RPO

W co gra PiS z RPO?

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Dlaczego Prawu i Sprawiedliwości tak zależy na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich? Czy chodzi tylko o kolejne zawłaszczenie państwa? Czy może jednak o coś więcej? Czy kandydatura Bartłomieja Wróblewskiego jest właściwą dla obozu władzy? Zapraszam na analizę.

Bezpieczniki

Znane jest zjawisko polegające na tym, że dana partia chce obsadzić swoimi kandydatami poszczególne stanowiska, które jej nie będą przeszkadzać, ale w razie utraty władzy utrudnią życie następcom. Takie zjawisko można nazwać bezpiecznikami. Ważnymi bezpiecznikami są: Trybunał Konstytucyjny, Prezydent i stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Dlaczego są tak ważne? Zarówno Prezydent jak i RPO mogą kierować poszczególne ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, który to natomiast może blokować je mocno utrudniając rządzenie.

Nie jest to nowe rozwiązanie, chociażby Platforma Obywatelska w 2015 roku przeczuwając utratę władzy po przegranych wyborach prezydenckich próbowała zastawić „pułapki” na przygotowujące się PiS do władzy. Pierwszym była próba delegowania dwóch sędziów do TK tzw. „awansem”. PO mogła przegłosować legalnie 3 sędziów, ale postanowiła, że oprócz tego „na zapas” wybierze jeszcze dodatkowych dwóch. Był to pretekst dla Jarosława Kaczyńskiego do ataku na Trybunał. Prezes PiS niejednokrotnie krytykował TK, więc prawdopodobnie i tak zaatakowałby go, ale otrzymał niejako prezent na tacy. Drugą „pułapką” jaką Platforma przygotowała to wybór Adama Bodnara na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Sam Bodnar nie był kandydatem marzeń, ale ze względu na swoje jasno zdeklarowane poglądy jasne było, że dla PiS-u będzie jeszcze trudniejszym partnerem.

Jak widać stanowisko RPO jest jednym z kluczowych w układance, dlatego Prawo i Sprawiedliwość nie może go odpuścić. Tym bardziej, że Rzecznik wybierany jest na 5-letnią kadencję, więc na stanowisku będzie co najmniej do wiosny 2026. Przy scenariuszu wyborów na jesieni 2023 roku, przy ewentualnej zmianie władzy następcy będą musieli współpracować ponad dwa lata.

Pis czekał

Prawo i Sprawiedliwość ze względu na wewnętrzne konflikty, które omówione będą w dalszej części nie mógł wystawić swojego podstawowego kandydata, więc postanowił przeczekać. Tym bardziej widząc, że po stronie opozycji startuje jedna wspólna kandydatka Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. Kandydatka była nie do zaakceptowania przez rządzących, więc przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy postanowili sukcesywnie odrzucać ją w Sejmie.

Strategia opłaciła się, gdyż w kolejnym głosowaniu ze wspólnego bloku opozycyjnego popierającego Rudzińską-Bluszcz wyłamało się PSL. Ludowcy wraz z Konfederacją poparli kandydaturę Roberta Gwiazdowskiego. Przy takim układzie Prawo i Sprawiedliwość wystawiło wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, wiedząc, że kandydatura i tak zostanie odrzucana w Senacie, ale udało się rozbić blok opozycyjny.

Sprytne przeczekanie się opłaciło. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz po kolejnym odrzuceniu w głosowaniu zrezygnowała, po stronie opozycyjnej jest kilku kandydatów, a w partii rządzącej sytuacja się poukładała i może wrócić do pierwotnego kandydata.

Bartłomiej Wróblewski - kandydat idealny

Bartłomiej Wróblewski od samego początku był głównym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Kandydat ultrakonserwatywny, który nie będzie przeszkadzać ZP w rządach, ale w przypadku zmiany władzy może być wielkim utrapieniem kolejnej władzy, niezależnie kto (może poza Konfederacją) by to był. Dlaczego więc wcześniej rządzący nie postawili na Wróblewskiego? Główną przyczyną jest bunt podczas głosowania nad „5-tką dla zwierząt”. Grupa posłów PiS-u wbrew zaleceniom władz partii zagłosowało przeciw, wśród nich był właśnie obecny kandydat. Głosowanie było niezwykle ważne dla Prezesa Kaczyńskiego, więc wszyscy buntownicy zostali zawieszeni w prawach członka, a sam Wróblewski stracił poparcie na stanowisko RPO.

Minęło parę miesięcy, rany się zabliźniły, buntownicy wrócili do łask, ale widząc wstępne pęknięcie w monolicie opozycyjnym ws. wspólnego kandydata PiS postanowił jeszcze chwilę poczekać. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz się wycofała, po stronie opozycyjnej pojawiło się kilku kandydatów i to najlepszy moment dla PiS-u, żeby wrócić do Wróblewskiego.

Bartłomiej Wróblewski jak już zaznaczyłem jest ultrakonserwatywny. To on jest jednym z autorów wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zaostrzenie prawa aborcyjnego. W efekcie tego wniosku TK 22 października uznał aborcję z przyczyn embriopatologicznych za niezgodną z Konstytucją, co wywołało protesty w całym kraju trwające kilka tygodni. Paradoksalnie jednak poglądy Wróblewskiego mogą mu pomóc. W Senacie, gdzie opozycja ma przewagę jednego głosu PiS liczy, że tak konserwatywny kandydat skłoni kilku przedstawicieli opozycji do poparcia. Wstępnie tak owe zadeklarował już senator PSL – Jan Filip Libicki. Oprócz niego podobny ruch rozważa jeszcze kilku senatorów o bardziej konserwatywnych poglądach.

Trybunał Konstytucyjny

Równolegle do klinczu związanego z wyborem nowego RPO Prawo i Sprawiedliwość próbuje za pomocą Trybunału Konstytucyjnego usunąć Adama Bodnara pełniącego obowiązki do momentu wyboru nowego rzecznika (pisaliśmy o tym w Przeglądzie dnia). Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego obmyśliło plan zakładający, że na bazie Konstytucji, w której nie ma pojęcia „pełniący obowiązki rzecznika” można pozbawić tej roli Bodnara. Faktem jest, że Konstytucja nie zakłada zarówno przedłużenia kadencji, jak i pełnienia obowiązków po jej zakończeniu do czasu wyboru następcy. Zauważyć należy jednak, że taka sytuacja miała już miejsce niejednokrotnie w przeszłości. Andrzej Zoll, którego kadencja zakończyła się w czerwcu 2005 roku pełnił rolę rzecznika do lutego 2006 roku, aż do wyboru Janusza Kochanowskiego. Podobnie Irena Lipowicz, której kadencja zakończyła się w lipca 2015 roku sprawowała funkcję do września tego roku, aż do wyboru Adama Bodnara. Zaznaczyć w tym miejscu należy, że w przypadku A. Zolla w trakcie jego przedłużonej niejako kadencji również rządziło Prawo i Sprawiedliwość i w tamtym momencie nie podnosiło argumentu o niezgodności z Konstytucją.

Można odnieść wrażenie, że Jarosław Kaczyński przeczuwa możliwość utraty władzy i za wszelką cenę będzie chciał obsadzić swoim człowiekiem stanowisko RPO. Usuwając Adam Bodnara powoduje de facto sytuację, w której obywatele nie mają swojego rzecznika. Może to działać na korzyść Bartłomieja Wróblewskiego. Presja związana z szybkim wyborem nowego RPO, przy przedłużającym się klinczu, może skłonić większą ilość senatorów do poparcia przedstawiciela PiS-u. Tak, aby tylko stanowisko było obsadzone. Co za tym idzie bezpieczniki skutecznie zastawione. 

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.