Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Hanną Gill-Piątek (część 1)

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zapraszamy na pierwszą część rozmowy z Hanną Gill-Piątek, posłanką Polski 2050, w której porozmawialiśmy o pandemii, obostrzeniach, lockdownie, Krajowym Planie Odbudowy, Danielu Obajtku i spółkach skarbu państwa.

Kasjan Karpiński: Na początek pytanie ogólne w związku z pandemią. Od soboty obowiązują nowe obostrzenia, ponownie zamknięte kina, teatry, galerie handlowe etc, stąd pytanie czy wg Pani rządzący wiedzą co robią?

Hanna Gill-Piątek: Szczerze powiem, że to jest taka strategia gonienia króliczka przez rząd, a ten króliczek epidemiczny staje się coraz większy i większy. Czasami uda się go trochę zmniejszyć. Ale tak naprawdę to nie można powiedzieć, żeby rząd zarządzał epidemią, tylko raczej epidemia zarządza rządem. Jest sporo rzeczy, które możemy przewidzieć np. możemy przewidzieć, że wirus mutuje, z modeli matematycznych wiemy, że pójście dzieci do szkoły, zwłaszcza tych klas I-III sprzyja rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Z drugiej strony wiemy też, że pozostawienie ich w domu z rodzicami jest bardzo drogie, potrzeba im zapłacić zasiłki za ten czas. Z trzeciej strony jest ciągłe przekonanie, że zdążymy ze szczepionkami i to widać było w odpowiedzi na interpelację, którą wysłałam w październiku o trzecią falę pandemii. Rząd przesłał odpowiedź, że musimy zwiększać odporność przez wyszczepianie  i to jest właściwie tyle, co będziemy robić w sprawie pandemii jak będzie szczepionka. No ale widać, że trzecia fala dogoniła nas szybciej, niż zdążyliśmy się zaszczepić. Można to było przewidzieć. Na przykład stawiając drogie szpitale tymczasowe, dzięki mojej interpelacji i odpowiedzi ministra zdrowia, zobaczyliśmy, że ich koszty były czasami katastrofalnie wielkie. I nie chodzi o wszystkie, tylko o to, że np. w warmińsko mazurskim przygotowano piętro już istniejącego szpitala za 300 tys. złotych, a na śląsku na przystosowanie obiektu konferencyjnego wydano 70 mln złotych. Wydano dużo kasy na obiekty, które obecnie się przydają, ale nie pomyślano o personelu. Prosty przykład, dowiedziałam się, że miałam kontakt z osobą zakażoną i chciałam uzyskać skierowanie przez nocną pomoc, bo już było po 18:00. Okazało się, że musiałam sama pojechać do nocnej pomocy do szpitala, ponieważ nikt nie odbiera telefonu. Pierwsze czym w drzwiach przywitała mnie pielęgniarka, to pytanie: „dlaczego pani nie dzwoniła?”. No dzwoniłam sześć razy wcześniej. Wystarczyłoby to zoptymalizować, że pielęgniarka zajmuje się sprawami, do których jest wykwalifikowana, a telefon odbiera ktoś inny. Wiele obowiązków lekarzy mógłby przejąć niższy personel medyczny, da się to ułożyć pod warunkiem, że się o tym myśli. Nie mogę odebrać rządowi paru sukcesów np. wyszczepienie dużej grupy w DPS-ach, bo to wskaźnik ponad 80%, czyli bardzo dobry wynik. Z drugiej strony niepokoi to, że przez doniesienia, jak dobrze radzimy sobie w Polsce z pandemią, które słyszeliśmy w tamtym roku, przez takie szczepionko-sceptyczne wypowiedzi pana prezydenta Dudy, w tej chwili mamy sytuację, w której prawdopodobnie polegliśmy nawet przy szczepieniach grupy 0. Prawdopodobnie, bo zapytałam rząd ponad 2 miesiące temu, jaki jest poziom wyszczepienia tej grupy i do dzisiaj odpowiedzi nie ma.

Grupa 0 do teraz jeszcze nie jest wyszczepiona.

5 stycznia, kiedy była komisja zdrowia, na której zapytaliśmy ministra Dworczyka, dowiedzieliśmy się, że tylko 40% grupy jest wyszczepione. Wtedy rząd zakładał dwukrotnie większy wynik, to znaczy, że są w Polsce lekarze, którzy nie chcą się szczepić i to jest rzecz zastanawiająca.

Jest również kwestia cyberbezpieczeństwa, dlatego, że w tym wszystkim ogromną rolę grają fake newsy odnośnie szczepionek. Amerykańskie badania pokazują, że w tekstach bardzo dużą rolę grają tzw. „zanieczyszczacze kontentu”, czy po prostu boty, które są najczęściej pochodzenia rosyjskiego. 8/10 wpisów antyszczepionkowych wg tych badań jest produkowane przez boty. Więc gdybyśmy bardziej dbali o swoje cyberbezpieczeństwo, a mam wrażenie, że to również jest odcinek, na którym całkowicie się poddaliśmy, to wtedy więcej lekarzy byłoby przekonanych, a więc zaszczepionych. Mniej z nich chorowałaby na COVID i szybciej wyszlibyśmy z epidemii, bo dzięki temu nie brakowałoby dziś aż tak drastycznie personelu. Widać zaniedbania na małych odcinkach, które później składają się na to, że kładziemy się na całej linii i rząd nie daje rady. 

W kwestii szczepień pojawił się ostatnimi czasy problem ze szczepionką firmy AstraZeneca, że powoduje zakrzepicę i co robi polski rząd, skupia się tylko na informacji Europejskiej Agencji Leków, że szczepionka jest bezpieczna. Jednak to budzi w ludziach lęk, że coś jest na rzeczy. Czy nie powinno być więcej informacji, ale dokładnych. Ile przypadków zakrzepicy jest, dlaczego, czy faktycznie są spowodowane szczepionką? To samo z Pfizerem, wielu ludzi nie rozumie czym jest mRNA, ludzie się po prostu boją i więcej informacji by pomogło.

Oczywiście. Program, który miałby propagować szczepienia został ograniczony do prostych haseł: „szczepmy się”, „szczepimy się”, „bo to nie tylko dla ciebie” itd. To jest świetne i chwyta za serce, ale tych, którzy używają rozumu niekoniecznie przekonuje. Mi się wydaje, że zabrakło jak mówi się w slangu reklamowych „reason to believe”. Jak mamy krem, który mamy położyć na nos i on ma nas odmłodzić, to on jest z jakimiś nanosferami i dzięki temu zaczynamy wierzyć, że to jest jakoś naukowo podparte. W każdym razie nie chodzi o marketing, a o naukowe wytłumaczenie dla tych, którzy chcą głębiej poszperać i dowiedzieć się więcej jak działają szczepionki starego typu, czyli dezaktywowanego wirusa, jak inne oparte o mRNA itd. To wszystko można wytłumaczyć w prostych programach edukacyjnych. Od tego się ma 2 miliardy na telewizję rocznie, żeby do tego tych pieniędzy używać, jeżeli nie używamy ich do innych bardziej szczytnych celów. Natomiast wydaje mi się, że rząd tą kampanię kompletnie położył. Tutaj też wiele pytań, które kierowałam do rządu, było zbywane, że będziemy informować, ale właściwie nie wiadomo o czym. Powinniśmy być bardziej upewniani, nawet jeśli mamy wątpliwości. Powinien być ktoś kto nam to wytłumaczy. Podam tylko przykład, jak to rząd nie spełnił obietnic wobec bardzo dużej grupy osób, która by się zaszczepiła, gdyby troszeczkę więcej dostarczyć jej powodów zaufania. Chodzi o tzw. Fundusz kompensacyjny, który miał obejmować nieprzewidziane odczyny poszczepienne. Minister Dworczyk zapowiedział w połowie grudnia, że jeszcze przed świętami trafi do Sejmu w formie projektu ustawy. Gdy na komisji 5 stycznia zapytałam ministra kiedy ten fundusz będzie, odpowiedział, że trochę się spóźnili, ale na następnym posiedzeniu już na pewno będzie. Od tego czasu odbyło się sporo posiedzeń Sejmu i można było ustawę złożyć, ona jest prosta. NOP-ów jest stosunkowo niewiele, więc kwoty byłyby dość niewielkie i rząd mógł doprowadzić tą ustawę, ale jej nadal nie ma. Ja bym się poszła zaszczepić czymkolwiek Pfizerem, Moderną, AstraZenecą, bo zbyt wiele osób z mojego otoczenia ciężko chorowało na COVID i zbyt wiele na niego umarło, żebym chciała ryzykować. Natomiast te osoby, które uważają szczepionkę za jakiekolwiek ryzyko, powinny mieć fundusz kompensacyjny do dyspozycji.

Problem z 3 falą jest również taki, że podawane są ilości nowych zakażeń 22, 25, 27 tysięcy dziennie, ale wiele osób jako kontrargument podaje, że jest więcej wyników, bo jest więcej testów. Gdy spojrzymy na stosunek ilości zakażeń do testów to wzrost jest 6-8% w tygodniowym zestawieniu. Problemem również jest, że dla wielu to robią się tylko liczby. Jak wierzyć w te wyniki?

Przede wszystkim pamiętamy ten moment, kiedy dwudziestolatek z Łodzi zawstydził wszystkie rządowe agencje, ponieważ po prostu zbierał dostępne dane, które publikowały sanepidy powiatowe. No i porównywał je z danymi rządowymi. Okazało się, że tam były bardzo duże rozjazdy. Co rząd zrobił? Stłukł termometr. Zakazał publikacji powiatowym sanepidom danych cząstkowych, żebyśmy już naprawdę nie wiedzieli ile jest zachorowań, zaszczepień, ile osób zmarło. Sposób liczenia tych osób zakażonych, osób zmarłych, czy osób, które zmarły z powodu COVID, a czasami nie są zaliczane osoby, które miały ciężką chorobę oraz były zakażone COVID, wtedy liczone jest to za zgon wskutek tej ciężkiej choroby. Ten system jest kompletnie dziurawy. Nie mówię już tylko o obliczeniach, które nie budzą zaufania, ale nawet rozporządzenia są dziurawe. Dobrym przykładem jest rozporządzenie odnośnie ofiar COVIDu. Wydając je rząd zapomniał, że umierają też ludzie, którzy umierają nie na COVID, ale są nim zakażeni, a umierają z innych przyczyn. Nie ujął ich. I teraz w kontekście pracowników pogrzebowych nie ma całej procedury, jak w przypadku osoby, która umarła na COVID mimo, że osoba miała COVID. Takich absurdów wyprodukowano mnóstwo. Ja rozumiem, że pośpiech.

Tylko, że to już ponad rok, tu nie można mówić o pośpiechu.

Nie można mówić o pośpiechu, ale rozumiem działanie w sferze wyższej konieczności. Z drugiej strony gdybyśmy usiedli razem na komisji finansów, przez którą przechodziły wszystkie tarcze to zobaczymy, że na 8 godzin pracy, czy czasem 9, pracowaliśmy nad tak ważkimi tematami, jak zdjęcie prawa zamówień publicznych z Instytutu Pileckiego. Albo stawianie masztu telekomunikacji z pominięciem prawa budowlanego. Ogólnie rząd wykorzystał moment na zrobienie obiegówki ministerialnej, czyli co komu brakowało to wpisał do tarczy. Zabrakło natomiast czasu, żeby racjonalnie podejść do spraw zdrowia i spraw epidemii. I to mam rządowi bardzo za złe.

Jeśli mowa o rozporządzeniach to w ostatnich dniach profesor Horban zapowiedział, że gdy wynik dzienny przekroczy 30 tysięcy nowych zakażeń będzie trzeba wprowadzić pełen lockdown, z ograniczaniem przemieszczania włącznie. Pojawia się obawa, że ponownie rząd będzie próbował zrobić to za pomocą rozporządzenia, co spowoduje kolejne problemy, odmowy przyjęć mandatów sprawy sądowe etc. Pytanie dlaczego rząd nie chce zrobić tego zgodnie z prawem, czyli poprzez ustawę?

Potrafiliśmy ustawą wreszcie wprowadzić maseczki, natomiast jeśli próbowalibyśmy ustawą wprowadzić tak niekonstytucyjną rzecz, jak zakaz czy ograniczanie przemieszczania, to by się nie udało. Chociaż w tej chwili istnieje przeświadczenie, że już da się wszystko, że PiS mając w ręku Sejm, Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, może konia mianować senatorem i nie zmieni to rzeczywistości. Jeżeli natomiast chodzi o zgodność z prawem, to należałoby – i my jako Polska 2050 mówimy to od dawna – wprowadzić stan klęski żywiołowej, czyli jeden ze stanów nadzwyczajnych. W momencie, w którym wprowadzamy stan nadzwyczajny oczywiście taki zakaz przemieszczania może być wg prawa wprowadzony, ale wtedy całą odpowiedzialność bierze na siebie rząd. Rząd trochę tchórzy, boi się odszkodowań, boi się, że zostanie rozliczony za rządzenie dekretami, które de facto w tej chwili i tak uprawia. Tylko, że te dekrety wchodzą w mielarkę sejmową i wychodzą właściwie nienaruszone. Jest to taki listek figowy w postaci demokratycznego stempelka, który  w Sejmie przedstawia się projektom rządowym, odrzucając oczywiście wszystkie poprawki opozycji, czy Senatu. Z drugiej strony nie wiem dlaczego z uporem maniaka rząd odmawia wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Być może są jakieś jeszcze ważniejsze powody. A tak naprawdę niestety uważam, że może być tak, że pan prezes Kaczyński ma jakieś uprzedzenia płynące z lat PRL-u, w których tkwi bardzo mocno, co widać po jego polityce, do wszelkiego rodzaju stanów nadzwyczajnych, wyjątkowych, wojennych i klęski żywiołowej również tym samym. Być może dlatego z powodu fobii po prostu tego stanu jeszcze Polsce nie mamy. Naprawdę dziwię się bardzo. Zakaz przemieszczania się oczywiście będzie bezprawny, jakbyśmy ustawą go nie próbowali wprowadzić, to zawsze bezprawny będzie, bo jest niezgodny z Konstytucją.

Na kolejne pytanie Pani częściowo odpowiedziała. Gdyby Polska 2050 była na miejscu rządu to tak w pięciu punkach co należałoby zrobić, żeby poprawić sytuację? W kwestii pandemicznej oczywiście.

Tu i teraz przede wszystkim wprowadzić stan klęski żywiołowej. To jest to, co zrobilibyśmy w pierwszym rzędzie. Natychmiast trzeba też uszczelnić tarcze i ratować firmy, które jeszcze jakiś cudem nie splajtowały.

Po tym oczywiście usprawnienie, czyli optymalizacja zasobów kadrowych ochrony zdrowia, bo tu już nic się nie da naprawić. Ci co mieli jechać, pojechali i nie wrócą szybko, a szpitale wyrywają sobie personel. Inna organizacja szczepień. Mamy 19 postulatów dotyczących reorganizacji personelu, które opublikowaliśmy na stronie Strategie 2050.

Również zmiana podejścia do lockdownu, w takim sensie, że otwieramy wszystko albo zamykamy wszystko. Tylko tak, żebyśmy mieli bardzo precyzyjne liczby, tak żeby ludzie wiedzieli, że jak jest dzisiaj tyle zachorowań to zamykamy jakąś branżę, a jak mniej, to otwieramy.

Coś takiego jak w listopadzie rząd proponował, czyli harmonogram stref, żółta, czerwona, itd.,  uzależniony od ilości zakażeń.

Dokładnie, ale kompletnie tego nie dotrzymał. Bardzo długo na to czekaliśmy, chwaliliśmy nawet rząd i… okazało się, że zaproponowanych przez siebie reguł rząd nie przestrzega. Przecież z tych zapowiedzi powinniśmy już wejść w „narodową kwarantannę”, cokolwiek to miało być. Potrzebne jest logiczne postępowanie, żebyśmy wiedzieli, że na przykład jak jest nowy wariant koronawirusa, który powiedzmy tym razem przyjdzie Francji, to nie podstawiamy tam dreamlinerów po to, żeby go natychmiast do Polski sprowadzić. Wręcz przeciwnie, jak ktoś przyjeżdża, to na lotnisku robi test, tak żebyśmy byli absolutnie pewni, że żadna osoba zakażona nowym wariantem do Polski nie wjedzie.

Kolejne to reorganizacja systemu szczepień, którą już postulowaliśmy, bo wydaje nam się, że cały czas spadek szczepień na przykład w weekendy, czy jakieś takie rozprowadzanie tych szczepionek jest robione w sposób nieracjonalny. Jedni, którzy mają chłodnie dostają szczepionki, które bez chłodni doskonale wytrzymają, przez co taki Pfizer, który trzeba przechowywać w warunkach ostrzejszych, mógłby być wyszczepiany w szpitalach węzłowych, a dajmy na to Astra – w POZ-tach.

Piąta rzecz, którą byśmy zrobili to kwestia edukacji. W tej chwili to jest poboczny problem, bo mówimy epidemia, gospodarka, a zupełnie nie myślimy o tym straconym pokoleniu dzieciaków. Dzieciaków, które nie tylko wypadły z systemu, bo jak ma się czwórkę dzieci i dwa komputery nie da się obsłużyć pracy zawodowej i szkoły tym sprzętem. To też całe pokolenie dzieciaków, które ma problemy psychiczne i to widać. Fala zbliżającej się katastrofy, fala samobójstw, fala różnego rodzaju problemów psychologicznych, które po epidemii z nami zostaną. To jest coś, czemu powinniśmy już w tej chwili zapobiec. Czyli dostarczyć, dzieciakom pomoc nie tylko w kwestii sprzętowej, tak żeby one nam z systemu nie ginęły, albo żeby nie miały odebranych szans przez status materialny rodziców. Ale również w kwestii pomocy, która im się należy, bo są bardzo obciążone psychologicznie. Możemy sobie wyobrazić, gdy rodzice są na pracy zdalnej i dzieci muszą się uczyć. Sytuacja mieszkaniowa Polaków nie jest najlepsza, więc wiemy, że rodziny siedzą sobie na głowie. To są ciągłe nerwy, ciągłe konflikty. Te dzieciaki wyjdą strasznie psychicznie poobijane i pokaleczone, więc to jest piąta rzecz, którą bym zrobiła natychmiast.

Rząd ogłosił, że od poniedziałku rozpoczął konsultacje KPO związane z Funduszem Odbudowy. Szymon Hołownia zapowiada, że Polska 2050 poprze ten projekt, ale środki należy zabezpieczyć tak, żeby nie stały się funduszem wyborczym PiSu. W jaki sposób chcecie to zabezpieczyć?

My nie głosujemy Krajowego Planu Odbudowy, głosujemy Fundusz Odbudowy, głosujemy w Sejmie umowę, która ma zabezpieczyć pieniądze dla 550 milionów Europejczyków, czy to w Hiszpanii, czy w Bełchatowie, czy na Litwie, czy w Rumunii czeka w tej chwili na te pieniądze, które mają podźwignąć nie tylko przedsiębiorców i gospodarki z ruiny, ale na przykład zapewnić nam lepszą przyszłość. Weźmy Bełchatów, który leży w moim regionie. PiS oczywiście oszukał górników mówiąc im, że kopalnia będzie cały czas działać, że to się nigdy nie skończy, więc Fundusz Odbudowy potrzebny jest tam, żeby zapewnić tym ludziom jakąkolwiek przyszłość. Nie taką gdzieś narysowaną, tylko taką, która zapewni już miejsca pracy tu i teraz. W której nikt nie powie, a no to się przebranżowimy, ale w 2025 będziecie mieli pierwsze szkolenia, a teraz róbcie co chcecie. Taką przyszłość, która da ludziom tu i teraz wiedzę i kwalifikacje pozwalające zacząć im nową drogę zawodową. To jest hipokryzja niektórych opozycyjnych ugrupowań, które mówią „zawetujemy wszystko, to Kaczyński się ugnie i poprawi pod nasze dyktando Krajowy Fundusz Odbudowy”. No ja chciałabym zobaczyć za przeproszeniem Borysa Budkę dzień po takim głosowaniu, kiedy podnosi rękę razem ze Zbigniewem Ziobro odmawiając Europejczykom, Polakom koniecznych pieniędzy na odbudowę po epidemii. Co wtedy im powie? Naprawdę nie chcę widzieć tych pasków w TVP, które będą śmigać całe tygodnie, jak to opozycja robi polexit. My nigdy nie zrobimy czegoś takiego, bo to jest po prostu nieodpowiedzialne zachowanie.

Aczkolwiek nadal jest niebezpieczeństwo, że szczytny cel może zakończyć się zastrzykiem gotówki dla jednej strony.

Do KPO wnosimy uwagi, mamy na stronie wzory i zachęcamy, żeby według nich pisać do rządu, aby w konsultacjach było ich jak najwięcej. My będziemy oczywiście naciskać na to, żeby pieniądze nie preferowały spółek skarbu państwa. Żeby były dzielone przez samorządy, a nie wg uznania, czy widzimisię jednego lub drugiego ministra. Żeby uwzględniały również cele klimatyczne. Natomiast nie można robić jak PO, że wetujemy wszystko, bo jesteśmy tacy mocni i ustawiamy PiS pod ścianą. Łatwo odwrócić tą sytuację i zapytać, dlaczego Platforma nie mówi, że skoro ma Prezesa pod ścianą razem z całym PiS-em, to negocjują odwołanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, albo odwrócenie zniszczenia sądów, albo inną gwiazdkę z nieba. Oni nie mówią nic takiego, mówią jedynie o nacisku na KPO. Moim zdaniem jest to niestety blef i ściema, jest to po prostu niemądre. Koniec końców to tylko puszenie ogonka. Jeśli chodzi o KPO, to trzeba wiele zmienić, nie mamy co do tego wątpliwości, ale w normalnym trybie trzeba nad nim pracować.

Jak już jesteśmy przy pieniądzach to temat pana Daniela Obajtka. Czy jest Pani w stanie doliczyć się ile nieruchomości ma prezes Orlenu?

Uważam, że pan Daniel Obajtek minął się z powołaniem. On powinien natychmiast zostać sprowadzony do Ministerstwa Rozwoju, żeby wdrożyć program mieszkanie+ i to by mu się na pewno udało, a właściwie pałacyk+, czy posiadłość+. Naprawdę mamy do czynienia ze współczesnym Midasem, gdziekolwiek się facet nie pojawi tam złoto. Nowe posiadłości, nieruchomości czy miliony. Zarobić  1,2 mln, a wydać 12 mln, no to WOW. Naprawdę gratuluję tak zwanej przedsiębiorczości. Pan minister Ozdoba, gdy rozmawiałam z nim w radio TOK FM powiedział, że pan Obajtek jest przedsiębiorczy, ale jeśli ktoś z miliona robi dwanaście to ja zastanawiam się, czy tak pojętej przedsiębiorczości powinniśmy w ogóle uczyć w szkołach? Chyba nie. Jedyne co można zrobić z panem Danielem Obajtkiem, który jest również nieudanym delfinem Jarosława Kaczyńskiego to wysłać go do Wałbrzycha, gdzie poszukiwania złotego pociągu wciąż trwają. Myślę, że on bardzo dobrze da sobie radę z tym zadaniem, potem bursztynowa komnata, wiele mamy takich miejsc.

Sam Daniel Obajtek jest tylko soczewką, w której widać styl zarządzania spółkami państwowymi i tu rodzi się poważniejsze pytanie co zrobić, żeby w przyszłości podobne rzeczy nie miały miejsca? Oraz jak przekonać społeczeństwo, że ktokolwiek przyjdzie następny nie zrobi dokładnie tego samego? Nie potraktuje spółek jak swoje łupy, dzieląc po rodzinie, znajomych tworząc niejako siatkę głosów?

Już od dawna pracowaliśmy i konsultowaliśmy w strategiach 2050 projekt na temat jawności finansowania życia politycznego. Jest to bardzo silnie związane z tym tematem i tym się różnimy od Platformy Obywatelskiej, że my w Polsce 2050 mamy bardzo duży szacunek do sprawnie działających instytucji państwowych. Idea, że państwo powinno być tylko tanie i powinno być go jak najmniej jest przestarzała i katastrofalna w skutkach. Łatwo wyobrazić sobie, co dzieje się, gdy ograniczamy państwo tam, gdzie nie powinniśmy – dobrym przykładem był stan Sanepidów na początku epidemii. W Polsce 2050 mamy szacunek do sprawnych instytucji państwa, więc natychmiast jak afera pana Obajtka zaczęła się rozkręcać, usiedliśmy – nie jak inni do pisania spinów, jak to wyjść politycznie na konferencję i nagadać panu Obajtkowi, bo to robią wszyscy, ale wzięliśmy się do programu zarządzania spółkami skarbu państwa. Programu mówiącego, że obsadzanie zarządów i specjalistów powinno być transparentne. Żeby nie szli ludzie, którzy dostają synekury, którzy dostają posady jako polityczną korupcję, bo to jest coś co trawi niestety nie tylko państwo na poziomie centralnym, ale również samorządy. Ja jestem z Łodzi, tam rządzi Platforma i trudno znaleźć radnego po stronie nie opozycyjnej, który nie pracuje w miejskiej spółce. Niektórzy mają gęstą historię takich spółek. Społecznicy, z których się wywodzę mieli program „korytko+”, w którym pokazywali ścieżki od spółki do spółki. To jest zakorzenione głęboko w mentalności i potrzeba takich mechanizmów, które spowodują, że się po prostu nie da takich łapówek politycznych wręczać. Co za tym idzie te spółki będą chronione najzwyczajniej przed bankructwem i rozkradzeniem. Że to jest w tej chwili paśnik dla swoich to mało powiedziane, to jest coś co w normalnym, cywilizowanym, demokratycznym kraju po prostu nie powinno zdarzyć. Więc tak taki program jako Polska 2050 przedstawi.

„Korupcja, nepotyzm, kolesiostwo, które rozlało się dzisiaj po kraju w rozmiarach przedtem nieznanych” cytat z J. Kaczyńskiego z 2013 roku dzisiaj brzmi dość ironicznie patrząc, jak wyskalowane zostało to zjawisko, stąd moje pytanie: co zrobić, żeby w przyszłości było inaczej?

Im przeszkadzały ośmiorniczki, a sami zrobili ośmiornicę, bo to niestety tak trochę wygląda. Prawo i Sprawiedliwość tak bardzo odbiegło w tej chwili od swoich wcześniejszych obietnic i ideałów. Ja tutaj nie będę wyliczać piątek Dudy i tego co obiecali, a z czym sobie nie poradzili. Zawodowo zajmują się rozwojem lokalnym i winię liczne poprzednie rządy za nie najszczęśliwszą politykę rozwojową wobec kraju. Nie byłam fanką tego, co robiło PO z PSL-em i ich strategii polaryzacyjny-dyfuzyjnej. Strategii zamoczenia przez wysuszenie, bo najbogatsze ośrodki miejskie miały zarabiać, a reszta miała czekać aż im kapnie, a nie kapało niestety. W związku z tym patrzyłam z uznaniem na Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, pomimo całego krytycyzmu wobec PiS-u. Dokument, który miejscami nawet w logiczny sposób planował, co się z tym państwem stanie. A dzisiaj mam przed sobą Nowy Ład, który za moment zostanie ogłoszony, natomiast cały czas pan premier nie rozliczył się z wyników poprzedniego planu. Zrobiliśmy to w Polsce 2050 za niego, zachęcam do sięgnięcia po podsumowanie na stronę strategie2050.pl. W mojej opinii ilość niedoróbek w realizacji poprzednich obietnic rządu zasługiwałaby na co najmniej 100 stron raportu. Wtedy PiS obiecywał, że coś się zmieni, a wyszło jak zwykle i to nie tylko w kwestii prostych haseł wyborczych, ale przede wszystkim w kwestii rozwoju, a o tym myślimy w Polsce 2050 jako o czymś bardzo ważnym. No bo to przecież mamy zapewnić, ten horyzont pokolenia, nie tylko kadencji.

– rozmawiał Kasjan Karpiński

Druga część rozmowy wkrótce.

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

06 comments on “Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Hanną Gill-Piątek (część 1)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.