Klaudia Jachira

Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Klaudią Jachirą (część 1)

Zapraszamy na pierwszą część rozmowy z posłanką klubu Koalicji Obywatelskiej, ale podkreślającą swoją bezpartyjność - Klaudią Jachirą. Porozmawialiśmy o szczepieniach, pandemii i najgorętszym temacie ostatnich dni, czyli o głosowaniu w sprawie EFO

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Kasjan Karpiński: Zaszczepiła się Pani przeciwko koronawirusowi stąd pierwsze pytanie jak samopoczucie po szczepieniu?

Klaudia Jachira

Klaudia Jachira: Samopoczucie w porządku, ręka boli, ale byłam ostrzegana przed tym, że ręka będzie boleć. Organizm musi sobie poradzić i nabyć odporność, więc nie ma nic bezkosztowo. Natomiast bardzo się cieszę, że się doczekałam. Dzięki temu, że w styczniu zgłosiłam chęć, przyspieszyło to moje szczepienie o jakieś 2 tygodnie, nie więcej. Zawsze to coś – 2 tygodnie wcześniej, a nie 2 tygodnie później. Czekam, aż ręka przestanie boleć.

Wszystkich zachęcam i namawiam do szczepienia. Chwilkę się pomęczymy, ale już będziemy spokojni i dzięki temu jest nadzieja, że szybciej wrócimy do normalności.

To jest trochę powiązane z moim kolejnym pytaniem. Jak zachęcić ewentualne osoby, które nadal są przeciwko, a wbrew pozorom tych osób jest sporo?

Wczoraj widziałam bardzo budujące obrazki. Szczepiłam się na stadionie miejskim we Wrocławiu, to jest jeden z większych punktów szczepień. Dużo młodych ludzi, bo przyszedł czas na moje roczniki i kilka lat starsze. To było takie naprawdę fajne, że jeszcze stało z 10 osób z listy rezerwowej i chciało się zaszczepić, jeżeli zostaną szczepionki.

Nie jestem zwolenniczką karania za to, że ktoś się nie szczepi. Raczej bym myślała o tym, żeby nagradzać za szczepienie, ale nie w takim sensie, że zaczniemy płacić, tylko myślę o pewnych przywilejach. Jeżeli są przyjęte 2 dawki szczepionki to, na przykład: można wyjeżdżać za granicę bez testów, przebywać w restauracji poza wyznaczonym limitem. Takie pozytywne zachęcanie.

Bardzo ciekawa jest ta propozycja europosłów, nad którą pracują, żeby regulacje były spójne na poziomie UE.

Taki paszport covidowy?

Trochę tak. Nikt absolutnie nie zmusi do zaszczepienia, ale ono przyspiesza powrót do normalności. Jeżeli osiągniemy populacyjną odporność to szybciej gospodarka ruszy i zaczniemy odrabiać straty. A to bardzo ważne. Wydaje mi się też, że w tych rzekomych kampaniach rządu odnośnie szczepień jest za dużo takiego „o! szczepmy się”, a za mało jest rozwiewania wątpliwości. 

Na przykład w przypadku AstryZeneci, gdzie prawdopodobieństwo komplikacji jest dużo niższe, niż ryzyko codziennej jazdy autem. Postawiłabym na kampanię, która takimi prostymi faktami rozwiewa wątpliwości ludzi.

Osobiście wolałabym też bardziej podkreślić, że to jest dla twojego zdrowia.

Nie podobała mi się ta kampania, która skupiała się tylko dookoła rodziny. Wolałabym jednak, żeby to było też dla pani z kiosku, dla przedszkolanki, do której chodzą dzieci itd. Coś, co pokazuje, że wszyscy tworzą społeczeństwo i nie szczepię się tylko dla dziadka, babci, siostry i brata, ale także dla wszystkich innych, bo jesteśmy częścią jednego społeczeństwa.

Jak się Pani zapatruje na akcję „Zaszczep się w majówkę”? Jak stwierdził minister M. Dworczyk miała to być akcja zachęcająca, której nie powinniśmy rozliczać z liczb, a na celu miała skłonić nieprzekonanych do zaszczepienia. W konsekwencji skumulowała wiele osób w jednym miejscu i ogromne kolejki z ludźmi stojącymi w deszczu.

Sam pomysł nie był zły, ale jak zwykle zabrakło przygotowania, zaplanowania tego wcześniej i zaopiekowania się tymi ludźmi, a nie, żeby ludzie przy 8 stopniach stali w kilkugodzinnych kolejkach. Bardzo mi się podobało jak Warszawa z tego wybrnęła. Pojawiły się autobusy, żeby można było się gdzieś schronić. Jak zwykle idea słuszna, bo widać, że ludzie chętnie skorzystali z tej opcji, natomiast oczywiście bez przygotowania i na ostatnią chwilę. Ja mam w ogóle odczucie, że rządzący cały czas działają ad hoc, tak jakby w ogóle nie było strategii.

Ja sobie wyobrażam w ogóle działanie państwa tak, że jak przychodzą takie wyjątkowe sytuacje w życiu państwa, to jako kraj jesteśmy przygotowani. Mamy jakieś ogólne scenariusze, jak powinniśmy postępować w czasie pandemii i wyciągamy po prostu teczkę i mówimy: tutaj robimy to tak i tak, planujemy. Jeżeli pandemia się rozprzestrzenia, to robimy wszystko z wyprzedzeniem tak, żeby ludzie wiedzieli na co mogą się szykować: czy mają otwierać biznes, czy zamykać, czy się zaszczepią w kwietniu,  czy za pół roku. Tak, żeby nie było, że system wariuje i nagle mogą się wszyscy szczepić, ale jednak nie, bo to było prima aprilis. Brakuje spójności w działaniu.

Nawet jak coś się uda, to wydaje mi się, że to przez przypadek. Doszło do tego, że jak coś nam wyszło bez problemu, np. serwer się nie zaciął, mamę udało się przy pierwszym podejściu zarejestrować, to cieszymy się z tak prostych rzeczy, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że coś nie działa i się psuje.

W majówkę było podobnie. Fajnie, że ludzie mogli się zaszczepić, ale za dużo propagandy i takiego podejścia, że dobra władza otwiera mobilne punkty, a za mało było takiej czystej logistyki. Na pewno są od tego specjaliści, by to przeprowadzać lepiej.

Tak ogólnie, powiedzmy w szkolnej skali, jak Pani ocenia Narodowy Program Szczepień? Wg. danych MZ mamy ponad 12,5 mln osób zaszczepionych, w tym blisko 9,5 mln zaszczepionych pierwszą dawką. Jaką ocenę Pani wystawi?

Jakbym się starała, tak najbardziej obiektywnie jak potrafię, to patrząc, ile było w tym wszystkim chaosu, ile było zmian, jak to się chaotycznie zmieniało właściwie z dnia na dzień, no to nie mogłabym postawić wyższej oceny niż dopuszczający, kiedyś mierny.

Surowo.

No, ale by zdali (śmiech). Dlatego mówię, że obiektywnie, bo jakbym chciała tylko politycznie, to byłby niedostateczny i do widzenia. Obiektywnie nie byłabym w stanie wyżej niż dopuszczający, bo – tak jak wcześniej powiedziałam – cały czas mam odczucie, że jak coś się udało, to przez przypadek. Cały czas były zmieniane terminy szczepień, nie wiedzieliśmy jaka grupa, bo zrobiło się za dużo klasyfikacji. Dopiero, co ci ze styczniowego rozdziału, by po chwili już praktycznie wszyscy, to w międzyczasie po 2 roczniki, ale też po trzy. Tych przekazów jest tyle, że ludzie się gubią.

Co jest dobre? Dobre są postulaty, żeby zrobić jak najszybszy i jak najszerszy dostęp do szczepionek. To się udało zrobić i teraz praktycznie wszyscy chętni mogą skorzystać. Jest to ważne, żeby jak najszybciej uzyskać odporność populacyjną.

Natomiast niepokojące jest to, że skoro młodzi ludzie mogą dostawać tak szybko terminy, to znaczy, że seniorzy albo się boją, albo nie chcą, albo nie potrafią się zarejestrować. Pamiętajmy też, że często seniorzy nie są tak sprawni, żeby zakładać sobie konto pacjenta i się tam rejestrować. Najczęściej idą do przychodni i czekają aż tam mogą to zrobić.

Klaudia Jachira

"Marzy mi się, żeby był Komitet ekspertów, złożony z wirusologów, epidemiologów, lekarzy, którzy się specjalizują chorobach zakaźnych i ani jednego polityka. Oddać im kompetencje do zarządzania sytuacją epidemiologiczną w kraju."

Kończąc temat pandemii można powiedzieć, że powoli wychodzimy z 3 fali. Gospodarka sukcesywnie będzie się otwierać w najbliższym czasie, ale nadal w tyle głowy pozostaje widmo możliwości nadejścia czwartej fali. W związku z tym pytanie jakie wnioski wyciągnąć, żeby nie popełnić błędów z pierwszej, drugiej i trzeciej fali? Tak, żebyśmy ponownie nie zostali na kilka miesięcy zamknięci?

Nie jestem specjalistką z zakresu epidemiologii, ani nie jestem lekarką, ani nie zasiadam w Komisji Zdrowia, więc staram nie wypowiadać takich autorytarnych opinii na tematy, których nie zgłębiałam, bo nie mam takiego wykształcenia.

Dlatego  przede wszystkim bym chciała, by opiekę nad każdą kolejną potencjalną falą pandemii powierzyć specjalistom, epidemiologom, a nie politykom. Wręcz tak, jak w Szwecji. Tam może oni, w którymś momencie, aż za bardzo poszli w tym kierunku i byli krytykowani, ale rzeczywiście marzy mi się, żeby był Komitet ekspertów, złożony z wirusologów, epidemiologów, lekarzy, którzy się specjalizują chorobach zakaźnych i ani jednego polityka. Oddać im kompetencje do zarządzania sytuacją epidemiologiczną w kraju.

Chciałabym jak najbardziej oddzielić sprawy pandemii od polityki. Chciałabym, by kalendarz wyborczy, tak jak to bywało w tamtym roku, nie wpływał na pierwszą, drugą, trzecią, czy czwartą falę pandemii. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, że pandemia znika jak się rozpoczyna kampania wyborcza, a pojawia się zaraz po tym, gdy się kampania wyborcza kończy. Nie ma pandemii, gdy są przetasowania w rządzie, tak jakby przetasowania były ważniejsze od pandemii.

W szczycie pandemii nie zarządza się tymi zakażeniami, nie skupia się tylko na trudnej sytuacji Polek i Polaków, na lawinowym wzroście zgonów, tylko wydaje się bardzo wątpliwe prawnie pseudo decyzje, by jeszcze bardziej skłócić Polaków lub wzbudzić emocje. Myślenie jakimś ideologicznym interesem, a nie dobrem Polek i Polaków jest dla mnie w ogóle nie do pomyślenia.

Chciałabym, żeby w tak trudnym momencie dla każdego kraju, dla całej Europy i dla całego świata przestała się w ogóle liczyć polityka, ale by realnie zarządzać pandemią. Oczywiście dla równowagi, bo lekarze i wirusolodzy skupialiby się tylko na 100% bezpieczeństwie, to dałabym drugą nogę w postaci grona ekspertów gospodarczych. Pomogłoby to wsłuchiwać się w głosy, czego oczekują przedsiębiorcy. Pamiętajmy, że przedsiębiorcy to nie są ludzie, których nie interesuje choroba zakaźna i za wszelką cenę chcą otwierać biznesy. Przedsiębiorcy oczekiwali tylko takiego minimum, jak z wyprzedzeniem przygotowania i poinformowania ich o zamknięciu, a potem otwarciu. No i jest jeszcze kwestia zadośćuczynienia. Bardzo nie lubię słowa „pomoc” w tym kontekście, bo jeżeli państwo zakazuje pracy, to nie można mówić, że państwo potem pomaga. Jeżeli zakazało pracy, to ma obowiązek wypłacić zadośćuczynienie. Nie ma innej drogi. Nie może być też tak, że państwo wybierze sobie PKD wedle swojego widzi mi się, bo gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Jeżeli nie pracują hotele, to nie mają też zarobku pralnie – najprostszy przykład. Pewnie gronu ekspertów z zakresu epidemiologii i przedstawicielom przedsiębiorców byłoby się ciężko dogadać, ale i tak myślę, że szybciej by się to udało niż politykom, a szczególnie politycy z opcji rządzącej, którzy w ogóle nie znają takiego pojęcia jak kompromis.

Więc przede wszystkim jak najmniej polityki, a po drugie wsłuchiwanie się w najprostsze prośby, czy oczekiwania całej gospodarki.

Cały czas to, co się działo przez ostatni rok i kilka miesięcy, to dla mnie było po prostu działanie wg kalendarza wyborczego, robienie cały czas propagandy. Z jednej strony propagandy sukcesu, a z drugiej strony, jak zwykle o wszystko, co tylko nie poszło, obwinianie Unii Europejskiej, albo opozycji.

A rząd oczywiście jak zwykle nie miał sobie nic do zarzucenia.

Bardzo płynnie możemy przejść do kolejnego wątku, czyli Funduszu Odbudowy. Czy nadal uważa Pani, że decyzja o wstrzymaniu się w głosowaniu była tą odpowiednią?

Napisałam o tym w poście na Facebook’u (post poniżej – red.). Mnie osobiście bardzo zabolała wolta Lewicy, z którą naprawdę bardzo blisko współpracowałam. Wydawało mi się, a nawet byłam przekonana, że o ile różnimy się w sprawach gospodarczych – czego ani ja nie ukrywałam i koledzy i koleżanki z Lewicy mieli świadomość – to myślałam, że często podobnie postrzegamy świat i mamy wspólne wartości. Wspólnie walczyliśmy przez kilka miesięcy na ulicy: o prawa kobiet, o prawa osób LGBT. Spotykaliśmy się też pod pseudo Trybunałem Konstytucyjnym, i razem broniliśmy np. Rzecznika Praw Obywatelskich czy liczyliśmy na jego pomoc, jak były kolejne osoby zatrzymywane.

Dlatego, to co zrobiła Lewica, mnie naprawdę osobiście bardzo dotknęło. Nie mówię nawet jako posłanka, czy polityczka, ale jako obywatelkę, wyborczyni, której zdarzyło się raz, czy dwa oddać głos na Lewicę. Poczułam się po prostu przez nich zdradzona, bo dogadanie się było złamaniem jedności po stronie opozycyjnej. Poszli rozmawiać z PiS-em w momencie, kiedy Zjednoczona Prawica jest właściwie na krawędzi rozpadu, bo co chwilę ściągają ważniejsze głosowania nie mając większości.

A już tym bardziej nie rozumiem , że postawili  m. in. warunek 75 tys. mieszkań, a zapomnieli o podstawowych prawach czy to kobiet czy osób LGBT.

Jak dla mnie Lewica poparła to bezwarunkowo, bo tak naprawdę nie mają nic zagwarantowane. Znamy też PiS, jak umie omijać unijne prawodawstwo albo widzimy na komisjach jak ministrowie robią wszystko, by unikać odpowiedzi na nasze pytanie.  

Wracając do samego głosowania. Po tej ich decyzji tak naprawdę nie było dobrego wyjścia z sytuacji i długo się zastanawiałam jak głosować. Nie uważam, żeby wstrzymanie się było genialnym rozwiązaniem, ale w moim sumieniu – i to nie miało związku z dyscypliną partyjną – poczułam, że jest to najlepsze wyjście ze złej sytuacji.

Proszę zwrócić uwagę, co po głosowaniu się dalej dzieje w mediach? Dostaje się właściwie wszystkim.

Tym, którzy głosowani „za”, że zdradzili zjednoczoną opozycje bezwarunkowo popierając J. Kaczyńskiego, ratując przy tym Zjednoczoną Prawicę. Sprawili, że konflikt między Z. Ziobro, a resztą nie doprowadzi do eskalacji, bo wewnętrznie się ZP dogadała, akceptując, że Z. Ziobro jest „przeciw”.

Tym, którzy głosowali „przeciw” albo się wstrzymali dostaje się z wielkiej tuby propagandowej, że jak to mogą Polakom odebrać unijne pieniądze?

Ja absolutnie nie chciałabym zabrać unijnych pieniędzy, tylko chciałabym, by partia rządząca nie rozkradła tych miliardów złotych i nie dała tylko swoim. Bardzo trafnie obrazuje to zagrożenie przykład środków z Rządowego Funduszu Inicjatyw Lokalnych, które trafiły tylko do PiS-owskich samorządów. Ja tak naprawdę walczyłam tylko i aż o to, żeby nie był to fundusz wyborczy PiS-u.

Tak więc wstrzymanie się było aktem wyjścia ze złej sytuacji. Mieliśmy świadomość, że po ruchu Lewicy każde rozwiązanie było złe. Co ważne nie łączyłabym finalnego głosowania PSL-u czy Hołowni z tym, co zrobiła Lewica, bo tylko Lewica usiadła do stołu z PiS-em.

Mówiła Pani, że Lewica nie postawiła warunków o które walczyliście wspólnie – RPO, prawa kobiet, prawa osób LGB, ale obserwując rozwój sytuacji nie zauważyłem od początku, od grudnia, żeby Koalicja Obywatelska takie postulaty wysuwała. Raz tylko gdzieś na profilu przewodniczącego B. Budki pojawił się baner z postulatami KO, ale one również tych żądań nie zawierały. Czy w takim wypadku nie jest to wina samej w sobie KO, że nie wykorzystała sytuacji?

Nie zgodzę się, że Koalicja Obywatelska i PSL nie postawili żadnych warunków, bo wyszli z nimi w połowie marca. Natomiast zgodzę się, że był zły przekaz, dlatego nie przebiło się to do opinii publicznej. Tutaj też sama biorę to na klatę i mam do siebie pretensje, że za mało pisałam o tych warunkach, za mało mówiłam.

Natomiast proszę zauważyć, że jednym z tych warunków uważam, że najważniejszym albo jednym z najważniejszych, wśród tych pięciu, które się znalazły na liście koalicji Obywatelskiej, było przystąpienie do Europejskiej Prokuratury, czyli gwarancja tego, że będzie nadzór zewnętrzny nad tymi środkami.

Możliwe, że to był błąd, że nie postawiliśmy warunku bezpartyjnego kandydata na RPO. Może jestem rzeczywiście mądra po fakcie. Natomiast sam fakt przystąpienia do Prokuratury Europejskiej, to już by nas bardzo posunęło do przodu, żeby mieć realną kontrolę nad apolitycznym rozdawaniem środków. Tylko proszę pamiętać, że jak już Lewica poszła na te negocjacje, nie informując nikogo z opozycji, to już mogli te warunki postawić.

Z KO było inaczej, bo myśmy postawili warunki, ale PiS w ogóle nie był zainteresowany rozmową z opozycją w tamtym momencie. Tak więc warunki typu rzecznik apolityczny – chciałbym zaznaczyć, że ja najchętniej wprowadziłabym zasadę, by kandydat na RPO co najmniej przez ostatnie 10 lat nie był w żadnej partii politycznej, takie minimum, żeby zachował apolityczność – można postawić jeśli druga strona chce usiąść do rozmów.

Akurat, kiedy PiS chciał usiąść z Lewicą do stołu, to był to ten moment, że jak już się sprzedawać, to chociaż za ważną sprawę.

Smutny czas, bardzo smutny czas. Myślę, że powoli emocje zaczną opadać, ale obawiam się, że musi upłynąć bardzo dużo czasu, żebyśmy mogli spróbować sobie na nowo zaufać i ponownie patrzeć w oczy na korytarzu. To jest tym bardziej smutne, bo teraz unikaliśmy swoich spojrzeń nawzajem.

Jeżeli chodzi o mój elektorat czuję, że zrozumieli. Dostałam bardzo mało negatywnych odpowiedzi. Powiedziałabym, że 80% komentarzy - szczególnie tych moich wyborców, których od lat spotykam na ulicy, całe środowisko KOD-u, Obywateli RP, dziewczyny związane ze Strajkiem Kobiet -to wsparcie.

Rozumieją to, że się wstrzymałam.

Pytałem o wstrzymanie się również z perspektywy sondaży, które pojawiły się odnośnie nastrojów społecznych, gdzie 65-70% badanych wskazuje, że opozycja powinna poprzeć rząd ws. FO. Pytanie, czy takie głosowanie nie byłoby też swoistą minimalizacją strat? Po poparciu Lewicy głosowanie i tak było przesądzone i największym beneficjentem jest J. Kaczyński, który utrzymał rząd, ma ustawę oraz rozbił opozycję. Po prostu zagłosować „za” i później wytłumaczyć „próbowaliśmy, zgłosiliśmy poprawki, ale nie chcemy wstrzymywać pieniędzy z UE. W Senacie będziemy dalej walczyć”? Minimalizacja, bo teraz może pójść właśnie przekaz „Oni Wam chcieli zabrać pieniądze” – o KO do wyborców.

Taki przekaz byłby dużo mocniejszy, gdyby Koalicja Obywatelska zdecydowała się głosować przeciw,  wtedy to, by było jednoznaczne.

Nie trzeba absolutnie przekonywać wyborców, że Platforma czy Koalicja Obywatelska, czy nawet osoby bezpartyjne, ale będące w klubie KO, jest najbardziej proeuropejską formacją. Więc to wstrzymanie się nie było sprzeciwem wobec środków unijnych i było to wielokrotnie podkreślane, tylko wstrzymanie się było przeciwko m.in. trybowi głosowania. O tym się nie mówi, a to było dla mnie bardzo ważne i uważam, że za mało przebiło się do opinii publicznej.

Według wielu konstytucjonalistów głosowanie było obarczone wadą prawną, bo ratyfikacja powinna być głosowana 2/3 głosów, a nie zwykłą większością. I teraz proszę sobie wyobrazić, że kiedyś przyjdzie nam spłacać – bo pamiętajmy, że część tych miliardów złotych to są pożyczki – i jakiś rząd zakwestionuje to, że to było w ogóle przyjęte zwykłą większością, ratyfikowane niezgodnie i będzie odmawiać spłaty. Może to wyglądać abstrakcyjnie, ale tak analizuje czy taki scenariusz czasem nie byłby możliwy. I to była moja pierwsza myśl, przez którą przez chwilę zastanawiałam się czy w ogóle brać udział w głosowaniu.

Druga sprawa to mechanizm kontroli tych pieniędzy. Jedno PGE złożyło wniosków na 74 mld złotych i to wszystko z części grantowej, nie pożyczkowej. Na Komisji Środowiska wiceminister nie potrafił odpowiedzieć jednoznacznie, jak będą rozdysponowywane te środki, czy czasem całości nie dostanie właśnie PGE. Mówimy o 74 mld złotych, to jest ponad 30% całego funduszu, a to jest tylko jedna spółka skarbu państwa.

Wstrzymanie się było ewidentnym sygnałem, że nie chcemy blokować funduszy unijnych i obawą, że znajdą się w rękach jednej partii, a za tym nie byłabym w stanie zagłosować.

Możliwe, że cały czas trzeba to ludziom tłumaczyć, jak już będzie możliwość spotkania z wyborcami. Przed pandemią miałam po kilka spotkań w miesiącu w całej Polsce, bo ja naprawdę bardzo lubię jeździć i rozmawiać z ludźmi. Uwielbiam ten typ uprawiania polityki, bo dzięki temu wyrabiam sobie opinię.

Natomiast jeżeli chodzi o mój elektorat czuję, że zrozumieli. Dostałam bardzo mało negatywnych odpowiedzi. Powiedziałabym, że 80% komentarzy – szczególnie tych moich wyborców, których od lat spotykam na ulicy, całe środowisko KOD-u, Obywateli RP, dziewczyny związane ze Strajkiem Kobiet -to wsparcie. Rozumieją to, że się wstrzymałam.

Śledziłam też, co działo się u osób, które były „za”, szczególnie w Lewicy i tam było bardzo dużo żalu i to od osób z tej samej strony, a nie z innej opcji. Widzę bardzo dużo żalu za to głosowanie szczególnie do posłów Lewicy, więc odczuwam, że zrobiłam najlepiej jak umiem.

Ale oczywiście, jak brzmi to słynne powiedzenie polityka czy polityczki:  To wyborcy mnie ocenią i jestem na tę ocenę gotowa. W każdej chwili.

– rozmawiał Kasjan Karpiński

Druga część o Koalicji Obywatelskiej, transferach, przywództwie w PO i strajkach już jutro! 

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “Subiektywno-Obiektywna rozmowa z Klaudią Jachirą (część 1)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.