciekawe, rzadko na naszych ekranach widziane – sceny pościgu za przestępcą “Raptorem”, sceny przesiedleń z II WŚ czy strzelanina na basenie biją wielkoekranowym rozmachem i autentycznością. Warsztatowo to ogółem serial bardzo dobry – świetna scenografia, dobre zdjęcia, rekwizyty, wnętrza, muzyka światło… Do tego gra aktorska – na dużym poziomie; widać, iż reżyser Jan Holoubek oczekiwał maksimum zaangażowania, naturalności i oddania klimatu kręconych scen. Jest też tak jak pisze wielu recenzentów – Różdżka i Simlat całkowicie kradną show z rąk “starej” obsady (Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik), która to wskutek nieco gwiezdnowojennego eksperymentu przechodzi do ról drugoplanowych. To się także na pewno Holoubkowi udało.

Są też i łyżki dziegciu w niewątpliwie okazałej beczce miodu – mimo, iż postacie są dobrze i ciekawie napisane, czasem trochę trudno się w nie wczuć, pójść za nimi, zżyć. Może nie do końca rozumiemy motywy ich działania natomiast kwestię tę w ogóle adresuje sezon drugi – rozwiązując kilka wątpliwości sezonu pierwszego. I może to jest właśnie powód, dla którego postacie nie przekonują do końca. 
 
Podobnie rzecz się ma z korelacją gry aktorskiej z klimatem serialu – czasem ma się wrażenie, iż bohaterowie toczą rozmowy oraz zachowują się w taki sposób aby celowo jakby dobudowywać i tak już dobrą i mroczną atmosferę serialu a nie po to by dowiedzieć się więcej, czy posunąć dalej w śledztwie. Jak gdyby widzowi na każdym kroku każdy element warsztatowy filmu miał udowadniać, iż istotnie znajduje się w polskim “Twin Peaks”, wszystko w mieście trzeszczy, skrzypi, wszystko jest owiane tajemnicą, każdy zna każdego, każdy ma z każdym niejasne układy i swoją trudną przeszłość. Nie jest to jednak duży zarzut – nadal są to elementy bardzo dobrej całości. 
 
Rojst ’97 to kontynuacja sezonu pierwszego serialu, który zostawił jakiś niedosyt, był w jakimś sensie dobrym pomysłem, lecz nie do końca wykorzystującym swój potencjał. Tym razem jednak dostajemy produkt kompletny i wysokiej jakości, gdzie o klasę lepiej wypadają wszystkie te rzeczy, które podobały nam się w jedynce. Niewątpliwie Rojst ’97 to pozycja obowiązkowa na letniej mapie seriali, a już niedługo – zapewnie zasłużona także i na mapie polskiej (serialowej) filmografii. 
 

4.5 / 5

Ocena Subiektywno-Obiektywnego

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *