„Polactwa” transformacja sześcioletnia (opinia/recenzja)

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zastanawiałem się dłuższą chwilę jakiemu problemowi poświęcić swój „antenowy czas” na Subiektywno-Obiektywnym w czwartek. I jakoś przez ten dłuższy czas nie miałem żadnego pomysłu. Aż w końcu postanowiłem… zaryzykować.

Zaryzykować ponieważ, jak sądzę, w kręgu ludzi bliskich moim poglądom czy aktywności w Internecie, pozycja książkowa, o której zaraz tu napiszę, nie jest zapewne jakoś mocno popularna. Jak sądzę – przez osobę autora, może nie tematykę. Kończę bowiem właśnie kilkudniową lekturę „Polactwa” autorstwa Rafała A. Ziemkiewicza.

Ryzyko jest więc takie, że mogę zostać posądzony o to, że czytuję sobie cichaczem jakiegoś tam „pisowskiego aparatczyka”, więc kto tam wie co mi tak naprawdę siedzi w głowie. Otóż nie! Z Ziemkiewicza żaden tam pisowski aparatczyk (choć po troszę się do obecnej władzy przykleił, przez co przykleiła się też do niego samego taka a nie inna łatka), ale nie mnie to wykazywać – kto zna (i twórczość i aktywność) Ziemkiewicza ten wie, że z niego i konserwatysta i prawicowiec, ale już niekoniecznie twardy pisowiec… Ryzyko zatem w sumie może nawet i dla mnie żadne. A co, czytam co chcę, siedzi mi w głowie to co siedzi, a Wy, moi drodzy, jeżeli to czytacie i dobrnęliście do tego momentu wiecie dobrze co, bo i mnie trochę znacie i trochę czytacie.

Tak jak Ziemkiewicza – każdy coś tam o nim wie, coś tam słyszał, czytał, każdy jakieś tam zdanie o nim ma. Mam i ja, a o tym jakie mogę mieć o nim zdanie niech zaświadczy choćby fakt, że na Twitterze, gdzie szanowny redaktor i publicysta, autor „Polactwa”, jest bardzo aktywny, jestem w zaszczytnym gronie użytkowników przezeń zbanowanych… Nie jestem zatem ani żadnym adwokatem, ani szczególnym fanem autora (może trochę jego stylu i humoru), jak zresztą pisałem w swojej recenzji jego ostatniej książki „Cham Niezbuntowany”, a jego książki czytam głównie z ciekawości i chęci poszerzerzania wiedzy ogółem. Krótko mówiąc – Ziemkiewicz to mądry gość, ale może niekoniecznie mądrze i słusznie swoją wiedzą i doświadczeniem dysponuje. Ale to tylko moje zdanie.

Jestem zatem świeżutko po lekturze „Polactwa” – jednej z kilku pozycji publicysty, która za cel obiera sobie diagnozę polskiego mentalu (oczywiście subiektywnym okiem autora – książki te są tak naprawdę ciągnącymi się przez czterysta ileś stron felietonami – nie zaś naukowymi, czy akademickimi monografiami). Tym razem Ziemkiewicz bierze pod lupę tytułowe „polactwo” a „polactwo” to, według argumentacji książki, swoista niemoc naszego społeczeństwa do samozorganizowania się na skutek okoliczności historycznych oraz braku wyciągania wniosków z tychże okoliczności (tj. wady oraz upadek Rzeczypospolitej Szlacheckiej, feudalna struktura społeczeństwa, zrywanie sejmów, konfederacje, zabory, lekkomyślność II RP, doświadczenie II WŚ, PRL-u, oraz, jako czynnik najświeższy, źle przeprowadzona transformacja ustrojowa). Każde z nich było unikatowym doświadczeniem i eksperymentem historii na narodzie polskim, którego właściwe późniejsze przepracowanie mogłoby zaowocować uniknięciem kolejnych narodowych tragedii. Przepracowanie w jaki konkretnie sposób? – Politycznie, gospodarczo, oświatowo oraz społecznie – przez elity danych epok.

Tak się jednak jak dobrze wiemy nie stało. Stały się natomiast, jedna w mniejszym lub większym następstwie poprzedniej, wszystkie owe narodowe tragedie. A ich społecznym następstwem jest, jak się rzekło, „polactwo” – mentalno-charakterologiczna degrengolada narodu.

Rzekło się także, że taka a nie inna kondycja naszego mentalu (z czego samo „polactwo” się składa, prezentuję poniżej) wzięłą się z takiej a nie innej konfiguracji historii, a tu, chronologicznie, za największą rozwałkę naszego społeczeństwa najbardziej odpowiada w tym momencie komuna (bo najbliżej nam do niej czasowo, przez co jej doświadczenie pamiętamy jako społeczeństwo najlepiej – często jeszcze na własnej skórze), oraz ogółem źle przeprowadzona transformacja (gospodarki, oświaty i mentalu). “W tym momencie” – to znaczy zarówno teraz, jak i w 2004 roku, kiedy to książka powstała; co nie jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę tezy w niej stawiane oraz odniesienie moje (i autora) do czasów współczesnych.

Ostatni przedruk książki nastąpił bowiem w roku 2020, a sam autor uważa, że jego diagnoza „polactwa”, a także stan naszego narodowego mentalu, nie zmieniły się od tamtego czasu ani trochę – i tu sam się z autorem w pełni zgadzam, jak chyba nigdy się z nim nie zgadzałem, w przypadku jego wielu teorii i wywodów na Twitterze (stąd pewnie i ban).

Uważam bowiem i to jest osią mojego wpisu z dziś – że stan „polactwa” po nieudanej transformacji po roku ’89, którą Ziemkiewicz sprowadza do jednej wielkiej oszukańczo-rabunkowej operacji elit III RP, ma się tak dobrze, jak po sześciu latach „dobrej zmiany” zaaplikowanej nam przez PiS (mającej być naprawą Rzeczypospolitej po grabieży, jaką zafundował Polsce rząd PO – PSL). 

Żeby się z tą tezą zgodzić lub nie, trzeba by ustalić na wstępie dwie rzeczy:

  • dokładniej zdefiniować „polactwo” i stwierdzić, które jego cechy nosimy wciąż jako naród po 6-ciu latach rządów Zjednoczonej Prawicy
  • stwierdzić, czy Rafał A. Ziemkiewicz rzeczywiście nadal jest publicystą przyjaznym „dobrej zmianie”

Zacznijmy od tego drugiego, mniej ważnego dla całej sprawy zagadnienia. Otóż – jak dla mnie bez znaczenia jest fakt, czy Ziemkiewicz dobrej zmiany broni, czy nie, czy (świadomie lub nie) podtrzymuje swoje tezy o mentalu Polaków sprzed 17 lat majac na uwadze PiS, jego kręgi, elektorat, czy ogółem mental prawej strony społeczeństwa jak i politycznej dyskusji.

Nie interesuje mnie to.

Można sobie dywagować po swojemu na ten temat, mnie to nie obchodzi. Mnie obchodzi bardziej co pisze sam autor o czasach już jakby minionych (latach ’89 – 2004), oraz jak to się ma do czasów współczesnych. A w materii dyskusji, czy i jak bardzo Ziemkiewicz jest sympatykiem i piewcą “dobrej zmiany”, można by zakończyć temat w zasadzie zacytowaniem jego motto z Twitterowego konta: „Dowalam wszystkim, choć nie każdemu po równo”. Zatem wiemy już też chyba także, komu redaktor dowala bardziej, a komu mniej. Nie mniej jednak… przedłużeniem swoich tez z 2004 o kolejne dwie dekady, dowalił chyba najmocniej samej „dobrej zmianie”. Dlaczego? Przyjrzyjmy się bliżej samemu „polactwu” lat 1989 – 2004 żeby to zrozumieć.

Nadmieniam – nie jestem przecież też żadnym autorytetem w dziedzinie gospodarki, historii, czy jakiejkolwiek innej nauki opisującej przemiany społeczno-gospodarcze w Polsce po osiemdziesiątym dziewiątym. Kiedy transformacja ustrojowa hulała w naszym kraju w najlepsze (w wydaniu także i tym o jakim pisze Ziemkiewicz – dzikiej prywatyzacji, rozkradania majątku narodowego, oraz przejadania naszych narodowych zasobów i rezerw), ja sam co najwyżej hulałem na podwórku z zabawkami z Kinder Niespodzianek, mając kilka lat. Mogę jednak napisać parę słów opinii własnej na temat „dobrej zmiany” oraz opinii czyjejś na temat samej transformacji, bo po przeczytaniu tej opinii widzę pewne analogie.

Bo z kolei dwie kadencje PiS-u u władzy (a licząc z latami 2005 – 2007 to nawet i trzy) pamiętam akurat dobrze.”

Według autora zatem, „polactwo*” lat 1989 – 2004 (lecz jak rozumiem – także i współcześnie, skoro przedruk książki nie spowodował żadnych dopisków ani zmian) najmocniej charakteryzuje:

  1. ogromne rozpasanie władzy – to już nie tylko w sferze rozkradania budżetu w skutek rozlicznych afer (np. FOZZ ale także i chociażby Rywina), zblatowanie tajnych służb PRL z władzami III RP, kontakty i kontrakty ratujące polityczne życie – to także, według autora, liczne nadużycia przepisów prawa, szare strefy, nieprawidłowości, bezkarność elit;
  1. rozbudowany aparat administracyjno-urzędniczy w tym miejscu jako przykład autor wymienia nie tylko liczebność obu izb parlamentu, tudzież liczebność wybranych rad na różnych poziomach samorządu, ale przede wszystkim, co ważne i ciekawe – struktury kancelarii Prezydenta RP oraz Premiera – konkludując, iż de facto urzędy te to strukturalne i kompetencyjne ekwiwalenty Rady Ministrów – a zatem de facto tworzą one dwa dodatkowe rządy;
  1. naiwność wyborcy polegająca na ciągłym popełnianiu tego samego błędu – wyborze tych samych, pospezetpeerowskich i postpeerelowskich słupów na reprezentantów narodu po tym jak to tenże naród dał się po raz kolejny wpuścić w maliny i wydoić z kasy w kadencji poprzedniej, a także dał nabrać na coraz to bardziej zuchwałe obietnice przed kadencją kolejną;
  1. rozdawnictwo publicznych pieniędzy – w tym przypadku autor ma na myśli rozbudowany system ubezpieczeń społecznych – przede wszystkim zasiłków, które, w swej konstrukcji ustawowej, utrzymują głównie leniwych obywateli stęsknionych za komuną;
  1. uprzywilejowanie określonych grup – elity III RP, politycy oraz byli agenci tajnych służb, którzy w skutek Okrągłego Stołu zachowali wpływy, podzielili między sobą strefy wpływów oraz przepływu kapitału, zwłaszcza w procesach przekształcenia własności i ogólnej transformacji ustrojowej;
  1. rozliczanie aferzystów (głównie członków poprzednich gabinetów) jako źródło pozyskiwania pieniędzy na własne obietnice;
  1. „ograbianie” elit kraju z ludzi mądrych, wpychanie na ważne stanowiska ludzi „głupszych ale swoich”, odejście od wiedzy ekspertów przy budowaniu kadr (bo każdy ekspert, zwłaszcza niezależny, może być wrogiem przewodniej myśli partii) – ten zarzut sformułowany jest głównie w kierunku metodologii budowania kadr urzędniczych (niezależnie od szczebla) głównie w PRL (lecz przecież nie tylko – można tę regułę zastosować do stereotypowego monotowania ekipy „po kosztach” także i współcześnie);
  1. awanse zawodowe oraz społeczne możliwe dzięki łasce partii rządzącej a nie talentowi (przede wszystkim w odniesieniu do modelu budowania własnego portfolio w PRL, lecz przecież bezpośrednio odziedziczonego także przez młody kapitalizm III RP);
  1. opieranie wielu struktur na (cytuję) „prymitywach i prostakach”, neutralizowaniu poczciwych przeciętniaków oraz tępieniu jednostek wybitnych (także w odniesieniu główie do PRL, ale myśl tę oczywiście rozwinę poniżej);

To tak po krótce – definicja „polactwa” (niżej, pod * wyjaśniam dlaczego zdefiniowanie go nie jest kwestią jednego pojęcia, lub definicji). Dodatkowo – jeżeli komuś mało, możemy odnieść się do prezentowanych przez Ziemkiewicza „siedmiu grzechów głównych” “polactwa”. A są to (już bez wchodzenia w szczegóły tego jak zdefiniował je względem “polactwa” sam autor): nieuczciwość, nieufność (względem nas samych – Polaków, a także i różnorakich obcych), zawiść, lenistwo, kult nieudacznictwa, niezdolność współdziałania oraz zmuzułmanienie (zatracanie woli walki o przetrwanie).

Widać jakieś analogie? Między opisywaną kondycją naszego mentalu i postaw (nas samych – zarówno jako rządzących, jak i ogółu obywateli) z lat 1989 – 2004 a czasami współczesnymi? Między poszczególnymi cechami „polactwa” a dość konkretnymi i szczególnymi cechami nas samych, oraz naszej politycznej rzeczywistości w, jak to się przyjęło mówić, państwie PiS? Jeżeli czytając powyższe poszczególne charakterystyki “polactwa” nie mieliście wrażenia, że czytacie o „Polsce naszych czasów” to gratuluję! Bo ja czytając tę książkę Ziemkiewicza miałem przez cały czas trwania lektury nieodparte wrażenie, że ona jest o nas z teraz, z czasów panowania „dobrej zmiany!”

Jeżeli PiS chciał nasze państwo dekomunizować, odzyskiwać jego zagrabiony majątek, pomagać mu wstawać z kolan gospodarczo oraz symbolicznie – przyjął wobec tego widocznie tę samą metodologię, jaką w formie rozliczania komunizmu przyjęły także tak zaciekle krytykowane przez niego elity III RP. Tezą autora jest to, że PRL zasadniczo nie został w Polsce obalony, a jedynie zreformowany – idąc za głosem tak zwanych „rewizjonistów” (z demiurgiem Michnikiem na czele – a zatem nurtu, który całkowitego odcięcia od spuścizny jak i samego komunizmu nie chciał) a nie tych, którzy chcieli nad komunizmem faktycznie stawiać grubą kreskę (jak choćby Leszek Moczulski).

A przecież to co w wielu sferach czyni PiS to nic innego, jak jakieś zbiorowe i zmasowane wzmacnianie w nas niczego innego jak samego „polactwa”! I to w najgorszej jego postaci. Przykłady? Proszę bardzo – polećmy najpierw numerycznie, analizując dziewięć powyższych, losowo wybranych przeze mnie cech „polactwa” z książki i zobaczmy, jak się one mogą mieć do stanu obecnego.

Ad 1. Ogromne rozpasanie władzy

Skądś to znamy? A czy nie podliczaliśmy niedawno wspólnie „narodowego” majątku Daniela Obajtka? A nadprogramowe loty prezydenta Dudy (czy choćby ostatni przykład jawnego łamania procedur dot. bezpieczeństwa naziemnego lotu w Zielonej Górze)? A czy pamiętamy jeszcze nadprogramowe loty marszałka Kuchcińskiego? Pędzące „ponad prawem” samochodowe kolumny SOP? Przykładów na rozpasanie tej władzy będzie tyle, ile osób czytających wpis do tego miejsca – w końcu każdy przecież jakieś na pewno pamięta.

Ad 2. Rozbudowany aparat urzędniczo-administracyjny

Kto pamięta ileż to doradców ma prezydent Andrzej Duda? Ile to było? 146? A co z powołaniem przez prezydenta do życia Biura Polityki Międzynarodowej? Wraz z którym utworzone zostały także „instrumenty otoczenia”, tj. Kolegium Prezydenta RP ds. Polityki Międzynarodowej i, mniej formalne, Forum Pozarządowe Polityki Międzynarodowej.

Dla przypomnienia: stałymi członkami Kolegium zostali m.in.: Beata Daszyńska-Muzyczka (prezeska banku BGK), Paweł Jabłoński (wiceminister spraw zagranicznych), Marek Kuchciński (poseł PiS, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu) i Jerzy Kwieciński (były minister finansów, obecnie wiceprezes zarządu Banku Pekao). Praca w Kolegium ma mieć charakter społeczny, a nie etatowy. W sumie uroczyście powołano do niego aż 14 osób.

Po co? Na pewno przynajmniej po to, by można to było podciągnąć pod więcej niż jeden punkt mojego wywodu.

Ad 3. Naiwność wyborcy

Jeżeli w swej publikacji Rafał Ziemkiewicz pastwi się nad wyborczymi kiełbachami elit III RP, a także wybitnych, zdaniem niego, przedstawicieli „polactwa” (jak ś.p. Andrzej Lepper, o którym więcej za chwilę), to ja pozwolę sobie już nie pastwić się tutaj nad wyborcą PiS, rozsiadającym się nad wyborczą kiełbachą społecznego rozdawnictwa pieniędzy (największa polityczna korupcja po ’89?) oraz, na przykład, ochrony chrześcijańskiej cywilizacji przed śmiercionośną ideologią LGBT. Czy bowiem PiS od wielu już lat nie mówi swoim wyborcom dokładnie tego, co oni sami chcą od partii usłyszeć? No bo przecież gdyby tak nie było, wyborcy PiS nie zgadzadzaliby się bezwiednie ze wszystkim co mówi i robi partia. A ta, wydaje się być w oczach PiS nie dość, że nieskazitelna, to i nieomylna.

Ad 4. Rozdawnictwo

Oczywiście – oficjalnie, rząd Zjednoczonej Prawicy nie popularyzuje i nie wzmacnia lenistwa, roszczeniowości oraz nie wznieca tęsknoty za słusznie minioną epoką (wznieca zaś tęsknotę za samym sobą – tak na wszelki wypadek, która przyda się kiedyś, jak sam PiS stanie się „słusznie minioną epoką”), a jedynie walczy z niżem demograficznym, ubóstwem oraz nakręca wewnątrzkrajową konsumpcję. Jaki był jednak faktyczny wpływ programu 500+ na demografię oraz walkę z ubóstwem, można łatwo sprawdzić w internecie.

Ad 5. Uprzywilejowanie określonych grup

Przykłady obsadzania spółek skarbu państwa, finansowego wkładu prezesów oraz zarządów owych spółek w, na przykład, kampanię prezydencką Andrzeja Dudy, parasol ochronny roztaczany przez prokuraturę krajową nad kręgami, którym ten parasol się po prostu należy, versus działania prokuratory względem osób/grup związanych z poprzednimi rządzącymi ekipami – niech będą przykładami pierwszymi z brzegu. Dalej proszę dopisać sobie własne, znane przez Was przykłady.

Ad 6. Rozliczanie aferzystów

Rozliczanie afer rządów PO-PSL (słynny już audyt!) oraz powolne odzyskiwanie zagrabionego przez poprzednie elity narodowego majątku najczęściej i najlepiej funkcjonują jako chwytliwe hasła w prorządowych mediach oraz na planszach infografik w polityce informacyjnej rządu (jak na przykład w przypadku tzw. mafii VAT). Przekraczenie uprawnień przez organy ścigania stało się w zasadzie normą za czasów aktualnie rządzącej ekipy.

Ad 7. „ograbianie” elit kraju z ludzi mądrych… itd.

Ileż to razy, choćby w przypadku pandemii, okazywało się, że głosy ekspertów, czy nawet ludzi blisko związanych z daną problematyką, rozbijały się o szklany sufit dobrostanu oraz propagandy sukcesu obecnej władzy? Za wierzchołek góry lodowej niech posłużą mi: ostatni przykład „afery” prof. Maksymowicza, czy dyscyplinarne zwolnienia w służbie zdrowia za krytykę warunków miejsca pracy (zwłaszcza w stanie wyższej konieczności, jaką jest przecież pandemia).

Ad 8. Awanse zawodowe dzięki partyjnym znajomościom

Przypadłość PRL i III RP? A gdzie tam! W tym miejscu odsyłam do akcji #obajtki , popularyzowanej w internecie przez PSL. Resztę pozwolę sobie przemilczeć. Poza tym – nie o wyliczaniu takich przykładów jest przecież ten wpis!

Ad 9. Ogólne ogłupianie społeczeństwa – tak to nazwijmy

Nie chcę się już pastwić nad nami samymi jak czyni to Ziemkiewicz – nie będę nawet pisał, że w pewnych sferach wprost opłaca się władzy opierać coś na kiepskim guście, czy niskiej kulturze. Nie mniej jednak oświatowe eksperymenty czynione przez ministra Czarnka (póki co głównie ich zapowiedzi) oraz podnoszenie do rangi autorytetów jakichkolwiek postaci takich jak choćby Robert Bąkiewicz, niesie ze sobą bardzo duże ryzyko natury pseudointelektualnej. A jak wiemy – igranie nim w ujęciu społecznym może mieć przykre konsekwencje dla przyszłych pokoleń.

I to o tym właśnie jest ten wpis! O tym, że PiS dopieszcza i dokarmia „polactwo” (pod pozorami walki z nim!) na każdym z możliwych kroków gdyż, jak wynika z analizy polskiego mentalu (dokonanej przez samego Ziemkiewicza), na takiej właśnie konfiguracji naszego zbiorowego myślenia klasa rządząca może zyskać najwięcej!

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

I już nawet nie samo to może kłuć w oczy najbardziej – nawet także i nie to, że sam Ziemkiewicz, jako domniemany przecież „pisowiec”, obnaża w swoich analizach cechy ogółu za czasów świetności PiS. Kłuje w oczy także to, że momentami i na przestrzeni swoich różnorakich analiz – zaprzecza on sam sobie! Nie o tym jednak chcę pisać dalej – na ocenę tego być może przyjdzie czas w recenzji książki, o którą możliwe, że się pokuszę.

Przykłady na to w jaki sposób obecna władza dba o „polactwo” mógłbym naprawdę tutaj mnożyć w nieskończoność – dlatego uważam, że „Polactwo” to książka doskonała. Bo doskonale opisuje to, jakim społeczeństwem staliśmy się 40 lat po transformacji. A w zasadzie jakim pozostaliśmy – co zdaje się być na rękę klasie rządzącej jeszcze bardziej, niż mogło się to wydawać w czasie pisania tej książki (rok 2004). Dlaczego? Ano dlatego, że obecna klasa rządząca w „polactwie” dostrzega nie tyle nawet szanse na reelekcję, ale i swoisty potencjał!

Przykład? Proszę bardzo – jako jeden z grzechów głównych „polactwa” Ziemkiewicz wymienia nieufność do obcych, także i obcego kapitału. A czymże straszy nas obecna władza i jej oficjalna linia informacyjna, jeśli nie zalewem imigrantów, oraz zalewem obcego (na przykład niemieckiego) kapitału, przed czym należy się bezwarunkowo bronić?

Jak dla mnie mnie doskonałym przykładem na „polactwo” najczystszej próby jest popularne na polskiej prawicy przekonanie, że pracujący za granicą Polacy powinni nie mieć tutaj żadnych praw (na przykład do darmowej służby zdrowia) bo przecież podatek od swoich zarobionych ojro, funciaków i franków zapłacili za granicą. Co więcej – najlepiej jakby tacy emigranci, już w dorosłym wieku produkcyjnym, mieli zwracać ekwiwalent kosztów jakie państwo poniosło by takiego rodaka wykształcić, bo przecież jego potecjał umysłowy i wytwórczy został skapitalizowany za granicą! Nic tam, że przecież gro z takich zarobkowiczów często przecież lokowało swój zarobek właśnie w Polsce (z nawiązką walutowej przebitki)!

A już najbardziej rozczuliło mnie to, jak w swej rozprawie RAZ obszedł się z popegeerowskimi wsiami, pisząc o ich mieszkańcach „mutanty”, które, wedle przytaczanej relacji, cechuje „typowa dla ludzi ze społecznych nizin zawiść i niechęć do innych, zwłaszcza tych, którym się lepiej powodzi albo którzy z jakiegoś powodu, dajmy na to, wykształcenia, czy pozycji społecznej, uchodzą za lepszych od niego”. Możecie się zgodzić lub polemizować – ale jakaś tam diagnoza społeczna to zawsze jest i będzie – papier to przyjął. A co dziś robi PiS? Proszę bardzo – kwotą 250 mln złotych rząd dotuje obszary po PGR-ach. Jak to ujął sam premier Morawiecki, po to by „demony przeszłości III RP odeszły w niepamięć”, a o te zapomniane w kapitalistycznym marszu III RP obszary ktoś się przecież wreszcie upomniał.

Czy o ich potencjalny narodowy mental także? Jeśli spojrzymy sobie na skalę zawiści, oraz niechęci do innych, często tak mocno dominującą w obozie rządzącym (zwłaszcza w świetle genialnego opowiedzenia o tym przez naczelnego Baczyńskiego w jednym z niedawnych numerów Polityki – Polityka nr 16, 3308), widzimy tutaj jednak pewną logiczną całość. A czy PiS chce faktycznie nieść w te rejony kaganek oświaty, jakikolwiek inny, czy może szuka sobie kolejnych pól do eksploatacji politycznej korupcji i kupowania sobie zaufania – odpowiedzcie sobie sami (kupowanie zaufania – kolejna cecha „polactwa”, ale nie ma przecież czasu i miejsca na rozwinięcie tutaj wszystkich wątków).

Autor wyjątkowo mało łagodnie obchodzi się za to ze ś.p. Andrzejem Lepperem, dla którego lider Samoobrony (przypomnijmy – w 2004 roku u szczytów swojej politycznej popularności) jest typowym populistą-awanturnikiem, który dla wywindowania sobie poparcia w sondażach jest w stanie powiedzieć ludziom wszystko co tylko chcą usłyszeć, obiecać im cokolwiek, a politycznego rywala zmieszać z błotem bez żadnych skrupułów. Ubolewa jednocześnie w tym samym fragmencie książki nad tym, jak to wzajemna „agresja i pogarda […] zalewają polskie życie publiczne”.

Serio!? A ileż to sam Ziemkiewicz zrobił w swoich tweetach i felietonach dla przeciwwagi owej agresji oraz pogardy (na przykład nazywając “kurewkami” strajkujące zeszłej jesieni młode kobiety)? Ileż to razy usłyszeliśmy z ust polityka PiS to, za co na stronach „Polactwa” obrywa się tak mocno Lepperowi? Kwaśniewskiego nazywa tam Ziemkiewicz kimś w rodzaju „discopolowego prezydenta” (już nawet nie pamiętam, ale i tak nie obyło się w książce bez mocniejszych stwierdzeń wobec PAK), zapominając chyba o jednym drobnym szczególe. Jeżeli już czepimy się samego tego nieszczęsnego disco polo, to było ono jednak mimo wszystko w jakimś sensie naturalną cechą ewolucji popkultury w latach ’90 w Polsce (a więc w czasach, gdy w Polsce wybrzmiało słynne „Ole Olek” zespołu Top One, w kampanii Aleksandra Kwaśniewskiego – stąd nawiązanie do byłego prezydenta). Dziś jednak mamy już tylko do czynienia z próbami uszlachetnienia muzyki „motłochu” (w cudzysłowie, bo ja mas ludzkich motłochem nie nazywam, a jedynie odwołuję się do zwrotu często używanego przez autora książki o której piszę) i uczynienia z niej gracza lepszego niż jest, na polskiej muzycznej scenie rozrywkowej.

Kończąc temat samego „polactwa” a nawiązując trochę do ostatniego tygodnia – jak dla mnie wybitnym jego przykładem było u nas grzanie tematu zdjęć Ewy Kopacz w rosyjskim prosektorium (co chętnie poczynił także sam RAZ w swoim felietonie “Kawusia po Smoleńsku“). Doskonały przykład nie tylko na samo „polactwo” ale także i na to, że kto sam nim nadmiernie wojuje, temu „polactwo” może czasem odwinąć się samo i lutnąć mu soczyście w twarz w reważu. 

Idąc za ogólnym mottem książki  – rozliczenie z minioną epoką (zwłaszcza taką, która odciska na nas wyjątkowo mocne piętno) musi nastąpić w czasie i przede wszystkim w sferze mentalnej – nie można przejść nad tym od tak do porządku dziennego, co, według autora, uczyniono po PRL, skacząc na główkę w odmęty szalejącego kapitalizmu i liberalnej demokracji. Czy tak trzeba będzie też kiedyś mentalnie i pokoleniowo rozliczyć „dobrą zmianę”? Niech każdy odpowie sobie sam.

Autora można lubić lub nie – z jego tezami zgadzać się lub nie – i ja też tutaj moich odczuć co do samej treści książki nie zdradzam. Zdradzam jedynie to, że piszący w 2004 o tym całym toczącym nasz kraj w latach 1989 – 2004 „polactwie” Ziemkiewicz dobrze opisał stan naszego mentalu na rok …2021. 

Tylko tyle i aż tyle. Dziękuję, dobranoc.

I dziękuję za wytrwanie do tego momentu tekstu!

* „polactwo” to, za autorem”, pojęcie szersze niż same cechy narodowe, tudzież cechy charakteru jego obywateli – to zespół pewnych cech, zachowań, zjawisk oraz reakcji obywateli na inne zjawiska, lub postawy (szczególnie elit lub klasy rządzącej).
patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.