Podśmiechujki, czyli nowa prawda objawiona (komentarz)

Prof. Magdalena Środa napisała kiedyś (nie żebym jakoś wybitnie zgadzał się z Magdaleną Środą – może tak z co drugą opinią), że:

“Prawda jest cechą zdania. Po prostu. […] Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?”

A dalej:

“Gdy powiem: „Ziemia obiega Słońce”, „suma kątów w trójkącie wynosi 360 stopni”, „Bóg jest najwyższym dobrem”, „demokracja jest najlepszym ustrojem”, to mam nie tylko pewność co do prawdy zdania pierwszego i fałszu drugiego, ale zarazem pewność, że inni myślą tak samo. Co do zdania trzeciego i czwartego nie mam pewności ani jednej, ani drugiej. By stwierdzić prawdziwość/fałszywość zdań, musimy mieć jakieś kryteria.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Kryteria. Czy zatem prawda się stopniuje? Nie jest uniwersalną wartością i może być zależna dla obserwatora pod kątem punktu odniesienia? Czy może być dla wielu obserwatorów inna w momencie, gdy wszyscy patrzymy na ten sam punkt? Pytania te stawiam w kontekście ostatnich reakcji obozu rzadzącego na działania NIK, który oficjalnie oskarżył Kancelarię Premiera, samego Premiera oraz dwóch jego ministrów za zorganizowanie nielegalnych wyborów w zeszłym roku w Polsce. A sama reakcja rządzącej ekipy? Jakby ktoś opowiedział im dowcip. Może i mało śmieszny, ale nadal dowcip.

Podobnie rzecz się ma u zaprzyjaźnionych z rządem mediów. “Czy w NIK ktoś czytał Konstytucję? Zauważył, że Polska walczyła z pandemią?” – pyta, jak się zdaje retorycznie, redaktor portalu W polityce, bodaj najmocniej skażonego polityczną propagandą wyrobu mediopodobnego w Polsce Wojciech Biedroń. Nie, oczywiście, że nie czytał Sherloku Biedroniu – czytanie Konstytucji oraz jej interpretacja jest wyłącznie przywilejem klasy rządzącej oraz zaprzyjaźnionej dziennikarskiej kasty.

Dalej ten sam redaktor pisze, że “rząd działał w stanie wyższej konstytucyjnej konieczności”. Otóż nie, “dziennikarzu”, nie działał – stan konstytucyjnej wyższej konieczności nie został przez rząd uwzględniony przy wprowadzaniu obostrzeń i przepychaniu wyborów. Kolejnych słów redaktora z przytaczanego felietonu nie będę interpretował – są tak żałośnie naiwne, już nawet nie jednostronne, a po prostu wręcz kłamliwe, że szkoda tym przynudzać – na to trzeba by poświęcić osobny wpis. A najlepiej byłoby polemizować na ten temat z samym autorem, który, jak sam twierdzi “lubi krytykę i nerwowe reakcje”.

W dawnej (lub we wschodniej) Polsce zakrywa(ło) się lustra po śmierci bliskiej osoby. W domach polityków PiS i przyjaznych im dziennikarzy lustra muszą być zakryte chyba cały czas. Nie po czyjejś śmierci - a z poczucia wstydu.

Oczywistym faktem jest, że różne media pokazują rzeczywistość w sposób także różny – w zależności od środowisk, przynależności, wpływów, kapitału itp. Zawsze tak było, żadna nowość. Tak jak żadną dla nas nowością jest to, że, dajmy na to, takie TVP, jedno z najbardziej wpływowych mediów jeśli chodzi o przekaz w sprawie Nowego Ładu czy pandemii, może w swoich materiałach i programach tak “przekręcać” rzeczywistość, że wydawałoby sie, że już bardziej się nie da. Jeszcze w latach 2017-2019 mogło nas to dziwić i oburzać, ale odkąd pobito tam wszelkie rekordy dziennikarskiego upodlenia, jest to dla nas równie naturalne, jak jesienny opad liści z drzew, czy tak zwani “zimni ogrodnicy” w okolicach połowy maja.

Już nawet nie chodzi o to, że można tam otwarcie przyznać, że Kaczyński jest niemalże święty, a taki na przykład Trzaskowski jest wyłącznie zły i ani trochę dobry. Nawet nie o to, że w tym i przez to środowisko polityczne można wmówić rzeszy ludzi, iż pewna katastrofa lotnicza była dobrze zaplanowanym zamachem. Nawet nie o to, że prorządowe media mogą tej rzeszy wmówić także coś, co rzekomo dotyczy ich (nas jako społeczeństwa) samych – odarcie nas z narodowej godności, wyzysk nas samych przez elity, wyprzedanie naszego narodowego majątku za granicę lub oddanie go lobby żydowskiemu. Praktyki to obrzydliwe ale wiemy że tak się da – przemysł Kurskiego zrobił to nie raz i pewnie jeszcze nie raz zaskoczy nas swoją kreatywnością. Poza tym coraz więcej stricte handlowych praktyk, tak po prostu, dziwi nas w polityce coraz mniej. Weźmy na przykład powszechne tricki handlowców, polegające na wygenerowaniu w nas potrzeby kupna danego produktu lub pokonywaniu naszych obiekcji w dochodzeniu do decyzji o tym kupnie. Tak samo jest w polityce – masz głososować na PiS, ale żeby to zrobić musisz poczuć (a przynajmniej pomyśleć, że czujesz), że orżnął cię z pieniędzy Tusk i cała reszta; nie dali ci tego co dał ci PiS, a za niemiecką granicą cała cywilizacja “zachodu” tylko czyha, by okraść nas z ostatnich narodowych wartości i zapchać kraj uchodźcami i ideologią LGBT. 

Nie wierzysz? To znaczy, że jeszcze nie wierzysz, lub niedokładnie obchodzisz się z prawdą objawioną przez tych, którzy wiedzą to lepiej od ciebie. Bo to dziennikarze, politycy i publicyści. W dodatku tacy, którzy jedzą z ręki proroków, którzy wiedzą lepiej. Od śledczych, od prokuratorów. Od niezawisłych sędziów. 

Nie chodzi już więc wyłącznie o czarny PR, “dziadka z Wehrmachtu”, zamach w Smoleńsku czy protesty lewackich bojówek szkolonych w Warszawie. To wszystko są pojedyncze incydenty – z których składa się cały wielki, odrębny przemysł. I to już nawet nie jest przemysł pogardy czy kłamstwa. 

To jest już przemysł kreowania całkiem osobnej, odrębnej rzeczywistości. 

I to też już przecież wiemy – PiS już dawno stworzyło sobie alternatywną rzeczywistość – swoje media, swoje wersje wydarzeń, swoje wnioski, prognozy. Ba! Byli w stanie stworzyć nawet na nowo to co działo się już wiele lat temu – włącznie z namaszczeniem Jarosława Kaczyńskiego na faktycznego lidera “Solidarności”. Może nie wprost, lecz przecież… kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstością spadania (tutaj: częstością powtarzania tego samego “kłamstwa”, czyli de facto prawdy. “Nowej prawdy”).

To też już wiemy. Co zatem jest w tym wszystkim zaskakujące lub najgorsze? To, że w taki sam sposób działają, postępują i żyją ludzie głęboko utożsamiający się z PiS. A więc życie w alternatywnej rzeczywistości (“Nowej prawdzie”) to już nie tylko cecha i domena ludzi z TV i Twittera. 

To przede wszystkim już niemalże nasza cecha narodowa. I to bardzo charakterystyczna – nawet na tle całości populistycznej prawicy.

Na ten temat pewnie też już powiedziano wszystko. Piszę to jednak tylko dlatego, że wciąż nie mogę przeboleć jednego  – wcale nie tego, że po prostu tak jest. Że stworzona została jakaś alternatywna wersja rzeczywistości. Nawet nie tego, że żyje i funkcjonuje w niej znaczna część społeczeństwa (pewnie jakieś 20% ogółu – twardy elektorat), czyli de facto nasi sąsiedzi, teściowie, ciocie czy wujkowie.  

Nie mogę przeboleć faktu, że dla tych ludzi nie ma już jakby ratunku. Poza wspomnianą rzeczywistością nie ma już jakby alternatywy. Że nie da im się zasugerować, że być może jednak Prezes się myli i że zarówno on, jak i oni sami mogą być w błędzie. Że w ich poznawczym katalogu nie ma miejsca na wykreowanie w ich głowach takiej myśli (a jeżeli nawet i jest – to jednak trudno takim myślom będzie przebić sie u tych osób przez ich własne poczucie dumy, przekonanie o nieomylności, konsekwencję, czy coś o czym napiszę poniżej – przez pewien syndrom).

W ostatnim czasie dyskusji z “PiSem” (jako “niePiS”) stoczyłem wiele i pewnie będę toczył ich coraz więcej. Nie tylko dlatego że sam się w to coraz mocniej angażuję. Przede wszystkim też dlatego, że… ci wszyscy wyborcy PiS (jak i sama partia), im dalej brną w bezrefleksyjne popieranie władzy, tym bardziej zdają się “odpływać” w lansowaniu swojej wersji wydarzeń! “Nowej prawdy.”

Mówi się, że w polityce jest coś takiego jak syndrom “nasi chłopcy nie zginęli na próżno” – silna legitymizacja własnych działań przez dany rząd wobec całkowitego fiaska owych działań. Zwłaszcza w sytuacji, gdy są one bezsensowne, lub całkowicie społecznie niepopularne. Po co? By nigdy nie przynać się do błędu. Tym bardziej w czasach politycznej transparentności, gdy przyznanie się do błędu często jest w debacie publicznej utożsamiane z dymisją. Czy rząd Zjednoczonej Prawicy jest już na etapie mówienia, że wszyscy ci, którzy ponieśli już koszty zabaw tego rządu musieli zginąć, bo zginęli w słusznej sprawie? Odpowiedzmy sobie na to pytanie sami. 

Bo jeżeli tak w istocie jest – to rząd broni jedynej słusznej wersji/prawdy i bronił jej będzie, choćby nie wiadomo jak eskalowała kolejna fala pandemii i możliwe kolejne protesty z antyrządowymi hasłami na ustach. 

Szymon Hołownia powtarza często, że do wygrania wyborów z PiS potrzeba będzie głosów nie tylko tych, którzy dziś na PiS nie głosują. Lecz także i tych, którzy zrobili to w 2015, w 2019, oraz tych, którzy pewnie planowaliby uczynić tak w kolejnych wyborach. 

I to będzie ogromnym wyzwaniem zarówno przed kolejnymi wyborami (kiedykolwiek miałyby być) a także i długo po nich – odkłamać coś, co już nie jest kłamstwem. Odkłamać coś, co nie tylko jest rzeczywistością alternatywną w głowach wielu, lecz także co aktualnie jest ich jedyną słuszną rzeczywistością. Rzeczywistością, która wyklucza z ich umysłów wszelkie inne możliwości rozumowania, a nawet poglądy i przekonania. Odkłamać coś co jest de facto prawdą.

Krytyka działań Najwyższej Izby Kontroli przez rządzących zdaje się mieć twarz Ryszarda Terleckiego, który redakcyjnej kamerze mówi wprost, że działania te to "jakaś kompromitacja". Twarz to wybitnie brzydka (oczywiście metaforycznie) bo to twarz obnażająca stosunek tej władzy do wszelkich ustrojowych rozwiązań istniejących w państwie po to, by władzę balansować i kontrolować. A stosunek ten to nic innego jak zwykłe podśmiechujki.

Zdajemy sobie chyba wszyscy doskonale sprawę jak niebezpieczny precedens stanowi takie zachowanie – niemalże tak niebezpieczny, jak ostatnie działania białoruskich służb, które “posadziły” według widzimisię wodza cywilny samolot, łamiąc wszelkie międzynarodowe procedury. Władza uczy się i przyzwyczaja do tego, że obowiązujące prawo i procedury łamać i obchodzić można i to całkiem “na legalu”. Lud też dostrzega, że tak można. A jeśli już lud wierzy, że państwo tak działać musi i powinno kiedy stawką jest dobrobyt lub bezpieczeństwo narodowowe, to już w ogóle wtedy zdaje sie, że nie ma żadnego problemu.

A to wszystko tylko dlatego, że pewnego dnia jeden człowiek zaczął głosić, że po prostu tak jest – że inni nie mają racji. Lecz w tym braku racji nie ma zwykłej poznawczej pomyłki lub myślowego błądzenia – ci wszyscy inni (na przykład gorszy sort) nie mają tej racji bo to w co wierzą, nie jest nasze lub po prostu w ogóle tego nie ma. A jeśli już jest – jest, umówmy się, lewackie, antypolskie, zachodnie, zepsute, skorumpowane, kodowskie, elitarne, obce, zdradzieckie. 

I to właśnie będzie największym wyzwaniem dla wszystkich tych, którzy chcieliby w jakikolwiek sposób kształtować i komentować istniejącą rzeczywistość. Istniejącą – lecz nie jakąś tam wykreowaną! Opartą na prawdzie, a nie na “nowej prawdzie” – wobec ontologicznego zaprzeczenia i wyparcia przez PiS wszystkiego co z PiS: niezwiązane, niewiążące nadziei, nie po drodze. 

Wobec wyparcia, które stało się dla PiS i jego wyborcy jednym z najcięższych dział w bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. Wyparcia własnych przewinień, zaniedbań i pomyłek. Wyparcia tego wszystkiego, co niewygodne, niekorzystne, nieopłacalne. 

A chyba wiemy dobrze czym w konsekwencji staje się dla nas proces wypierania tego wszystkiego, co dla naszych myśli złe i niekorzystne oraz zastępowanie tego  jakąś “nową prawdą”. Kto z was cokolwiek wypierał w swoim życiu z własnej świadomości ten wie, co mam przez to na myśli i jakie zagrożenia niesie ze sobą ten proces.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.