Zamiast świątecznego barszczu… sok z buraka (komentarz)

TVP pluje jadem – hasło powtarzane od dawna, wiemy to przecież dobrze. Telewizja Polska zdaje się czynić to z nie mniejszym poczuciem satysfakcji niż Rose DeWitt Bukater i Jack Dawson w doskonale znanej filmowej scenie wspólnego plucia z pokładu “Titanica”. Z tym, że jest tu jedna zasadnicza różnica – TVP cały czas wydaje się, że pluje uroczo i z gracją niczym Rose i równie daleko jak Jack. W istocie jednak dzieje się nieco inaczej – TVP pluje nieskutecznie jak Kate Winslet oraz niezgrabnie opluwa przy tym własny podbródek niczym Leonardo DiCaprio w tej samej scenie.

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Ta newsroomowa strategia TVP jest jednak przecież od lat fragmentem szerszego krajobrazu – nie byłoby na owy “jad” takiego popytu w narodowej wytwórni propagandy, gdyby nie istniejąca podaż i nadwyżka fajerwerków w samym obozie rządzącym. W tej mnogości i bogactwie kursów, polityk i programów, o których opowiada polski rząd (także w czasie pandemii) trudno jest już czasem zorientować się na co tak naprawdę obiera kurs nasz narodowy “Titanic” – trudno jednak też nie oprzeć się wrażeniu, że także i w jego przypadku – zderzenie z górą lodową wydaje się nieuniknione. 

Jakiś czas temu, przed rozmową z psychologiem, zastanawiałem się jak to możliwe by w ciągu, dajmy na to, godziny takiej wizyty, opowiedzieć takiemu psychologowi tak zwaną “swoją historię”. Jak mówić w sposób taki, aby dostarczyć mu tyle “materiału” do analizy, by mógł zacząć budować sensowne wnioski i celnie diagnozować. Z rządem Zjednoczonej Prawicy aktualna sytuacja zdaje się być dokładnie odwrotna – dostarcza nam on tyle materiału do analizy, że już w zasadzie nie wiadomo w którą stronę mamy patrzeć. 

Jest pandemia i niby to właśnie ona przez cały czas układa rządową agendę. Niby rząd się dwoi i troi, by przerwać łańcuch zakażeń i poszerzyć “wąskie gardło” szczepień. Jednakże uruchamiając inne tematy, a także wypuszczając czasem medialne kapiszony – nasza uwaga od tego tematu jest mniej lub bardziej świadomie odwracana. Z pandemią zrobiło się już na tyle nieprzyjemnie i dla rządu niezręcznie, iż nawet naczelny rzecznik tego rządu Michał Karnowski musiał w swoich mediach ogłosić, że kolejki karetek do szpitala to w gruncie rzeczy fikcja i gruba przesada. Zupełnie jakby ze stanem państwa było już tak źle, że w obronie rządu warto napisać już tak naprawdę cokolwiek, byle tylko nadal tę społeczną uwagę od istoty problemu odwracać. Odwracać od finansów, od ciągłego niedoszacowania liczb i niedofinansowania służby zdrowia. Od błędów kadrowych i szkoleniowych z ubiegłego lata. Od losowości oraz ogółem – od całej metodologii wprowadzania obostrzeń (zresztą – bezprawnych). Od faktu, że nadal nie mamy w Polsce wprowadzonego stanu nadzwyczajnego. Od nierozliczonych afer Łukasza Szumowskiego. 

Ale przecież na to wszystko nie ma czasu – pandemia nie zwalnia, a rząd musi działać dalej – także w innych obszarach funkcjonowania państwa. 

PiS wpadło zatem na pomysł wprowadzenia po pandemii nowego polskiego ładu, opartego o Krajowy Fundusz Odbudowy, który oparty jest z kolei o unijny mechanizm Funduszu Odbudowy. Ale że wokół FO narosło w ostatnim czasie sporo wątpliwości, niepewności oraz politycznej dyskusji – PiS w znanym sobie stylu temat ten usunął zatem w cień i przesunął z 20 marca datę publikacji swojej wersji “nowego ładu”, tłumacząc się szalejącą pandemią. 

Brak zgodności, co do FO w samym rządzie jest zresztą zarzewiem innych ruchów partii rządzącej. Jest to oczywiście tlący się od miesięcy konflikt z niesfornymi koalicjantami. I jako, że Jarosław Kaczyński zaczął nagle przegrywać sejmowe głosowania (póki co mniej istotne dla mainstreamu partii), już począł szukać nowych szabel, które pozwoliłyby mu w spokoju czekać na głosowania kolejne. Zaczął się na przykład niewinny z początku flirt lidera PiS z Pawłem Kukizem.

A kierownictwo partii i rząd zaczęły uruchamiać kolejne tematy – premier Morawiecki skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie rozstrzygnięcia kwestii kolizji norm prawa UE z prawem polskim. Na tym polu nie ma zmiłuj i PiS na pewno nie odpuści w najbliższym czasie przepychanek z administracją UE, bo to by oznaczało przyznanie się do własnych błędów w tym obszarze popełnionych dotychczas. A ten rząd przecież nie może sobie pozwolić na omylność. Jest wszak niezatapialny. Premier Jordanii podał się do dymisji po śmierci 6 pacjentów z powodu Covid, w skutek awarii aparatury tlenowej. Minister zdrowia Rep. Czeskiej podał się we wrześniu do dymisji, oddając pole innym i przyznając się do kapitulacji swojego resortu w walce z pandemią. A u nas? Tradycyjnie wszystko, co złe w walce z wirusem, było i jest dziełem oraz winą opozycji. U nas także były za to w tym czasie momenty na uśmiechanie się oraz na słynnego już na cały kraj “wirusa w odwrocie”.

By pokazać, że PiS jako europejska prawica jest nadal mocne w Europie, Morawiecki szykuje się do trójstronnych rozmów z Viktorem Orbanem oraz Matteo Salvinim  – wszyscy oni zdają się szukać i potrzebować teraz sojuszników do legitymizacji własnych polityk i poglądów także i na arenie międzynarodowej. I to są chyba na to ostatnie momenty, nie ma bowiem już się do kogo w Europie zgłosić z taką wspólną wizją solidarności, praworządności lub wolności rynku medialnego. Jak słusznie zauważa co jakiś czas Szymon Hołownia – w tym towarzystwie prawdopodobnie brakuje już tylko Marine Le Pen. 

A co jeszcze słychać w kraju, w szczycie trzeciej fali pandemii oraz w ciągu wielkanocnego Wielkiego Tygodnia? W kraju zawsze coś nie idzie. Skąd to wiemy? Bo przecież wtedy właśnie w narracji PiS oraz sprzyjających mediów wracają wrogie ideologie oraz Smoleńsk. Smoleńsk wraca oczywiście też w naturalny sposób, zbliża się bowiem kolejna rocznica katastrofy. Tu jednak też w ostatnim czasie pojawił się dla PiS-u pewien problem  – zamieszanie wokół komisji badającej wypadek. Impas i milczenie samego przewodniczącego komisji – Antoniego Macierewicza. Za chwile mogą być też nowe, istotne wątki udziału ówczesnego ministra w Kancelarii Prezydenta, Jacka Sasina, w organizacji prezydenckiego lotu do Smoleńska. Niepewność wokół tego tematu jest dla samego PiS-u na tyle duża, że może lepiej byłoby dla partii przedłużyć lockdown i wobec Smoleńska zastosować w tym roku metodę “schowania pod dywan” – czyli mniej więcej tam, gdzie aktualnie wydaje się być schowany sam Prezes. I wreszcie dać Smoleńskowi to na co czeka i zasługuje od jedenastu lat –  chwilę ciszy, zadumy i refleksji zamiast plemiennego tańca, mającego znamiona skakania nad buchającym ogniem. 

Chwili ciszy potrzebujemy w końcu przecież także i my sami. Ciszy, lecz także mentalnego wsparcia i solidarności. Obecny rząd wydaje się jednak być aktualnie zdolny jedynie do proszenia a wręcz żebrania o nie (jak premier Morawiecki, tydzień temu podczas słynnej już konferencji prasowej dotyczącej nowych obostrzeń), zamiast wyjść pierwszy przed szereg i zaapelować o narodową solidarność oraz narodowego wsparcia nam udzielić. PiS teoretycznie powinien dać nam teraz jakiś dobry przykład obywatelskich zachowań lub postaw (co oczywiście jest dla tej partii niewykonalne). Mając większościowy rząd (jeszcze) oraz prezydenta, który zresztą nie popełnił przez cały analizowany okres ani jednego nawet tweeta związanego na przykład z trudną sytuacją w związku z pandemią.

Rząd jednak, a w zasadzie bardziej podległe mu media, zamiast tego odpalił najbardziej absurdalny temat ostatnich tygodni  – aferę wokół “Soku z Buraka”. Sprawę na tyle poważną, że aż wspomniany już wcześniej redaktor Michał Karnowski musiał zaapelować na łamach swoich mediów o powołanie sejmowej komisji śledczej w tej sprawie. Niestety, zapominając jednak przy tym, iż wołaniem tym zawołał jeszcze o coś, w innym wymiarze – o pomstę do nieba. 

Na święta powinno być więc jajko, baranek, święty spokój i barszcz. Ale zamiast tego rząd Zjednoczonej Prawicy woli sączyć nam, za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów, inne, wątpliwe rarytasy. Na przykład sok z buraka. Sok, którym to TVP już się zdaje poważnie krztusić. Afera nie wypaliła i okazuje się być raczej kolejnym kapiszonem. Tym bardziej, iż sama, w kwestii pozyskania materiałów użytych do jej nakręcenia, nosi znamiona popełnienia przestępstwa.  

patronite

Jeśli podobają Ci się treści prezentowane na Subiektywno-Obiektywny, zapraszamy do wsparcia naszego działania na Patronite! 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.