Władcy Pierścieni

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Rozprawiłem się tydzień temu z kilkoma internetowymi mitami w swoim cotygodniowym wpisie. Dziś pora na kolejne.
 
Będzie to krótka subiektywna ocena Platformy Obywatelskiej z punktu widzenia mitologizacji – narzędzia retorycznego bardzo dziś Platformie potrzebnego. A także czegoś, co w naszej narodowej specyfice ogółem jest narzędziem wciąż ważnym – nadawanie wydarzeniom symboliki, szukanie analogii, związków, przypisywanie alegorii. Fanów Tolkiena z góry przepraszam za zaprzężenie jego opus magnum do mojej opowieści – choć z drugiej strony nie ma chyba aż tak bardzo za co – “Władca Pierścieni” też jest bowiem trochę o polityce.
 
Będzie to także krótkie spojrzenie na PO z punktu widzenia możliwego i szeroko dyskutowanego powrotu Donalda Tuska do rodzimej polityki. Wypada zatem zabrać głos w tak ważnej dla wszystkich sprawie.

Dwie wieże

Czyli dwie sejmowe kadencje rządów PO-PSL, które w narodowej mitologii (głównie środowisk PO i sympatyzujących z PO) urosły do miana narodowego dziedzictwa. Dwóch pomników przyrody. Z tym że po latach jest to już tylko skansen dawnej świetności Platformy. Dziś często przywołuje się je jako przykład czasów dla Polski dobrych, niesłusznie i niesprawiedliwie zastąpionych dobrą zmianą, jak i czasów w których istniała w Polsce praworządność a także zachowane były proporcje między tym co złe, a tym co dobre. Wiele w tym prawdy – natomiast ile prawdy w tym, iż ten (historyczny) już fakt jest lub ma być fundamentem przyszłego wyborczego sukcesu PO – o tym piszę poniżej. 
 
Nigdzie nie da się wygrać za dawne zasługi. Lub dwa razy w ten sam sposób. A w PO (zwłaszcza w mniej progresywnym otoczeniu Borysa Budki) wciąż dominuje chyba takie przeświadczenie. To już bardziej wokół Rafała Trzaskowskiego panuje przekonanie, że dla PO (lub jej najbardziej liberalnego elektoratu) musi dziś nastąpić jakieś nowe rozdanie, lecz tam obciążeniem zdaje się być nadal… sam Trzaskowski. Niby mający potencjał i aspiracje, lecz chyba wciąż (o ile w ogóle) nie mający aż takiego przywódczego talentu. Niby wystawiony do walki o fotel prezydenta RP (gdzie spisał się przecież bardzo dobrze), lecz obecne nieco przyspawany do fotela prezydenta miasta Warszawy. Jedyne na co może sobie obecnie pozwolić to kuluarowe rozmowy (jak niedawno w Milanówku z Borysem Budką, w sprawie powrotu DT do rodzimej polityki) lub polityka w wersji light – na przykład jego letni Campus Polska, inicjatywa na luzaczku, przywodząca na myśl kolonie, letnie szkoły, warsztaty, czy nowoczesne progresywne festiwale. Oferta to dla młodych liberałów ciekawa i kusząca, lecz nadal nie wiemy jednego – co dalej? Czym do końca ma być sam Campus i co po Campusie? Czy jest to jakiś stempel ruchu “Wspólna Polska” (który jest na razie kompletnym niewypałem), łącznikiem między przyszłością PO (którą mocno przecież wydawał się być sam Trzaskowski – choć w świetle klinczu, w jakim znalazł się ze swoim projektem, niejako w opozycji do samej PO, zwłaszcza tej w wersji z Tuskiem, pojawiają się głosy, że może lepiej aby poszedł on swoją drogą) a jej przeszłością? Między jego pomysłami a aktualnymi strukturami? Nie wiemy ale ja bym żalu do PO, jako jej były wyborca, o to nie miał – wszak nie wiedzą tego chyba oni sami w zarządzie partii i ten utrzymujący się stan niewiedzy, ciągłego spontanu i zaskoczenia jest chyba po prostu aktualną wersją frazy “taki mamy klimat”. Możliwe, że właśnie dlatego PO i chce i musi teraz sięgnąć po Tuska. Jako coś w rodzaju ostatniej deski ratunku – jako że wszelkie inne pomysły na lifting PO póki co raczej spełzły na panewce. 
 
Sam Trzaskowski wydaje się być dziś trochę ofiarą swojego własnego sukcesu wyborczego (ponad 10 mln głosów w zeszłorocznym boju o prezydenturę) oraz owej wciąż żywej nostalgii za czasami dwóch wież i ery Tuska. Z jednej strony oczekiwano od niego podźwignięcia społecznego zaufania i zainwestowania w swój wyborczy kapitał (owe 10 mln głosów), ale skoro po roku inwestycja ta się w żaden sposób nie zwraca (ruch Trzaskowskiego w zasadzie nie istnieje, więc nie można nawet powiedzieć jaki ma bilans zysków i strat), PO, integralną częścią której jest nadal Trzaskowski oraz jego dorobek, w oczywisty sposób sięga po inne rozwiązania. I tym rozwiązaniem (jedynym logicznym) wydaje się być dziś Tusk. Czy jednak ten swoisty dwugłos nie powoduje jakiejś konsternacji i niezrozumienia sytuacji wśród wyborców PO? Miał być Trzaskowski-lider (młody, nowoczesny, progresywny), lecz lider ten nie do końca się po wyborach w krajowej polityce zbudował na nowo. Będzie zatem lider stary (Tusk), lecz jak to się ma do kwestii przywództwa i tej najważniejszej – programowej? Dziś jeszcze tego nie wiemy. A to co wiemy to jedynie plotki – na przykład o tym, że wobec powrotu Tuska Trzaskowski w ogóle powinien dać sobie spokój z Platformą i ewentualnie szukać swoich własnych dróg i rozwiązań (Ruch Wspólna Polska). Mówi się nawet o zbudowaniu dwóch bloków wokół PO – liberalnego wokół Trzaskowskiego i centrowo-socjaldemokratycznego wokół Tuska.

Drużyna Pierścienia

Drużyna Tuska, która zarządzał, czyli przede wszystkim jego dwa (rekonstruowane) gabinety. Zapędziłem się trochę w poprzednim rozdziale – miało być tam więcej o samej o drużynie pierścienia – niezwyciężonej armii PO, która dzierżyła przez dwie kadencje pierścień władzy, miała jedynego i wyraźnego lidera, miała niezłe wyniki w gospodarce, a nawet bardzo dobre na arenie międzynarodowej. Szło nieźle, ale po drodze do trzeciej kadencji wydarzyły się dwie rzeczy – o pierścień władzy upomniał się Golum Kaczyński, a Tusk (król Śródziemia – swoją drogą tak go dziś przecież widzą wyborcy PO – jako nieskazitelnego, wszechmocnego polityka, który samym swoim powrotem do rodzimego piekiełka jest w stanie zdestabilizować Kaczyńskiego), opuścił królestwo i postanowił wykorzystać swoją życiową szansę poza krajem. Opuszczona drużyna osłabła pod wpływem naporu armii wroga i oddała pierścień. Minęło osiem lat, aż w końcu w Śródziemiu usłyszeliśmy, że możliwy jest powrót Tuska.
 
Dziś o sile Platformy stanowią ludzie, których nie było jeszcze w zwycięskiej drużynie pierścienia Donalda Tuska. Osiem lat wykreowalo tutaj sporo nowych twarzy. Ale nie przekłada się to póki co na realne autorytety – PO nadal może i jest fabryką politycznych talentów ale nie bardzo jest już kuźnią politycznych liderów. I znów – i kłania nam się i prosi się o powrót króla Tuska. Powrót kogoś, kto będzie w stanie odwrócić niekorzystne trendy i pozszywać podziurawione struktury. Przede wszystkim jednak – chodzi tu o samą partię i jej polityczną egzystencję. Czy powrót Tuska jest także remedium na problemy trapiące Polskę? Może być, ale też niekoniecznie.

Powrót króla

To się musi udać, nie ma innej opcji – słychać wśród komentatorów, dziennikarzy oraz sympatyków Tuska czy PO. Rozumiem ich entuzjazm, jednak nie zapomniałbym o zdrowym rozsądku – nie, to się wcale nie musi udać i jest inna opcja. 
 
Po pierwsze – sytuacja polityczna i gospodarcza dziś jest zupełnie inna niż te siedem lat temu. Wykształciły się nowe/inne systemy wartości (pisałem o tym tutaj – dziś bardziej obawiamy się niuansów wolnego rynku, na przykład po kryzysie frankowym, czy drożyźnie na rynku nieruchomości i serdeczniej jako społeczeństwo patrzymy na opiekuńczość państwa, nawet kosztem tego, że przywodzi to na myśl jakieś niewybredne skojarzenia z socjalizmem). Czy Tusk, Europejski intelektualista i postępowiec, wychwyci ten niuans w naszym narodowym wydaniu? Będzie w kwestiach gospodarczych bardziej liberałem czy socjaldemokratą (bo to gospodarką wygrywa się w Polsce wybory, zwłaszcza dziś, niestety – nie prawami człowieka lub podejściem do postępu czy wolności). Nie wiemy. Możemy gdybać a sposób by się o tym przekonać jest jeden – Donald Tusk musi wrócić i się z tym wyzwaniem zmierzyć.
 
Po drugie – elektorat negatywny. W jednym z ostatnich numerów Polityki Jerzy Baczyński pisze, że przecież Kaczyński też miał ogromny elektorat negatywny, ale mu to nie przeszkodziło. I dlatego dlaczego miałoby to być aktualnie problemem dla Tuska? Mylne to moim zdaniem postrzeganie i myślenie życzeniowe oraz krótkowzroczne. Owszem, Kaczyński przez cały ten czas (lata 2007 – 2014) miał negatywny elektorat, lecz jednocześnie dokonał on pod koniec tego okresu (a może nawet bardziej w latach 2017 -2019) czegoś niezwykłego – przekonał ludzi do głosowania na jego propozycję mimo dużej antypatii i mimo braku zaufania wobec niego samego. W całej machinie marketingu politycznego PiS było to zjawisko niezwykłe – nie trzeba było już łagodzić czy chować Kaczyńskiego – transfery gotówki i oparcie opowieści PiS o nowoczesnej Polsce o zabezpieczenie socjalne rodzin i najuboższych spowodowało, że nawet, mimo złej twarzy PiSu, w 2019 jeszcze poprawił się wynik wyborczy tej partii sprzed czterech lat. Czy Tuska (i całe jego zaplecze) będzie stać na to by w podobny sposób “oczarować” i podkupić nienawidzących go wyborców Kaczyńskiego, Ziobry czy Konfederacji?
 
W ogóle – cała ta walka rozstrzygnie się na polu programowym – game changera na miarę 500+ i “trzynastek” – czegoś, co skutecznie zaczarowało polską świadomość społeczną na lata. 
 
Zatem Tusk, z całym swoim elektoratem negatywnym i “obojętnym”, ofertę Kaczyńskiego musiałby przebić. Mit Tuska-kowboja, który nigdy się Kaczyńskiego nie zląkł przeszedłby wtedy najpoważniejszy test na prawdę. I dopiero w takim układzie stwierdzenie, iż Tusk “nigdy z Kaczyńskim nie przegrał” nabrałoby swojej mocy. A sam Tusk zdałby wreszcie egzamin na polityczną kompletność, uniwersalizm i moc. 
 
Wiele zależy też od prawdziwych intencji Tuska, a o nich wiemy na razie stosunkowo niewiele –  póki co mniej więcej tyle, że niby polskie sprawy nie są mu obojętne. Czy jednak cała ta baśń o jego powrocie byłaby opowiadana gdyby nie największy od 2014 kryzys w samej Platformie? Ile jest w tym powrocie jego szczerej chęci i ambicji (potrzeby samorealizacji oraz potrzeby ratowania Polski) a ile podszeptów otoczenia, nawoływań społeczeństwa, presji i oczekiwań medialnych? Na razie nie wiemy. Może się dowiemy. Może sam jego powrót pozwoli nam to zrozumieć. 
 
Według mnie nic już PO ani Tuskowi nie będzie dane za zasługi. Za legendy. Za wspomnienia. Za stadiony i autostrady. Za dwie wieże i drużynę pierścienia. Nawet za wolność, demokrację, tolerancję i praworządność. Czasy są już inne. A Donald Tusk będzie musiał sobie wiele z tego wywalczyć na nowo jak w pierwszej dekadzie XX wieku. 
 
Pytanie czy ma jeszcze na to pomysł i energię? Zobaczymy. 
patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

02 comments on “Władcy Pierścieni

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.