Przesilenie letnie (część druga)

Przed weekendem pisaliśmy, iż mamy aktualnie czas dla krajowej polityki oraz partii rządzącej kluczowy. Czas decyzji. W sobotę ultimatum Prawu i Sprawiedliwości postawiło Porozumienie Jarosława Gowina.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

W naszej dość ostrożnej analizie skupiliśmy się na wariancie, oględnie mówiąc, kompromisowym – sytuacji gdy dwóch z trzech koalicjantów dogaduje się (albo dogadują się wszyscy), dzięki czemu rząd łata propagandowo dziury, których sam się nabawił i trwa w koalicji dalej. Życie napisało jednak, jak zawsze, ciekawsze scenariusze.

Pierwszym jest ultimatum jakie wobec Prawa i Sprawiedliwości wystosowało Porozumienie Jarosława Gowina. Ultimatum wymagające akceptacji wszystkich korekt Porozumienia w kształcie Polskiego Ładu plus istotna zmiana w brzmieniu ustawy lex TVN. Istotna na tyle, iż znacząco zmienia ona brzmienie ustawy, które zapewne w ocenie i w stanowisku PiS było dla tej partii najistotniejsze (Porozumienie proponuje, aby koncesje telewizyjne można było przyznawać firmom z krajów UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego, ale i OECD. Takie rozwiązanie pozwoliłoby amerykańskiemu Discovery utrzymać kontrolę nad TVN). Takie rozwiązanie nie satysfakcjonuje jednak jak wiemy kierownictwa PiS – w kontrze do propozycji Gowina prezes Kaczyński wykreował sobie już nawet kolejnego wroga, przeciwko któremu PiS zamierza wytoczyć moralno-ideologiczną krucjatę – narkobiznes. A skoro sam prezes kreuje i nazywa nowego wroga po to aby swoje działania legitymizować – na szali może położyć coś innego.

Tym czymś innym mogłaby być głowa Zbigniewa Ziobry. Zadziwiające bowiem jest jak nagle Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego przestała być członkom PiS… potrzebna. Jeżeli z ust samego prezesa oraz równie istotnego dla partii rządzącej w prawniczej układance Arkadiusza Mularczyka słyszymy, że likwidacja ID to „przemyślana decyzja”, owocem tych przemyśleń może być jeden ze scenariuszy nakreślonych przez nas w piątek. Z jednym zastrzeżeniem – w słowniku Prawa i Sprawiedliwości nie ma takiego pojęcia jak „kompromis”. W ramach owego kompromisu spokojnie mieszczą się za to takie pojęcia jak „ciche wycofywanie się rakiem” lub „poszukiwanie kozła ofiarnego”. W tym pierwszym przypadku mielibyśmy powolne wyciszanie i wygaszanie sporu wokół Izby Dyscyplinarnej, unikanie jasnych deklaracji, pytań oraz przeczekanie medialnej burzy wokół tematu sądownictwa oraz wyroku TSUE w sprawie ID (16 sierpnia), co jest techniką powszechnie znaną i przez tę ekipę lubianą w sytuacjach impasu lub dojścia do negocjacyjnej ściany. Złożenie ofiary z Izby Dyscyplinarnej w imię utrzymania większości byłoby jednak zapewne jasnym sygnałem wobec Ziobry, który przez ostatnie kilka miesięcy pozostawał mniej widoczny w legislacyjno-politycznej ofensywie. W najgorszym dla Zjednoczonej Prawicy wariancie oznacza to konflikt z dwoma koalicjantami na raz. Oczywiście – prezes PiS o wiele lepiej dogaduje się i „trzęsie” koalicjantami aniżeli instytucjami UE tudzież ostatnimi niezależnymi w kraju. Pytanie jednak czy aktualny moment nie jest swoistą masą krytyczną i tych warunków oraz deklaracji ze strony obu koalicjantów nie było już po prostu za dużo.

Po drugiej stronie sceny pokracznym poczynaniom władzy powinna się przyglądać opozycja, jednakże ona sama wydaje się nieco pochłonięta „sama sobą”. Cały czas wiodącym tematem jest tutaj „efekt” oraz energia Donalda Tuska – długo oczekiwanego „lidera” opozycji, którego narracja oraz poszczególne czynności wreszcie zaczynają zataczać kręgi szersze aniżeli same analizy rzeczywistości a’la „anty-PiS” (choć to one nadal wzbudzają największy entuzjazm w twardym elektoracie PO oraz u zaprzyjaźnionych mediów). Tusk zaczyna poruszać inne istotne dla polskiej gospodarki i debaty publicznej tematy: były szczepienia, coraz częściej pojawia się transformacja energetyczna i finanse, przed weekendem zaczęły pojawiać się relacje państwa z kościołem. Po swoim urlopie (początek lipca) Donald Tusk w kolejnych wypowiedziach zdawał się tylko potwierdzać, iż poważnie potraktował wszelkie sygnały o tym, iż ogromna społeczna siła i sondażowy potencjał tkwią także i w wyborcach niezdecydowanych, lub umiarkowanych, którzy jedynie ostentacyjnie ziewają na możliwość kolejnej odsłony wojny między PO a PiS. Tusk w tej sytuacji coraz częściej ubiera retoryczne buty Szymona Hołowni, co rusz poruszając tematy od dawna w dyskursie lidera Polski 2050 obecne (obecność krzyży w przestrzeni publicznej, finansowanie kościoła katolickiego), zrozumiawszy zapewne, iż bez jego (hołownianego) elektoratu nie pokona PiS samą doktryną anty-PiS. Co rusz zatem subtelnie podkrada lub pożycza pomysły młodszego kolegi z opozycyjnej sceny i jakoby przedstawia jako własne, równocześnie ciepło wypowiadając się zarówno o samym Hołowni, jak i o innych liderach opozycji. Na tym też jednak polega przebiegłość i skuteczność Tuska – i prawdopodobnie jest to także silnym fundamentem jego „efektu”. Postawy na opozycji inne niż pokojowe czy kompromisowe mogłyby od razu podciąć gałąź na której siedzi już u progu jego politycznego działania po powrocie.

A elektoratowi Tuska wciąż w to graj – zarówno tam, jak w samej Platformie nadal silnie dominuje przekonanie, iż „teraz anty- i walka z PiS, a o programach pogadamy później”, co zdaje się, w dłuższej perspektywie, spychać wszelkie programowe dyskusje i spory na barki przyszłej koalicji. Dla przykładu – czy w sprawie aborcji nie lepiej byłoby mieć jasnego wypracowanego stanowiska już teraz? By nie spychać tego wrażliwego tematu do agendy ewentualnej przyszłej koalicji a tym samym – z miejsca rzucać jej pod nogi programowe kłody? Pewnie tak, ale Tusk woli aktualnie nie ryzykować, a jego otoczenie, elektorat i komentatorzy – „nie psuć atmosfery” programowymi dywagacjami. Tusk wolał pójść w opozycyjne uprzejmości, spychając wszelkie trudne rozmowy na później (patrz: zamrożenie deklaracji ideowej PO).

W podobne tony uderza Rafał Trzaskowski – Tuska aktualnie chwalący, zapraszający go z otwartymi ramionami na mocno rosnący Campus Polska (naprawdę mocna obsada, świetni goście; line-up już w tym momencie robi wrażenie). Prezydent Warszawy nie miał jednak zbyt dużego wyboru – ewentualne fochy czy najdrobniejsze nawet złośliwości z jego strony po jego marginalizacji w PO mogłyby ją jeszcze bardziej pogłębić, a wciąż nie wiadomo czy aktualnie Trzaskowski ma i energię i pomysł na „coś zupełnie swojego” w polityce (co po Campusie?). W interesie wszystkich po tej stronie jest zatem kurtuazja i wymiana uprzejmości. Wciąż jednak tej chemii między Trzaskowskim i Tuskiem, jak solennie zwiastowali sympatycy obu, tak naprawdę nie widać i nie wiadomo czy takowa się pojawi. Być może stanie się tak po Campusie Polska Przyszłości a Tusk i Trzaskowski, zgodnie z nadziejami żelaznego elektoratu PO, połączą siły i stworzą wspólny front walki z PiS.

Sam jednak szczerze w to wątpię.

Jest też wreszcie i Szymon Hołownia. Nieco zepchnięty do defensywy po spektakularnym wejściu Tuska (tyleż spektakularnym ileż tak właśnie zostało to jego wejście tak ukazane – zwłaszcza w, jak to już nazwałem, zaprzyjaźnionych mediach). Hołownia spokojnie stoi z boku i czeka na rozwój wydarzeń. Od PO i Tuska ani się zbytnio nie dystansuje, ani nie puszcza w ich kierunku kurtuazyjnie oka w stylu samego Tuska. Dobrze wie, że na konkretne ustalenia i deklaracje pora jeszcze nie jest najlepsza. On i jego formacja wolą nadal w spokoju popracować programowo. Hołownia póki co nie daje się zbytnio łapać za słówka, co w ostatnim czasie stało się, niestety, jednym z ulubionych zajęć opozycyjnej gawiedzi (skupionej wokół PO). Zwłaszcza, kiedy na moment zapomną o Tusku, lub aktualnie nie doszło do jakiejś spektakularnej wpadki ze strony Zjednoczonej Prawicy. Choć o to drugie ostatnimi czasy naprawdę coraz ciężej. 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *