Polityczne transfery PL2050

Transfery polityczne budzą ogromne emocje społeczne. Jedni nazywają je zwykłą zmianą strony inni używają bardziej „wykwintnych” określeń. Dzisiaj postaram się przyjrzeć transferom i ich przyczynom na bazie ostatnich dołączeń do Polski 2050.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Emocje

Pomimo, że pojęcie transferu wielu osobom w pierwszym momencie kojarzy się ze sportem, tak naprawdę transfery towarzyszą nam na każdym kroku. Gdy zmieniamy prace można powiedzieć, że dokonujemy transferu na polu zawodowym. Przelewając pieniądze z konta na konto dokonujemy transferu pieniężnego. Otrzymując pieniądze z różnego rodzaju programów pomocowych rząd dokonuje tzw. transferów społecznych. Przykładów transferów można mnożyć, dlaczego więc transfery polityczne, podobnie jak sportowe, szczególnie kiedy zawodnik przechodzi do głównego rywala budzą tak wiele emocji? Kibic wspierający klub A czuje z nim nierozerwalną więź, co często łączy w sobie niechęć do klubu B, który jest na jakimś polu głównym rywalem.

źródło: Rory Martin (bleacherreport.com)

Kiedy dochodzi do transferu z klubu A do B kibic czuje się zdradzony, że wrogi klub został wzmocniony jego kosztem. Swoją złość przelewa po równo na nienawidzony klub jak i na zawodnika, którego już nie traktuje jako sportowca, a jako zdrajcę. Analogiczna sytuacja występuje w przypadku transferów politycznych.  

Kiedy polityk zmienia frakcję, wyborcy wspierający partię, którą właśnie opuścił, ewentualnie postronni, ale nieprzychylni partii, do której dołączył czują, że zdradził ideały.

Czy tak jest w rzeczywistości? W społeczeństwie panuje mylne przekonanie, że skoro dany polityk uzyskał mandat z listy konkretnej partii musi być jej wierny w innym wypadku odchodząc powinien zdać mandat, żeby na jego miejsce mógł wejść kolejny z listy. Z perspektywy partyjnej jest to bardzo zmyślne podejście, ponieważ nawet jeśli nastąpi wyłam w szeregach, to zostanie zapełniony i ostatecznie utrzymane będzie status quo. Takie podejście miałoby sens, gdyby wyborcy głosowali tylko na szyldy komitetów, które później uzyskując w okręgach poszczególne ilości mandatów, które to następnie uzupełniają swoimi członkami. W praktyce jest zgoła inaczej. Ordynacja wyborcza niejako faktycznie wymaga wystawienia komitetów wyborczych, ale na listach znajdują się już konkretne osoby prezentujące odpowiednie programy. Oczywiście programy te są bardzo często zbieżne z programem partii, z której list startują, ale nie zmienia to faktu, że mandat uzyskuje konkretna osoba i jest ona zobowiązana względem swoich wyborców do realizacji programu, z którym startowała. Patrząc z tej perspektywy zmiana barw politycznych stawia transfery w zupełnie innym świetle, pokazując, że de facto głównym motorem napędowym jest realizacja obietnic wyborczych. Oczywiście od tej zasady są niechlubne wyjątki i niekiedy motywacje poszczególnego posła, bądź przedstawiciela władz samorządowych i dobro wyborców schodzi na dalszy plan. Jednakże tym warunkiem zajmę się poniżej, a w tym miejscu chciałem jedynie nakreślić, że sam fakt wyboru z danej listy nie powoduje, że przez cały okres na tej liście należy się znajdować. Każdy transfer należy rozpatrywać indywidualnie, aczkolwiek wszystkie można odnieść do kluczowych aspektów takich jak moment transferu i motywacja transferu

Moment transferu.

Jest to jeden z kluczowych aspektów do oceny poszczególnego transferu. Inaczej ocenimy transfer, który odbywa się w znacznym odstępie czasu od wyborów, a inaczej, gdy dochodzi do niego zaraz po wyborach. Idealnym przykładem jest tu casus radnego Kałuży.

Wojciech Kałuża od 2015 roku związany z Nowoczesną w wyborach samorządowych w 2018 roku startował do sejmiku śląskiego. Został liderem listy z ramienia Koalicji Obywatelskiej i ostatecznie uzyskał mandat. Prawo i Sprawiedliwość w wyborach uzyskało 22 mandaty na 45, 20 KO, SLD 2 oraz PSL 1. Koalicja Obywatelska po podpisaniu porozumienia z SLD i PSL zyskała przewagę 23-22 i miała wybrać zarząd województwa, jednakże do tego nie doszło. 

źródło: zarzad.slaskie.pl

Sprawcą całego zamieszania został Kałuża, który w nocy przed wyborem nowych władz związał się z Prawem i Sprawiedliwością, dając tej partii ostatecznie władzę w regionie. Sam zainteresowany próbował tłumaczyć swoją decyzje podczas konferencji prasowej: „Moją partią jest Śląsk. Wyborcy oczekują skuteczności, stąd moja decyzja o wsparciu dobrego programu, dobrych rozwiązań dla Śląska”, jednakże podjęta przez niego decyzja na długo będzie się za nim ciągnąć. Stał się tym samym symbolem politycznej korupcji i niegodziwości, a wszystko to za cenę posady wicemarszałka.

źródło: twitter Gasiuk_Pihowicz

Zupełnie inaczej spojrzymy na transfer np. Kamili Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej do Platformy Obywatelskiej. Gasiuk-Pihowicz uzyskała mandat w 2015 roku z list Nowoczesnej. W trakcie kadencji ze względu na formę opozycji tzw. totalnej (via Grzegorz Schetyna) i wzmożonej obrony wymiaru sprawiedliwości współpracowała dość blisko z Platformą Obywatelską. W styczniu 2018 roku została przewodnicząca Nowoczesnej, jednakże na bazie tworzącej się Koalicji Europejskiej do wyborów w 2019 roku, w grudniu 2018 roku zawiązany został nowy klub parlamentarny Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska. 

Gasiuk-Pihowicz wraz z szóstką innych posłów dołączyli do klubu, a sama w lipcu 2019 roku zmieniła barwy i ostatecznie została członkinią Platformy Obywatelskiej. Przykład ten będziemy oceniać zupełnie inaczej niż radnego Kałuży, przede wszystkim przez czas jaki upłynął i niewątpliwe przyjecie wizji partii, do której dołączyła. Ciężko w tym momencie mówić o korupcji politycznej, gdy de facto mowa o przejściu osoby sprawującej funkcje zarządcze w jednej partii. Widać tu związek, tzw. wspólne DNA, podejście do polityki, stąd transfer nie budzi tak skrajnych emocji.

Motywacja transferu.

Kolejnym kluczowym aspektem jaki należy rozpatrywać oceniając poszczególne transfery są motywacje jakimi kieruje się polityk dokonujący zmiany otoczenia.

Jedną z rozpatrywanych motywacji jest obietnica „jedynki” na liście. Każdy startując czy to do Sejmu, czy do samorządu pragnie nie tylko startować, ale uzyskać mandat. Nie trzeba być ogromnym znawcą, żeby wiedzieć, że im wyższe miejsce na liście tym większe szanse na uzyskanie celu. Wyborcy bardzo często nie znając konkretnych kandydatów w okręgu, ale utożsamiając się z poszczególnym komitetem oddają głos na przysłowiową „jedynkę”. Innym ważnym elementem dla kandydata jest prestiż. Startując z pierwszej pozycji ma on poczucie, że jest ważnym elementem w politycznej układance danej partii. Transfery na bazie tej motywacji bardzo często odbywają się w krótkim okresie przed wyborami, gdy kandydaci widząc swoja obecną pozycję i widmo ewentualnego niskiego, mało atrakcyjnego miejsca decydują się na zmianę otoczenia. Znane są również przypadki jak chociażby Leszka Millera, który w 2007 roku wystartował z list Samoobrony, gdzie otrzymał wspomnianą „jedynkę”, ale docelowo nie dołączył do ugrupowania. Takie transfery można określić krótkoterminowymi, ukierunkowanymi na cel. Obie strony w tym wypadku mogą skorzystać, gdyż poszczególny kandydat uzyskuje upragniony mandat, a ugrupowanie zyskuje potrzebną ilość głosów, które mogą pomóc przekroczyć np. próg wyborczy.

Inną motywacją stojącą niejako po drugiej stronie barykady do wyżej wspomnianej polegającej na korzyści miejsca, jest zmiana ze względu na wizję głoszoną, albo przez nowe ugrupowanie, albo przez polityka. Sytuacja tą można zaobserwować głównie gdy powstają nowe podmioty na scenie politycznej. Nowy podmiot ze względu na swoją świeżość oraz poszczególne aspekty programowe jest atrakcyjny dla polityków, którzy nie są mocno mentalnie związani ze swoimi ugrupowaniami. Może to być pułapka dla tego ugrupowania, stąd bardzo istotnym elementem jest weryfikacja poszczególnych kandydatów pod kątem tzw. DNA. Pozwala to uniknąć przyjmowania „politycznych skoczków”, czyli osób zmieniających środowisko i poglądy bardzo często, gdyż tak owe osoby mogą obniżyć wiarygodność. Motywacja ma również drugą stronę, czyli polityka, który będąc w danym ugrupowaniu widząc w jakim kierunku zmienia się, nie zgadza się z tym. Będąc uczciwym wobec zarówno siebie jak i swoich wyborców nie chce dalej swoim nazwiskiem firmować takiego projektu i przechodzi na opcję „niezależny”, lub jeśli jest środowisko, w którym będzie w stanie dobrze realizować swój program dołącza do niego.

Jak na bazie wyżej opisanych aspektów wyglądają transfery Polska 2050?

Hanna Gill-Piątek.

W przypadku transferów do ugrupowania Szymona Hołowni ciężko mówić o motywacji w postaci obiecanych „jedynek”. Przede wszystkim dlatego, że ugrupowanie powstało w 2020 roku, a najbliższe wybory planowane są na 2023 rok i nie wiadomo, czy tak naprawdę utrzyma się na politycznej powierzchni.

źródło: PAP / Leszek Szymański

Dzisiaj już można stwierdzić, że utrzyma się, jednakże w momencie dołączenia Hanny Gill-Piątek (o której więcej pisałem tu: Hanna Gill-Piątek) na początku września 2020, dwa miesiące po utworzeniu ruchu, cała przyszłość inicjatywy była jedną wielką niewiadomą. Jaka w takim wypadku była motywacja? W tym miejscu można również wykluczyć kwestie „politycznego skoczka”, ponieważ dla Gill-Piątek obecna kadencja jest pierwszą w karierze, a wcześniej przez lata związana była z samorządem. Prawdopodobnie główną przyczyną, dla której dołączyła do ruchu Polska 2050 było podejście do polityki i plan jaki Szymon Hołownia zaprezentował. Mimo, iż przez lata związana była ze środowiskami lewicowymi w 2020 roku w okresie letnim Lewica skręciła nie tyle w lewo, co w skrajność stawiając przede wszystkim na kwestie światopoglądowe. Patrząc na kierunek rozwoju partii oraz możliwość tworzenia czegoś nowego, bardziej umiarkowanego postanowiła zasilić nowo powstały byt. Wielu krytyków zarzuca jej zmianę poglądów, jednakże od samego początku ustalone między nią, a Hołownią było, że w kwestiach światopoglądowych kieruje się swoimi przekonaniami.

Umówiliśmy się wspólnie, że w sprawach, które nas dzielą, w których mamy odmienne poglądy głosować będę zgodnie z tym co obiecałam moim wyborcom.”

Patrząc na moment transferu również można odnieść wrażenie, że nie była to decyzja koniunkturalna. W strukturach Lewicy w Sejmie była prawie rok, w trakcie którego nastąpiło chociażby praktycznie połączenie SLD i Wiosny, co również pozwala sądzić, że miało to wpływ na decyzję. Gill-Piątek startowała z list Lewicy, ale reprezentowała formację Roberta Biedronia „Wiosnę” i widząc, w którą stronę zmierza ugrupowanie przestała się z nim utożsamiać.

Wykluczyć również można korzyści w postać np. zarządzania nowo powstałą partią, gdyż funkcja ta przypadła Michałowi Kobosko.

źródło: mat. prasowe

Jacek Bury.

Przypadek Jacka Burego jest inny niż Hanny Gill-Piątek. Przede wszystkim Bury do Senatu dostał się jako kandydat niezależny jak sam siebie określa, wsparty co prawda przez PSL, Lewicę i Koalicję Obywatelską, jednakże startujący jako kandydat bezpartyjny. Poparcie tak szerokiego spectrum środowisk pokazuje, że decyzja o dołączeniu do ruchu Polska 2050 jest związana ze

wspólną wizją na politykę jaką ma z Szymonem Hołownią. Lider ruchu od kampanii prezydenckiej, przez okres tworzenia struktur Polska 2050 na każdym kroku powtarza, że najważniejsza dla niego jest współpraca i dialog. Wizja stworzenia centrowego ugrupowania, gdzie na drugiej szali jest Koalicja Obywatelska skręcająca mocno w lewo, czy pogubione PSL stała się kusząca dla Burego.

Jeśli chodzi o motywację to należy zwrócić uwagę, że do Senatu dostał się jako kandydat bezpartyjny, gdzie panuje ordynacja wyborcza jednomandatowa, co pozwala wykluczyć chęć korzyści w postaci „jedynki”. Wydaje się, że faktyczną motywacją jest współdzielenie wizji polityki łączenia, nie dzielenia.

Dziś podejmuję współpracę z Ruchem Szymona Hołowni, bo to jest kontynuacja tego co zacząłem w 2019 roku kiedy w wyborach otrzymałem poparcie PSL, Lewicy, Koalicji Obywatelskiej i Ruchów Miejskich. Do takiej polityki mi najbliżej – polityki współpracy i czynów, a nie trwania.”

Joanna Mucha.

Transfer Joanny Muchy wzbudził najwięcej kontrowersji. Głównie dlatego, że sama Mucha była jedną z twarzy Platformy Obywatelskiej, jeszcze w 2019 roku startując w wyborach na przewodniczącego partii. Widząc brak szans ostatecznie poparła Borysa Budkę, który wybory wygrał.

źródło: PAP / Wojciech Olkuśnik

Sama jako swoją motywację dołączenia do Polska 2050 podaje zmęczenie podejściem Platformy Obywatelskiej do polityki i ciągłe skupienie na Prawie i Sprawiedliwości. W tym wypadku można podejrzewać, że tak znane nazwisko było bardziej motywacją dla Szymona Hołowni, który chcąc budować skuteczne struktury, oraz osadzić się w politycznej rzeczywistości potrzebuje odpowiednich twarzy. Samymi nowymi osobami nie osiągnie się zamierzonego celu, którym już teraz nie jest samo przekroczenie progu wyborczego, a osiągnięcie bardzo wysokiego wyniku (a może nie tylko).

Sama Mucha na pewno nie może być zaliczana do „politycznych skoczków”, gdyż z Platformą związana była blisko 18 lat (od 2003 roku), tak więc zmiana po takim okresie musi być związana z czymś więcej, niż doraźne korzyści.

Mucha tłumaczy to tak: „Rozeszłam się z Platformą w priorytetach, w wyobrażeniu o Polsce. Platforma pozostaje partią skupioną na zwalczaniu PiSu, ja myślę przede wszystkim o Polsce, w której PiS będzie tylko traumatycznym wspomnieniem. Przyłączam się do projektu Polska2050.”

źródło: PAP / Mateusz Marek

Paulina Hennig-Kloska

Ostatni „nabytek” Polski 2050, czyli była posłanka Nowoczesnej i Koalicji Obywatelskiej Paulina Henning-Kloska. Podobnie jak w przypadku wyżej wspominanej trójki tak i w przypadku Henning-Kloski ciężko uwierzyć, żeby motywacją do zmiany była obietnica „jedynki” w wyborach za 2,5 roku.

Tym bardziej, że miała ugruntowaną pozycję w Nowoczesnej, która będąc częścią Koalicji Obywatelskiej na bazie porozumień zapewniła sobie odpowiednią ilość „jedynek”, więc pewnie tak owa przypadła by Hennin-Klosce. Rozważając ten transfer jak i poprzednie można założyć, że ktoś kto dołącza do projektu na tak wczesnym etapie w jakimś stopniu ma podobne spojrzenie i łączy wspólne wartości. Sama Henning-Kloska o transferze mówi: „Przez ostatnie tygodnie miałam okazję poznać bliżej Szymona i jego ruch. Uwierzyłam w niego, bo jest autentyczny i ma marzenia o lepszej Polsce, takie, jakie miałam wchodząc do polityki w 2015 roku. Wierzę, że przewróci scenę polityczną i jest szansą na przerwanie rządów złej władzy. Dlatego chcę go wesprzeć na tak wczesnym etapie. Dziś twardo stoję na nogach i wiem co robię.”

Rozpatrując ten transfer należy również pamiętać o motywacji drugiej strony, mianowicie Szymona Hołowni. Po związaniu się w styczniu z J. Burym i J. Muchą był pewien utworzenia koła parlamentarnego i co za tym idzie posiadania większej sprawności parlamentarnej. Plany pokrzyżowała jednak decyzja rządzących i żeby utworzyć koło poselskie potrzebna było jeszcze jednej osoby. W związku ze wzajemnymi kontaktami doszło do porozumienia i obustronną korzyścią Henning-Kloska dołączyła do ruchu.

Reasumując należy pamiętać, że transfery polityczne były, są i będą zawsze. Obecnie najwięcej pomyj wylewa się na ruch Polska 2050, który niejako tylnymi drzwiami wszedł do parlamentu, aczkolwiek nie jest to sprzeczne z zasadami. Wszyscy głośno komentujący i używający mocnych określeń od „kłusownictwa” do „politycznej prostytucji” powinni dwa razy się zastanowić i spojrzeć na swoje listy upewniając się, czy przypadkiem pod skrzydłami ich partii nie ma transferowanych „zawodników”.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.