Artur Dziambor

Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Arturem Dziamborem (część 2)

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zapraszamy na drugą część rozmowy z Arturem Dziamborem, posłem Konfederacji. Porozmawialiśmy o programie Konfederacji, szkolnictwie, zegarkach i zbiórkach.

Kasjan Karpiński: Porozmawiajmy o programie Konfederacji. Proponujecie z jednej strony likwidację składek ZUS-owskich i wypłatę emerytur z budżetu, a z drugiej chcecie, żeby młodzi mieli wybór, czy odkładać w ZUS, czy w prywatnych ubezpieczalniach. Po co w taki razie ma być instytucja ZUS-u?

ZUS niestety nie jest czymś, z czego można się wycofać z dnia na dzień. System, który jest zbudowany nie jest systemem, w którym odkładamy na własne emerytury tylko, żeby nasi rodzice mieli emerytury. W związku z tym, że ta piramida finansowa jest właśnie taka, nie da się z tego wyjść w rok, czy dwa lata. Trzeba zaplanować wychodzenie z tego przez dziesiątki lat. Musi być wielka zgoda narodowa, żeby ten projekt zakończyć, ale niestety właśnie w taki sposób. Młodzi ludzie, przedsiębiorcy, prowadzący własne działalności, samozatrudnieni, to są ci, którzy powinni jako pierwsi dostać możliwość wyboru, czy chcą oszczędzać, czy nie. Mając to na uwadze godzą się, że nie dostaną emerytury państwowej. Zresztą, każdy dostaje z ZUS-u u co roku laurkę z informacją ile odłożył i jaka jest prognozowana emerytura. Mi w ubiegłym roku przysłali, że po prawie 18 latach na rynku pracy, kilkunastu prowadzonych działalnościach, moja emerytura jak będę grzecznie płacił dalej będzie wynosiła 720 zł. Czyli będzie trzeba dopłacać do niej, żeby osiągnąć najniższą emeryturę krajową. Trzeba robić wszystko, żeby z tego systemu w jakiś sposób można było w przyszłości wyjść, a wszystko oznacza zgodę na to, że w pewnym momencie dajemy ludziom wybór i od tego wyboru zaczynamy.

Jak rozumiem, to ma być jakiś graniczny rocznik, który będzie startował od zera?

Tak. W pewnym momencie będzie trzeba to zacząć. Nie będzie można wyjść z dnia na dzień, ponieważ zobowiązania emerytalne to są dziesiątki miliardów złotych każdego roku. Nie ma możliwości, żeby pokryć te straty jakąkolwiek prywatyzacją, czy jakimikolwiek manewrami na systemie podatkowym. Tak naprawdę jedyne co można zrobić w tym przypadku, to jest stopniowe wychodzenie z tego systemu, ale właśnie trwające przez dekady. My jesteśmy tego świadomi i jesteśmy na to gotowi. Problem polega tylko na tym, że najpierw trzeba społeczeństwo przekonać, że to dobry krok. Jednym z takich kroków, który może należy pośrednio popełnić – chociaż ja nie jestem tego entuzjastą, ani Konfederacja nie jest – jest emerytura obywatelska. W ustach polityków w Polsce pojawia się już, że może należy w pewnym momencie wprowadzić emeryturę obywatelską. Jedną konkretną kwotę dla wszystkich. Kto chce więcej dostawać, musi sam sobie poradzić, odłożyć i tak dalej. To jest pierwszy może krok ku temu, żeby ten system całkowicie zmienić. Jak powiedziałem, nie jestem tego entuzjastą, nie mamy tego w programie, ale wyobrażam sobie, że rządzący, jeżeli nie byłaby to Konfederacja albo partia Korwin mogliby taki krok podjąć. Byłby to krok na pewno zmierzający ku temu, żeby w przyszłości łatwiej było z ZUS-u wyjść.

"Samorządy żyją z podatku dochodowego swoich mieszkańców, więc jak się podniesie kwotę wolną od podatku, to ubożeją samorządy. Mają przez to jeszcze bardziej związane ręce niż dziś."

Kolejnym elementem w tym punkcie programu jest likwidacja podatku dochodowego.

Bardzo fajnie się mówi o tym, że zlikwidujemy podatek dochodowy. Ja jestem „za”. Tylko, nie można tego zrobić z roku na rok. Trzeba to robić stopniowo, sprawdzając, jakie są efekty konkretnych kroków, które podejmujemy w przypadku likwidacji albo redukcji podatków. Nie jest to łatwe.

Jeżeli byśmy myśleli o podniesieniu kwoty wolnej od podatku z 3091 zł dzisiaj, do 12 krotności najniższej krajowej, czyli trochę ponad 30 tyś złotych, to de facto redukujemy

podatek dochodowy i to dosyć skrajnie. Koszt takiej operacji dla budżetu państwa wyniósłby około 40 miliardów złotych (40 miliardów złotych to jest tyle, co program 500 plus). Doprowadzając do tego, że najniższa krajowa i najniższe emerytury nie byłyby dotknięte podatkiem sprawiamy, że ludzie dostają każdego miesiąca więcej pieniędzy. Mniej więcej wychodziłoby o 200-300 złoty dla każdego więcej miesięcznie.

Jest to ogromna operacja, która sprawiłaby, że zmieniłoby się bardzo dużo na scenie. Ten brak, który byśmy mieli, trzeba by było w jakiś sposób pokryć. Nie ze względu na to, że my jesteśmy entuzjastami, żeby jeden podatek zastąpić drugim, tylko ze względu na zobowiązania, jakie ma państwo i gdzie te podatek dochodowy jest rzeczywiście wykorzystywany. I tutaj mam na myśli głównie samorządy i szkoły.

Samorządy żyją z podatku dochodowego swoich mieszkańców, więc jak się podniesie kwotę wolną od podatku, to ubożeją samorządy. Będą mieć przez to jeszcze bardziej związane ręce niż dziś.

Ja się zajmuję edukacją, więc o tym mogę najwięcej powiedzieć. Jest coś takiego, jak subwencja oświatowa i mało kto w ogóle wie, jak to działa. Kiedyś pół na pół dawało państwo i samorząd, żeby szkoła funkcjonowała. Teraz subwencja oświatowa w niektórych gminach wychodzi 80-20, czyli 20% daje państwo, 80% musi zapłacić gmina, żeby szkoła sobie stała. Pieniądze, które gmina ma płaci, żeby nauczyciele mieli pracę i żeby dyrektor miał szkołę pochodzą z podatku dochodowego mieszkańców. Gdy podniesiemy kwotę wolną od podatku, zlikwidujemy tak naprawdę bardzo dużą część podatku dochodowego. Musimy się zastanowić, co zrobić, żeby samorządy nie padły trupem. Trzeba do tego podejść stopniowo, w poważny sposób.

Do osiągnięcia tych celów proponujecie m.in. redukcję urzędów i agencji rządowych. Jaka jest przybliżona liczba urzędników do zredukowania? Które agencje wg Was powinny zostać zlikwidowane?

Mówimy o redukcji aparatu administracyjnego. Oczywiście pierwsze, co trzeba zrobić to pełny audyt we wszystkich możliwych ministerstwach, agencjach i tak dalej. Mogę dać przykład jako Urząd Miasta Gdyni, która jest moim miastem. Urząd rozrósł się w ciągu ostatniej dekady o ponad 200 dodatkowych miejsc pracy. Pytanie, skąd i dlaczego? Po co te miejsca pracy się tam pojawiły? Dlatego najpierw trzeba przeprowadzić audyt, żeby dowiedzieć się co i jak redukować.

Dodatkowo proponujemy, żeby ministerstw było o połowę mniej niż dzisiaj. Tylko tak naprawdę, żeby ich było mniej. Nie tak jak PiS to zrobił, że dwa budynki połączył w jedno ministerstwo, a obecny wiceminister to jest były minister, tylko tak w rzeczywistym stopniu zredukować. 

To są tak naprawdę maleńkie redukcje. My głównie zahaczamy o spółki skarbu państwa. Prywatyzacja spółek skarbu państwa to jest wielki projekt, który należy odrestaurować, ponieważ PiS to całkowicie wyhamowało. Poprzednie partie rządzące, czy SLD, czy PO, czy nawet PiS w pierwszym wydaniu (2005-07) wyhamowywały prywatyzację, ale ta nie znikała całkowicie. Tymczasem teraz, gdy PiS rządzi, można powiedzieć, że nie ma prywatyzacji. Rządzący nauczyli się w ramach hasła, że wystarczy nie kraść, a wystarczy spółki skarbu państwa obsadzić swoimi ludźmi i będzie wszystko dobrze.

Projektów na to, żeby pokrywać straty wynikające z likwidacji podatku dochodowego jest mnóstwo. Tylko najpierw trzeba zacząć rządzić, żeby mieć pełny ogląd, żeby móc zrobić konkretne audyty w konkretnych miejscach. Nikt, kto nie rządzi, nie powie dokładnie, co redukować, ponieważ cały czas operujemy modelami, a nie rzeczywistym budżetem i rzeczywistą wiedzą, którą może mieć tylko człowiek będący na czele ministerstwa.

"Szkoły stałyby się spółkami, fundacjami, stowarzyszeniami, prywatnymi firmami, które żyją z tego, że dostają pieniądze z bonu oświatowego ucznia, który przyszedł do nich do szkoły, żeby się uczyć. Prywatny biznes będzie w stanie zrobić to na pewno lepiej, bardziej rentownie, ciekawiej."

Zajmuje się Pan głównie edukacją, to omówmy ten dział programu Konfederacji. Bon oświatowy – czym w praktyce miałby być?

Bon oświatowy miałby zastąpić subwencję oświatową – o której wspominałem – która obecnie funkcjonuje. Tak jak mówiłem, że nie jestem wielkim entuzjastą emerytury obywatelskiej, tak samo tu muszę zaznaczyć, że bon oświatowy nie jest moim wymarzonym rozwiązaniem. Jestem zwolennikiem pełnej prywatyzacji szkolnictwa, ale do tego potrzebny jest najpierw bon oświatowy.

Obecnie jest tak, że szkoły są para państwowe. Dyrektor nie jest właścicielem szkoły, tylko administratorem budynku. Nauczyciele pracują na etatach na bazie karty nauczyciela, która powstała w 1981 roku. Sama karta daje mnóstwo różnych przywilejów nauczycielom, ale trzyma niestety ich w widełkach, które ustala ministerstwo i sprawia, że zawód jest całkowicie nie rozwojowy. Awanse dostaje się właściwie przez zasiedzenie i składanie odpowiedniej ilości papierologii, a nie przez rzeczywiste umiejętności. Nie można też starać się o podwyżkę u swojego szefa, ponieważ szef nie ma nic do powiedzenia w kwestii podwyżki. On po prostu dostaje z ministerstwa lub kuratorium informację ile może płacić nauczycielom i tyle płaci.

Bon oświatowy miałby doprowadzić do tego, że za konkretnym uczniem idzie żywa gotówka do szkoły. W przypadku subwencji oświatowej też tak jest, ale gigantyczna zmiana, jest taka, że szkoły musiałyby wyjść spod zarządzania samorządowego. Doprowadzilibyśmy do sytuacji takiej jak z przychodniami lekarskimi, które wszystkie kiedyś były samorządowe albo państwowe, a teraz są prywatnymi spółkami. Spółkami prowadzonymi przez lekarzy, przez pracowników tych przychodni, którzy są udziałowcami albo przez prywatnych właścicieli. Wszystkie te przychodnie dzisiaj pracują na bazie kontraktów z NFZ-em i przyjmują pacjentów bezpłatnie, ponieważ mają swoje ubezpieczenie i są obsługiwani. Dokładnie tak samo wyobrażam sobie zmiany w szkołach. Szkoły stałyby się spółkami, fundacjami, stowarzyszeniami, prywatnymi firmami, które żyją z tego, że dostają pieniądze z bonu oświatowego ucznia, który przyszedł do nich do szkoły, żeby się uczyć. Prywatny biznes będzie w stanie zrobić to na pewno lepiej, bardziej rentownie, ciekawiej. Zajęcia byłyby na pewno ciekawsze.

Nauczyciele mieliby szansę więcej zarobić, ponieważ moglibyśmy przy okazji porozmawiać o likwidacji, albo przynajmniej wyjściu z dużej części zapisów karty nauczyciela, która jest blokadą. Karta sprawia, że w zawodzie nauczyciela zwyczajnie nie może być jeszcze cały czas dobrze. Przy ponad pół miliona nauczycieli w Polsce nie za bardzo jest możliwość, żeby jakkolwiek manewrować przy widełkach, które narzuca karta.

Bon oświatowy jest od strony finansowej, ale zachowując analogię do przychodni, nadal poszczególne placówki byłyby na „kontraktach” z ministerstwem. Pytanie jak zmienić edukację, żeby zmieniła się podstawa programowa? Tak, żeby odejść od tego, co jest obecnie ogromnym problemem, jak nauka pod testy, pod „klucz”.

Wyobrażam to sobie tak, że osoba, która przyjdzie zarządzać ministerstwem i będzie miała na tyle otwarty umysł, żeby wprowadzić bon oświatowy, to będzie miała również otwarty umysł, żeby doprowadzić do innych rozwiązań. Takich jak likwidacja podstawy programowej, jak uwolnienie systemu 45-minutowych lekcji w konkretnej siatce godzinowej. Szkoły będą mogły oferować konkretne usługi edukacyjne, natomiast niekoniecznie będą musiały skupić się konkretnie na tym, co ministerstwo, czy kuratorium wymyśliło. Będą musiały przygotowywać uczniów pod konkretne certyfikaty, gdzie uczniowie będą mogli udowodnić swoją wiedzę. Dokładnie tak, jak funkcjonuje system językowy, gdzie język angielski jest uczony w różnych szkołach, certyfikatów jest mnóstwo i jakoś uczeń musi dojść żeby np. advanced zdać, a jak to zrobi nikt nie pyta. Każdego interesuje umiejętność, jaką dany uczeń potrafi przekazać.

Dodatkowo dodam, że jesteśmy w przededniu gigantycznego projektu odżycia, odrestaurowania szkół branżowych, dawnych szkół zawodowych. Obecnie nie mamy w ogóle praktycznie edukacji zawodowej – w Polsce to upadło totalnie. Za mało mamy ludzi, którzy mają konkretne umiejętności manualne. Ci ludzie są w tym momencie bardzo dużo warci na rynku pracy i ich bardzo potrzebujemy. To jest kolejny punkt, gdzie wprowadzenie bonu oświatowego mogłoby pomóc, ponieważ w połączeniu z cechami rzemiosł moglibyśmy się zastanowić nad tym, żeby zbudować zupełnie inny system. System, w którym szkoły są tworzone i do szkół przychodzą uczniowie pod konkretny zawód, na konkretne zlecenie, konkretną potrzebę. Tak jak 20 lat temu ludzie masowo szli na Zarządzanie, ponieważ brakowało ludzi mających dyrektorskie wykształcenie. Plotka niosła, że jak się kończy Zarządzanie, to od razu czeka stanowisko prezesa. Teraz mamy sytuację, gdzie ten przysłowiowy polski hydraulik, który przez to, że jest obecnie na Wyspach sprawił, że hydraulicy, którzy zostali są w ogromnej mniejszości. Każdy z nich pracując na zlecenia zarabia dosyć duże pieniądze, ale cały czas mało popularne jest szkolenie się w tych kierunkach. Trzeba zrobić wszystko, żeby to odrestaurować.

Czy równolegle do odrestaurowania szkolnictwa rzemiosła nie powinniśmy zastanowić się nad ograniczeniem szkolnictwa wyższego? Powstało bardzo dużo prywatnych szkół wyższych, można powiedzieć, że „na każdym rogu” jest uczelnia kształcąca magistrów. W większości są to niestety „fabryki bezrobotnych”, stąd pytanie, czy nie powinno wprowadzić się jakiś mechanizmów ograniczających, które przy okazji podniosą prestiż szkół wyższych równocześnie zwiększając ilość osób od tzw. rzemiosła?

To, że każdy musi być magistrem, to nie jest wina tego, że „na każdym rogu” jest uczelnia wyższa, tylko tego, że po komunizmie, byliśmy ładowani propagandą, jak to Polacy są niewykształceni. Mieliśmy słynne 7% ludzi z wyższym wykształceniem przed 1989 rokiem. Potem nagle powstał wielki projekt edukowania Polaków na siłę. Następnie trzeba było mieć magistra i znać 3 języki, bo inaczej nie jest się nowoczesnym Europejczykiem. To się niestety zemściło tym, co większość ma później w głowie.

Ja sam jestem po dwóch prywatnych uczelniach. Jedna uczelnia, na której byłem, była naprawdę świetna, do dziś zresztą jest i nawet później byłem tam wykładowcą. Natomiast druga, to taka „produkcja papierków”. Rynek zweryfikował. Tej drugiej już na rynku nie ma. Dlaczego? Dlatego, że oferowała bardzo słabą jakość i tworzyła pozory tego, że ludzie, którzy tam są, rzeczywiście przechodzą przez jakieś szczebelki edukacji i zaliczają konkretne przedmioty. Myślę, że problemem nie jest to, że istnieją te prywatne uczelnie, które produkują ludzi, którzy myślą, że jak mają papier, to są wysoko wykształceni, tylko to, że cały czas ludzie myślą o łatwiejszych kierunkach niż o politechnice, medycynie. Potrzebujemy ludzi, którzy są wysoko wykształceni w konkretnych dziedzinach. Tymczasem trzeba to jasno powiedzieć, że kierunki typu: socjologia, politologia, zarządzanie, filozofia to są bardziej kierunki hobbistycznie. Sam skończyłem zarządzanie, więc pozwalam sobie to krytykować. Po prostu uważam, że to nie powinny być studia, tylko coś dodatkowego. Absolutnie już nie powinno być tak, że państwo gwarantuje bezpłatne przejście przez takie studia, ponieważ człowiek kończący tego typu kierunek nie dostaje konkretnego zawodu, tylko odbył bardzo ciekawe 5 lat. Dowiedział się wiele rzeczy, a pewno rozwinął się intelektualnie w jakimś kierunku, natomiast niekoniecznie jest to ktoś, kogo rynek pracy poszukuje.

Tymczasem są kierunki studiów, po których kończy się, jako poszukiwany na rynku specjalista w danej konkretnej dziedzinie. I to jest kolosalna różnica.

Dzisiaj widać, że potrzebujemy lekarzy, medyków, pielęgniarzy, pielęgniarek, ratowników, a nie absolwentów politologii. A absolwent politologii? W czym on jest specem? Poza tym, że może sobie poopowiadać o polityce z punktu widzenia teoretyka, nie praktyka.

"Mamy środowiska w Polsce, które dążą do tego, żeby wszyscy zarabiali najlepiej tyle samo, a ci, którzy śmią zarabiać więcej, żeby się dzielili z tymi, którzy zarabiają mniej. To absolutnie nie jest kierunek, w jakim jestem w stanie myśleć."

Zmierzając do końca rozmowy mam jeszcze dwa lekkie pytania i jedno trudniejsze. Po pierwsze w ostatnim czasie temat zegarków stał się bardzo popularny. Czy to jest uczciwe, żeby ktokolwiek miał zegarek wartości mieszkania?

Oczywiście, jeżeli zarobił na to, to jest to uczciwe. Ja co prawda mam inne hobby – amerykańskie stare samochody, ale jak najbardziej uważam, że jest to uczciwe, że Robert Lewandowski ma zegarek wartości mieszkania. Tak samo, jak uważam, że uczciwe jest, że ktoś inny może mieć inne drogie hobby, jeżeli na to zarobił uczciwie. To tyle.

Niestety mamy środowiska w Polsce, które dążą do tego, żeby wszyscy zarabiali najlepiej tyle samo, a ci, którzy śmią zarabiać więcej, żeby się dzielili z tymi, którzy zarabiają mniej. Nie jest to absolutnie kierunek mój punkt widzenia.

Nie zazdroszczę absolutnie nikomu, kto ma więcej. Jeżeli ma więcej, to widocznie zasłużył. Jeżeli mu więcej płacą, to widocznie na to zasłużył. Ja jedynie mogę zrobić wszystko, żeby też być kiedyś tyle wartym, żeby więcej zarabiać, żeby na więcej sobie pozwolić. Natomiast absolutnie w głowie się nie powinna nigdy u nikogo pojawić myśl: skoro on ma więcej, to powinien oddać.

Z drugiej strony w tym samym środowisku popularny stał się temat zbiórek. Na przykład zbiórka na komputer, na gierki. I tu bardzo ważne pytanie: z czego ma żyć aktywista?

Skrytykowałem to i oczywiście się na mnie rzucili ci zainteresowani, że jak to? Wolnościowiec i krytykuje? Że ktoś dobrowolnie wpłaca? Jakieś zbiórki robi?  Tylko ja to zanegowałem z takiego punktu widzenia, że regularnie biorę udział, wspieram, angażuje się w zbiórki dla ludzi, którzy naprawdę nie mają wyjścia. Na przykład teraz mieliśmy sprawę z rodziną, której spalił się dom. Mieliśmy sytuację z dziećmi, które chorują na różne bardzo rzadkie choroby i rodzice muszą zbierać gigantyczne kwoty na kuracje. No i obok tego mamy panią, której nie chce się za bardzo pracować, bo ona ma bardzo ciężką robotę na fejsie, twiterze i potrzebuje na nowy komputer. Oczywiście nie jest to nic nielegalnego, ani nie jest to też nic dziwnego, że żyjemy w takich czasach, w których wszyscy szukają sposobów na to, żeby mieć swoich patronów. Ja po prostu stwierdziłem, że są ważniejsze potrzeby. Te zbiórki lewicowe (bo to lewica głównie robi takie rzeczy) na zasadzie dajcie nam pieniądze, bo nam się nie chce pracować, nie powinny być oklaskiwane, ale oczywiście wolna wola. Jeżeli są w tym środowisku ludzie, którzy chcą płacić za to, żeby jakaś pani mogła pisać komentarze na twitterze, no to dobrze. Tak samo jak był słynny Margot, którego zbiórka dosłownie brzmiała „na zabawę, pizzę i tam walkę z reżimem” i ludzie wpłacali jakieś gigantyczne pieniądze. Setki tysięcy złotych były wpłacone…

To co napisałem, było zdecydowanie bardziej do tych, co wpłacają, a nie do tych co zbierają. Ci, co wpłacają, powinni się zastanowić, czy rzeczywiście pierwszą potrzebą tego świata jest to, żeby pani miała nowego macbooka? O to mi chodziło. Szczególnie, że cały czas widzę ciężkie sytuacje, każdego dnia dostaję prośby o angażowanie się w jakieś zbiórki. Jest masa ludzi, którym naprawdę nie wystarczy. I nie dlatego, że są nierobami, tylko dlatego, że im na przykład dziecko zachorowało na jakąś chorobę, której NFZ nie finansuje. Są ludzie, którzy mają historię, że musieli sprzedać mieszkanie tylko po to, żeby dziecko mogło przejść kurację. Tak i obok tego właśnie mamy panią, która zbierała na nowego macbooka. Tyle. 

Ostatnie pytanie. Z jednej strony Konfederacja kreuje się na partię wolnościową i wolnorynkową. Z drugiej natomiast są środowiska narodowe, tzw. „prawdziwych patriotów”. Pytanie której Konfederacji jest więcej?

Nie ma czegoś takiego, jak której Konfederacji więcej. My się umówiliśmy na pewien projekt polityczny łącząc trzy kierunki. Po pierwsze mamy skrajną wolność gospodarczą, taki libertarianizm, co do którego mi zdecydowanie najbliżej. Obok tego mamy narodowców, patriotów, którzy zajmują się głównie sprawami skierowanymi na kwestie: Polski i Polaków w kraju i zagranicą. Obok mamy również tradycjonalistów, konserwatystów z grupy Grzegorza Brauna.

Zgodziliśmy się na to i nazwaliśmy to Konfederacją, dlatego, że to są dalej trzy różne środowiska. Ja dalej reprezentuje partię Korwin, Ruch Narodowy jest dalej Ruchem Narodowym i Korona Grzegorza Brauna dalej jest Koroną Grzegorza Brauna.

Tylko, jest tak, że w świadomości ogółu Konfederacja funkcjonuje jako całość

Wiem, ale warunkiem tego, żebyśmy współpracowali, było zachowanie tożsamości naszych środowisk i pozwalamy sobie nawet na różne głosowania. Mamy pewne ramy programowe, co do których się wszyscy zgodziliśmy. Natomiast wiadomo, że są różnice. Jak dojdziemy kiedyś do władzy, to Konfederacja będzie miała na przykład dylemat: partia Korwin chce zlikwidować podatek dochodowy, a Ruch Narodowy chciałby go jedynie trochę obniżyć. W którym kierunku idziemy? Kto będzie miał większość?

Mamy mnóstwo takich punktów, które nas dzielą, ale jest też mnóstwo rzeczy, które nas łączy i skupiliśmy się właśnie na tym, co nas łączy. Wiem doskonale, że w Internecie cały czas jest gorąca dyskusja głównie na temat różnic między nami, a nie podobieństw. Ciągle widzę sondy w stylu – kogo wolisz: Dziambor, Bosak, czy może Braun? Ja nie chciałbym w ten sposób dyskutować, bo każda partia ma swoje frakcje. Dzisiaj każde ugrupowanie polityczne w Sejmie to zlepek kilku mniejszych organizacji. Nawet partia rządząca ma trzy, lub cztery partie wewnątrz. Każdy klub parlamentarny ma ludzi, którzy przedstawiają sobą inne idee albo mają skrajne podejście do konkretnego jednego aspektu. Bardzo łatwo jest w ten sposób pokazać między nimi różnice, tylko że to nas nie powstrzymuje, ponieważ kierunek jest podobny.

Są tematy, w których się będziemy różnić skrajnie, na przykład ja jestem za pełną legalizacją marihuany, a Ruch Narodowy jest za całkowitym zakazem i tu się nigdy nie pogodzimy. Ja jestem za tym, żeby handel był w niedzielę wolny i absolutnie nie dotykany żadną ustawą, a Ruch Narodowy uważa, że w niedzielę do sklepów nie powinno się chodzić.

Są takie różnice między nami, które są nie do pogodzenia, ale myślę, że nie jest to coś, przez co wyborcy mogliby się od nas odwrócić, ponieważ wspólny kierunek jest jednak dosyć szeroki i dosyć czytelny.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

– rozmawiał Kasjan Karpiński

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Arturem Dziamborem (część 2)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *