Topiel (recenzja)

Topiel to bardzo piękna książka.

Piękna dlatego, że jej się nie czyta. Ją się przeżywa. Przeżywa się codzienność i każdą chwilę, którą w powieści przeżywają bohatetowie. Przeżycia te muszą być zapewne dwukrotnie silniejsze dla kogoś, kto przeżył powódź, lub przeżył i pamięta to jedyne lato – 1997 roku.

Ja pamiętam – ale zaledwie pojedyncze stopklatki telewizyjnych urywków informacyjnych. Powódź tysiąclecia znaliśmy z telewizji, nie dotknęła bezpośrednio mojej rodziny. Ale przeżywaliśmy ją każdego dnia, ze wzrokiem przyklejonym do kineskopowego telewizora.

Topiel to piękna książka bo to jest prawdziwy wehikuł czasu – jeżeli ktokolwiek pamięta tamto lato, z pewnością tak musi działać na niego ta powieść. Ja przez te kilka dni lektury czułem się jak przez kilka dni tamtego lata. Co ciekawe, lata, kiedy swoich wiosen miałem nieco mniej niż bohaterowie – stąd także pewnie tak dobry przeze mnie odbiór tej powieści. Miałem mniej więcej tyle lat co oni, lecz przede wszystkim dokładnie tak odbierałem i rozumiałem otaczający mnie świat. I za ten subiektywny autentyzm, którego w powieści było tak dużo, byłem wdzięczny autorowi jeszcze długo po lekturze.

Jak już wspomniałem – tą książką się żyje, jej się nie czyta. W niej nie ma emocji – ona jest z nich zbudowana i nimi napisana. Z pozoru mało istotne elementy fabuły oraz opisy sytuacji w niezwykle naturalny sposób budują klimat tamtych dni oraz stopniowo wzmagają napięcie. I to napięcie w końcu wzbiera mocno w ostatnich rozdziałach, niczym kulminacyjna fala na rzecze – i tak trzyma do ostatniej chwili, że mimo, iż po części wiadomo, co się wydarzy, to jednak fabuła wsysa cię w siebie z siłą dużego wodnego wiru.

Gatunkowo to niby kryminał/sensacja/trhiller – ale naprawdę to coś więcej. Owszem – thriller bo są emocje i jest intryga w tle (lecz właśnie – tak naprawdę to tylko tło) – ale to co elektryzuje tu najmocniej to właśnie napięcia codzienności oraz zbiegi okoliczności, które przydarzają się każdemu (a nie każdy przecież – jak to w klasycznym kryminale bywa – ma w życiu okazję chociażby tropić mordercę, czy rozwiązywać kryminalną zagadkę). Dlatego ta fabuła tak wciąga – bo to naprawdę takie coś i może i tak naprawdę wciąż dzieje się wokół nas.

Wreszcie jest tu “Moja i Twoja nadzieja” – mistrzowska klamra, która wybrzmiewa w kluczowym dla czwórki bohaterów momencie książki. Jeszcze raz czułem wtedy ciary i jeszcze raz cofnalem się wtedy wspomnieniami w czasie – ze skutecznością legendarnego już cofania liczników w sprowadzanych niegdyś z Niemiec samochodach osobowych.

Oryginalny opis książki (za: lubimyczytac.pl):

Pod koniec lipca 1997 roku ukraińscy żołnierze, którzy przybyli na pomoc powodzianom, dokonują makabrycznego znaleziska w korycie wciąż wezbranej rzeki. Na ułamanym, zanurzonym w wodzie drzewie wiszą zwłoki nastolatka poszukiwanego od blisko dwóch tygodni.

Niespełna miesiąc wcześniej dla czwórki młodych chłopaków – Kacpra, Darka, Józka i Grześka – właśnie rozpoczynają się wakacje. I zupełnie nie przeszkadza im, że wolne dni skąpane są w strugach deszczu, a meteorolodzy alarmują o powodziowym zagrożeniu. Są pewni, że to będzie ich lato!

Trzy dni później właśnie w Głuchołazach, maleńkiej mieścinie przy samej polsko-czeskiej granicy rozpoczyna się katastrofa zapamiętana jako Powódź Stulecia. To ona i wywołana nią lawina zdarzeń doprowadzi chłopców najpierw do wyjątkowego odkrycia, a następnie do śmierci jednego z chłopców. Którego?

Topiel to thriller obyczajowy osadzony w prawdziwych realiach początku powodzi 1997 roku. Autor, uczestnik wydarzeń i aktywny wolontariusz na pieczołowicie oddanym tle rysuje porywającą, momentami przerażającą opowieść o przyspieszonym kursie dojrzewania, rozliczając się jednocześnie z nostalgią lat dziewięćdziesiątych. To zaskakująca mieszanka serialu Stranger Things i To Stephena Kinga.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.