Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Hanną Gill-Piątek (część 2)

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zapraszamy na drugą część rozmowy z Hanną Gill-Piątek, posłanką Polski 2050, w trakcie której porozmawialiśmy o Konwencji Stambulskiej, strajkach kobiet, aborcji, Polsce 2050 i oczywiście transferach.

Kasjan Karpiński:Na poprzednim posiedzeniu Sejmu rozgorzała gorąca debata odnośnie wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej, ustawy „Tak dla rodziny, nie dla gender” i o co w tej sprawie tak naprawdę chodzi? Są dwie strony sporu, jedna mówi o słynnym „gender”, druga o zezwoleniu na przemoc wobec kobiet, a o co tak naprawdę chodzi?

Hanna Gill-Piątek: Tutaj akurat chodziło o to, że ta ustawa to jest projekt społeczny, który zebrał wymagane 1000 podpisów, a nawet więcej. Jest okres, który obowiązuje, kiedy ustawa musi wejść pod obrady Sejmu. Nawet jak ma trafić zaraz do zamrażarki, co prawdopodobnie stanie. A o co tak naprawdę chodzi? O stołki i o to, że PiS i cała Zjednoczona Prawica, a w szczególności Solidarna Polska traktuje prawa kobiet jak temat zastępczy. Uważają, że to jest świetna pała, którą należy raz na jakiś czas wyciągnąć, żeby skłócić ze sobą społeczeństwo, co spowoduje niepokoje społeczne i podbije scory panu Ziobrze w momencie, kiedy dzieje się rekonstrukcja rządu. Pamiętamy, że pierwsze głośne krzyki o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej, o genderze i LGBT były właśnie wtedy, kiedy pan Ziobro latem rok temu walczył o stołki i kolejne kawałki w ustawie o działach, której nawet jeszcze nie uchwaliliśmy. To jest cholernie smutne, bo przemoc to realność wielu polskich kobiet. Około 200 kobiet ginie z powodu przemocy domowej, wg rocznych obliczeń organizacji kobiecych. To jest po prostu fatalna statystyka.

Tylko pytanie czy tak naprawdę Konwencja Stambulska broni kobiety, czy prawo? A Konwencja jest zbiorem „dobrych praktyk”, które powinno wprowadzić się do prawa, ale tak naprawdę to przepisy prawne powinno się dostosowywać?

Ja nie jestem osobą wierzącą, niemniej to jakby zadać pytanie, czy dekalog to jest prawo, czy tylko katalog dobrych praktyk? Konwencja Stambulska to konwencja międzynarodowa, do której mamy dostosować nasze prawo. Nie dostosowaliśmy tego prawa i zresztą Polska 2050 jako jedyna pojawiła się w lutym z poprawką na komisji, kiedy rząd próbował i utrzymał zresztą zastrzeżenia do jej treści. Między innymi w artykule 55, w którym jest mowa o tym, że wszelkiego rodzaju naruszenie nietykalności cielesnej spowodowane właśnie przemocą domową, powinno być ścigane z urzędu. My przyszliśmy z poprawką i myśleliśmy, że cała opozycja z nią przyjdzie, a okazało się, że wszyscy przyszli pokrzyczeć na temat tego, że rząd jest przeciwko konwencji. Natomiast konkret mieliśmy my i wtedy usłyszeliśmy od pana ministra, że nie starczyłoby w Polsce służb, gdyby z urzędu miały ścigać wszystkie akty przemocy domowej, wszystkie naruszenia nietykalności cielesnej, a przypomnę, że to jest uderzenie, kopnięcie, szarpanie za włosy przyduszanie tak przyciskanie kolanem do podłogi. Różne tortury wobec kobiet, które stosowane są codziennie i nie wywołują skutku uszkodzenia ponad 7 dni nie są w Polsce ścigane z urzędu, a powinny. To jest abdykacja państwa po prostu, to jest coś niesamowitego. Mamy Konwencję Stambulską jako standard, do którego jeszcze nie doszliśmy: choćby definicja gwałtu, który jak określa Konwencja to wszelkiego rodzaju niechciany akt seksualny. My mamy jakieś wykrętaśne „coś”, zamiast tej prostej definicji, którą trzeba po prostu dostosować do Konwencji Stambulskiej. Nie da się obronić sytuacji, w której sąd puszcza wolno sprawcę i uzasadnia, że ofiara nie opierała się dość aktywnie. No jest to jednak nie na XXI wiek. Konwencja Stambulska, jak też inne konwencje, które mamy w Polsce, obliguje nas do tego, żebyśmy przestrzegali standardów europejskich czy światowych.

Zostanę na chwilę adwokatem diabła i pytanie, bo wypowiedzenia Konwencji domagają się głównie środowiska prawicowe i czy za pomocą politycznej manipulacji mówiąc „oni chcą bicia kobiet” Konwencja nie stałą się po prostu narzędziem rozgrywki politycznej?

No dobra, a co by było bez Konwencji Stambulskiej? Skoro znaleźliśmy zeszłym roku w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej projekt prawa, które obowiązuje u naszego wschodniego sąsiada, czyli w Rosji, że pierwsze pobicie to nie jest przemoc domowa? Serio chcieli coś takiego wprowadzić! Przyszło im to do głowy. Jeżeli takie rzeczy chodzą po głowie urzędnikom, którzy pracują dla Zjednoczonej Prawicy, to ja bym się bała tę konwencję odpuścić. Prowadzi to do tego, że puszczamy luzem pewne rzeczy do interpretacji. Na przykład skupiamy się na jedności rodziny, a nie na dobrostanie jej członków, na przykład kobiet. Odbijając nieco od tematu Konwencji Stambulskiej.  Wiemy, że w Polsce mamy sytuację, w której na przykład w przypadku pieczy zastępczej mamy prymat rodziny biologicznej. Wynika to z tego, że uważa się ideologicznie tą rodzinę biologiczną za coś tak wartościowego, że na pewno chroni dziecko z definicji. Podczas kiedy w praktyce jest zupełnie inaczej. Mamy naprawdę bardzo dużo pobić ze śmiertelnym skutkiem małych dzieci, czy ogromną ilość traum spowodowanych przemocą domową. To z tego powodu, że ktoś wcześniej podjął ideologiczną decyzje, jakby dając prymat właśnie ideologii nad badania i kształtując tak prawo, że te dzieci są koniec końców skrzywdzone. Musimy unikać takich sytuacji.

"Konwencja Stambulska mówi: tortura to nie kultura, a tam, gdzie twoja kultura lub religia powoduje, że możesz poniżać kobiety lub je krzywdzić w jakikolwiek sposób, naruszać ich nie tylko godność, ale też nietykalność cielesną dlatego, że twoje stereotypy, czy normy społeczne tak ci każą w głowie, to nie rób tego po prostu."

Z drugiej strony wiele zarzutów ze strony zwolenników wypowiedzenia konwencji jest takich, że zawiera za dużo ideologicznych kwestii. Jak Pani wytłumaczy czym jest ten straszny „gender”, którego boi się głównie prawa strona?

Ten straszny potwór „gender” to jest coś, co wydaje mi się, że właśnie nie powinno przerażać prawicy, bo oni to stosują na co dzień. To na prawicy najsilniejsza jest akceptacja ról kulturowych związanych z płcią, a to właśnie mieści się w pojęciu „gender”. Niemowlaczki chłopcy na niebiesko, dziewczynki na różowo. Ale potem te kulturowe role w życiu kobiet już różowe nie są. „Jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije” – kobiety z racji tego kim są, wykonują w Polsce dwa razy więcej prac domowych, w pracy zawodowej zarabiają dużo mniej i ciągle zbyt duża jest akceptacja przemocy wobec nich. Natomiast Konwencja Stambulska mówi: tortura to nie kultura, a tam, gdzie twoja kultura lub religia powoduje, że możesz poniżać kobiety lub je krzywdzić w jakikolwiek sposób, naruszać ich nie tylko godność, ale też nietykalność cielesną dlatego, że twoje stereotypy, czy normy społeczne tak ci każą w głowie, to nie rób tego po prostu. Konwencja Stambulska zwraca tylko i wyłącznie uwagę i mówi o edukacji przede wszystkim antyprzemocowej w tym kontekście, że naprawdę są normy religijne, nie mówię, że wyjątkowo u nas w Polsce, ale w ogóle na świecie, które doprowadzają na przykład do tego, że ktoś obrzeza dziewczynkę lub bije żonę. To jest straszne. Natomiast prawica wykopała sobie jakieś trzy zdania i zrobiła z tego święty miecz, oczywiście przeinaczając to wszystko i mówiąc, że cokolwiek konwencja nam nakazuje. Ona nam nie nakazuje. Ona mówi, że takie są antyprzemocowe standardy i powinniśmy tych standardów używać w edukacji. Na pewno nie mówi, że chodzi o to, żeby aplikować wszystkim dzieciom słynne cukierki – tabletki na zmianę płci, które wymyślił pan Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka.

Czyli nie ma takich cukierków?

No nie ma takich cukierków (śmiech). No może pan Pawlak żałuje, ale on podobno je widział. W każdym razie takie zacietrzewienie prawicy nie ma poparcia absolutnie w tym co jest konwencji napisane. Nie ma też poparcie faktach. Nikt nie zmusza nikogo do niczego, tylko konwencja mówi, słuchajcie, no należy zwracać uwagę na to, żeby edukować dzieci antyprzemocowo, że pewne wzorce, kulturowe czy religijne mogą prowadzić do przemocy. Koniec kropka. To mówi konwencja.

Sama Konwencja jest już kolejnym etapem, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, gdzie Zjednoczona Prawica obrała sobie za cel kobiety. Wyrok i późniejsze uzasadnienie wywołały szereg strajków. W październiku ogromne, później troszkę pod koniec roku zelżało, by przy uzasadnieniu ponownie rozgorzeć. Przechodząc do pytania co tak naprawdę z tą ustawą się będzie teraz dalej działo, podejrzewam, że w obecnym rozdaniu sejmowym raczej się nic nie zmieni, ale co powinno się stać po ewentualnych wyborach?

Raczej się nic nie zmieni, ale szpitale już w tej chwili odmawiają kobietom wykonania planowanych aborcji embriopatologicznych, więc krzywda już się stała. Co powinniśmy zrobić w tej chwili? Nawet, gdy – tak jak w moim przypadku, nie za bardzo poprzedni stan prawny uważałam za wspaniały – to należałoby póki co po prostu przywrócić ustawę sprzed „wyroku”.A potem po wyborach zdecydować co dalej, ale to się niestety nie stanie. Mam wrażenie, że cała ta sprawa jest dobrym przykładem na to, jak PiS prawa kobiet traktuje instrumentalnie. Oni sami nie potrafią po pierwsze zapanować nad swoimi instytucjami, które są wyrazicielem ich woli i są de facto na pasku PiS, bo trudno nazwać Trybunał Julii Przyłębskiej niezależnym organem. Czyli po pierwsze to zamieszanie jest dlatego, że Trybunał się wymknął spod kontroli Nowogrodzkiej, wpadając wprost pod kontrolę fanatyków z Konfederacji, Ordo Iuris i częściowo z PiS-u, którzy wnieśli taki wniosek i stało się tak jak się stało. Po drugie próba proszę zwrócić uwagę, że opublikowano „wyrok” w czasie największych mrozów.

Przypadkowo?

Moim zdaniem nie, nie sądzę. Liczono na to, że atmosfera się uspokoi, że mniej kobiet wyjdzie na ulicę, natomiast spowodowało to jedno, zwrot na lewo młodszej części społeczeństwa i to co się działo sprawiło, że młodzi ludzie już PiS-owi nie darują. W PiS-ie wiedzą, że ich elektorat goni PESEL i jedyne co mają do zaoferowania i czego bardzo silnie pilnują, to właśnie ten swój elektorat trochę starszy. Podczas kiedy wcześniej młodzi ludzie bardzo gremialnie głosowali na prawicę, to to się naprawdę bardzo zmieniło.

"Jak dostaję harmonogram posiedzenia, to już widzę jak posiedzenie jest rozpisane na akty, jak się steruje naszymi emocjami, ale też jak się steruje emocjami społecznymi, bez wątpliwości oni są w tym naprawdę mistrzami."

Obserwując te strajki czy PiS nie nauczył się odpowiednio operować nastrojami? Tak jak podczas strajków w październiku, które były faktycznie liczne PiS popełni błąd, Prezes wygłaszający orędzie nawołujący do obrony kościołów to wzmagało wszystkie demonstracje. Ale później już PiS wyciągnął wnioski i zostawił to samemu sobie i zaczęło wygasać. Obserwuję od lat jak były np. marsze KODu, PiS zostawiał same sobie i , o ile bo podniosła z atmosfera na początku, to później zaczyna się „chodzenie dla chodzenia” , aż zapominamy po co tak naprawdę jest dany marsz?

A potem to już w ogóle zapomina, o czym nawet mowa, bo ja pamiętam takie sytuacje, kiedy krzyczano w Łodzi z jednej strony „murem za Hanką”, czyli jakby kwestionowano wyrok sądu, a potem na drugim wydechu „Wolne sądy”. To już zaczyna być po prostu bardziej identyfikacja z jakąś stroną niż rzeczywiste postulaty. Uważam, że za to PiS ma specjalnie zatrudnionych scenarzystów politycznych, tak precyzyjnie wyreżyserowane są emocje społeczne we wszystkim, co robią. Nawet na obradach. Zawsze wchodzę do Sejmu jak do pokoju niespodzianek. Kiedy dostaję porządek obrad, umiem już wyczytać, co będzie się działo. Które tematy, jak na przykład myśliwi, prawa kobiet i tak dalej mają wywołać emocje i co przykryć. Widzę te druki, które na pewno się nie przedostaną do świadomości społecznej, aczkolwiek będą nas na przykład kosztowały utratę prywatności. Tak jak ostatnio zmiana ustawy Prawo edukacyjne, na które zresztą zagłosowała cała opozycja, oprócz nas. Do rąk ministra Czarnka trafią wszystkie wrażliwe dane osobowe, łącznie wysokością zarobków absolwentów szkół i nauczycieli. Więc ja szczerze mówiąc, jak dostaję harmonogram posiedzenia, to już widzę jak posiedzenie jest rozpisane na akty, jak się steruje naszymi emocjami, ale też jak się steruje emocjami społecznymi, bez wątpliwości oni są w tym naprawdę mistrzami. Mają od tego ludzi, choć czasem i to nie wystarcza. W czasie strajku kobiet tak jak przypadku marszu marszy KOD-owskich mam wrażenie, że jednak trochę zmiękli, trochę się przestraszyli. Widać było poddenerwowanie.

Poddenerwowanie widać było na początku, ale tu pytanie odnośnie operowania przez PiS marszami. Po początkowych nerwach PiS zwykle później zostawia je same sobie, aby spokojnie wygasały. I tu kolejne pytanie czy takie marsze w ogóle mają sens, jak sprawić, żeby oddziaływały na rządzących, którzy umiejętnie je potrafią zneutralizować?

Może i PiS przestaje reagować, ale z drugiej strony proszę zobaczyć co się stało, trwale spadło o 10% poparcie. Dzisiaj już Karnowscy czy inni prawicowi komentatorzy mówią o tym, że PiS ma wspaniały ugruntowany wynik na poziomie 33%, nie 43, a 33. Mamy więc do czynienia z sytuacją, że paradoksalnie epidemia, trzecia fala, może PiS-owi  pomóc z tego powodu, że ludzie w momencie zagrożenia chylą się „do flagi”, do rządzących. Ten wzrost widać było bardzo dobrze, kiedy epidemia do nas przyszła. Wtedy były naprawdę ogromne skoki i zwyżki poparcia PiS-u i Andrzeja Dudy. Natomiast teraz zobaczymy, czy przy trzeciej fali PiS cokolwiek odzyska. Rozmawialiśmy już o tych liczbach, w które nie jesteśmy w stanie absolutnie uwierzyć, w końcu publikuje je rząd, więc nie wiemy. Ja nie mówię, że nie ma trzeciej fali koronawirusa, ale nie jest przypadkowe to, że w tej chwili jest tak bite w bęben. I dobrze, no bo ludzie dzięki temu się nie zarażą. Z drugiej strony oznacza to, że trochę PiS się nauczył, że jak jest kolejna fala epidemii, to im poparcie rośnie. To pokazuje, w jaki cyniczny sposób grając prawami człowieka, prawami kobiet, bezpieczeństwem osób LGBT+, czy naszymi ważnymi sprawami, takimi jak zdrowie, czy zdrowie naszych bliskich oni są wstanie budować ten scenariusz polityczny, rozpisywać to na akty i cynicznie rozgrywać. Uważam, że tak jest.

Zahaczając o cyfry wszystkie praktycznie sondaże pokazują poparcie PiSu rzędu 30-35%. Na drugim miejscu różnie to bywa, część sondaży wskazuje Polskę 2050, część Koalicję Obywatelską, acz w obu przypadkach są to wyniki około 20%. Szymon Hołownia bardzo często mówi, że ten sejm jedyne co ma do zrobienia, to rozwiązać się. Czyli powinny być rozpisane nowe wybory. Tylko co one obecnie by zmieniły, skoro PiS ciągle ma większość? Nie ma zdolności koalicyjnej zbytnich, ale wybory wygrywa.

Różnie to bywa, bo system D’Hondta, jednych wynagradza, innych każe bardzo mocno. Oczywiście jak pójdziemy w 8 blokach to na pewno PiS wygra. To jest 100%. Ale jeżeli będą 2-3 bloki, czyli jeden dla bardziej konserwatywnych, drugi dla bardziej lewicowych i trzeci dla tych, którzy po prostu nie wierzą już politykom, czyli to pewnie my, to wtedy ten D’Hondt  bardziej nagradza niż każe, to znaczy już uzyskujemy zdolność przynajmniej rządzenia koalicyjnego. Trzeba będzie po prostu usiąść i dogadać co do Polski. I na ten moment musimy być przygotowani. Natomiast oczywiście sondaże nie pokazują wszystkiego, bo pamiętajmy, że to zależy bardzo mocno od tego, kto je robi. Zależy też od tego, co się akurat dzieje politycznie w czasie wyborów i w czasie kampanii, która po samorozwiązaniu Sejmu jest – przypominam – bardzo krótka, bo od wejścia w życie uchwały do wyborów jest równe 45 dni. Jest to czas na zebranie podpisów, przeprowadzenie całej kampanii – ultra krótko. Mogą się zdarzyć jakieś niespodziewane rzeczy polityczne. Jesienią to się stało dosłownie w parę dni. Sto, tysiąc, milion, 5 milionów osób na ulicach w czasie protestu. To było jak płomień po prostu, nastroje społeczne są w stanie zmieniać się z dnia na dzień. Wszystko, co PiS na tym uzyskał czy w cudzysłowie „uzyskał”, to niestabilność nastrojów politycznych. To może zagrać na ich korzyść i może na naszą. Naszym zdaniem ten Sejm się wyczerpał. Liczymy na wyborców, że pokażą po prostu PiS-owi figę i będą chcieli tego, aby państwo budowali wreszcie ludzie rozsądni.

"Nie zamykamy drzwi, ale już je przymykamy. Nie mamy planów imperialnych budowania klubu. W Sejmie chcieliśmy mieć koło po to, żeby pokazywać jak może funkcjonować nowa polityka z ludźmi, którzy są pracowici i pełni szacunku dla swoich wyborców."

Załóżmy, że PiS się poddaję i organizowane są wybory. To teraz już przejdźmy stricte do Polski 2050. Czy bylibyście gotowi wystartować w takich wyborach? Chodzi mi o prozaiczną kwestię, chociażby wypełnienia list wyborczych. Czy jest na tyle osób, żeby wszystkie listy zapełnić?

W 41 okręgach w Polsce to jest około 900 osób, tak, które muszą być wystawione na listy. I teraz mówię o wyborach parlamentarnych. W tej chwili stabilność, jeżeli chodzi o zapełnienie list mamy zapewnioną, ale nie o listy chodzi, tylko o przygotowanie kampanii, przygotowanie finansowe. Inne partie mają subwencje, mają bardzo dużo pieniędzy, mają też możliwość wzięcia kredytu, czyli pożyczenia akonto przyszłej subwencji. W naszym przypadku nie jest to taki łatwe. Chodzi o sformułowanie programu, bo nie pójdziemy na piękne oczy do wyborów. Chodzi przede wszystkim o gotowość sztabową, o zbieranie podpisów.

To było de facto kolejne moje pytanie o zabezpieczenie pozostałych aspektów w kwestii stawania do wyborów.

Mając 24 tysiące wolontariuszy jesteśmy pewni, że jesteśmy w stanie to zrobić.

Musi paść pytanie o transfery, bo dołączyli nowi parlamentarzyści, udało stworzyć się koło parlamentarne. Pytanie czy to koniec transferów obecnie, czy szykowane są kolejne?

Nie zamykamy drzwi, ale już je przymykamy. Nie mamy planów imperialnych budowania klubu w Sejmie. Nie mamy planów przejmowania całych grup posłów. W Sejmie chcieliśmy mieć koło po to, żeby pokazywać jak może funkcjonować nowa polityka z ludźmi, którzy są pracowici i pełni szacunku dla swoich wyborców. Zbudować to chcemy już następny Sejm i tam będziemy mieć oczywiście potężny duży klub. Sondaże na to wskazują, że to będzie od powiedzmy 80 w tej chwili do 120 osób, a nawet na 130. To jest taka liczba, przy której w Sejmie da się zdziałać bardzo wiele. No ale na razie mamy małą łódkę, na której w 5 osób płyniemy. Jesteśmy fajną zgraną ekipą. Tomek Zimoch do nas ostatnio dołączył i mówi, że jest pod wrażeniem naszej organizacji. Ja też byłam pod wrażeniem. Na początku najbardziej bałam się tego, że muszę sobie zorganizować całe otoczenie sejmowe. Poseł nie jest sam, musi być cały zespół: prawnik legislator, dyrektorka biura i tak dalej. Ten zespół jest, postawiliśmy go od razu. I on świetnie hula, więc jako Polska 2050 w Sejmie sobie bardzo dobrze radzimy merytorycznie. Nie raz wyłapujemy – tak jak w tym prawie oświatowym – takie rzeczy, których inne kluby opozycyjne nawet nie raczą zauważyć, bo im się nudzi, bo wydają za dużo na pijar, a za mało na legislatorów. Jesteśmy trochę w awangardzie, jeżeli chodzi o pracę sejmową, my się naprawdę staramy. No jest szacun, to mówią nawet koledzy z innych klubów. Nawet tych z drugiej strony barykady. Że jesteśmy pracowici, bardzo się cieszę.

Acz jeśli chodzi o nowe tarze na razie można się spodziewać ciszy?

Jak ktoś przyjdzie, to będziemy prowadzić rozmowy, bo zawsze prowadzimy jakieś rozmowy.

Jakieś nazwisko zawsze mile widziane.

No ja oczywiście zdradzać tych nazwisk nie mogę. Zaprosimy oczywiście osoby, które będą do nas pasować. Bo to nie jest tak, że każdy może wejść do parlamentarnej Ekipy Szymona.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

– rozmawiał Kasjan Karpiński

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

03 comments on “Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Hanną Gill-Piątek (część 2)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.