Sąd sądem, ale znaczenie musi być po naszej stronie (opinia)

Czy pisarz może przezywać głowę państwa, a głowa państwa może za to pozywać pisarza?

Cały kraj (a nawet i świat) obiegła wiadomość, iż polski pisarz Jakub Żulczyk nazwał polskiego prezydenta „debilem”. Do incydentu doszło na facebookowym koncie artysty w listopadzie ubiegłego roku. Żulczyk w jednym ze wpisów komentował wtedy brak właściwej jego zdaniem reakcji Andrzeja Dudy na oczywisty wybór Joe Bidena na 46. Prezydenta Stanów Zjednoczonych, wobec napływających z całego świata gratulacji dla elekta, a ciszy ze strony głowy naszego państwa. Artysta napisał wtedy: “Joe Biden jest 46. prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem”. Sprawa ujawniona we wtorek stała się jednym z gorętszych tematów dyskutowanych u nas w mediach oraz w internecie.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Kwalifikacja czynu

Jakub Żulczyk ma odpowiadać za przestępstwo ścigane z urzędu – jak zapewniła w środę (23 marca) Kancelaria Prezydenta – nie było w tej sprawie wniosku ani samego prezydenta, ani kancelarii. Żulczyk skarżony jest z art. 135 kodeksu karnego. Paragraf drugi tego artykułu brzmi: “Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”.

W ocenie prokuratury użyte przez podejrzanego określenie jest obraźliwe. Niedopuszczalne jest uznanie użytego słowa za merytoryczną krytykę, akceptowalną w ramach konstytucyjnej wolności wypowiedzi – przekazała prokuratura.

Czy Jakub Żulczyk znieważył prezydenta? Być może – ja sam bym tak o prezydencie RP nie napisał – mimo całego bukietu niepochlebnych opinii, oraz okazji, które miałem do tego w mediach społecznościowych. Ale być może chodzi w tej sprawie też o coś jeszcze – o bycie pisarzem. I to pisarzem niepokornym. Także z niepochlebnym stosunkiem do obecnej władzy. Czy znieważył? Czy mógł tak napisać? Niech rozstrzygnie sąd. A sąd weźmie zapewne w tej sytuacji pod uwagę złożone zeznania, intencje „sprawcy”, jego motywy, kontekst wypowiedzi, czy ewentualne opinie biegłych (choć raczej nie – biorąc pod uwagę “złożoność” tej sprawy).

No i właśnie – sąd pod uwagę weźmie kontekst i intencję – w tym przypadku „słowa klucze”. Ale do tego wrócimy za moment.

Od semantyki do pragmatyki

Słownictwo podlega różnym procesom. Jednymi z nich są na przykład rozszerzenie znaczenia lub pejoratywizacja, z czym mamy do czynienia w tym przypadku (pierwotne, rzadziej używane znaczenie słowa „debil” oznacza(ło) osobę upośledzoną umysłowo w stopniu lekkim). Jeżeli spojrzymy na etymologię słowa „debil” z perspektywy historycznej, dowiemy się, że możliwy zakres semantyczny samego rdzenia słowotwórczego jest szerszy – a zatem – „słaby” (łac. debilis, hiszp. débil). Pejoratywizacja i rozszerzanie semantycznego znaczenia to procesy, które w języku mają miejsce cały czas i to w różnych kierunkach. Spójrzmy na przykład takiej „podróży” w kierunku przeciwnym – drogę która przebyło znaczenie słowa “słaby”. Kanonicznie – określenie to bardzo neutralnie i opisowe, natomiast dziś, w skutek rozszerzenia semantycznego, jest to wyraz określający rzecz złej jakości, coś o niezbyt dużej wartości i jest to wyraz nacechowany emocjonalnie, już nie neutralny, np. Ale to było słabe!

Z punktu widzenia semantyki zatem (semantyka – dział językoznawstwa, którego przedmiotem jest analiza znaczeń wyrazów) Żulczyk zapewne głowę państwa zniesławił. Z punktu zaś widzenia językowej pragmatyki (dział językoznawstwa, którego przedmiotem są społeczne i sytuacyjne warunki funkcjonowania języka oraz cele, jakie mówiący chce osiągnąć przez użycie określonych wyrazów i wyrażeń*) – możliwe, że nie. Albo niekoniecznie.

Albo – zależy.

Pragmatyka ma to do siebie że mówi nam o ona o użyciu słów z określoną intencją oraz w danym kontekście. Semantyka zaś to nauka raczej o samym ich słownikowym znaczeniu. Różnicę między jedną a drugą widzimy, kiedy spojrzymy na dwa przykłady tej samej sytuacji:

(1)

 – Przepraszam, ma pani może zegarek?

– Tak, jest za piętnaście trzecia.

(2)

– Przepraszam, ma pani może zegarek?

– Tak, mam.

Istnienie wspólnych dla nas kontekstów i możliwych znaczeń słów powoduje, że w życiu dogadujemy się bez problemu – a nawet lepiej – posługując się aluzjami, skrótami myślowymi, ironią, czy metaforą. Sama semantyka do tak płynnej komunikacji nam nie wystarczy.

W przypadku Żulczyka kontekst jego wypowiedzi zapewne oczywiście nie był wobec prezydenta RP pochlebny – sam to we wspomnianym wpisie przyznał. Wystarczy także pobieżnie prześledzić aktywność pisarza w mediach społecznościowych by wiedzieć, z jaką opcja polityczną czy światopoglądową się on utożsamia a z jaką nie. O samym incydencie, jak i o intencji wypowiedzi autora wiemy na razie tyle, ile opublikował we wpisie, a także we wtorek, 22 marca, po informacjach o akcie oskarżenia. A napisał wtedy na ten temat niewiele – „o tym, czy przyznaję się do winy, czy nie, dowie się najpierw sąd, a dopiero potem media, i te zwykłe, i te społecznościowe”.

O intencji wypowiedzi wiemy zatem także w sumie niewiele, ale możemy oczywiście się jej domyślać. Zapewne zapyta o nią też oskarżonego sąd.

Jak to może teraz być?

Czy zatem kontekst wypowiedzi ma szansę obronić Żulczyka? Możliwe. Możliwe też, że kluczową w postępowaniu będzie opinia biegłego, najlepiej z zakresu językoznawstwa. Gdyby tak się stało, mógłby on na przykład wziąć pod uwagę właśnie kontekst wypowiedzi (a zatem np. krytykę władzy gwarantowaną wolnością słowa) lub choćby zakres semantyczny słowa “debil”. W skrajnym przypadku być może nawet i prawo artysty do własnej formy wyrazu, często nawet prowokującej, czy balansującej na granicy słownej brutalności, choć to oczywiście mocno naciągane „pobożne życzenie” – sąd raczej wolałby tego typu obywatelskie praktyki wygaszać, aniżeli w żaden sposób szukać prób ich usprawiedliwienia.

Lecz to wszystko oczywiście jest przecież możliwe. Przynajmniej teoretycznie. Przynajmniej z punktu widzenia językoznawstwa. Wszystko cały czas zależy od intencji autora – zarówno w momencie pisania posta, jak i składania zeznań. Pisarz może przecież do winy się przyznać, a za swoje zachowanie przeprosić – co sąd bierze też przecież pod uwagę przy wydawaniu wyroku.

To, jak pragmatyczny aspekt użycia słów w kontekście może zmienić “bieg historii” czy nawet postępowanie sądowe, możemy zobaczyć w pewnym przykładzie zza oceanu. W Stanach miał kiedyś miejsce proces, w którym kobieta pozwała koncern farmaceutyczny za nieskuteczność środków antykoncepcyjnych – ulotka zakupionego produktu głosiła bowiem, iż daje on praktycznie 99% skuteczności. Sąd rozstrzygnął sprawę na korzyść koncernu – formułując i oceniając w ten sposób możliwe działanie środka, kluczowym okazało się być słowo „praktycznie” (ang. virtually – takie sformułowanie zostało użyte w ulotce). Sąd stwierdził, iż tego typu sformułowanie niejako „kasuje” przekonanie i możliwą interpretację klienta co do faktu, iż środek jest „praktycznie” lub bardzo skuteczny, o czym klientka winna wiedzieć. I nie traktować tego faktu „dosłownie” – choćby skuteczność tego środka statystycznie rzeczywiście lokowała się na poziomie 99%.

* w artykule użyto definicji z internetowego Słownika Języka Polskiego

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.