Powrót Tuska [komentarz]

Pierwotnie tekst ten miał powstać w niedzielę „na gorąco” pod wpływem jakiś tam emocji, bo nie oszukujmy się powrót polityka takiej rangi jak Donald Tusk zawsze budzi jakieś emocje. Powstrzymałem się i dzisiaj już na chłodno mogę podsumować pierwsze dni nowego/starego przewodniczącego Platformy Obywatelskiej.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Pewne odpowiedzi już dostaliśmy, ale nadal jest tyle samo, jak nie więcej niewiadomych niż wiadomych. Jakie są wiadome?

Nic nie jest dane za zasługi

W innym tekście (Władcy Pierścieni) pisaliśmy, że zarówno Tuskowi jak i PO nic nie będzie dane za zasługi, to prawda i wie to sam zainteresowany. Całe sobotnie wystąpienie naładowane ogromem emocji wskazywało, że Tusk nie ma zamiaru grać tylko kartą „Dzień dobry, jestem Donald Tusk i poproszę wygraną”, ale zamierza stanąć do ostrej walki. Co prawda wspomniane przemówienie poza emocjami nie zawierało za wiele wizji, ale o tym później. W kolejnych dniach udowadnia, że słowa o „powrocie na 100%” nie były przesadzone, ale faktycznie planuje zaangażować się całkowicie w odbudowę pozycji PO na krajowym rynku. Codzienne konferencje prasowe, niby nic wielkiego i powinny  być standardem w polityce za rządów Prawa i Sprawiedliwości sprowadzone zostały do formy żartu. Spotkania z dziennikarzami, gdzie pytania są wcześniej wysyłane mailowo, albo mikrofony  są wyciszane w przypadku niewygodnych treści nie można nazwać konferencjami. W zestawieniu z tym Tusk stając i cierpliwie odpowiadając na pytania przez ponad 1,5h jest swoistym powiewem świeżości, powiewem czegoś niespotykanego. Zagrywka prosta, oczywista i logiczna, a i tak dała zaskakująco dużo.

Gra na polaryzację

Od pierwszych chwil, kiedy Tusk w sobotę pojawił się na scenie wiadomym było, że polaryzacje będzie paliwem napędowym przynajmniej na początkowym etapie. Na ile to wystarczy, ciężko powiedzieć, ale równie ciężko znaleźć jakieś merytoryczne punkty wystąpienia poza emocjami. Ustawienie narracji na walkę „dobra ze złem” pokazuje również z kim tak naprawdę były premier zamierza toczyć walkę. Mimo późniejszych słów (podczas niedzielnej konferencji), że zarówno Szymon Hołownia, czy Władysław Kosiniak-Kamysz to „opozycyjni przyjaciele”, to nie są dla Tuska tak naprawdę rywalami, on przyszedł stoczyć walkę 1vs.1 z Jarosławem Kaczyńskim. On lubi rywalizację, ale również wie, że prowadzenie konfliktów na wielu frontach nigdy w historii nie przyniosło dobrego efektu, stąd stara się wśród konkurentów „pałać miłością” na każdym kroku podkreślając, że wróg jest tylko jeden.

Mobilizacja przekonanych

Niewątpliwie pierwsze dni na krajowym podwórku Donald Tusk kieruje w stronę tzw. „twardego” elektoratu PO oraz do wewnątrz partii. Od dłuższego czasu słychać było informacje dochodzące z PO, że wiara w zwycięstwo z PiS-em jest nie tyle mała, co praktycznie jej nie ma. Tusk postawił na emocje, które mogą wlać w serca nadzieję na zwycięstwo, tyle na początku mu wystarczy.

Jakie są natomiast niewiadome?

Brak konkretów

Jak już wspomniałem sobotnie wystąpienie nastawione było na emocje, na wywołanie polaryzacji i oczywiście w początkowej fazie można to zrozumieć, ale na dłuższą metę to paliwo nie wystarczy. Sam Tusk na konferencjach tłumaczył to faktem, że musi mieć jakieś karty w rękawie, problem tylko jest taki, że obecnie wszystkie potencjalne karty są w rękawie. Dziennikarze co prawda próbowali na konferencjach poruszać trudne tematy (aborcja, LGBT+ etc.), ale z odpowiedzi poza wszechobecną miłością niewiele wynikało. Na plus można tu zapisać Tuskowi, że odpowiadał zręcznie tak, żeby nie tylko nikogo nie urazić, ale też tak, że nawet pytający nie uzyskując odpowiedzi był zadowolony. To umiejętność, którą niewątpliwie były szef Rady Europejskiej posiada, ale znowu, wymijające odpowiedzi na chwilę są dobre, lecz w dłuższej perspektywie będą niezadowalające.

Co z Rafałem Trzaskowskim?

Tak zwane „aksamitne” przejęcie sterów w PO zostało delikatnie ubrudzone przez deklarację Rafała Trzaskowskiego, że w razie rezygnacji Borysa Budki jest gotów przejąć odpowiedzialność za partie. Był to jasny sygnał dla Tuska, że nie wszyscy w partii oczekują z otwartymi rękami jego powrotu. Przed sobotnią Radą Krajową udało się „spacyfikować” Prezydenta Warszawy, ale wyraz twarzy Trzaskowskiego podczas przemówienia nowego/starego przewodniczącego pokazał, że nie wszystko zostało załatwione do końca i może być on tykającą bombą wewnątrz ugrupowania. Gdyby chodziło o każdego innego polityka PO prawdopodobnie Tusk nie musiałby sobie mocno tym zawracać głowy, ale jednak Trzaskowski jest innym przypadkiem. W rankingach popularności zajmuje czołowe pozycje, ogłoszony jako „nadzieja” partii i co najważniejsze mający zdolność do przyciągania młodych – takiej osoby zlekceważyć nie można, ale nadal nie wiemy jaki jest pomysł Tuska na rozwiązanie tego problemu.

W tym miejscu pozwolę sobie na małe political fiction, acz może niekoniecznie. Niewykluczone jest i można było to wyczytać z wielu wypowiedzi Tuska jest to, że jego celem niekoniecznie musi być fotel premiera. Powrót do polityki może być spowodowany chęcią co prawda wygrania wyborów i pokrzyżowania planów Kaczyńskiemu, ale już po wygraniu stanowisko szefa rządu może objąć ktoś inny. W tym miejscu pojawia się nazwisko Rafała Trzaskowskiego. Dlaczego taki scenariusz jest możliwy? Po pierwsze choć Donald Tusk jest bardzo sprawnym politykiem (mowa o formie fizycznej) po wyborach w 2023 roku będzie miał już 66 lat i wizja 4 lat „premierowania” już może nie być dla niego aż tak kusząca. Po drugie on sam nie musi nic nikomu udowadniać zdobywając kolejne stanowiska, gdyż już je pełnił, co sam podkreśla, a wizja rządzenia z drugiego szeregu, co pokazał J. Kaczyński może być równie ciekawa. No i po trzecie do „kolekcji” Donaldowi Tuskowi brakuje prezydentury. W 2020 roku nie chciało mu się toczyć sporu z Andrzejem Dudą, ale w przypadku sukcesu w wyborach w 2023 roku opcja wygrania wyborów prezydenckich w 2025 roku jest bardzo realna, co stanowiłoby piękną klamrę kariery. Zaznaczam jest to na dzisiaj political fiction, ale ja osobiście nie wykluczam takiego scenariusza.

Co dalej z Koalicją Obywatelską?

Donald Tusk wraca po to, żeby wygrać z PiS-em, to oczywiste, ale równie oczywiste jest, że kto jak kto, ale on zwycięstwami nie lubi się dzielić. Skoro tak to rodzi się pytanie co dalej z projektem Koalicji Obywatelskiej? Co prawda na konferencjach podkreślał, że ceni sobie ten byt i również spotkał się z liderami poszczególnych ugrupowań wchodzących w skład KO, ale z drugiej strony próżno szukać w trakcie jego wystąpień emblematów Koalicji. Nawet w trakcie jednej z konferencji oświadczył, że jako szef PO walczyć będzie o jak najlepszy wynik PO, co jest stosunkowo jasnym przekazem „Koalicja Obywatelska może sobie trwać, ale do walki staje Platforma Obywatelska i w razie sukcesu to będzie sukces PO”.

Co z młodymi?

Powrót Tuska zrobił wrażenie na ludziach 30-35+, czyli wszystkich tych którzy pamiętają jego rządy, ale zupełnie nie robi wrażenia na młodym pokoleniu. Dla nich to przysłowiowy „dziadek” komentujący coś tam, bądź pan z Brukseli. Oczywiście nie można czynić zarzutu z faktu, że jest on politykiem formatu europejskiego, ale ten „kij” ma dwa końce. Młode pokolenie go nie zna, coś słyszało o sporze PO-PiS, coś kojarzy, ale nic więcej. Wszystkich tych musi w jakiś sposób do siebie przekonać, co nie będzie łatwe i wiąże się pośrednio z wyżej wspomnianym argumentem o R. Trzaskowskim. Tuska nie było 7 lat w polskiej polityce dokładając do tego ponad dwa lata to wyborów daje nam 9 roczników, które można zagospodarować, albo stracić przekreślając sobie szansę na potencjalne zwycięstwo. Na chwilę obecną nie wiemy nic o pomyśle na to.

Likwidacja TVP Info już nie tak sztandarowa?

W ostatnich miesiącach politycy Platformy z Trzaskowskim na czele z projektu likwidacji TVP Info zrobili jeden ze swoich sztandarowych punktów i choć zbiórka podpisów idzie bardzo opornie nadal się go trzymali. Dla Donalda Tuska ten punkt już może nie być tak istotny tym bardziej, że od początku widać, że postawił na ostry spór z rządową telewizją. Każde kolejne spotkanie medialne wykorzystuje do mniejszych lub większych utarczek z przedstawicielami TVP, z których dotychczas wychodzi zwycięsko. Robione jest to z rozmysłem, gdyż wiadomo, że niezależnie jak mówią, ważne żeby na terenie wroga również mówili. Sam Tusk wzmożone zainteresowanie TVP jego osobą (w weekendowych Wiadomościach ponad 50 proc. czasu poświęcono nowemu/staremu liderowi PO) stara się przekłuć na swoją korzyść oświadczając wszędzie, że to dla niego komplement, bo „jak atakują to znaczy że się boją” i coś w tym jest.

Jak widać więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi, aczkolwiek uczciwie podchodząc należy pozwolić Donaldowi Tuskowi wejść w ten nasz polityczny grajdołek na nowo i dać czas na rozwianie wątpliwości. Jest ich jednak sporo i czas ostatecznie nie będzie grać na jego korzyść.

Warto zaznaczyć jeszcze dwie istotne kwestie: kto zyskał, a kto stracił lub traci na tym powrocie?

Zyskał...

Zyskał niewątpliwie Borys Budka. Jeszcze tydzień temu nawet momentami było mi go szkoda, że przychodzi Tusk i bez pytania zabiera mu przywództwo, ale po kilku dniach widać, że to zrobiło bardzo dobrze byłemu liderowi. Widać świeżość, chęć pracy, nową energię. Przywództwo w tak trudniej sytuacji, gdzie praktycznie każda decyzja jaką podejmował mu ciążyła, widoczna była frustracja, brak pomysłu i bicie głową w ścianę. Teraz widać, że nie kamień, a ogromny głaz spadł z jego barków i może się zaangażować w pracę pod dowództwem Tuska, co będzie na pewno korzystniejsze. Tu zaznaczę, że od zawsze uważałem, że Budka nie jest tak zły jak go malują, że to tzw. „dobry wyrobnik” (w bardzo dobrym kontekście), ale zdecydowanie nie jest to lider partii i kwestią czasu będzie jak długo zajmie zrozumienie mu tego. Nastąpiło teraz i od razu widać efekty.

Stracił/straci...

A kto może stracić? Na pewno w pierwszym okresie pozostałe partie opozycyjne, które „żywiły” się słabością PO rosnąć w sondażach. Część wyborców, którzy odpłynęli do Polski 2050 Szymona Hołowni, PSL-u, czy Lewicy podjęła taką decyzję nie ze względu na programy tych partii, a ze względu na „miałkość” Platformy, brak przywództwa, kierunku, pomysłu. To się teraz zmieni i musi się to odbić w wynikach sondażowych. Czy będzie to dłuższy trend to już zależy tylko od tych pozostałych partii, czy się obrażą, czy powalczą o „miliony dusz”.

Powrót Donalda Tuska otwiera na pewno nowy (ale czy na pewno?) rozdział w naszej polityce. Niezależnie jak zakończy się walka, do której stanął trzeba przyznać, że drobne zwycięstwa już na starcie odniósł. Pierwszym i niewątpliwym jest przyćmienie całkowicie kongresu PiS-u, który odbywał się w tym samym czasie. Drugim zdominowanie praktycznie w każdym medium czasu, który mu poświęcono.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

02 comments on “Powrót Tuska [komentarz]

  • W Polskę idziemy! (część trzecia) - Subiektywno-obiektywny , Direct link to comment

    […] Jak to często w przypadku Konfederacji bywa, możemy tam znaleźć wiele progresywnych i wolnorynkowych postulatów takich jak m.in. zlikwidowanie 15 podatków, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 12-krotności płacy minimalnej czy dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców. Konfederaci proponują również redukcje VAT-u oraz akcyzy na paliwo oraz likwidację opłaty emisyjnej i paliwowej aby, według wyliczeń jej działaczy cena za litr paliwa spadła do ok. 4 zł. Są to zatem propozycje brzmiące kusząco, zwłaszcza wobec szalejącej drożyzny i niepewności związanej z podnoszeniem kolejnych opłat i podatków w meandrach „Polskiego Ładu”. Czy okażą się chwytliwe i przekonujące dla wyborców? Z tym należałoby poczekać do finiszu letniej kampanii oraz jesiennych sondaży – te ostatnie zdają się być aktualnie mocno zdominowane przez tzw. „efekt Tuska”. […]

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.