ranking

Ranking zaufania

Tym, którzy uważnie obserwują polską scenę polityczną nie trzeba przedstawiać comiesięcznego raportu statystycznego pod nazwą „ranking zaufania do polityków” . Jak to się ma do finansów? Ja mam swój prywatny ranking zaufania do państwa jako instytucji, który opiera się na moich klientach. I widzę, że nie jest z tym najlepiej.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Tym, którzy uważnie obserwują polską scenę polityczną nie trzeba przedstawiać comiesięcznego raportu statystycznego pod nazwą „ranking zaufania do polityków” (Majowy ranking zaufania). Dla mnie to taki plebiscyt na to, kto lepiej kłamie. Politycy kłamią nagminnie, bo de facto tego chcą od nich wyborcy – nie prawdy brutalnej, ciężkostrawnej (od tego są dziennikarze, ci prawdziwi), ale bajek – o tym jak to jest wspaniale, jacy my jesteśmy dobrzy a tamci źli. A tak naprawdę wszystkim póki co zależy tylko na tym, aby trwać i paść się na polach uprawnych zwanych spółkami skarbu państwa. Jak to się ma do finansów? Ja mam swój prywatny ranking zaufania do państwa jako instytucji, który opiera się na moich klientach. I widzę, że nie jest z tym najlepiej.

Jak wiadomo wszem i wobec od kilku lat możliwe jest rozliczanie rocznych PIT-ów przez Internet. Ostatnio nawet nie musimy robić nic, aby się rozliczyć – sztuczna inteligencja sama zbija nasze cząstkowe roczne PIT-y i sporządza gotowca rocznego do przyklepania (bądź nie). Jak tylko to weszło w obrót obserwowałem z radością, jak coraz więcej osób wybiera formę elektroniczną rozliczania się i prognozowałem gwałtowny odpływ klientów w związku z rozliczeniem rocznym. Po co przepłacać skoro coś jest za darmo?

W tym roku wspólnie w biurze jednak zauważyliśmy, że wcale ta liczba klientów rozliczających się rocznie u nas nie zmalała, a wręcz przybyło nam pracy w tym zakresie. Sam ostatniego dnia kwietnia „skasowałem” Panią za ekspresowe rozliczenie PIT-a, które zajęło mi 10 minut i mogła ona zrobić to sama w domu przed komputerem. Ale wolała przyjść, zapłacić, poczekać kwadrans na wydruk. Zapytałem się – dlaczego? Otóż – nie ufa ona temu, że urzędnik cokolwiek za nią zrobi dobrze. A że wiedziała, iż będzie miała zwrot podatku to tym bardziej wolała przyjść i rozliczyć się u księgowego – człowieka jednak zupełnie obcego, chociaż z polecenia. Kto tam wie, co kombinują w urzędzie? A jak będzie trzeba coś wyjaśnić albo nie będzie zwrotu – księgowy wyjaśni, pomoże, zadzwoni, skoryguje. A samemu to zaraz strach w człowieku na sam dźwięk słów – Urząd Skarbowy.

Tak, państwo polskie 30 lat po transformacji nie potrafiło sobie wyrobić u obywateli poczucia, iż jest dla obywateli. Polak nie ma zaufania do urzędów – w ogólnym odczuciu są one tylko po to, aby pobierać więcej podatków i komplikować życie. Dominuje przekonanie – podparte niestety praktyką w codziennych kontaktach z urzędnikami (przy czym oceniam to wyłącznie z perspektywy warszawskiej), iż:

  • to urzędnik ma zawsze racje;
  • państwo wyłącznie chce coś zabrać, albo za coś ukarać;
  • urzędnik nie jest dla petenta, tylko petent dla urzędnika.

Do tego dochodzą zawiłe przepisy, których nie rozumieją często sami urzędnicy. Nie rozumieją – bo działają na szablonach, które – w ich przekonaniu – zwalniają z myślenia. Niezmiernie bawi mnie, iż na dźwięk słów „poproszę o podstawę prawną” zostaję najczęściej przekierowany piętro wyżej do przełożonego. Gorzej, jeśli przełożony też nie wie, co odpowiedzieć upierdliwemu księgowemu i zaczynają się argumenty siłowo – finansowe typu: albo będzie tak, jak my chcemy albo nie będzie zwrotu podatku lub czynności sprawdzające zamienią się w kontrolę podatkową. We mnie osobiście wzbudza to kontrolowaną agresję – odpowiadam z reguły kilkoma wyrokami TSUE w bliźniaczo podobnych sprawach, często również wyrokami polskich sądów administracyjnych, czy wykładniami Izb Skarbowych. I o ile te dwa ostatnie argumenty – wobec braku instytucji precedensu w polskim prawie – często są zbywane śmiechem, o tyle TSUE i generalne wytyczne urzędnicy mają bardzo często w nosie, więc nawet się do nich nie odnoszą i pomijają je nawet w oficjalnej korespondencji. Wiedzą, że oznacza to batalię sądową, a przedsiębiorca czy osoba indywidualna po prostu najczęściej spasują nie chcąc się pakować w długotrwałą, kosztowną i zawiłą rozgrywkę sądową.

To, co dla mnie jest jeszcze gorsze – nieliczne przypadki urzędników, którzy chcą się dogadać, nie rzucają kłód pod nogi i nie szukają na siłę problemów (często na polecenie przełożonych – o czym dowiaduję się w nieoficjalnych rozmowach telefonicznych) są po roku, czasami dwóch latach przesuwani na inny obszar działań. Zupełnie nie rozumiem tego podejścia, które niestety nie zmienia się wraz z nowym pokoleniem urzędników. Zauważalny jest za to nowy trend – zbyt często osoby prosto po studiach, z mizerną praktyką chcą się wykazać i pokazać, że teraz to one mają „władzę”. Tyle jej mają, ile wynika z przepisów i ani grama więcej. A czasami jednak starają się na siłę udowadniać, że jest inaczej. I ludzie na takie pozy nabierają – bo nie mają praktyki. Kilka lat temu dostałem mandat za to, że nie stawiłem się na przesłuchanie w skarbówce. A nie stawiłem się, bo miesiąc przed wyznaczeniem terminu wykupiłem całej rodzinie wakacje za granicą za ciężkie pieniądze. Więc zadzwoniłem z prośbą o przełożenie terminu. I uzyskałem zapewnienie, że mogę się zgłosić tydzień po powrocie. A tymczasem po powrocie znalazłem w skrzynce decyzję o nałożeniu grzywny w wysokości 1.000 zł. Wysłałem pismo do urzędu, aby skorygowali swoją głupią decyzję – oczywiście rozmowa telefoniczna nie była nagrywana, więc nie mogła być dowodem, ale już bilety, rezerwacje, płatności etc. już tak. Nie – proszę płacić. Sprawa trafiła do sądu – sędzina była oburzona tym, że w ogóle musi to rozpatrywać, ponieważ moja niewinność była oczywista. W takiej sytuacji – ja straciłem czas (pisma, rozprawa), sąd stracił czas, skarbówka musiała zapłacić koszty postępowania (podatnik stracił pieniądze – a powinien urzędnik, który w swojej zapalczywości postanowił brnąć i nie wycofał się ze swojej głupiej decyzji). I po co? Ja się obroniłem. Wiele osób by nie potrafiło.

I tak rok po roku ten ranking zaufania raczej nie poprawia się. Dopóki politycy i urzędnicy nie zbudują tego zaufania, nie pokażą – jak w Skandynawii – przychodów i wydatków państwa / urzędu w sposób całkowicie transparentny, nie zaczną tłumaczyć zawiłej rzeczywistości i nie przestaną kłamać – dopóty zawsze będzie kombinowanie, obchodzenie przepisów i zaufanie w okolicach twardego elektoratu ekipy aktualnie zarządzającą państwem. Tutaj nigdy nie dogadam się z osobami o lewicowych poglądach (gospodarczo – socjalnych) stojących na stanowisku – zabrać w podatkach jak najwięcej tym, co dobrze zarabiają. Osobiście nie mam problemu z tym, żeby np. płacić więcej na ochronę zdrowia. O ile te pieniądze będą faktycznie szły na szpitale i personel. Bo póki co to w 2021 roku składki poszły w górę, Polacy zarabiają coraz więcej, a budżet NFZ w stosunku do 2020r. poszedł w dół. Co daje oczywisty dla mnie wniosek – pieniądze za składki zdrowotnej idą na cele nie związane ze zdrowiem publicznym. Być może jest to wniosek mylny, jednak tego się nie dowiem, bo urzędnicy z Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Zdrowia nie raczą odpowiedzieć na pytania – wszak Polak jest dla nich (dojną krową – ja się tak często czuje) a nie oni dla suwerena.

Na koniec coś optymistycznego – jeśli macie jakieś pytania, nie rozumiecie jakiejś sprawy finansowo – urzędniczej pytajcie w komentarzach lub wysyłajcie zapytania na specjalny adres mailowy: porady@subiektywno-obiektywny.pl . W miarę możliwości i znajomości przepisów będę starał się pomagać.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.