Wyciek pieniędzy

Wólka, Rzgów i Modlińska

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zgodnie z obietnicą dziś ciąg dalszy pokazu nieudolności (wg mnie – celowej) urzędników skarbówki w walce z patologiami w kraju nad Wisłą. Piszę o tym, czego sam doświadczam lub co poznałem z opowieści urzędników skarbowych – niektórzy są naprawdę mocno wkurzeni tym, że ściga się przysłowiową panią Jadzię za omyłkowe niewystawienie paragonu na 5 zł a odpuszcza tam, gdzie przekręty idą w miliony i miliardy.

Modlińska

Jako, że bliższa ciału koszula zacznę od patologii podatkowej zorganizowanej w stolicy. Konkretnie pod adresem – Modlińska 44. Odwiedzam to miejsce z żoną mniej więcej raz na kwartał w celu oceny potencjalnych zakupów modowych. W hali jest około 600 miejsc handlu. Za każdy „boks” płaci się czynsz – kilka tysięcy złotych miesięcznie. Każdy rozsądnie myślący człowiek, znający przepisy podatkowe, jest w stanie szybko sobie ogarnąć, że każdy sprzedający powinien posługiwać się kasą fiskalną – wynika to wprost z przepisu, iż sprzedaż detaliczna (z wyłączeniem sprzedaży przez internet, a i to nie w każdym przypadku) w kwocie powyżej 20.000 zł rocznie (miesięcznie – 1.666,66 zł) wiąże się z koniecznością rejestrowania handlu przy użyciu kasy fiskalnej. Skoro więc kogoś stać na płacenie w okolicy 8 tys. zł miesięcznie czynszu oraz wynagrodzenia pracownika (przynajmniej 1) logiczne jest, że nie dokłada kilku tysięcy miesięcznie przez X lat do biznesu. Ale spróbujcie znaleźć kasy fiskalne w tym przybytku handlu – są one wyłącznie tam, gdzie honoruje się płatności kartami (a i w takich miejscach jednak preferuje się płatność gotówką, która nie jest nabijana na kasę). Według moich obserwacji 80% sprzedających kasy fiskalnej nie ma (może mają w domu albo pod ladą – nie wiem – na pewno w punktach sprzedaży zlokalizowanych na Marywilskiej 44 ja ich nie widziałem). Czy urzędnicy o tym wiedzą? I owszem – z moich rozmów wynika, że wiedzą, ale jest odgórny zakaz robienia nalotów w tej jaskini lewych dochodów. Policzmy więc na szybko straty – tak z dużego palca. Żeby się ten biznes kręcił – a przed pandemią ciężko było tam dostać miejsce do handlu, czyli się opłaca – trzeba na 50% marży wykręcać miesięczne obroty w granicach 60-75 tys. złotych dla jednego punktu. Przyjmijmy dolną granicę ze względu na to, iż marże mogą być bliższe 75%. Dla obliczeń zakładam, że ci, co mają kasy już nie kręcą lodów na obrotach i podatkach (nierealne, ale jakoś to trzeba uprościć). Z kolei w drugą stronę – ci co już nie mają wykazują stale niewielką stratę lub niewielki zysk i nie płacą ani VAT (sprzedaż do 200.000 rocznie jest zwolniona) ani dochodowego. Z moich obserwacji wynika, że około 500 punktów sprzedaży jedzie „po bandzie” i prowadzi biznes tylko po to, aby go mieć (żyje najwyraźniej z pożyczek od rodziny – za te również buduje domy, kupuje mieszkania itd.).

Przy utargu 60.000 miesięcznie i 75% marży – zysk na sprzedaży wynosi 25.000 miesięcznie. Brutto. Minus czynsz (8.000) minus pracownik (5.000 – jestem optymistą). Zostaje w kasie 12.000 brutto. Vat do zapłaty to 3.000. Dochodowy 1.500 zł. Plus podatki i ZUS od pracownika – 2.000. Dla budżetu państwa miesięcznie daje to kwotę 6.500. Rocznie 78.000. Od jednego stanowiska. A jest ich 500 – co z kolei daje 39 mln złotych. Mało? Białołęka – na terenie tej dzielnicy funkcjonuje to eldorado – dokładnie tyle zaplanowała w budżecie roku 2021 na utrzymanie przedszkoli. 39 mln to także budżet łączny tej dzielnicy na rozbudowę szkół i przedszkoli, rozbudowę i modernizację ulic oraz sport dzieci i młodzieży w dzielnicy (źródło). A to tylko jedno takie miejsce i kilkuset takich przedsiębiorców. W skali kraju takich „biznesów” są dziesiątki tysięcy. Im jest lepiej – nam jest gorzej (bo wyższe podatki płacą wszyscy). Ale to i tak blednie przy…

C.H Ptak – Rzgów

W tym raju cwaniaczków i kombinatorów byłem 2-3 razy. Na słowo faktura (tam głównie handluje się hurtowo – detal to wyłącznie gotówką) cena rośnie o VAT a czasami i więcej. Kilkukrotnie sam sobie wypisywałem fakturę, bo właścicielowi towaru się nie chciało – dał mi pieczątki, druki i pan sobie pisze, skoro pan potrzebuje. Pisałem – przy sp. z o.o. ciężko handlować towarem, którego się nie ma na stanie. Przy mnie kilku obywateli Federacji Rosyjskiej brało towar na kilkadziesiąt tysięcy złotych na dokumenty WZ (czyli bez faktury) płacąc pięknie w gotówce w dolarach amerykańskich. Modlińska bardzo często się właśnie tam zaopatruje, podobnie jak liczni handlarze bazarowi z całego kraju. Skala lewizny w tym miejscu spokojnie jest 10-15 razy większa niż na Modlińskiej. Straty dla skarbu państwa można bez problemu liczyć w okolicy pół miliarda złotych rocznie. Swojego czasu – po kilku wpisach na FB dyskredytujących sposoby handlu w Rzgowie, sposoby dogadywania się ze skarbówką i ostrzegania „kiedy będą, więc należy mieć zamknięty punkt” padł strach na miejscowych bonzów. Ale chwilowy – kreta namierzono i uciszono (mam nadzieję, że nie w najgorszy z możliwych sposobów  – w każdym razie wpisy się urwały, a na prywatną korespondencję odpisywał jedynie, że już nie może i nie będzie pisał/a). Według mojej wiedzy jest to druga największa „strefa bez podatków” w Polsce. Palmę pierwszeństwa od lat dzierży bowiem…

Wólka Kosowska

To Las Vegas lewych pieniędzy zlokalizowane jest pod Warszawą. O tym miejscu powstało już kilka materiałów w ramach Superwizjera TVN. Miejsce nadzorowane przez służby specjalne Korei Płn. W okolicy dwa osiedla domów jednorodzinnych wykupione i zamieszkałe wyłącznie przez Azjatów z tego państwa. Struktura, przy której camorra wymięka. Do camorry bowiem kreta można w jakiś wyrafinowany sposób wpuścić – tam nie. Bo po pierwsze musisz być Azjatą a po drugie posiadać paszport i być „zarejestrowany” przez służby KRLD. Kilka lat temu wartość strat szacowano na  miliardy złotych. Obecnie spokojnie jest to w okolicy 4-5 miliardów. Trochę schematów działania.

#1

Króluje gotówka. Kiedyś o 9 rano (handel zaczyna się 5-6) właściciel mini hurtowni obuwia bez skrępowania przeliczał gotówkę przy mnie. Po 3-4 godzinach handlu miał około 15 tys. €, około 20 tys. $ i około 50 tys. złotych. Liczył przy otwartych drzwiach – wtedy mnie to szokowało. Później już mniej – nikt by go nie okradł, bo Polak nie dotarłby do drzwi wejściowych a „miejscowi” by się nie ośmielili. Faktury na życzenie oczywiście się wystawia – do ceny należy doliczyć VAT. Tutaj przynajmniej nie było problemu – dostawało się normalny wydruk z komputera.

#2

Handel głównie hurtowy. Samochody z całej Europy – od Finlandii po Rumunię. I tylko biedna polska skarbówka nie potrafi od lat tego ukrócić (przynajmniej w zakresie eksportu) stawiając stałe patrole celno-skarbowe na jedynej drodze dojazdowej. I każdy samochód zapraszamy na parking i proszę o faktury za towar. Nie ma – zgodnie z prawem konfiskata do czasu przedstawienia dowodów zakupu. Szybko by poszło. Ale nie pójdzie – o czym później.

#3

Pracownicy – pracują tam Azjaci ale i dużo Polaków. Miejsce cechuje stały transport towarów na hulajnogach kursujących pomiędzy boksami oraz hurtowniami a boksami. Ciekawe miejsce. Polacy podpisują umowy – co miesiąc nową – które po wypłacie są niszczone. Wszyscy akceptują ten deal – ZUS-u ani PIT-u nie ma, Azjaci rozliczają się uczciwie i co do ustalonej złotówki – wiedzą, że bez Polaków sobie nie poradzą, więc chcą i żyją z nimi dobrze. A ubezpieczenie zdrowotne? Na drugiego małżonka albo po rejestracji jako bezrobotny. I tak to się od lat kręci.

Kilka ciekawostek – kiedyś był tam napad na placówkę bankową (o ile dobrze pamiętam – BZ WBK, kierownik ma chyba zarzuty o pranie brudnych pieniędzy). Nie wiadomo ile pieniędzy zginęło, ponieważ oficjalnie policja nie dostała zawiadomienia. Po kilku dniach podobno pieniądze (90% kwoty) zwrócono. Przestępcy poszli po rozum do głowy – zakładam, że służby specjalne KRLD nieco im w tym „pomogły”. Kontrole skarbowe? Raz przyszły dwie panie z US Pruszków (to ich rejon) i noc spędziły w piwnicy – znam to z opowieści samych urzędników. Rano ich wypuszczono – nie wiedziały, jak się tam znalazły, kto im zabrał telefony i kto ich wypuścił. Od tego czasu – wizyty skarbówki odbywają się wyłącznie w asyście policji i gdzieś jest przeciek, ponieważ jak już się taki „nalot” odbywa, to dziwnym trafem 99% boksów jest zamkniętych. Te, co są otwarte oczywiście są łapane i płacą mandaty – na które reszta się składa, żeby ukarani nie byli stratni. Od czasu do czasu skarbówka pochwali się „spektakularnym” sukcesem – zarekwirowano podrobionego towaru na 100-200 tys. zł itp. Nie ma się czym chwalić, bo łapią tych, co mają być złapani – najczęściej kupujących, bo sprzedający pozostają nietknięci. Urzędnicy skarbowi niższego szczebla się wściekają i bezradnie rozkładają ręce. Każda nowa władza zapowiada czyszczenie tej stajni Augiasza i zawsze kończy się tak samo – brak woli osób decyzyjnych do zrobienia z tym porządku.

Co bardziej ogarnięci urzędnicy niższego szczebla w skarbówce widzą te patologie i strasznie się wkurzają na takie podejście kierownictwa do ściągania przestępców gospodarczych w takich miejscach. Żaden premier czy minister finansów (o ministrze sprawiedliwości i służbach specjalnych nie wspomnę) od czasów koalicji PO-PSL po dzień dzisiejszy nie chce się wziąć za czyszczenie takich miejsc. Toleruje się ich istnienie – dlaczego? To już każdy z czytających musi sam sobie odpowiedzieć. Dopóki takie miejsca będą sobie swobodnie funkcjonować wbrew prawu i logice – dopóty można śmiało powiedzieć, że państwo nie działa i dobrze się mają nie tylko mafie VAT-owskie. Oczywiście łatwiej jest ścigać statystycznego Kowalskiego, że się spóźnił 2 dni ze złożeniem deklaracji (i cyk 300 zł mandatu z automatu – powód nie ważny, to że niezłożnie nie uszczupliło skarbu państwa też znaczenia nie ma) i w ten sposób wypełniać miesięczne i kwartalne cele budżetowe „nakładania i ściągania mandatów” w urzędzie, niż dokładnie, celowo i systematycznie likwidować takie miejsca wolne od podatków. Ale jak zapytacie się tych osób co podatków nie płacą, czego by chcieli od państwa – oczywiście bezpłatnych super szkół, służby zdrowia jak z seriali i dróg o standardzie autostrady od miejsca pracy po dom. No i na starość emeryturę taką, żeby co 3 lata zmieniać samochód na nowego merca czy BMW oraz wakacji na Malediwach lub w Tanzanii także opłaconych z te super emerytury.

Za tydzień pokaże skarbówce, gdzie jeszcze przepadają jej miliony. Tak – będzie o internecie i nie chodzi o „podatek cyfrowy”.

patronite

___

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Jeden komentarz na “Wólka, Rzgów i Modlińska

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.