Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Arturem Dziamborem (część 1)

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zapraszamy na pierwszą część rozmowy z Arturem Dziamborem, posłem Konfederacji. Porozmawialiśmy o pandemii, obostrzeniach i wpływie lockdownu na gospodarkę.

Kasjan Karpiński: Rząd ogłosił przedłużenie obostrzeń, jak złośliwi mówią w dwutygodniowym lockdownie najtrudniejsze jest pierwsze pół roku. W związku z tym pytanie, czy według Pana rząd wie co robi?

Artur Dziambor: W skrócie, nie. Gdybyśmy mówili tylko i wyłącznie o kwestii wirusowej, to jestem przekonany, że oni nie wiedzą co robią. Natomiast jeżeli chodzi o kwestie gospodarcze, to troszkę się obawiam, że oni po prostu kapitalizują wirusa politycznie maksymalnie ile się da. Po kryzysie gospodarczym spowodowanym lockdownami będzie musiało dojść do przebudowy systemu finansów państwa, kwestii budżetowych, podatkowych. Jakkolwiek by tego nie nazwali, nazywają obecnie Nowym Ładem wiadomo, że będzie to służyło głównie ich partii. Więc można powiedzieć jasno, że konsekwencje wirusa będą tak samo gospodarcze, jak zdrowotne.

W programie „Kawa na ławę” poruszył Pan sprawę, że jedna ze spółek skarbu państwa przymierza się, żeby wkroczyć w branżę fitness. Temat nie został podjęty, ale czy mógłby Pan go tu rozwinąć? Która to spółka?

Nie mogę wprost powiedzieć, o którą spółkę chodzi, ponieważ te informacje nie są jeszcze w tym momencie jawne. Jest artykuł na money.pl na temat tego, że PZU chce wejść w branżę fitnessową i zastanawia się nad własną kartą. Beneficjenci tej karty mogliby korzystać z sieci siłowni. Generalnie jest to skok na ten biznes ze strony spółki skarbu państwa, jeżeli oczywiście do tego dojdzie. Informacja o tym krąży po środowisku od pewnego czasu, ale na razie pojawiła się tylko jedna publikacja, właśnie na stronie money.pl. Zobaczymy, ale dmuchamy na zimne. Nawet, jeżeli do tego miałoby nie dojść, to można powiedzieć, że plotka się pojawiła, więc skomentować na bieżąco trzeba było.

Dokładnie to samo dzieje się z branżą hotelową, gdzie od samych przedstawicieli branży słyszymy, że dostają telefony pytania, czy przypadkiem nie chcieliby sprzedać, oczywiście za pół ceny albo jeszcze mniej.

Pytam, ponieważ Tomasz Napiórkowski (prezes Polskiej Federacji Fitness) powiedział w wywiadzie ostatnio: „Póki badano ogniska zakażeń, to nigdy wśród nich nie wskazano klubów fitness. Były to np. wesela, domy opieki czy kościoły, ale klubów fitness w tym nie było.”. W związku z tym, abstrahując na chwilę od kapitalizacji, czy jest jakieś inne wytłumaczenie, dlaczego akurat ta branża jest tak poturbowana?

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co jeszcze może to powodować. Rzeczywiście jest tak, że rząd opiera się na jednej jedynej publikacji dotyczącej kwestii zdrowotnych z czasopisma „Nature” oraz na informacjach, które uzyskuje od lekarzy, którzy weszli w radę doradców premiera. Słyszeliśmy od nich, że siłownie są zamykane, ponieważ sufity są nisko i wymiana powietrza jest słaba. Tymczasem ze wspomnianej federacji fitness i od pana Napiórkowskiego usłyszeliśmy z kolei, że wymiana powietrza w większości siłowni jest dziesięciokrotnie lepsza, niż w szpitalach, ponieważ takie jest prawo. Przedstawiciele federacji zrobili ponad miesiąc temu konferencję prasową w Sejmie, w której uczestniczyłem. Na konferencji sami zaproponowali władzom taki układ, że się samoograniczą. Ograniczą ilość ludzi, którzy mogą brać udział w ćwiczeniach. Zrobią większe odstępy między przyrządami niż dotychczas, chociaż już są duże ze względów bezpieczeństwa. Byleby tylko nie musieli być zamknięci. Oczywiście rząd tego apelu nie posłuchał. Szkoda. Ja co prawda jestem zwolennikiem pełnego otwarcia wszystkiego, ale jeżeli sama branża i federacja reprezentująca setki firm prosi rząd o to, żeby rząd ich nie bankrutował to znaczy, że coś jest w tym, że chcieliby przetrwać ten czas. Ze względów wirusowych ja nie widzę żadnego argumentu, żeby siłownie zamykać.

Coraz więcej młodych osób choruje. T. Napiórkowski we wspominanym wywiadzie podkreśla, że otwarte siłownie pozwalają uprawiać sport, uprawiając sport nabywamy większą odporność, organizm jest silniejszy i łatwiej zwalczy potencjalną chorobę.

Zamknięcie z kolei powoduje, że jesteśmy bardziej narażeni na wszystko, co jest dookoła, ponieważ nie uodparniamy się na bieżąco. Lekarze, którzy zajmują się koronawirusem, zgodnie twierdzą chyba wszyscy, że największą współistniejącą chorobą, która sprawia, że człowiek przechodzi ciężko COVID, albo naprawdę źle kończy, jest otyłość. Jak inaczej mamy walczyć, jak nie na siłowniach? Ludzie nie mają zazwyczaj siłowni domowych, zresztą na zewnątrz też nie można wyjść, ponieważ nie wyobrażam sobie biegania w maseczce po ulicy. Zostaliśmy ograniczeni na wszystkie możliwe sposoby. Ja przechodziłem bardzo ciężko w szpitalu koronawirusa. No, ale ja właśnie mam 30 kg nadwagi, także to jest mój grzech, który popełniam,  z którym walczę. Lekarze mi powiedzieli: chcesz być dalej zdrowy, chudnij.

Oprócz branży fitness, która jest od dłuższego czasu zamknięta, na mocy obostrzeń wprowadzonych 27 marca zamknięte są ponownie zakłady fryzjerskie. Aczkolwiek tu mam inne pytanie. Czy rząd taką decyzją przysłowiowo nie strzela sobie podwójnie w stopę? Branża zeszła do podziemia, więc walka z wirusem jest pozorna. A po drugie wpływy do budżetu spadają, bo działając w podziemiu właściciele, jak wiadomo, podatków nie odprowadzają. 

Od początku, gdy zaczęto wprowadzać pierwszy lockdown rok temu sugerowaliśmy, że zajeżdżanie gospodarki nie ma najmniejszego sensu. Również z punktu widzenia właśnie podatkowego. Rząd pozorując walkę z wirusem, zamyka pewne przedsiębiorstwa, które nie mogą pracować, przez co nie mogą zarabiać, a jeżeli nie zarabiają, nie płacą podatków. Jak nie płacą podatków, to później trzeba wymyślać dla nich tarcze antykryzysowe, które powodują de facto dodrukowanie pieniędzy. Skądś te pieniądze trzeba brać. Skuteczność tych tarcz to oczywiście zupełnie inny temat, jest ona w rzeczywistości w okolicach 20%, a pozostałe 80% nie dostały ani grosza. Wracając, to prawda, branża fryzjerska działa w podziemiu. Ci, którzy mają stałych klientów, to klienci zazwyczaj znają numery i fryzjerzy pracują w domu. Zarabiają nieopodatkowane pieniądze, więc strata tym bardziej, a usługa pozostaje taka sama. Jest może mniej sterylnie, mniej wygodnie, wręcz gorzej, no bo to się musi odbywać na przykład u kogoś w kuchni.

Ja na przykład jestem dość długi czas bez fryzjera i wybieram się na operację amputacji włosów za 2 dni.

Amputacja włosów, czy wynajem powierzchni?

Nie, nie. Jest normalnie zakład, który był kiedyś zakładem fryzjerskim, a teraz jest zakładem oferującym amputacje włosów.

(rozmowa odbyła się przed amputacją, a poniżej film z “zabiegu)

Pozostaje temat szkolnictwa. Szkoły są nadal zamknięte mimo, że większość nauczycieli jest zaszczepionych. Wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski podczas rozmowy w Radiu Zet powiedział: „Nie ma danych, które pokazywałyby jakiś gwałtowny wzrost liczby zachorowań po egzaminach próbnych”. Gdzie więc tu logika?

Sam mam dwójkę dzieci w żłobku. Żłobki są w tym momencie zamknięte, z wyjątkami. Kim trzeba być, żeby się w te wyjątki wcisnąć? Cała długa lista. Ciekawostką jest, że nauczyciele mogą swoje dzieci wysłać do żłobka, bo prowadzą zajęcia, ale tylko ci nauczyciele, którzy są do szkoły średniej. Wykładowcy nie zostali dotknięci tym rozporządzeniem, mimo, że też prowadzą zajęcia dokładnie tak samo, jak nauczyciele. Muszą opiekować się dziećmi w domu nie mając prawa skorzystać z tych połowicznie otwartych żłobków.

Jeżeli chodzi o samo zaszczepienie nauczycieli mamy oficjalne dane, że 81% nauczycieli zostało zaszczepionych, albo zostanie zaszczepionych. Pozostałe 19% to nauczyciele, którzy zadeklarowali zgodnie z dobrowolnością, która pozornie istnieje, że nie chcą się szczepić. Zapytałem na komisji edukacji miesiąc temu, czy ci nauczyciele, którzy się nie zaszczepili, zostaną dopuszczeni do wykonywania zawodu? Nie dostałem odpowiedzi na to pytanie, chociaż oczywiście byłaby to skrajna dyskryminacja. Zadałem to pytanie w afekcie, ponieważ dostawałem wcześniej sygnały od nauczycieli, którzy po stwierdzeniu, że nie chcą się zaszczepić mieli rozmowy motywacyjne z dyrekcją swoich szkół.

Odpowiadając na pytanie, jaki to ma sens? Powiadam, nie ma najmniejszego poza właśnie tym, że trzeba dalej kapitalizować wirusa. To znaczy w momencie otwarcia wszystkich szkół, dajemy jasny sygnał, że już wszystko może być otwarte. Szkoły, to jest to miejsce, w którym się gromadzi najwięcej ludzi młodych ludzi, nastolatków, ale też dorosłych ludzi, nauczycieli, którzy pracują. Więc jeżeli byśmy otworzyli wszystkie szkoły, to już nie ma żadnych argumentów, żeby trzymać całą resztę w zamknięciu. To jest odpowiedź. W momencie, gdy szkoły się otworzą, to już wszystko inne musi być otwarte. Ministerstwo edukacji nawet przy szczerych chęciach – bo ja nie twierdzę, że wszyscy mają takie zacietrzewienie polityczne, jak pan minister Niedzielski, czy pan premier Morawiecki – żeby otworzyć, nie mogą decydować sami. O tym decyduje minister zdrowia i decyzja polityczna jest taka, że szkoły mają pozostać zamknięte. Inaczej nie będzie można ludziom wytłumaczyć, że mają bać się dalej wirusa.

Ostatnie pytanie w temacie koronawirusa. Jakie jest wg Pana 3-5 punktów, które należałoby zrobić na już, żeby wszystko wróciło do normy?

Pierwsza rzecz to powinniśmy całkowicie zrezygnować z jakiegokolwiek lockdownu, wrócić do normalnego życia.

Druga sprawa to ustawa odszkodowawcza. To jest coś, co przeszło już przez Senat teraz leży sobie w Sejmie, podobno w komisji gospodarki. Jeżeli ustawa wejdzie na obrady Sejmu, powinna być jak najszybciej przeprocedowana, ponieważ pozwoliłaby wszystkim przedsiębiorcom, którzy stracili i są w stanie udokumentować to, ubiegać się o odszkodowania.

Trzecia rzecz to jest powrót do szkół. Niestety ten rok szkolny jest stracony, więc trzeba się pogodzić z tym, nie kombinować nic więcej poza tym, co już zostało popsute. Pozwolić młodym ludziom dokończyć ten rok szkolny w normalnym systemie, wystawić im oceny, przeprocedować egzaminy. Będziemy mieli rocznik covidowy i będziemy to wspominali jako pokolenie covidowe, tak jak wspominamy gimnazjalistów, jako gimbazę. Niestety trzeba się pogodzić, że jest to pokolenie, gdzie ten cały rok miał covida, a przed covidem – strajk nauczycieli. Także mamy ten rocznik dotknięty niestety tymi dwoma problemami.

Po czwarte powinniśmy usiąść i na poważnie zastanowić się nad tym, co zrobić, żeby ochrona zdrowia na przyszłość była zabezpieczona na wszelkie tego typu okoliczności. Braki kadrowe to jest największy problem, który się objawił w trakcie koronawirusowego bałaganu. Ochrona zdrowia przy wielkim zaangażowaniu lekarzy, pielęgniarzy, pielęgniarek, medyków, ratowników, które jest naprawdę godne pochwały, niestety politycznymi decyzjami i popełnianymi błędami przez dziesiątki lat doprowadziły do tego, jak duże braki kadrowe i sprzętowe mamy. Jedno i drugie musi być jak najszybciej naprawione. Oczywiście trzeba zaznaczyć, że obecnie mamy więcej studentów medycyny, niż mieliśmy w poprzednich latach, więc jest jakiś promyk nadziei, że będzie dobrze. Ale ci studenci muszą być zachęceni, żeby tutaj w Polsce zostać, a nie żeby po zakończonych studiach praktykować za granicą. To jest w tym momencie zadanie dla rządu. Jedno z wielu, ponieważ największym problemem, jaki mamy jest brak lekarzy w POZ-tach, brak lekarzy w szpitalach powiatowych itd. Jest to temat niestety polityczny, bo nikt tego nie rozwiąże inaczej. Jeżeli nie ma pomysłów w postaci prywatyzacji ochrony zdrowia, a od tego jesteśmy bardzo daleko, no to niestety muszą ten problem rozwiązać politycy.

No i ostatnia sprawą jest, jak będzie wyglądało prowadzenie działalności gospodarczej w przyszłości. Rząd zamiast wymyślać nowe łady, nowe systemy podatkowe i tak dalej, powinien robić wszystko, żeby ulżyć ludziom, którzy prowadzą własne działalności gospodarcze. Podnieść kwotę wolną od podatku do 12 krotności najniższej krajowej, natychmiast, bezwarunkowo. Nie tak jak planuje, gdzie chce obwarować to masą warunków, które sprawią, że mało kto skorzysta. Należy jak najszybciej dopuścić do tego, żeby osoby, które prowadzą własne działalności gospodarcze, dobrowolnie mogły zrzec się ubezpieczenia emerytalnego i nie płacić ZUS-u. Tymczasem wiemy z przecieków, że rząd planuje coś dokładnie odwrotnego, czyli zwiększenie składki ZUS-owskiej dla ludzi prowadzących własną działalność. Zamiast ulżyć ludziom, którzy rozwijają ten kraj, nie patrząc się na to, kto rządzi, rządzący z tego, co słyszymy, chcą właśnie tych ludzi wbić w ziemię jeszcze bardziej, niż już tam są.

– rozmawiał Kasjan Karpiński

Druga część o programie Konfederacji, zegarkach, zbiórkach już jutro!

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

08 comments on “Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Arturem Dziamborem (część 1)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.